Nasze projekty
Dorota Smoleń

Sześciolatki do szkoły

Edukacja szkolna sześciolatków jest przedmiotem debaty publicznej od kilku lat, odkąd minister edukacji Katarzyna Hall w 2008 r. wprowadziła reformę obniżającą wiek szkolny. Z upływem czasu sprawa nabiera coraz większego rozgłosu. Ministerstwo uparcie twierdzi, że szkoła dla sześciolatka to najlepsza szansa na rozwój, ignorując fakty i potężny głos rodzicielskiego sprzeciwu.

Reklama

Na mocy reformy obowiązkowa edukacja przedszkolna objęła pięciolatki, a szkolna dzieci sześcioletnie. Już w 2009 roku do pierwszej klasy miały iść zarówno siedmio- jak i sześciolatki, jednak ministerstwo dało trzy lata okresu przejściowego, w którym to szkoły miały się przygotować na przyjęcie młodszych uczniów, a decyzja, czy zapisać dziecko do szkoły, do oddziału przedszkolnego w szkole (czyli do „zerówki”), czy też pozostawić w przedszkolu pozostawała w gestii rodziców. Zachęcano do szkoły, ale wybór był.

 

Minęły dwa lata. Mimo intensywnej kampanii ministerialnej w szkołach pojawiły się nieliczne sześciolatki, w jednej klasie z większymi, silniejszymi i lepiej zorganizowanymi siedmiolatkami.

Reklama

 

Tylko sporadycznie udało się stworzyć klasy złożone wyłącznie z rocznikowych sześciolatków. Nie wszystkie szkoły zdobyły fundusze konieczne na właściwe przygotowanie placówek. Ministerialne wytyczne nakazują m.in. zapewnienie miejsca, w którym dzieci będą zostawiać część podręczników i przyborów szkolnych, aby odciążyć tornistry, co wiąże się z zakupem nowych mebli. Młodszych dzieci w szkołach przybyło w 2011 r., bo rodzice kierowali się głównie obawą przed przepełnionymi klasami – od 2012 do szkół miały trafić wszystkie sześciolatki. W ten sposób do szkoły trafił mój starszy synek. Tymczasem rząd znów przesunął reformę o kolejne dwa lata i według obecnej wersji (sierpień 2013) sześciolatki obowiązkowo pójdą do szkoły we wrześniu 2014 r. Premier, odnosząc się do obaw rodziców, ustalił, że obowiązek dotyczył będzie dzieci z pierwszej połowy roku 2008, rodzice dzieci urodzonych od lipca do grudnia nadal będę mieli wybór. Tym razem nie dałam się zastraszyć przepełnionymi klasami i młodszy synek został w przedszkolu.

 

Reklama

Sześciolatki do szkoły

Dlaczego? Źle wspominam pierwszą klasę starszego. Mimo dużej życzliwości wychowawczyni, doskonale przygotowanej do pracy z sześciolatkami, mimo dobrze, jak na polskie warunki, zorganizowanej szkoły, był to bardzo trudny rok dla nas obojga. Po optymistycznych zapewnieniach ministerstwa nie spodziewałam się, że nauka szkolna może przerastać moje bystre, rezolutne i ciekawe świata dziecko. Polegliśmy na tym, co w polskiej szkole jest podstawą: szlaczki i literki przez pierwsze półrocze pierwszej klasy, rzecz niewymownie nudna i wymagająca zarówno cierpliwości, koncentracji i dużej sprawności manualnej. Nie miałam pojęcia, że to może być aż taki koszmar. Syn potrzebował ruchu, biegania, swobodnej zabawy, a tymczasem po kilku godzinach w szkole musiał znowu siedzieć przy stole i robić rzeczy, do których nie był przygotowany ani jego system nerwowy, ani mięśnie. Być może z drugim dzieckiem byłoby inaczej, wiadomo, że każde jest inne, ale nie zdecydowałam się spróbować.

 

Reklama

W czerwcu 2013 ruch „Ratuj maluchy”, skupiający rodziców, nauczycieli i psychologów dostrzegających niebezpieczeństwa płynące z wcześniejszego rozpoczynania edukacji w warunkach nieodpowiednich dla młodszych dzieci, złożył w Sejmie prawie milion podpisów pod obywatelskim projektem ustawy o referendum edukacyjnym.

 

Obejmuje on pytania zarówno o edukację pięcio- i sześciolatków, podnosi kwestię istnienia gimnazjów i okrojonego programu historii i innych przedmiotów w liceach ogólnokształcących. Głos prawie miliona obywateli, szczerze zatroskanych o przyszłość swoich dzieci, jest konsekwentnie ignorowany przez rządzących. Przez pięć lat działalności „Ratuj maluchy” ani minister Hall, ani minister Szumilas, ani premier Tusk nie znaleźli czasu na spotkanie z przedstawicielami ruchu.

 

Sześciolatki do szkoły

Bardzo często pada pytanie, czy polskie szkoły są gotowe na przyjęcie sześciolatków. Wiele z nich tak, ale wiele, niestety, nie. W wielu nie ma warunków, by najmłodsze dzieci mogły uczyć się w oddzielnym skrzydle, by miały dostęp do placu zabaw, a sale lekcyjne są za małe, by wydzielić w niej część do nauki (z ławkami) i część do zabawy (z dywanikiem). Są w Polsce szkoły, w których dzieci nie mają dostępu do ciepłej wody, w których nie ma świetlicy czy stołówki. Zapewniano, że nauczyciel sześciolatków będzie miał osobę do pomocy, jak w przedszkolu, ale – jak to w polskiej rzeczywistości – zabrakło na to pieniędzy. Dopiero od niedawna organizuje się szkolenia dla nauczycieli, przygotowujące ich do pracy z dziećmi młodszymi niż siedmiolatki.

 

Pojawiają się alarmujące wyniki badań przeprowadzonych wśród sześcioletnich uczniów: szybko tracą zapał do nauki, a ich osiągnięcia są gorsze, niż dzieci starszych o rok.

 

Sześciolatki do szkoły

Myśl o wrześniu 2014 podnosi ciśnienie rodzicom i nauczycielom w rejonach, gdzie dzieci jest dużo. Już teraz w tych placówkach dzieci uczą się na dwie zmiany, a co będzie, gdy trzeba będzie zmieścić w nich kolejne 3 klasy? Tych problemów nie widać z ministerialnego gabinetu, a taka właśnie jest polska rzeczywistość.

 

Dorota Smoleń jest współautorką książki „Sześciolatki w szkole”, wyd. Bliżej Przedszkola 2013, napisanej wspólnie z psychologiem Karoliną Piekoś.

 

 

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite