Kijów | Fot. ELG21/Pexels

Wojna spadła jak grom z jasnego nieba. O triumfie ducha nad materią

Ukraina potrafi postawić się silniejszemu wrogowi, ponieważ walczy o coś, czego nie można zredukować do przeliczalnych wartości. Byliśmy dotąd przekonywani, że gwarantem pokoju jest wolny rynek i wymiana handlowa, zaś idealiści głoszący wartości najwyższe, takie jak Bóg czy ludzka godność, stanowili "grupę niebezpiecznych szaleńców".

Reklama

Wojna na Ukrainie zastała mnie w szpitalu. Rozdzwaniają się telefony. Kolega ksiądz wraz z młodzieżą licealną przygotowuje kanapki na Dworcu Centralnym w Warszawie, dzwoni i mówi, że widzi sceny, które dotąd znał tylko z filmów. Biegnie w pośpiechu spraw, w labiryncie uchodźców, stoisk informacyjnych, dzieci, osób z tabliczkami, wśród krzyków, nawoływań, aby w sklepie dokupić szynki do kanapek. Nie będzie długo mnie wypytywał, czy udała się moja operacja. W tych okolicznościach to całkowicie zrozumiałe. Drugi telefon – syn znajomej Ukrainki organizuje transport środków opatrunkowych i lekarstw dla rannych. Trzeba się dorzucić do zbiórki. „Broń Boże” – mówi przekazujący informację – „proszę nie kupować niczego na własną rękę, bo zazwyczaj sięgamy wtedy po gaziki i plastry, które sprawdzają się na pielgrzymce do Częstochowy, ale nie na wojnie”.

Ledwo wyszliśmy z pandemii, a na nowo musimy orientować się w rzeczywistości, którą znów organizuje zdarzenie, o którym czytaliśmy i wiedzieliśmy, że nie można go wykluczać, a przecież przyszło na nas jak grom z jasnego nieba

Logika przemocy i szukanie pocieszenia

Wojna. Sama nazwa wywołuje grozę, skojarzenia ze strachem, bólem, biedą i niepewnością. Co się za chwilę wydarzy? Co będzie z nami? Co dalej? Na wszystkie te pytania nie ma dobrych odpowiedzi, ponieważ wszelkie prognozy zakładają racjonalność ludzkiego postępowania, a przecież wojna zawiesza działanie rozumności i spuszcza ze smyczy siły irracjonalne i barbarzyńskie. Ustanawia panowanie logiki przemocy. Gdzie zatem szukać pocieszenia?

Reklama
Reklama

Wielki filozof dwudziestowieczny, Ludwig Wittgenstein, codziennie doświadczał zagrożenia życia, walcząc na pierwszej linii w okopach I wojny światowej. Co szokujące, właśnie w tym niebezpieczeństwie odnalazł Boga. A stało się to wtedy, kiedy zrozumiał, że „cokolwiek by mu się przydarzało, jest bezpieczny”. Innymi słowy, jest w dobrych rękach. Nikt nie może mu odebrać tego, co naprawdę się w życiu liczy: godności, honoru, spokoju sumienia. 

Deklaracja: „Cokolwiek się wydarzy, jestem bezpieczny” nie wyraża wiary w to, że nic złego się mi nie przydarzy, aczkolwiek młody Wittgenstein wojnę rzeczywiście przeżył i rozpoczął po niej oszałamiającą karierę akademicką. Jego refleksja jest raczej owocem doświadczenia Bożej Opatrzności: Bóg jest Panem historii, chwyta w Swej dłoni losy wszystkich ludzi, prowadzi ku Sobie i szczęśliwemu dla Jemu wiernych finałowi. Chrześcijanin wie, że Chrystus na Krzyżu już pokonał wszelkie zło, nieprawość i zdeprawowanie. Cierpliwie czeka na okazanie się owoców tego zwycięstwa, obserwując od czasu do czasu podrygiwanie wrogów Boga, pamiętając jednak przy tym, że im większy ich bunt, tym większy też znak ich bezsiły. Wierzący pamięta także, że wszelkie zło pochodzi z wnętrza człowieka, z jego myśli, wad i zamiarów, że nic, co z zewnątrz do niego przychodzi, nie może uczynić go nieczystym (por. Mk 7, 21), ponieważ sam Bóg jest strażnikiem jego duszy. Naprawdę jest więc bezpieczny, niezależnie od tego, co się w jego życiu wydarza.

Strach nie jest oznaką niewiary

To wszystko nie wyklucza oczywiście możliwości psychologicznie odczuwanego lęku o własną przyszłość i zatroskania o tych, których kochamy. Ludzki niepokój nie jest oznaką niewiary. Jeśli niepokoimy się o to, czy w planach Putina nie ma przypadkiem użycia arsenału nuklearnego, czy też ataku na Polskę, nie znaczy to, że z naszą wiarą jest coś nie w porządku. Zaufanie do Jezusa nie stoi w sprzeczności z możliwością realizacji mrocznej perspektywy wybuchu III wojny światowej. Zgodnie z doświadczeniem Wittgensteina wiara jest zdolnością akceptacji tego, co przynosi los, poprzez dostrzeżenie w nim miłosnego gestu samego Ojca. Los może wprowadzić mnie w ciemną dolinę, mogę się tego bać i lękać, mogę to przeżywać jako coś nieznośnego, ale jeśli ufam, że wciąż jest przy mnie Bóg i prowadzi mnie zgodnie ze Swą wolą, to znaczy, że zachowałem wiarę.

