video-jav.net

Charlie Hebdo. Nic to!

Nie o tchórzostwo chodzi, lecz o rozsądek

Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Francuski podżegacz; cyniczny bluźnierca; agresywny piewca nihilizmu; opętany przez Złego i zapewne suto opłacany przez diabelski system propagowania tzw. Ateizmu i Laickości; jego publiczne działania sugerują, że jest wyjałowiony ze wszelkiej ludzkiej wrażliwości i kultury; sam reklamuje się w roli prymitywnego barbarzyńcy, boć jest Redaktorem przerażającego zakresem pogardy brukowca… To wszystko i zapewne wiele innych rzeczy ma na sumieniu… A jednak nie spłonął ze wstydu ani z żalu, ani ze współczucia, nawet wówczas, gdy zabijano ludzi. Niezdolny do żałoby?

Żarty się skończyły, rechot umilkł – zabijano ludzi! Dla takiego: „Nic to?” –  ze wstydu nie płonie.

Jedynie wstyd mógł go spalić, bo poczucia odpowiedzialności jego zwierzchnictwo nie oczekuje ani się nie spodziewa. Sam, żyjąc od kilku lat zabezpieczany przez francuskie służby bezpieczeństwa, w związku z ostrzeżeniami zadania mu śmierci, nie pojął tragizmu zamordowania kilkunastu swoich rodaków i współpracowników? Wsparty państwowym systemem roznieca swoją świętą wojnę. Prowadzi wojnę – jakkolwiek to nazywa. Za nic ma dramatyczny zamach i przerażającą zbrodnię dokonaną w jego własnej redakcji?

fot. txmx2 / flickr.com

Nie rozumie tego, że może wszystko mu wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. To koniec końców jego wybory i decyzje wywołują kolejne zbrodnie, morderstwa. Jego działania: haniebne, jałowe, gorszące, zatapiają fanów w coraz głębszą pustkę, ale niestety są równocześnie pretekstem dla ludzi o zupełnie innej wrażliwości, moralności i kulturze do zabijania. Pretekstem w Paryżu i – pomnożonymi przez tysiące – pretekstami do zabijania niewinnych ludzi w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w Azji. Sam żyje i ciągle jest w stanie pogardzać przerażającymi przypadkami mordowania innych, licznych, niewinnych: zwłaszcza tych, których są już tysiące (TYSIĄCE!!!), a z którymi nie zjednoczą się w żadnym paryskim marszu proletariusze i przywódcy wszystkich krajów Europy. 

Wydaje się, że to takie ludzkie – uznać istnienie innego, bliźniego, zwłaszcza bezbronnego. Owszem, może i stworzyć dla siebie oraz dla swoich konkretny nihilistyczny system, ale taki, który nie byłby prostackim szydzeniem z religii bliźniego. Dalej, opracować filozoficzne podłoże wyznawanego ateizmu, wszystko, co się mieści w granicach posiadanej inteligencji, ale w sposób taki, który nie narusza wartości świętych dla milionów. Zbudować sobie świątynię własnego ateizmu, bez burzenia świątyń ludziom wierzącym. Może dałoby się wymyślić cokolwiek, co nie musi trącać cudzych wartości. Nie da się?

Osobiście uważam, że się nie da, a krwawa historia walki z religią dostatecznie mocno to potwierdza. Zatem, taki nie może się przyznać do błędu – wytresowany w poniewieraniu świętości, gardzi wszystkim, czego sam nie uzna za warte istnienia. Wybrał się na ideologiczną wojnę zabezpieczony kordonem agentów (którzy też się dla jego fanaberii narażają). Nie czyta Ewangelii więc nie wie, że aby stoczyć bitwę z drugim królem, trzeba wpierw usiąść i rozważyć, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu?

W obecnie istniejącym systemie jemu samemu nic nie grozi, ale równocześnie swoimi działaniami nie tylko może narażać innych, ale widać, że wręcz wydaje na nich wyroki cierpienia i śmierci. Taki może i robi to: wystawia na kolejne strzały i ciosy mieczami, kijami i siekierami tysiące niewinnych, których ten sam system nie jest w stanie ani nie zamierza bronić. Wystawia ich, sobie nieznanych, bo sam nie chce uznać, że jak na razie to tak właśnie działa ten świat. Przecież nie sposób uczciwie zaprzeczyć powiązaniom między jego działaniami i krwawym skutkiem. Tym powiązaniom nie da się zaprzeczyć. Tym bardziej nikt nie umie ich zatrzymać.

Na obecnym etapie można wręcz podejrzewać istnienie szatańskiego, cynicznego planu wydawania kolejnych edycji szmatławego pisma, po to by cudzymi rękami zabijać tych, którzy dla Europy i tak nie są warci nawet medialnego wspomnienia. Zabijać nie dwunastkami, ale tysiącami w krwawych rzeziach.  

I na koniec smutne wspomnienie świeżego medialnego doniesienia: oto ten – według mnie – zwiastun śmierci, dostawca zagłady, pełen pychy Redaktor został zaproszony do Polski na marcowy dzień ateizmu. Partnerzy tego przedsięwzięcia, widniejący na oficjalnej stronie, to: „FUNDACJA WOLNOŚC OD RELIGII” – ja liczyłbym raczej na hasło „Wolność do…” właśnie, do czego? Kolejny znaczek obok to „STOP STEREOTYPOM” – a ja radziłbym raczej „MARSZ…” tylko czego, właśnie czego? No i jeszcze „ŚW. POLSKA – ŚWIECKA POLSKA” – a nie dałoby się czegoś zupełnie bez odwołania do religijnego języka, myślenia, odczuwania? Jest jeszcze patron wydarzenia: „FAKTY I MITY – TYGODNIK NIEKLERYKALNY”. Żenada.

Ks. Krzysztof Cebula

Ks. Krzysztof Cebula

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

Bonae voluntatis

Czy Bóg ma upodobanie tylko w ludziach, którzy mają dobrą wolę?

Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

„Bonae voluntatis” – Ludzie dobrej woli… Co roku w święta Bożego Narodzenia powinniśmy mieć modlitewny problem z tym jednym określeniem św. Hieronima, który tworząc łacińskie tłumaczenie Biblii, tymi dwoma słowami oddał coś, co w redakcji Łukaszowej ewangelii, dosłownie tłumacząc, brzmi: Ludziom, w których sobie upodobał.

Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których sobie upodobał. (Łk 2,14)

To hieronimowe tłumaczenie zapisało się, żeby nie napisać wyryło, bardzo mocno w naszym religijnym rozumowaniu. Popularna kolęda z roku na rok utrwala takie właśnie przekonanie. Coniedzielne śpiewanie Gloria, jeśli tylko jest świadomą modlitwą, też nas w tym utwierdza. Myślę, rozmawiam z ludźmi i napotykam sytuacje, które wskazują, że wielu chrześcijan skorych jest rezerwować Boga do spraw jasnych, dobrych i tych wszystkich będących po właściwej stronie. Trochę jest to taka naciągnięta formuła drugiego przykazania dekalogu, które nie tylko nie pozwala wzywać imienia Bożego do czczych rzeczy, ale według nas dodatkowo „zabezpiecza” Boga, pragnie Go uchronić przed jakimkolwiek kontaktem ze wszystkim co ciemne, brudne i złe.

Bonae voluntatis

Jeśli zdarza się komuś w taki adoracyjny sposób patrzeć na Zbawiciela, to warto, by celebrując kolejny raz w swoim życiu Cichą Noc i Świętą Noc, zadumał się choć na chwilę nad tym przejmującym faktem, że już same narodziny Bożego Syna nie odbierając Nocy, w której się dokonały, ani Ciszy ani Świętości, utrwaliły także jej inne przymiotniki: brudna, biedna, cuchnąca (najprawdopodobniej), zaskakująca akceptacją nie tyle jakiegoś ludzkiego barłogu ile dokładnie zwierzęcego żłobu.

Znając z zapisu ewangelii dzieciństwa te zawstydzające okoliczności, zwykliśmy najczęściej wyciągać z nich pobożne wnioski dotyczące w pierwszej kolejności ludzi, tego wszystkiego, co taki sposób przyjęcia Brzemiennej i jej Syna mówi o kondycji człowieka, jak to o nas świadczy… Warto czas jakiś swojej adoracji Żłóbka (odruchowo zdrabniamy zapis ewangelii – tak, staramy się nawet w myśleniu unikać szorstkiego słowa „żłób” – jak to brzmi „adoracja Żłobu”?) poświęcić dziękczynieniu za prawdziwe okoliczności gestu, który w naszą stronę wykonał Bóg. Naszej wierze bardzo się przyda wyciąganie wniosków, także tych dotyczących Boga: Co nam o Sobie objawia takim sposobem?

Czy Bóg ma upodobanie tylko w ludziach, którzy mają dobrą wolę? Czyż Jego zbawienie nie dokonuje się ze względu na grzech, a więc ludzką możliwość i wolę czynienia zła? Czemu zatem filologiczne i teologiczne umiejętności świętego biblisty z Betlejem mamy wykorzystywać jedynie do budowania dla Jezusa odświętnych jasełek, a dla siebie przekonania, że albo mam dobrą wolę i dany mi jest/będzie pokój Boży, albo nie mam szans na nic prócz udawania.

Bonae voluntatis

Ks. Krzysztof Cebula

Ks. Krzysztof Cebula

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Krzysztof Cebula
Ks. Krzysztof
Cebula
zobacz artykuly tego autora >