Szatański cyrograf w polskiej oświacie

Jest taka granica upadku, która powinna wywoływać przeraźliwy wrzask, stawiający wszystkich na nogi. Taką granicą jest na pewno celowe deprawowanie dzieci. Taka granica właśnie została przekroczona... Larum nie słychać.

Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

Naprawdę dziwne są losy rządzących Polską ludzi. Przyszłość rządzących obecnie może być jeszcze dziwniejsza, a może nawet straszna dlatego, że bardzo pokręcone są ich drogi. Bardzo zawiłe i skomplikowane są również drogi tych, którzy zmuszeni są za nimi podążać. Jest jednak granica upadku, która powinna wywoływać przeraźliwy wrzask, stawiający wszystkich na nogi. Taką granicą jest na pewno celowe deprawowanie dzieci. Taka granica właśnie została przekroczona… Larum nie słychać.

Minister oświaty odpowiada (mam nadzieję) za polską edukację, która jest od długiego czasu polem różnych eksperymentów. Nie da się już ukryć, że przynoszą one zamierzone (ale dla narodu zapewne nieoczekiwane) cele. Inżynieria  społeczna w polskiej szkole na wielu płaszczyznach trwa w najgorsze. Gdy jednak nawet pojedyncza, oświatowa stróżka staje się ewidentnym zagrożeniem duchowym dla dzieci to sytuacja naprawdę jest bardzo groźna, alarmowa. Odpowiedzialność za ten stan, może przekroczyć wyobraźnię wszystkich pracowników ministerstwa razem wziętych.

Szatański cyrograf w polskiej oświacie

Jedno z polskich wydawnictw umieściło w podręczniku dla klas szóstych, w dziale ORTOGRAFIA, tekst, który rozpoczynają takie zdania: „Tego wieczoru diabełek siedział pod sosną. Właśnie zjadł kilka ostatnich okruchów ciasteczka, które dał mu piekarz. Zaczął nasłuchiwać – w pobliżu płakała dziewczynka. Diabełek postanowił ją namówić, by oddała mu duszę. Podszedł do niej.”

W taki sposób rozpoczyna się – może ktoś ocenić, że „naiwnie” – scena kuszenia dziewczynki przez diabła, który pojawił się całkiem wyraźnie i planowo w szkolnym podręczniku. Autorem książki jest Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe. Zapewniam, że każde kolejne zdanie w tekście jest gorsze i bardziej perfidne. Oto próbka:

„- Jesteś taka smutna. W zamian za twoją duszyczkę obdarzę cię wszystkim, co zechcesz.

– Mój braciszek jest chory, cały czas leży w łóżku, a lekarz nie daje nadziei. Uzdrów go, a oddam ci duszę i pójdę z tobą choćby do samego piekła. Diabełek wymamrotał zaklęcie. Zaszumiały drzewa.” Wystarczy?…

Jak do tej pory alarm w internecie robią wydawcy miesięcznika Egzorcysta. I kolejni poinformowani użytkownicy sieci.

Sama minister w momencie, gdy właśnie została zaproszona do kolejnej ekipy rządowej, powinna skorzystać z okazji i świadoma faktów węszyć, ścigać, uczulać media, łapać się za głowę i włosy z niej wyrywać, przeliczać nakład wydanych podręczników i egzemplarze już sprzedane. Następnie wysyłać do szkół, rodziców i konkretnych dzieci listy polecone i priorytetowe. Ona tymczasem pytana… nie odpowiada na pytania.

Wydaje mi się, że przemilczenie danych personalnych osoby obecnie zarządzającej polską edukacją jest z kilku powodów właściwe, ale coś trzeba robić w oświacie, przynajmniej z tym jednym problemem.


Uwaga!

W związku z komentarzami użytkowników, jako uzupełnienie zamieszczamy dalszy ciąg cytatu z wymienionego wyżej podręcznika:

"Było już późno, gdy dwójka podróżników zmęczona wędrówką dotarła pod ziemię. Natychmiast wezwał ich do siebie ojciec diabełka i krzyknął:

-Nie mogę dłużej czekać! Podejdź bliżej, ludzkie stworzenie, i powiedz, co obiecał ci mój syn w zamian za twą duszę. Czy mówił ci, jakie są warunki?

-Tak zawarłam z pańskim synem przymierze i, choć strach mnie ogarnia, zostanę tutaj.

-Nieważne, czy w zamian za duszę chciałaś dukaty czy nowe wstążki. Każda obietnica będzie spełniona. Choć właściwie jestem ciekaw. Powidz, co ci obiecał.

– Że mój brat będzie zdrów – odparła poważnie Krystyna.

-Co?! Powtórz! – zawył ojciec diabełka – Nie mogę zabrać duszy osobie, która chce dobrze dla drugiego człowieka. To byłoby niehonorowe. W moim synu trudno będzie obudzić prawdziwie złego ducha, ale muszę to jakoś przeżyć.

– I co się teraz wydarzy? – zapytała strwożona dziewczynka.

– Szykuj się na powrót do brata. Nie martw się, jest i będzie zdrów. Idźcie już, niedługo na niebie pojawi się zorza."


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Ks. Krzysztof Cebula

Ks. Krzysztof Cebula

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

Zbrodnie i gościnność

W Libanie mieszka około 2 milionów chrześcijan. W swoich domach przygotowali gościnę i przyjęli 500 tysięcy braci w wierze. Czy my bylibyśmy zdolni do pomocy na taką skalę?

Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

W święto Matki Bożej Siewnej, przy odpustowym stole, rozmawiałem z księdzem, który z racji zainteresowań naukowych i osobistej pasji często odwiedza chrześcijańskie Kościoły na Bliskim Wschodzie. W czerwcu, a więc zaledwie trzy miesiące temu, wrócił z Libanu. Przez te trzy miesiące gwałtownie zmieniło się oblicze świata, ale już w czerwcu trwała gehenna syryjskich i irackich chrześcijan. Trwa przecież od lat.

Chciałem tu napisać nie o tym, ilu naszych współwyznawców zostało przegnanych z poszczególnych krajów Bliskiego wschodu; nawet nie o przerażających statystykach dotyczących chrześcijan mordowanych na tamtym obszarze ziemi.

Dowiedziałem się od swego rozmówcy, ilu chrześcijan przegnanych wojną i nienawiścią religijną mogło pozostać na Bliskich Wschodzie. Zostali wprawdzie nie u siebie, ale bardzo blisko tego „u siebie” – konkretnie u wyznających tą samą wiarę sąsiadów zza granicy.

W Libanie mieszka około 2 milionów chrześcijan. W swoich domach przygotowali gościnę i przyjęli 500 tysięcy braci w wierze. Pisząc inaczej:

Czterech wyznawców Chrystusa zamieszkujących ziemię wcale nie łatwą, przygotowało gościnę dla jednego sponiewieranego i wydziedziczonego ze swej ojcowizny współwyznawcy.

Oczywiście, że niektórzy z nich mieli łatwiej, bo otwarli drzwi dla kuzynostwa czy znajomych własnej ciotki. Jasna rzecz, że waleni po głowach pałką idiotycznej poprawności niektórzy spośród nas mogą bezwstydnie żachnąć się: „Jak to współwyznawców? To tam już nie liczy się człowiek, tylko jego wiara, a Jazydów to nie przyjęli!” (naprawdę wyobrażam sobie, że możliwe jest u nas wypowiadanie takich bredni na głos).

Warto jednak przede wszystkim wobec takiego świadectwa, a myślę, że nawet znaku czasu, zreflektować się, co do naszej własnej zdolności do – nazwijmy to: gościnności i pomocy. Wcale nie tylko dlatego, że wymaga tego chwila obecna.

Także dlatego, że zasuwając przez życie, z głoszoną przez rządzących Polską, prędkością światła (10 lat świetlnych) możemy nie zorientować się, kiedy sami – całkowicie bezwiednie – staniemy się chwilowymi gospodarzami, a w lepszej wersji sąsiadami, dotychczasowych mieszkańców bardzo ciasnego Bliskiego Wschodu. Oni wcale nie ukrywają tego, że prą do szeroko pojmowanej Europy. Wcale nie przybywają tutaj wybierani według klucza sympatii do nas, czy znoszonego we własnych rodzinach ubóstwa. Wówczas nie będziemy mieć żadnego wpływu na wyznawany przez przybyszów światopogląd, uznawany i broniony świat wartości oraz przeżywaną energicznie wiarę.

Ksiądz, mój rozmówca, zadał mi pytanie o gotowość, a może tylko teoretyczną możliwość… okazania pomocy i gościnności, póki na to czas, ludziom, którzy wyznają takie same wartości, bardzo poważnie traktują i głęboko przeżywają tę samą wiarę, dobrze znają bliskowschodną kulturę i świetnie posługują się językiem arabskim.

Właściwe ich potraktowanie to nie tylko nasza powinność religijna, to raczej wielka szansa, w porze, kiedy nadciągają olbrzymie zagrożenia.



Ks. Krzysztof Cebula

Ks. Krzysztof Cebula

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >