Nasze projekty
Aneta Liberacka

Znów się zaczęło!

Wrzesień. Witaj szkoło! Znów wszyscy mają gorzej

Reklama

Dzieci i młodzież,  bo muszą rano zrywać się z ciepłej pościeli. W pocie czoła przyswajać wiedzę, poddawać ocenie (zwykle krzywdzącej) i realizować programy, które wiadomo, że są nie do zrealizowania. Rodzice – tu przywieź, tam zawieź. Kierowcy, którzy zatrzymani w coraz gęstszych korkach, znów przystąpili do odliczania do dziesięciu – trenowania swojej cierpliwości.

Jak do tego doszło? Kto do tego dopuścił?

Nowe wydanie stacji7.pl, próbuje się zmierzyć z odpowiedzią na te trudne pytania.

Reklama

Będąc rodzicem warto – poza udziałem w narodowej dyskusji co z tą religią w szkole – odrobić lekcje, by kiedyś nie dostać od swojego dziecka świadectwa niedojrzałości z powodu podjętych pochopnie szkolnych decyzji.

 

4 szkolne błędy i 1 apel

Reklama

Zaświadczenia o dys-cokolwiek

Nie chodzi tu o dzieci, które rzeczywiście mają kłopoty z koncentracją lub z różnych powodów borykają się z zaburzeniami. Od kilka lat panuje moda na: „Oj tam, oj tam, ortografii nie trzeba znać w dzisiejszych czasach”. Błędy poprawią programy komputerowe a przynajmniej mniejszy stres dla dziecka na egzaminie. Pomijając już kwestię, że porządna znajomość ojczystego języka, to wyraz szacunku dla Ojczyzny, warto pomyśleć dokąd nas to prowadzi. Jak chcemy dogadać się z własnymi dziećmi, znaleźć wspólny język, skoro nastoletniemu młodzieńcowi zapewniamy na egzaminie lektora, który przeczyta mu polecenia, ponieważ po sześciu latach edukacji nie potrafi czytać ze zrozumieniem. A może jednak trzeba dać im szansę, zanim obdarzymy usprawiedliwieniem i wmówimy niepełnosprawność zupełnie zdrowemu dziecku, oczywiście w imię ułatwienia mu życia.

Zwolnienie z wuefu

Reklama

Z jednej strony mamy coraz większe problemy z otyłością u dzieci. Oglądamy kolejne reportaże o tym, że w sklepikach szkolnych dzieci mogą kupić wyłącznie „śmieciowe” jedzenie. Z drugiej czytamy zatrważające statystyki o uzależnieniach od gier komputerowych. Sami rodzice skarżą się, że nie mają już siły, bo ich dzieci po lekcjach rozwijają wyłącznie mięśnie kciuka, siedząc przy coraz bardziej zmyślnych zabawiaczach i czasozapychaczach.

 

Znów się zaczęło!

Coś tu nie gra, bo jednocześnie z roku na rok rośnie liczba dzieci zwolnionych z lekcji wychowania fizycznego. Na forach internetowych można znaleźć 1001 sposobów na zdobycie zwolnienia z wuefu.

 

Rodzice wyjaśniają: bo dziecko nie lubi, bo później spocone, bo wuefista do niczego, bo sala gimnastyczna za mała. Czy naprawdę lepiej zadać sobie tyle trudu, żeby w nieuczciwy sposób zdobyć to zwolnienie, niż dać dziecku szansę na wykonanie kilku ćwiczeń, które pozwolą mu rozprostować kości i może lepiej myśleć na kolejnych lekcjach?

Odrabianie lekcji za dzieci

 

Mamy się realizują. Mamy rywalizują. Drogie mamy, wsparcie dziecka, pomoc w sprawdzeniu wiedzy, żeby było pewne, spokojne na sprawdzianie, zapewnienie materiałów do wykonania zadania. To wszystko na tak ale litości nie prowadźmy zeszytów za dziecko, bo ono takie roztargnione, niepozbierane. Nie podkreślajmy w książce czego ma się nauczyć a co może odpuścić, nie wykonujmy tych wszystkich skomplikowanych projektów na zajęcia praktyczno – techniczne.

 

Nasz szkolny czas minął!

 

My mamy już swoje oceny drogie mamy. Teraz czas na dzieci, jak sobie odrobią, taką ocenę dostaną. Jeśli od początku będziemy za nie wszystko robić, to nie nauczymy: odpowiedzialności, obowiązkowości, radzenia sobie w trudnych sytuacjach, planowania, wyobrażania konsekwencji a co więcej zabieramy im radość z sukcesu po dobrym wykonaniu zadania i otrzymaniu oceny celującej.

fot. Scott Robinson, Philip Dean<br />
AngelsWings,<br />
Runar Pedersen Holkestad

Przysposobienie do życia w rodzinie

Gdyby tylko to tym było… Niech nie zwiedzie was nazwa przedmiotu. Zamiast wykonania za dziecko kolejnego niesamowitego projektu na zetpete lepiej poświęcić ten czas na zapoznanie się z programem przysposabiającym do życia w rodzinie. Dużo o tym piszemy na stacji7 w artykule „Seksedukacja”.

Czytajmy programy tych zajęć, zanim poślemy dziecko i zanim nam je „przysposobią”. Naprawdę mamy prawo zwolnić dziecko z tej lekcji (zamiast z wuefu) lub zaprotestować i wpłynąć na ten program.

Jak dowiecie się z artykułu „Seks – podręczniki dla dzieci” są dostępne różne podręczniki do tego przedmiotu i w zależności od tego, co wybierze szkoła można rzeczywiście podnieść świadomość dziecka na temat tego: czym jest rodzina, jaką pełni rolę, czym odpowiedzialność, jak żyć i funkcjonować w grupie, w społeczności rodzinnej i szkolnej… Można jednak też zrobić dziecku krzywdę wprowadzając je w świat edukacji seksualnej na etapie życia, w którym informacje te powinny być przekazywane w sposób delikatny i dostosowany do dojrzałości dziecka.

To bardzo ważne zadanie do odrobienia przez nas – rodziców.

fot. Paramore_emofanatic

Gimbaza, gimbusy, gimby, gimnazjalna głupawka

 

Na różnych portalach społecznościowych można spotkać wpisy rodziców – to chyba próba pokazania, że znamy się na tym nowoczesnym języku młodych – określające w tak pogardliwy (moim zdaniem) sposób dzieci chodzące do gimnazjum. Częsty jest pogląd, że tę „głupawkę” trzeba przeczekać i koniec, nic nie da się zrobić. Ktokolwiek jednak spróbował dobrze posłuchać i zrozumieć dziecko w wieku gimnazjalnym, wie że to naprawdę trudny i kluczowy okres w życiu.

 

Kilka lat temu tym małym (w zasadzie) dzieciom dołożono na plecy bagaż w postaci dodatkowego egzaminu, wyboru nowej szkoły a nawet ścieżki życia (większość klas gimnazjalnych jest już profilowana). Jakby wiek dojrzewania sam w sobie nie był trudnym okresem. W momencie gdy najważniejsze dla dziecka jest: życie społeczne, relacje z rówieśnikami w grupie zrywa się te więzi. Sprawdza dziwnym testem wiedzę i rzuca nimi w nową rzeczywistość, która ma być już często namiastką „dorosłych” wyborów.

 

Na wszystkie te zmiany często w odpowiedzi słyszą, że są w takim głupim wieku i że to im przejdzie.

No ale my jesteśmy rodzicami, naszym obowiązkiem jest kochać i dać wsparcie nawet, gdy doprowadzają nas do szaleństwa chichocząc niewiadomo z jakiego powodu w najmniej odpowiednim momencie. Gdy nie słyszą, gdy nic do nich nie dociera, zwłaszcza prośby o zrobienie czegoś, o „pozbieranie się”, odrobienie lekcji. I wtedy (a zwłaszcza wtedy) gdy nic im się nie chce, w niczym nie widzą sensu, uważają, że są beznadziejni i jedynym sposobem na życie jest bunt, brak zgody na wszystko.

 

Nie nazywajmy więc swoich dzieci gimbazą, tylko bądźmy jak najbliżej nich. Starajmy się rozumieć bardziej niż kiedykolwiek. W tym czasie potrzebują nas naprawdę, bardziej niż wtedy, gdy grzeczne i słodkie szły do przedszkola i śpiewały: „Dla kogo to słońce i komu je damy, uśmiechów tysiące dla taty i mamy”.

 

Kochajmy gimnazjalistów!

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite