video-jav.net

Polska. Krok do iranizacji

Grunt pod nogami zadrżał antykościelnym lewicowcom już w zeszłym tygodniu, a od wczoraj drżenie to rezonuje jeszcze silniej. Otóż jesteśmy o krok od stania się republiką wyznaniową i publicyści nie wahają się wyciągać z rękawa porównań do Iranu

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Już na początku zalecałbym wzięcie głębokiego oddechu. Po pierwsze wprowadzenie takiego ustroju jest niemożliwe ze względu na społeczny sprzeciw i konieczność dokonania skomplikowanych korekt w konstytucji (w zasadzie napisania jej na nowo), po drugie – polska wersja takiej republiki z oczywistych względów musiałby przybrać inny kształt niż wersja irańska, po trzecie – Kodeks Prawa Kanonicznego (kan. 285, par. 3) zabrania duchownym sprawowania władzy świeckiej, aż wreszcie po czwarte i najważniejsze – to, przed czym antyklerykałowie tak strasznie trzęsą portkami jest intelektualną prowokacją, którą spanikowani publicyści wzięli jako prawdziwy postulat.

O co chodzi?

Prof. Szczerski, dawniej podsekretarz stanu w MSZ, jest brany pod uwagę jako współpracownik w Kancelarii Prezydenta, o ile zostanie nim przedstawiciel opozycji. Nazwisko to wyciekło w takim właśnie charakterze, więc część publicystów wzięła sobie za punkt honoru skomentować kompetencje profesora. Traf chciał, że 10 lat temu (!) w czasopiśmie Pressje profesor sugerował konieczność przekształcenia senatu w reprezentację osób zaufania publicznego, czyli m.in hierarchów. Pomijając już fakt, że zaufanie wobec biskupów jest w Polsce diametralnie inne niż wtedy, gdy umierał Jan Paweł II, należy podkreślić jedną sprawę: ten postulat to literacka fikcja.

Celem tego numeru Pressji było bowiem bajdurzenie nad alternatywami. Co by było, gdyby…? – zadawano sobie pytanie i snuto domysły. Tekst prof. Szczerskiego szedł w określonym z góry kierunku, ale bez pretendowania do miana politycznego postulatu. Dziś, po 10 latach wyciąga się ten tekst i straszy iranizacją Polski (termin ten ma zresztą długą propagandową historię, ale to temat na zupełnie inny wpis). Czy można być bardziej niepoważnym?

Polska. Krok do iranizacji

Ale dobrze się stało, bo ta z daleka ujawniona panika pokazuje nam po prostu wyższe piętro budowli, którą obserwować możemy każdego dnia – konstrukcję zabobonnego wręcz strachu przed klerykalną dyktaturą, który jest aprioryczny do tego stopnia, że nie bierze pod uwagę nawet dyskusji nad treścią. Kler w parlamencie byłby zły, bo byłby klerem. I kropka.

Ta obserwacja może nas doprowadzić do prostego pytania: czym różni się w poglądach biskup od wierzącego, praktykującego, zaangażowanego politycznie katolika, który w świetle prawa mógłby to miejsce w wyższej izbie parlamentu zająć?

Mnie też delikatnie odrzuca obrazek połowy miejsc w Senacie zajętych przez ubranych w sutanny hierarchów, więc cieszę się z wskazanego wyżej przepisu w KPK. Ale stawiam pytanie, czy ten lęk przed silną reprezentacją Kościoła i katolicyzmu w Polsce, ta wręcz alergiczna reakcja na domniemany postulat prof. Szczerskiego i wieczne zasłanianie się ponoć konstytucyjnym (gdzie dokładnie?) rozdziałem państwa od Kościoła nie są obrazem tego, kim dla niektórych środowisk stają się katolicy?

A stają się grupą reprezentującą zagrożenie, konieczną do zmarginalizowania, niegodną udziału w demokracji ze swoim wiecznym wstecznictwem i sztandarami ciemnogrodu. Czy kłamliwość medialnego opisu Kościoła, w którym prymas obraża się na wiernych, katechetka zwalniania jest po rozwodzie z publicznej szkoły, biskupi zamiatają afery pod dywan, a inkwizycyjne stosy są o krok od zapłonięcia; czy ta oszukańcza nieprzystawalność może przynosić aż tak absurdalne owoce?

Nie znam odpowiedzi. Pytam.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Chazangate. Prawie minął rok

W zeszłym tygodniu śledztwo w sprawie prof. Chazana zostało umorzone. Oznacza to mniej więcej tyle, że powód, dla którego zwolniono go z pracy i przez kilka ostatnich miesięcy porównywano do nazistowskiego zbrodniarza dr Mengele, nie istnieje. Śledczy przestali szukać dowodów, ponieważ nie było przestępstwa, które te dowody miałyby wykazać.

Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kto zatem za tę histerię poniesie odpowiedzialność?

Przypomnijmy, że ceniony ginekolog odmówił dokonania aborcji u kobiety, której dziecko miało nie przeżyć nawet kilku godzin po urodzeniu, powołując się przy tym na klauzulę sumienia i oferując inną pomoc niż zabieg przerwania ciąży z oczywistym skutkiem śmiertelnym dla dziecka. W wyniku tej decyzji rozpoczęto wyciąganie wobec dyrektora konsekwencji, przy których zwolnienie z pracy wydaje się błahostką. Utrata dobrego imienia jest bowiem bardziej bolesna i dużo trwalsza.

Internet i media po dziś dzień huczą i kojarzą nazwisko byłego dyrektora szpitala Świętej Rodziny w Warszawie z różnymi epitetami, z których większość nie nadaje się do przedrukowania. Prywatne opinie wielu znanych mi osób nie są wcale werbalizowane delikatniej. W opinii publicznej innej niż aktywna mniejszość pro-liferska dominował i wciąż dominuje obraz dyrektora-terrorysty. Decyzja śledczych nie ma na to żadnego wpływu.

Jeśli jednak nie ulega wątpliwości (w gruncie rzeczy od początku były one niewielkie, co potwierdza prokuratura), że lekarz nie popełnił przestępstwa, bo przecież życiu i zdrowiu pacjentki nigdy z jego rąk nie groziło niebezpieczeństwo, kto zapłaci za kilkaset dni dezinformacji, w trakcie których zakodowano w milionach głów jedyny słuszny szablon: Chazan-potwór?

Kilka wypowiedzi radiowych słyszałem, w których w ciągu jednej chwili potrafiono o doktorach honoris causa mówić per profesor, a o byłym dyrektorze tylko po nazwisku, ostentacyjnie pomijając tytuł, który przecież zarezerwowany jest dla światłych postępowców. Gdy przy okazji przedstawienia Golgota Picnic, jeden z aktorów nazwał scenariusz bełkotem, został zwolniony z komentarzem, że drugi Chazan w teatrze niepotrzebny. Tak oto nazwisko dyrektora w pewnych środowiskach stało się obelgą na równi z katotalibem, jak określano profesora już wcześniej. Zresztą termin chazanizacja również ukuto.

Chazangate. Prawie minął rok

Przykłady tej obrzydliwej kampanii można mnożyć, ale nie ma potrzeby podnosić sobie ciśnienia.

Zresztą nawet w obliczu ostatniej decyzji prokuratury o umorzeniu śledztwa Gazeta Wyborcza publikuje na swojej internetowej stronie tekst pt. "Wina bez kary prof. Chazana". Trudno o tytuł bardziej symptomatyczny. Winę media znalazły już dawno, a ostatnie miesiące to walka z prokuraturą (!) o ukaranie tyrana.

Inna sprawa to rodzina – skierowana (przypadkiem?) na aborcję do szpitala, w którym w ciągu ostatnich ośmiu lat zabieg ten przeprowadzono raz i to podczas nieobecności profesora; rodzina użyta i zostawiona na pastwę losu, bo po zgaszeniu reflektorów i zakończeniu zbliżeń na toczące się matczyne łzy, media przestały się nią interesować. Przyroda nie znosi próżni, a telewidzowie i czytelnicy szybko sie nudzą, więc ich uwagę błyskawicznie przeniesiono z dziecka, którego podły lekarz nie chciał usunąć na inną tragedię w postaci wypadku samochodowego lub zamachu bombowego.

Paradoksalnie pomóc rodzinie próbował głównie… prof. Chazan. I kto tu jest potworem?

Nie należę do tych wielbicieli prof. Chazana, którzy na mocy społecznego sprzeciwu wobec potraktowania go przez media i władze postanowiły uczynić z niego prezydenta Warszawy, symbol świętości w życiu codziennym i stawiały go na piedestał, na który skromny lekarz nigdy nie próbował się wspinać, a nawet – mam wrażenie – nieswojo się na nim czuł, m.in. świadom swojej nieświętej przeszłości. Ale kilka miesięcy obserwacji, jak opinia publiczna głupieje i daje się po raz milionowy wprawiać w ruch na jedno skinienie mediów zawsze chętnych do rozniecania ideologicznych wojenek w porę i nie w porę, wzbudza we mnie tylko współczucie wobec ofiary tej kampanii i gniew wobec inżynierów tego systemu oszczerstw, w którym prawda ustępuje wartościom bardziej komercyjnym.

Czy ktoś za to zapłaci? Wątpię.

Tomasz Adamski

Tomasz Adamski

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Adamski
Tomasz
Adamski
zobacz artykuly tego autora >