Reklama
Reklama

Ludzki niepokój nie jest oznaką niewiary. Jeśli niepokoimy się o to, czy w planach Putina nie ma przypadkiem użycia arsenału nuklearnego, czy też ataku na Polskę, nie znaczy to, że z naszą wiarą jest coś nie w porządku.

Wzorem reakcji na zło w Biblii jest Hiob. W Księdze Hioba czytamy jego wypowiedź: „Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?” (Hi 2, 10). Zauważmy, że Hiob wyrażając gotowość przyjęcia cierpienia z ręki Boga, nie neguje tym samym niszczycielskiego charakteru zła, lecz wypatruje dalszego ciągu objawienia Bożego planu. Staje w ten sposób w opozycji do swojej żony, która reaguje na nieszczęścia histerycznym złorzeczeniem Bogu. Podobnie przyjaciele Hioba – Elifaz, Bildad i Sofar, skoro tylko go ujrzeli, „podnieśli swój głos i zapłakali. Każdy z nich rozdarł swe szaty i rzucał proch w górę na głowę” (Hi 2, 12). Podobnie i my wypatrując sensu złowrogich wydarzeń na Ukrainie, nie lekceważymy cierpienia i tragedii, lecz unikamy alternatywy reprezentowanej w Piśmie Świętym przez Hiobowych przyjaciół, to jest bezmyślnego histeryzowania, pustego rozpaczania nad sprawami, na które nie ma się wpływu.

CZYTAJ: Lęk i złość. Jak radzić sobie z emocjami, jakie wywołuje w nas wojna w Ukrainie?

Reklama

Jak przyjąć wojnę? 

Jak dostrzec w niej wydarzenie dopuszczane przez Boga? Otóż wojna zdejmuje maski. Wprowadza nas w stan oskarżenia, które ujawnia prawdę o ludzkich sercach. Czy są w nich tylko mądre uzasadnienia i właściwe przekonania, czy znajdzie się też w nich miejsce dla współczucia, aktywnej miłości bliźniego i zdolności do poświęcenia? Dwa tygodnie to być może zbyt krótka cezura czasu, ale póki co Polacy są dobrymi świadkami chrześcijańskiego miłosierdzia. Przyjęliśmy ponad milion uchodźców wojennych nie tworząc przy tym żadnego obozu. Wystarczyły otwarte serca. Wojna jako czas prawdy każe także nazywać dobro po imieniu i je chwalić. Zaznaczam to, ponieważ nawet dziś słychać w Polsce głosy specyficznych moralnych purystów, oskarżające nas o wrogość względem migrantów i rasizm. Prosty czyn bezinteresownej dobroci jest najlepszą odpowiedzią na agresję zła, nawet jeśli realizuje go serce strwożone i znękane.

Wojna zdejmując maski, ujawnia także kłamstwo materializmu. Wojna obnaża prostackie przywiązanie do dóbr materialnych jako śmieszne. Jawi się ono wyjątkowo paskudnie w zestawianiu z obrazami płynącymi do nas z Mariupola czy Charkowa. 

Wojna zdejmując maski, ujawnia także kłamstwo materializmu. Jeśli dla przykładu rozpaczanie części amerykańskiej opinii publicznej z powodu drogiej benzyny (i tak tańszej niż w Polsce) budzi zażenowanie, to właśnie dlatego, że wojna obnaża prostackie przywiązanie do dóbr materialnych jako śmieszne. Jawi się ono wyjątkowo paskudnie w zestawianiu z obrazami płynącymi do nas z Mariupola czy Charkowa. 

Triumf ducha nad materią

Zbrojny opór Ukraińców wbrew wszelkim przewidywaniom i kalkulacjom trwa. Również on pokazuje tryumf ducha nad materią. Ukraina potrafi postawić się silniejszemu wrogowi ponieważ walczy o coś, czego nie można zredukować do przeliczalnych wartości. Walczy o wolność i samostanowienie. Byliśmy dotąd przekonywani, że gwarantem pokoju jest wolny rynek i wymiana handlowa, zaś idealiści głoszący wartości najwyższe, takie jak Bóg czy ludzka godność, jeśli jeszcze takowi istnieją, stanowią grupę niebezpiecznych szaleńców, gotowych dla swoich ideałów spopielić cały świat. Sekret pokoju miał tkwić w liczbach, najlepiej jak największych i przeliczalnych na twarde waluty. 

Dzisiaj wiemy, że ten projekt jest chybiony, w tym sensie, że choć jest od wielu dekad realizowany i tak nie zapobiegł wybuchowi wojny w Europie. To, co materialne nie jest najważniejsze i nie decyduje o wszystkim, co najistotniejsze dla egzystencji człowieka. Właśnie teraz, kiedy chmury historii nad naszymi głowami gęstnieją i czernieją, kiedy w najlepszym ze scenariuszy i tak czeka nas poważne uszczuplenie portfeli i pogorszenie się jakości świadczeń publicznych, powinniśmy o tym pamiętać

To moment gromadzenia sobie skarbów w niebie, „gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się, i nie kradną” (Mt 6, 20).


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę