Nasze projekty
Tomasz Adamski

Duch czy litera. Co jest ważniejsze?

W dyskusjach z grupami nieprzychylnymi Kościołowi zdarza nam się nierzadko trafić na retoryczne wytrychy, przeciw którym niewiele można zdziałać. Wynikają one z przekonania, że jedno wyrwane z kontekstu i intencji zdanie udowadnia katolikom, jak bardzo się mylą.

Reklama

Retoryczne pytanie: co jest ważniejsze, Duch czy Litera?, aksjomat: Pan Jezus się nie pogniewa, zarzuty o współczesny faryzeizm; wszystkie te chwyty wydają się blednąć przy nowym władcy dyskusji – to człowiek jest drogą Kościoła.

 

To na swój mroczny sposób zabawne, bo jeszcze niedawno przeżywaliśmy liturgiczne wspomnienie św. Jana Pawła II – autora tej myśli – co zbiegło się z zakończeniem Synodu i dyskusjami z tym związanymi. To właśnie w odniesieniu do tego wydarzenia teza o człowieku stojącym w centrum Kościoła paraduje najbardziej bezwstydnie w ustach i pod piórami niektórych samozwańczych znawców papieskiego dorobku. To piękny kolaż – filmowe laurki i łzawe wspomnienia o Papieżu Polaku połączone z pozbawionym zrozumienia cytatem z jego pierwszej encykliki.

Reklama
Reklama

 

W ciągu ostatnich tygodni przeczytałem w internecie dziesiątki wypowiedzi osób mniej lub bardziej anonimowych, które przekonywały, że drogą Kościoła jest człowiek i dlatego – oczywiście odrobinę spłycając – każdy zakaz ze względu na swą naturę odrzucania człowieka jest zły i nie przystoi Kościołowi, który ma przecież jednoczyć, nie dzielić. Włosy stają dęba.

 

Reklama
Reklama

A cóż właściwie znaczy w wyraźnej intencji Jana Pawła II to przez nich wypłowiałe z głębi i sensu zdanie, którymi lubią sobie wycierać kąciki ust? Oddajmy pole świętemu.

Jezus Chrystus jest tą zasadniczą drogą Kościoła. On sam jest naszą drogą „do domu Ojca”. Jest też drogą do każdego człowieka. (…) Chodzi więc tutaj o człowieka w całej jego prawdzie, w pełnym jego wymiarze. Nie chodzi o człowieka „abstrakcyjnego”, ale rzeczywistego, o człowieka „konkretnego”, „historycznego”. Chodzi o człowieka „każdego” — każdy bowiem jest ogarnięty Tajemnicą Odkupienia, z każdym Chrystus w tej tajemnicy raz na zawsze się zjednoczył (RH 13).

 

Reklama

Drogą Kościoła jest Chrystus – Jego nauczanie i akt zbawczy dokonany na krzyżu, poprzedzony Wcieleniem. Tajemnica Boga stającego się człowiekiem przez miłość i dla miłości – oto, którędy Kościół biegnie w stronę Ojca. Dlatego w całej encyklice można ukazać dwie drogi, które ostatecznie okazują się jedną wspólną – Jezus Chrystus i człowiek, który idzie za Nim ku zbawieniu.

 

Prawda, że brzmi prawdziwiej niż imputowanie papieżowi prohomoseksualnych postulatów?

 

Owoce tej wielorakiej działalności człowieka zbyt rychło, i w sposób najczęściej nieprzewidywany, nie tylko i nie tyle podlegają „alienacji” w tym sensie, że zostają odebrane temu, kto je wytworzył, ile — przynajmniej częściowo, w jakimś pochodnym i pośrednim zakresie skutków — skierowują się przeciw człowiekowi (..). Czy człowiek jako człowiek w kontekście tego postępu staje się lepszy, duchowo dojrzalszy, bardziej świadomy godności swego człowieczeństwa, bardziej odpowiedzialny, bardziej otwarty na drugich (…)? (RH 15).

 

Chodzi zatem o duszpasterstwo skierowane do człowieka, gdy obawia się tego, co wytworzył, bo cele, do których dążył, miały uczynić jego życie bardziej ludzkim, a dzieje się zupełnie odwrotnie. Przez to świat dojrzewa szybciej niż człowiek, który nie potrafi za tym wzrostem nadążyć. Zresztą w podobnym kontekście została ta myśl powtórzona w encyklice Centesimus annus po 12 latach i jest to intuicja aktualna również później, gdy następca świętego papieża – Benedykt XVI – będzie pisał o ekonomicznym nadrozwoju pogłębiającym moralny niedorozwój (CV 29).

 

Prawda, że brzmi prawdziwiej niż imputowanie papieżowi postulatów kard. Kaspera?

 

Tymczasem internetowe dyskusje huczą od rzucanych na oślep zdań bez kontekstu i insynuacji bez pokrycia, jak to papież Polak pokazałby na Synodzie prawdziwą drogę Kościołowi. Owszem, pokazałby, ale zdzwienie nie byłoby mniejsze niż w ubiegłą niedzielę.

 

Oczywiście trywializuję. By oddać głębię encykliki należy napisać tekst przewyższający ją długością. Nie czas i miejsce na to. Lecz by wykazać, że antropocentryczne zatroskanie większości naszych rozmówców to w rzeczywistości życzeniowe bzdury wystarczy pobieżnie przejrzeć teksty, do których nawiązują.

 

I nie trzeba być wybitnym teologiem. Ot, wystarczy umiejętność czytania ze zrozumieniem oraz chęć dotarcia do sedna i prawdy. Ślepo szafujący diagnozą drogi Kościoła nie mają przynajmniej jednej z nich.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite