Nasze projekty
Reklama
Fot. Stacja7/Wikipedia

„Kto mobilizuje nienawiść – przegrał!” Co kard. Wyszyński powiedziałby o sporze wokół Trybunału Konstytucyjnego?

Państwo nie jest wojennym łupem polityków, zdobywanym po kolejnych wyborach. Kard. Wyszyński z całą pewnością stanąłby po stronie Narodu Polskiego. To jest jedyna, pewna rada od Prymasa Tysiąclecia dla rządzących, aby też tam się ustawili.

Polska od kilku dni żyje wydarzeniami wokół Trybunału Konstytucyjnego. 30 października przed siedzibą TK pojawiły się wzmożone siły policji, doszło do demonstracji i zatrzymań, a wewnątrz samego Trybunału doszło do znieważenia Prezydenta Polski. Sędzia Anna Korwin-Piotrowska ogłosiła przejęcie obowiązków prezesa TK, podczas gdy sędzia Bogdan Święczkowski i inni sędziowie uznają te działania za bezprawne.

Rząd wprowadzając Policję, mówi o przywracaniu praworządności, opozycja o naruszeniu porządku konstytucyjnego. Spór prawny splótł się z politycznym i społecznym, a język i działania obu stron stają się coraz ostrzejsze. To wszystko powoduje w społeczeństwie strach, obawę o bezpieczeństwo Polski, zwłaszcza w obliczu wojny za jej wschodnią granicą.

W tej sprawie także Episkopat zwołał pilne posiedzenie biskupów, po którym wezwał do „nieeskalowanie konfliktu, podjęcie konstruktywnego dialogu, pokojowe rozwiązywanie wszystkich trudności, porzucenie uprzedzeń i działań siłowych”.

Reklama

W obecnej sytuacji Polski, wiele osób zastanawia się, co powiedziałby i zrobił kard. Stefan Wyszyński. Oczywiście tego nie wiemy, jak oceniłby konkretne decyzje premiera, prezydenta, sędziów czy prokuratury i nie można wpisywać Prymasa Tysiąclecia do któregoś ze współczesnych obozów politycznych. Można jednak sięgnąć do jego słów i zastanowić się, co mówią nam dzisiaj o państwie, władzy, sumieniu i odpowiedzialności za wspólnotę.

„Nie idzie o to, aby wymieniać ludzi, tylko o to, aby ludzie się odmienili, aby byli inni”.

Od wielu lat polski spór o instytucje państwa opiera się w dużej mierze na logice odzyskiwania ich po poprzednikach. Jedna większość zmienia rozwiązania wprowadzone przez drugą, kolejna próbuje je odwrócić, a każda ze stron przekonuje, że właśnie ona naprawia państwo.

Reklama

POPMÓDL SIĘ >>> Modlitwa o wstawiennictwo Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego

Kardynał Wyszyński zwracał uwagę na coś głębszego. Sama wymiana osób nie rozwiąże kryzysu, jeśli nie zmieni się sposób rozumienia władzy i podejścia do odpowiedzialności za wspólnotę, za Naród. Jeśli każda kolejna większość będzie traktowała instytucje jako przestrzeń własnego zwycięstwa, zamiast jako dobro wspólne, konflikt będzie jedynie przekazywany z jednych rąk do drugich.

Najlepsze instytucje nie wystarczą bez sumienia

Prymas rozwijał tę myśl bardzo wyraźnie:

Reklama

„Sumienie trzeba obudzić, bo jeśli sumienie się nie odmieni, to nawet najlepsze instytucje nie utrzymają się i nie dadzą ducha Narodowi.”

To jedno z tych zdań, które można dziś położyć właściwie na środku sporu o Trybunał Konstytucyjny. Polska może mieć najlepszą konstytucję, szczegółowe ustawy, procedury wyboru sędziów i rozbudowany system kontroli. Ale żaden przepis nie będzie wystarczający, jeśli jego uczestnicy przestaną uznawać wspólne reguły gry albo zaczną interpretować je wyłącznie w zależności od tego, czy w danej chwili są dla nich korzystne.

ZOBACZ TAKŻE >>> Jak być człowiekiem? • Ojciec wolnych ludzi. Podcast z Prymasem Wyszyńskim

Obecny konflikt dobrze pokazuje ten problem. Jedna strona kwestionuje legalność działań drugiej, druga odrzuca jej argumenty i powołuje się na własne rozumienie prawa. Spór przecież dotyczy podstawowych spraw, nawet tego, kto jest uprawniony do kierowania Trybunałem i kto może uczestniczyć w jego Zgromadzeniu Ogólnym. W ten sposób nie da się zupełnie do niczego dojść. Zwłaszcza, że prawo zaczęło być interpretowane w służbie politykom. Każdy sędzia interpretuje je na swój sposób, tak aby narracja zgadzała się z tym komu się sprzyja.

Dziś więc nie wystarcza już pytanie: kto ma rację w konkretnej interpretacji przepisu? Ale to: czy osoby odpowiedzialne za państwo są gotowe ograniczyć własną władzę wtedy, gdy wymaga tego wspólny porządek?

To właśnie jest pytanie o sumienie.

Prawo nie może zależeć od tego, kto akurat rządzi

Kryzys wokół TK od lat jest przedstawiany jako spór o praworządność. Problem polega, że nikt już nie rozumie definicji tego słowa, albo zwyczajnie nadaje jej swoje znaczenie.

W nauczaniu Prymasa Wyszyńskiego państwo nie było własnością żadnego obozu. Ma być dobrem wspólnym. Władza była służbą, a nie możliwością podporządkowania sobie przestrzeni publicznej i zmanipulowanej opinii społecznej.

ZOBACZ TAKŻE >>> Ujawniono nieznany list kard. Wyszyńskiego do Jana Pawła I. „Naród polski będzie zawsze podążał za Głową Kościoła”

Dlatego dzisiaj jego pytanie nie musiałoby brzmieć: kto wygra ten spór? Znacznie ważniejsze byłoby pytanie, co po nim zostanie? Czy każdy Polak, będzie jeszcze wierzył, że prawo obowiązuje wszystkich jednakowo? Czy kolejne zmiany władzy będą oznaczały troskę o Polskę, czy przebudowywanie najważniejszych instytucji w służbie określonej partii politycznej? Czy istnieje jeszcze przestrzeń, w której obie strony są gotowe uznać wspólne reguły dla wyższego dobra? To znaczy dla dobra Polski.

Państwo nie może działać według zasady: prawo jest dobre wtedy, kiedy prowadzi do wyniku, którego oczekuję a jeśli nie, to wystarczy zmienić prawo.

„Ten zwycięża (…) kto miłuje”

Można oczywiście uznać, że mówienie o miłości w sytuacji ostrego konfliktu konstytucyjnego brzmi naiwnie. Kardynał Wyszyński wiedział jednak o politycznym konflikcie więcej niż wielu współczesnych komentatorów. Doświadczył wojny, stalinizmu, internowania, aresztowania i torturowania księży, cenzury i wieloletniej presji komunistycznego państwa. A mimo to właśnie w najtrudniejszych momentach przestrzegał przed nienawiścią. Podczas obchodów Milenium Chrztu Polski mówił:

„Ten zwycięża – choćby był powalony i zdeptany – kto miłuje, a nie ten, który w nienawiści depcze.”

Nie oznaczało to rezygnacji z prawdy ani z obrony własnych przekonań. Kard. Wyszyński potrafił powiedzieć władzy zdecydowane „non possumus”. Potrafił wejść w konflikt, kiedy uważał, że przekraczana jest granica, której nie wolno przekroczyć. Jednocześnie uważał, że przeciwnika nie wolno odczłowieczyć.

ZOBACZ TAKŻE >>> Zabrał brewiarz, różaniec i podany mu w ostatniej chwili płaszcz.

I chyba właśnie ta zdolność jest dziś najbardziej potrzebna w polskim Kościele i w polskim życiu publicznym: mocno się sprzeciwiać, ale nie budować własnej tożsamości na pogardzie dla człowieka stojącego po drugiej stronie.

Brońcie się przed nienawiścią i kłamstwem

W 1968 roku, po wydarzeniach marcowych, kard. Wyszyński mówił w warszawskiej katedrze o „widowiskach nienawiści”. Wzywał wtedy:

„Cóż mi pozostaje? Chyba Wam przypomnieć, Najmilsze Dzieci, abyście wybronili własne serca, myśli i uczucia przeciwko nienawiści i kłamstwu, mając odwagę bronić swego prawa do prawdy, miłości, szacunku wzajemnego i sprawiedliwości, do jedności Chrystusowej i pokoju Bożego!”

To niezwykle aktualne wezwanie także wobec współczesnego języka politycznego i społecznego. Spór o Trybunał nie odbywa się przecież wyłącznie pomiędzy prawnikami. Toczy się w telewizji, internecie, mediach społecznościowych, na ulicy i w rodzinach. Każda nowa informacja natychmiast staje się amunicją. Padają słowa o „zamachu stanu”, „zbrodni na konstytucji”, bezprawiu i przemocy. Przemoc i nienawiść też oglądamy na tych obrazkach.

„Kto nienawidzi, już przegrał”

Kardynał Wyszyński nie bał się mówić mocno:

„Kto nienawidzi, już przegrał! Kto mobilizuje nienawiść – przegrał!”

To zdanie mogłoby dziś wisieć nad wejściem nie tylko do Trybunału Konstytucyjnego, ale również różnych instytucji, redakcji medialnych, a nawet nad wejściem do domów.

Polska może wyjść z obecnego kryzysu na dwa sposoby. Może znaleźć prawne rozwiązanie, które jedynie określi, kto przejął kontrolę nad konkretną instytucją. Albo może spróbować odbudować coś znacznie trudniejszego – przekonanie, że państwo nie jest wojennym łupem zdobywanym po każdych wyborach.

Pierwsze wymaga prawników.

Drugie wymaga sumienia.

Wiemy po czyjej stronie stanąłby Prymas Wyszyński

Możliwe, że nie byłby rzecznikiem żadnego współczesnego ugrupowania. Nie oceniałby konkretnych działań rządu, prezydenta, sędziów i polityków. Każda jednak próba napisania za niego takiego politycznego werdyktu byłaby nadużyciem.

Wiemy natomiast, co mówił wtedy, gdy Polska również przeżywała głębokie kryzysy. Mówił, że nie wystarczy wymienić ludzi. Mówił, że trzeba obudzić sumienie. Mówił, żeby bronić prawdy i sprawiedliwości, ale jednocześnie bronić własnego serca przed nienawiścią. Przestrzegał, że ten, kto mobilizuje nienawiść do własnych celów (już nie mówiąc o tym do celów innych państw), już przegrał.

Może więc najważniejsze pytania, jakie jego nauczanie stawia dziś wszystkim uczestnikom sporu wokół Trybunału, nie brzmią: kto zwycięży?

Brzmią raczej: jaką Polskę nam zostawicie, drodzy rządzący i stanowiący prawo? Czy mamy jeszcze z czego się pozbierać? Kto weźmie odpowiedzialność za sumienia skłóconych Polaków? Dlaczego to robicie? Czy naprawdę chodzi Wam o dobro naszego Narodu? O dobro Polski?

„Ciągle Was pouczam, że ten zwycięża – choćby był powalony i zdeptany – kto miłuje, a nie ten, który w nienawiści depcze. Ten ostatni przegrał. Kto nienawidzi, już przegrał! Kto mobilizuje nienawiść – przegrał! Kto walczy z Bogiem miłości – przegrał!”

Kardynał Wyszyński z całą pewnością stanąłby po stronie Narodu Polskiego. To jest jedyna, pewna rada od Prymasa Tysiąclecia dla rządzących, aby też tam się ustawili.

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas