video-jav.net

Wielka orkiestra świątecznej żałoby

Jesteśmy w połowie Oktawy Uroczystości Wszystkich Świętych. Na grobach więdną już kwiaty, znicze dogasają, gwar cichnie. Mija już ten szczególny okres paradoksów, w którym ludzie biegający po domach w strojach upiorów i wampirów zarzucają katolikom modlącym się nad grobami popisowość i zabobony

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O tych wyjątkowych chwilach piszę z perspektywy tego, który Uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego nie spędza na cmentarzach. Nie odwiedzam w ten dzień miejsc pochówku z żadną szczególną emocją, ponieważ moi najbliżsi zmarli są pochowani w znacznej odległości od mojego miejsca zamieszkania, a z roku na rok coraz mniejsze mam możliwości, aby do tych grobów dotrzeć. Odwiedzam ich w innym czasie.

A zatem tylko okiem gościa zza płotu podziwiam cmentarze – miejsca, w których tylko raz do roku więcej jest żywych, aniżeli umarłych.

Być może to właśnie ta bardziej zewnętrzna perspektywa daje mi szanse zaobserwować przykre mechanizmy, które co i rusz zdradzają się w zachowaniu moich ukochanych braci i sióstr. Uczestnictwo w ogólnonarodowym pośpiechu niejednokrotnie przyćmiewa ten punkt widzenia.

Jest w nas jakaś trudna do zdefiniowana siła, która popycha do wykonania rzeczy najprostszych i – co szczególnie ważne w tym wypadku – najcichszych z niewspółmierną pompą, z groteskowo niepasującą do okoliczności majestatycznością. Próbujemy wziąć udział w karykaturalnym wyścigu na zadumę, przekrzykujemy się ciszą. Panicznie przekształcamy święto radości i refleksji w festiwal zniczy.

Czy o to chodzi?

Mam jedno skojarzenie. Poza Uroczystością Wszystkich Świętych i Wielką Sobotą, kiedy naocznie doświadczmy, ilu w Polsce jest katolików, jest jeszcze jeden dzień, w którym okazuje się, ilu mamy w ojczyźnie filantropów. To zestawienie, zdradzone zresztą w tytule tekstu, może być dla niektórych bulwersujące i – powstrzymując się od jakichkolwiek ocen – sądzę, że powinno być.

Uważam, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy odwołuje się do tego samego instynktu rekompensaty czegoś, czego w gruncie rzeczy nie robimy przez cały rok. Na cmentarzach zachowujemy się trochę jak mężczyzna w kryzysie wieku średniego, który postanawia nadrobić czas, jaki uważa za stracony. Bezskutecznie.

Podobnie jak w listopadzie desperacko próbujemy w ciągu jednego dnia zmieścić obowiązki wobec naszych zmarłych, by przez pozostałe dni roku mieć spokój, tak i w styczniu jednego dnia płacimy haracz od wyrzutów sumienia, podatek od dobroczynności i z zagłaskanym sumieniem wracamy do egoizmu dnia codziennego.

Nie tędy droga.

Dobro ma wartość, gdy nie jest doraźne. Modlitwa jest piękna, gdy nie jest okolicznością, dodatkiem do znicza i wieńca. Pamięć jest prawdziwa, gdy nie jest okazjonalna. Jakim mężem jest ten, który o swojej żonie pamięta jedynie w rocznicę ślubu? Jakim synem jest ten, który słucha mamy tylko w jej urodziny?

A jakimi żałobnikami jesteśmy my – cmentarna orkiestra im. 1 listopada?

Oczywiście, że generalizuję. Przy grobach stoją i ci, którzy nieraz zamawiali msze św. gregoriańskie, a do orkiestrowych puszek wrzucają i tacy, którzy działalność charytatywną biorą bardzo na serio. Oni niech uśmiechną się pod nosem i machną ręką, że wyolbrzymiam. Dziękuję im za to, że dzięki nim jest lepiej, niż mogłoby być. A pozostali?

Pozostali niech sobie uświadomią, że pamiętanie o zmarłych tylko 1 listopada jest równie skuteczne, jak pamiętanie o diecie tylko 1 stycznia.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Buty księdza proboszcza

Stałem się gruboskórny. Stała analiza nieprzychylnych Kościołowi mediów prędzej czy później uodparnia na nieuczciwe zarzuty niczym dobra szczepionka. Jednak od wielkiego dzwonu igła - a może raczej szpilka? - bywa za gruba i za długa, by można ją zignorować

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W miniony weekend internetowe wydanie Gazety Wyborczej wypuściło wywiad z Jakubem Wojewódzkim. Nie byłoby w tym nic oburzającego, gdyby nie treści, które – jak zwykle w tym wykonaniu – muszą szokować. Zaskakujące w wypowiedziach showmana jest jednak to, że choć przywykłem do smutnych wynurzeń osób niemających pojęcia o podejmowanym temacie, w tym wywiadzie padły słowa, które nie pozwalają mi skwitować ich – jak mam w zwyczaju – delikatnym uśmiechem.

fot. Wikipedia

Może to ze względu na ilość znajomych, którzy zaspamowali mi Facebookową tablicę własnymi rozważaniami o czarnych karaluchach i uwielbieniem dla słów króla TVN? Może z powodu dawnej sympatii do śmieszkującego prowadzącego? Wreszcie może ze względu na ciężar nieodpowiedzialnego zarzutu, jakim kolejny medialny religioznawca nazywa Boga bezlitosnym egoistą, a wierzących tchórzami. Sam już nie wiem.

Oczywiście – wzorem innych portali – mógłbym wyśmiać obłudę Wojewódzkiego, krytykującego z pozycji kierowcy Ferrari bizantyjskość życia księdza, który prawdopodobnie jeździ używanym Matizem. Zresztą w wyścigu na narcyzm celebryta również mknie lewym pasem, choć w wywiadzie faryzejsko wygraża tym, których dawno zostawił w tyle. Mógłbym też słusznie wytknąć mu, że gdy w wypowiedzi o pogrzebie Anny Przybylskiej wyzywa wierzących od tchórzy, uderza właśnie w tę jedną z najcudowniejszych istot, jakie znał, tę, którą poszedł czule pożegnać, a która w odwadze wciąga go nosem.

Ale postawię sprawę inaczej.

Gdy rozpoczynałem służbę ministrancką (lata temu; papieżem był jeszcze Jan Paweł II), w naszej parafii w charakterze seniora posługiwał emerytowany ksiądz z 50-letnią posługą na karku. Nim wprowadził się do siostry, by u niej spędzić czas swojej emerytury, był kapłanem w wielu parafiach katowickiej Archidiecezji, a przede wszystkim proboszczem jednego z większych kościołów. Tę ostatnią, szczególną posługę pełnił przez 28 lat.

Gdy go poznałem, był sędziwym księdzem, za którym – ze względu na tempo odprawiania nabożeństw – młodzi ministranci nie przepadali. Nie dał się jednak nie lubić. Pamiętam z jakim opóźnieniem, gdy wzrok już nie dopisywał, odpowiadał na pozdrowienie, kiedy mijaliśmy go na osiedlu. Odpowiadał: Szczęść Boże, grzeczni, choć zawsze wzbudzał moją ciekawość, czy aby na pewno nie powiedział: grzeszni.

Ale najmocniej pamiętam go z jednego szczegółu – z jego butów. Kiedy my, razem z kolegami prześcigaliśmy się na najnowsze modele sportowego obuwia w najbardziej szalonych kolorach, ksiądz senior chodził po osiedlu przez lata w tych samych filcowych, gorących butach. Czy to styczeń, czy lipiec zawsze ta sama tania i przetarta u podeszwy para. Nie z fanaberii, nie z ekscentryczności, ale ze zwykłego niedostatku nie fundował sobie niczego lepszego.

fot. Arcadiuš

Oto i proboszcz, który się dorobił! Oto i ksiądz polski – uosobienie bizantyjskości! Ale nie pozna go nikt, kto księży kojarzy z relacji Wojewódzkiego.

Ten niby nieistotny szczegół przypomniał mi się, gdy przeczytałem jak to Kościół w Polsce pakuje się z czarnymi drogimi butami na porodówkę, do nauki i naszego portfela. Tego, że celebryta sam w nietanich butach wtrąca się do nauki Kościoła i – zarzucając przepych – do Jego portfela, już nie zauważa. Przykre.

W oczach Wojewódzkiego – jak sam zeznaje – Kościół ma twarz byłego arcybiskupa oskarżonego o pedofilię. To schizofreniczna diagnoza człowieka, który w tym samym wywiadzie swoje antypolskie ekscesy i – dla przykładu – kazirodcze wynurzenia prof. Hartmana nazywa faktami medialnymi. W domyśle: nieprawdziwymi.

Analityczne okulary showman zakłada jednak nader rzadko. Szkoda. Może przestałby tendencyjnie reglamentować swój krytycyzm?

A ja Bogu dziękuję, że w moich oczach Kościół ma inne twarze. Również pewnego byłego proboszcza. Bóg zabrał go w zeszłym miesiącu do siebie, po 61 latach służby kapłańskiej. Nie zostawił po sobie żadnego bogactwa, nie umierał w luksusach.

Nie był dla mnie wzorem kapłana – za słabo go znałem. Za to stał się w moich oczach symbolem skromności, pokory i prawdziwego Kościoła, którego telewizyjna prezerwatywa rzeczywistości nie przepuszcza. Ze szkodą dla ludzi takich, jak Wojewódzki.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >