Nasze projekty
Tomasz Adamski

Polska. Krok do iranizacji

Grunt pod nogami zadrżał antykościelnym lewicowcom już w zeszłym tygodniu, a od wczoraj drżenie to rezonuje jeszcze silniej. Otóż jesteśmy o krok od stania się republiką wyznaniową i publicyści nie wahają się wyciągać z rękawa porównań do Iranu

Reklama

Już na początku zalecałbym wzięcie głębokiego oddechu. Po pierwsze wprowadzenie takiego ustroju jest niemożliwe ze względu na społeczny sprzeciw i konieczność dokonania skomplikowanych korekt w konstytucji (w zasadzie napisania jej na nowo), po drugie – polska wersja takiej republiki z oczywistych względów musiałby przybrać inny kształt niż wersja irańska, po trzecie – Kodeks Prawa Kanonicznego (kan. 285, par. 3) zabrania duchownym sprawowania władzy świeckiej, aż wreszcie po czwarte i najważniejsze – to, przed czym antyklerykałowie tak strasznie trzęsą portkami jest intelektualną prowokacją, którą spanikowani publicyści wzięli jako prawdziwy postulat.

 

O co chodzi?

Reklama
Reklama

 

Prof. Szczerski, dawniej podsekretarz stanu w MSZ, jest brany pod uwagę jako współpracownik w Kancelarii Prezydenta, o ile zostanie nim przedstawiciel opozycji. Nazwisko to wyciekło w takim właśnie charakterze, więc część publicystów wzięła sobie za punkt honoru skomentować kompetencje profesora. Traf chciał, że 10 lat temu (!) w czasopiśmie Pressje profesor sugerował konieczność przekształcenia senatu w reprezentację osób zaufania publicznego, czyli m.in hierarchów. Pomijając już fakt, że zaufanie wobec biskupów jest w Polsce diametralnie inne niż wtedy, gdy umierał Jan Paweł II, należy podkreślić jedną sprawę: ten postulat to literacka fikcja.

 

Reklama
Reklama

Celem tego numeru Pressji było bowiem bajdurzenie nad alternatywami. Co by było, gdyby…? – zadawano sobie pytanie i snuto domysły. Tekst prof. Szczerskiego szedł w określonym z góry kierunku, ale bez pretendowania do miana politycznego postulatu. Dziś, po 10 latach wyciąga się ten tekst i straszy iranizacją Polski (termin ten ma zresztą długą propagandową historię, ale to temat na zupełnie inny wpis). Czy można być bardziej niepoważnym?

 

Polska. Krok do iranizacji

Reklama

Ale dobrze się stało, bo ta z daleka ujawniona panika pokazuje nam po prostu wyższe piętro budowli, którą obserwować możemy każdego dnia – konstrukcję zabobonnego wręcz strachu przed klerykalną dyktaturą, który jest aprioryczny do tego stopnia, że nie bierze pod uwagę nawet dyskusji nad treścią. Kler w parlamencie byłby zły, bo byłby klerem. I kropka.

 

Ta obserwacja może nas doprowadzić do prostego pytania: czym różni się w poglądach biskup od wierzącego, praktykującego, zaangażowanego politycznie katolika, który w świetle prawa mógłby to miejsce w wyższej izbie parlamentu zająć?

 

Mnie też delikatnie odrzuca obrazek połowy miejsc w Senacie zajętych przez ubranych w sutanny hierarchów, więc cieszę się z wskazanego wyżej przepisu w KPK. Ale stawiam pytanie, czy ten lęk przed silną reprezentacją Kościoła i katolicyzmu w Polsce, ta wręcz alergiczna reakcja na domniemany postulat prof. Szczerskiego i wieczne zasłanianie się ponoć konstytucyjnym (gdzie dokładnie?) rozdziałem państwa od Kościoła nie są obrazem tego, kim dla niektórych środowisk stają się katolicy?

 

A stają się grupą reprezentującą zagrożenie, konieczną do zmarginalizowania, niegodną udziału w demokracji ze swoim wiecznym wstecznictwem i sztandarami ciemnogrodu. Czy kłamliwość medialnego opisu Kościoła, w którym prymas obraża się na wiernych, katechetka zwalniania jest po rozwodzie z publicznej szkoły, biskupi zamiatają afery pod dywan, a inkwizycyjne stosy są o krok od zapłonięcia; czy ta oszukańcza nieprzystawalność może przynosić aż tak absurdalne owoce?

 

Nie znam odpowiedzi. Pytam.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite