Nasze projekty

Mam Jego

Narodzenie przypomina mi, że gdy odczuwam jakiś brak to wina wad mojego ziemskiego wzroku, a nie opis faktycznego stanu rzeczy. Nawet gdy nie mam pieniędzy, jestem sam i wszystko wydaje się nie mieć sensu – mam Jego.

Reklama

Tekstów o Bożym Narodzeniu napisałem już chyba kilkadziesiąt. W mediach nienarzucających się Bogu tłumaczyłem, jak to było ze żłóbkiem (i czy w ogóle był), opisywałem symbolikę pieluszek, próbowałem rehabilitować karczmarza, który nie tyle był niegościnny, co po prostu chciał zapewnić rodzącej kobiecie spokój (a ona sama nie chciała narażać nikogo na zaciąganie związanych z porodem rytualnych nieczystości), opisywałem perypetie z ustaleniem daty Bożego Narodzenia (i „chrzczenie“ pogańskiego święta narodzin „Słońca niezwyciężonego“). W miejscówkach bardziej religijnych cytowałem wielu mądrzejszych ode mnie ludzi wyjaśniających doniosłość tajemnicy Wcielenia.

 

Dziś nie chce mi się już powtarzać. Chcę po prostu wejść w te Święta, pod tymi wszystkimi pięknymi opłatkowo – kapuściano – kolędowymi tradycjami, wyłapać znów ich główną nutę: wdzięczność. Bo w Boże Narodzenie nie ma już o co prosić, wszystko czego moglibyśmy chcieć, właśnie na naszych oczach, przychodzi. I już na zawsze zostanie. Boże Narodzenie przypomina mi, że gdy odczuwam brak to wina wad mojego ziemskiego wzroku, a nie opis faktycznego stanu rzeczy. Nawet gdy nie mam pieniędzy, jestem sam i nic wydaje się nie mieć sensu – mam Jego. Tak jak Maryja i Józef, na których twarzach przy żłóbku zawsze widać przejęcie, wzruszenie, czułość i właśnie wdzięczność.

Reklama
Reklama

 

Mam Jego

Ten świat rzecz jasna nadal jest zdrowo porąbany. Był również dwa tysiące lat temu. Na świecie zawsze byli skandaliści (i skandalistki), ludzie żyjący z bicia piany, byli kombinatorzy, gniewni młodsi zawsze zrzędzili tu na starszych, a starsi na ogólne urządzenie świata, który jeszcze nigdy tak nisko się nie stoczył. Zawsze była jakaś pani działaczka robiąca głupie happeningi, skaczący (na główkę) owej pani na ratuenk kapłani, były owieczki, którym raz jest wygodnie być owieczkami, a innym razem płynnie zmieniają się w wilki i pasterze, zachowujący się czasem jak dziadek i babcia, zamknięci w osobnym od naszego pokoju z radioodbiornikiem, z którego płyną non stop opisy ruchów wojsk wroga i piszący do nas później listy o tym, że jest wojna. Niech i w tym roku Kevin znów zostanie sam w domu, nieskromna pieśniarka zaśpiewa nagle „Bóg się rodzi“, prezydent wygłosi orędzie, telefon zabrzęczy od życzeniowych rymowanek – świat naprawdę nie wyglądał inaczej, gdy przychodził nań jego Zbawiciel. A On nie przyleciał na chmurze, by głośne problemy świata zaraz rozwiązywać i naprawiać, by razem z nami bieżączką się gorączkować. Najpierw pokazał, że na działanie przychodzi czas, ale działanie jest bez sensu jeśli nie jest zanurzone w miłości i spotkaniu. Maryja z Józefem pokazali zaś, że metodą walki ze złem tego świata jest głęboka kontemplacja dobra, które mamy tuż pod nosem.

Reklama
Reklama

 

Gdy przychodzi Boże Narodzenie szukam więc zacisznego kąta, biorę do ręki czotki lub różaniec i przesuwając koraliki godzinami imię po imieniu, twarz po twarzy wspominam tych, których w całym swoim życiu spotkałem. Na dłużej, na chwilę, było miło czy niefajnie – przywołuję ich z pamięci, dziękując za każdego z osobna i każdemu z osobna za dobro, które mi dali, błogosławiąc ich na dalsze życie (czy tu, czy tam już są). Choć tak próbując im wynagrodzić, to czego dać nie umiałem.

 

Reklama

Mam Jego

Proszenie i przepraszanie to odruchy jakoś naturalne. Najtrudniej jest dziękować. Ucieszyć się tym, że się jest, a nie tym czego jeszcze się nie ma. Podziękować, że jestem, choć mogłoby mnie nie być, i że On jest, choć mógł tu nie przychodzić. Nawet jeśli nie ma jeszcze cudu, podziękować za to, że jest nadzieja.

 

Dziękuję wszystkim, którzy zatrzymują się na stacji7, wszystkim którzy ją tworzą. Miejcie cudowne Święta! A stojąc w kościele nad żłóbkiem a w domu łamiąc się opłatkiem zamiast projektować przyszłość słowami „życzę“ czy „proszę“, zamiast doczyszczać przeszłość pięknym skądinąd „przepraszam“, wypowiedzcie słowo, w którym jest cały sens tych Świąt, które jest w stanie zmienić nasze tu i teraz tak jak Bóg na amen je zmienił rodząc się jako dziecko: „dziękuję!“.

 

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę