Zagadkowe słowa św. Jana. Kim są tajemniczy „trzej”?

Pismo Święte nadal jest pełne tajemnic. Zagadkowa notatka na marginesie rękopisu Listu św. Jana doczekała się nawet własnej strony na wiki. Poznajcie historię słynnej „Commy” Jana.

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >
ks. Piotr Jutkiewicz
ks. Piotr
Jutkiewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Pismo Święte pełne jest niejednoznacznych słów, zdań, a czasem i całych fragmentów, które wymagają interpretacji. Zdarzają się i takie, których znaczenie wciąż pozostaje nieznane i tłumaczone przez różnych biblistów w różny sposób. Jedno z takich zdań usłyszymy podczas liturgii w najbliższą niedzielę, a jego historia do dziś inspiruje biblistów.

Chodzi o słowa św. Jana: 

Trzej bowiem dają świadectwo: duch, woda krew, a ci trzej w jedno się łączą (1 J 5, 7-8)

 

Padną one pod koniec drugiego czytania, kiedy odczytywany będzie fragment jego pierwszego listu. Usłyszymy charakterystyczne stwierdzenia o wierze jako narodzeniu się z Boga i zwycięstwie – dzięki niej – nad światem. Przypomnijmy, że cała Liturgia Słowa koncentruje się wokół chrztu Jezusa w Jordanie, bo w najbliższą niedzielę Kościół na całym świecie obchodzi Święto Chrztu Pańskiego, dzień, który kończy okres Bożego Narodzenia w roku liturgicznym.

Św. Jan używa języka symbolicznego, który nie jest łatwy w interpretacji. Najpierw werset szósty opisuje sposób przyjścia Zbawiciela: Jezus Chrystus jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, i ducha, nie tylko w wodzie, lecz w wodzie i we krwi. Już te słowa budzą różne interpretacje. Jednak cytowane już wersety 7–8 są jeszcze bardziej enigmatyczne. Użyte sformułowanie sugeruje, jakbyśmy mieli do czynienia z osobami, a nie elementami czy substancjami: “Trzej bowiem dają świadectwo: duch, woda i krew”.

 

Jak rozumieć te słowa?

Niektórzy Ojcowie Kościoła widzieli tu nawiązanie do sakramentów Kościoła, które dają nam świadectwo o Jezusie. “Woda” reprezentuje chrzest – znaczyłoby to, że do Chrystusa przekonuje nas chrzest, w którym zostajemy zanurzeni w wodzie na podobieństwo Jego chrztu, a “Krew” to Eucharystia. “Duch” natomiast byłby nawiązaniem do sakramentu bierzmowania. 

Według innych, przyjście w wodzie i krwi odnosi się do wcielenia, czyniąc aluzję wprost do narodzin dziecka, czyli faktu, który dowodzi, że Syn Boży stał się prawdziwym człowiekiem, wbrew doketystom, którzy wątpili w Jego człowieczeństwo. Według kolejnej interpretacji, sformułowania te odnoszą się do chrztu (woda) i śmierci (krew) Jezusa. W obu wydarzeniach był obecny Duch Święty.

Jednak pamiętając o tym, że mamy do czynienia ze słowami św. Jana, który oprócz listów napisał również Ewangelię i zawarł w niej swój szczególny opis śmierci Jezusa, kto wie, czy najwłaściwsza jest interpretacja Raymonda Browna, wybitnego egzegety pism Janowych. Z boku zabitego Zbawiciela wypłynęły krew i woda (J 19,34). Woda to symbol Ducha, którego Jezus udziela wierzącym w Niego (J 7,37-39), krew z kolei oznacza Jego Śmierć jako prawdziwego Baranka Paschalnego, który gładzi grzechy świata. Ta ostatnia interpretacja jest najbardziej przekonująca, kiedy bierze się pod uwagę niuanse oryginalnego tekstu biblijnego w języku greckim, między innymi tymi, że “duch” w tym wersecie jest prawdopodobnie późniejszym dodatkiem. 

W wersecie 7 kluczowy jest liczebnik “trzy”. Autor nawiązuje tu na pewno do starotestamentalnego prawa o świadectwie (zob. Pwt 19,15), według którego, aby świadectwo mogło być wiarygodne, świadków musiało być dwóch lub trzech. Odniesienie do tego prawa jest bardzo istotne w jego Ewangelii (zob. np. J 8, 17-18). Autor używa po grecku liczebnika rodzaju męskiego, mimo że trzech wymienionych w następnym wersecie świadków ma po grecku rodzaj nijaki. Wydaje się, że wskazuje to na ich charakter osobowy. Ponadto wszystkie rzeczowniki występują w wersecie 8, w odróżnieniu od wersetu 6, z przedimkiem określonym (jak angielskie “the”), który także podkreśla to, że “duch”, “woda” i “krew” oznaczają tutaj jeszcze konkretniejsze niż wcześniej rzeczywistości.

 

Ale właściwie dlaczego określenia “woda”, “krew” i “duch” zostały przez św. Jana potraktowane osobowo? Dlaczego napisał: “trzej”, tak jakby miał na myśli osoby? Dotknęliśmy jednej z najciekawszych zagadek dotyczących Pisma Świętego, która doczekała się nawet swojego hasła w Wikipedii.

Comma Johanneum

Ale właściwie dlaczego określenia “woda”, “krew” i “duch” zostały przez św. Jana potraktowane osobowo? Dlaczego napisał: “trzej”, tak jakby miał na myśli osoby? Dotknęliśmy jednej z najciekawszych zagadek dotyczących Pisma Świętego, która doczekała się nawet swojego hasła w Wikipedii. Oto słynna “Comma Johanneum”.

Otóż we wcześniejszych (aż do XIX wieku) przekładach Biblii na języki nowożytne treść wersetów 7-8 była dłuższa o pewien fragment (z łaciny właśnie: “comma”). Nasi przodkowie słuchali mniej więcej takiej wersji:

Trzej bowiem dają świadectwo: w niebie Ojciec, Słowo i Duch Święty, a Ci Trzej są jednością. I trzej są, którzy dają świadectwo na ziemi: duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą (1 J 5, 7-8)

Na czerwono zaznaczyliśmy słowa, których już nie znajdziecie we współczesnych przekładach. Zwróćmy uwagę, że treść z dodanym fragmentem zyskuje znaczenie trynitarne – to kolejny fragment, który wprost opisywałby Trójcę Świętą, wymieniając konkretnie trzy Osoby Boskie. Nic zatem dziwnego, że w przeszłości w wielu traktatach teologicznych teologowie często wskazywali na ten fragment, a podczas dysput o istnieniu Trójcy Świętej stanowił on nie lada oręż argumentacyjny. Trzeba przyznać, że słynny dodatek czyni łatwiejszym biblijny tekst. Choć, z drugiej strony, nie rozwiązuje wszystkich jego problemów. Przede wszystkim nie odpowiada na pytanie na czym polega owo “świadectwo”.

 

Wydanie Erazma uznał sam papież. To właśnie od Erazma pochodzi grecki tekst, który poprzez kolejne wydania, stał się podstawą wszelkich wydań i tłumaczeń na języki nowożytne Nowego Testamentu aż do XIX w. Dopiero współczesne badania udowodniły, że jest to wersja tekstu bardzo wtórna, nie mogąca aspirować do roli, jaką jej pierwotnie wyznaczono.

Wszystko przez Erazma z Rotterdamu

Do XVI roku nikt nie był nawet świadomy faktu, że z wersetami 7-8 w piątym rozdziale listu św. Jana coś jest nie tak. Wszystko zmienił rok 1516, w którym Erazm z Rotterdamu opublikował Biblię po grecku. Chciał dokonać nowego, lepszego niż popularna wciąż Wulgata przekładu Nowego Testamentu na łacinę. Jego dzieło było oparte na siedmiu greckich rękopisach pochodzących z XII i XIII wieku, które wypożyczył z biblioteki klasztornej dominikanów w Bazylei. Praca Erazma była bardzo istotna dla osób chcących dotrzeć do najbardziej oryginalnego brzmienia Pisma Świętego. Jego dzieło, choć nowatorskie, nie było jednak doskonałe. Dość powiedzieć, że Erazm użył jedynie bardzo późnych greckich rękopisów, przez co miał dostęp jedynie do bardzo zmodyfikowanej już wersji tekstu biblijnego. Z tego też powodu nie zamieścił pełnego tekstu niektórych ksiąg.

Wydanie Erazma spotkało się jednak z życzliwym przyjęciem, a przede wszystkim uznał je sam papież. To właśnie od Erazma pochodzi grecki tekst, który poprzez kolejne wydania, stał się tym, co nazywamy dzisiaj Textus Receptus (“tekst przyjęty”) – podstawą wszelkich wydań i tłumaczeń na języki nowożytne Nowego Testamentu aż do XIX w. Dopiero współczesne badania udowodniły, że jest to wersja tekstu bardzo wtórna, nie mogąca aspirować do roli, jaką jej pierwotnie wyznaczono.

Tymczasem szybko zauważono, że w biblii greckiej Erazma z Rotterdamu brakuje pewnego fragmentu z Pierwszego Listu św. Jana, bardzo ważnego, stanowiącego przecież stały cytat w średniowiecznych traktatach o Trójcy Świętej – chodzi oczywiście o wspomniane wyżej, zaznaczone na czerwono, słowa. Erazm został oskarżony nawet o odrzucenie katolickiej nauki o Trójcy Świętej. Wezwany do uzupełnienia tekstu o pominięty fragment, Erazm zgodził się – o ile znajdzie go w jakimkolwiek greckim rękopisie. Tyle że tego zdania po prostu brak w najstarszych greckich rękopisach. Innymi słowy, św. Jan, uznawany za autora tego Listu, owego fragmentu po prostu nie napisał. 

Historia – jak to zwykle bywa – jest nieco bardziej skomplikowana, bo Erazm dodał w końcu w III wydaniu (1522 r.) swojego dzieła pominięte wcześniej słowa. “Znalazł” się grecki rękopis je zawierający: Codex Montfortianus. Tyle że pochodził on z… 1520 roku, skopiowany przez współczesnego Erazmowi franciszkanina. Dyskusyjny fragment został w nim prawdopodobnie przetłumaczony z łaciny. Bibliści do dziś wyrzucają Erazmowi ten naukowy błąd i uleganie presji, choć cała awantura zwróciła jednak uwagę na zagadkę “Comma Johanneum”. 

 

Kto dopisał?

Trzeba w końcu odpowiedzieć na pytanie: skąd te słowa wzięły się w Wulgacie? I czy powinny pozostawać w kanonicznym przekładzie Pisma Świętego?

Prowadzone w późniejszych latach badania biblijne ukazały, że zdania tego nie tylko brak w najstarszych greckich rękopisach, ale nawet św. Hieronim nie zawarł go w swoim tłumaczeniu Biblii. Do Wulgaty zostało ono włączone dopiero w VIII wieku, zatem cztery wieki po śmierci św. Hieronima. Brakuje go również w innych starożytnych przekładach, które są dla nas ważnymi świadkami tekstu bliskiego oryginałowi (syryjski, koptyjski, etiopski itd.) Tego fragmentu nie cytują ojcowie Kościoła, nawet ci, którzy na podstawie cytatów z Pisma Świętego dowodzili istnienia Trójcy Świętej w silnych sporach trynitarnych w IV wieku. Trudno wyobrazić sobie, by pominęli tak “silny” biblijny argument. Raczej to dowód, że tego zdania pierwotnie w Biblii po prostu nie było. 

Kto zatem “dodał” nowe słowa? Bibliści przypuszczają, że stało się to prawdopodobnie w V-VIII wieku w kontekście trynitarnych sporów, wciąż żywych wtedy w Kościele.

Kto zatem “dodał” nowe słowa? Bibliści przypuszczają, że stało się to prawdopodobnie w V-VIII wieku w kontekście trynitarnych sporów, wciąż żywych wtedy w Kościele. Różni Ojcowie oraz dokumenty Kościoła z północnej Afryki i Hiszpanii z tego okresu cytują już ten fragment. Być może drogę do łacińskiego tekstu Nowego Testamentu otworzył Izydor z Sewilli (VI-VII w.), o którym wiemy, że znał “Commę”, a z drugiej strony brał udział w edycji łacińskich manuskryptów. Należy dodać, że już wcześniej niektórzy autorzy z północnej Afryki (Tertulian, Cyprian, Augustyn) interpretowali wersety 1J 5,7-8 w sposób trynitarny, ale nigdy nie są to aluzje tak mocne, aby można stwierdzić, że już wtedy znali oni “Commę” w tekście biblijnym. Naukowcy ustalili, że “Comma” pojawia się tylko w łacińskich rękopisach o hiszpańskim pochodzeniu. W rękopisach staro-łacińskiego przekładu (tzw. Vetus Latina) “Comma” pojawia się ok. 600 roku, później także w Wulgacie. Trop prowadzi zatem na tereny Hiszpanii, do VII wieku. 

Prawdopodobnie było tak: najpierw słowa “Commy” były uwagą dopisaną na marginesie któregoś z łacińskich rękopisów. Przez omyłkę przepisana, notka na marginesie została “włączona” w główny tekst, a później z łaciny “przewędrowała” do greckich rękopisów. Jest ich tylko osiem (spośród ok. 5000 wszystkich odkrytych!) i są bardzo późne (z X w. z “Commą” jako wariant na marginesie, inne XV-XVIII w.). Uległość Erazma z Rotterdamu i autorytet Textus Receptus  utrwaliły “Commę” na kolejne wieki jako standardowy tekst. XIX-wieczne spory na temat tego fragmentu sprawiły nawet, że autorytet Kościoła wypowiedział się stanowczo w jego obronie (1897 r.). Jednak dzisiejsza zasada, by tłumaczyć Pismo z języków oryginalnych (a nie tylko z łaciny), znosi oczywiście tamtą wypowiedź Magisterium Kościoła. 

 

To wszystko każe nam przemyśleć nasze podejście do Pisma Świętego. Dla nas katolików Pismo ma przecież dwóch autorów: Boga i człowieka. Biblia nie spadła z nieba jako gotowy produkt, nie została też spisana przez biblijnego autora, któremu do ucha tekst szeptał anioł. To ludzie spisywali swoje doświadczenia i przeżycia, natchnieni Bożym światłem. Dlatego też nie wstydzimy się przyznać, że w Biblii są błędy natury naukowej: historycznej, geograficznej czy przyrodniczej. 

Czy to fałszerstwo?

Przytoczona historia może wzbudzać wręcz nieufność wobec tekstu biblijnego. Chyba przeciwnie, przede wszystkim pokazuje, jak ważne są naukowe badania Biblii. Dzięki nim możemy dotrzeć do tekstu możliwie najbliższego oryginałowi oraz prześledzić różne etapy z jednej strony błędów w jego przekazie oraz, z drugiej strony, jego aktywnego poprawiania i upraszczania. A co najważniejsze, praca naukowców doprowadziła do usunięcia fragmentu, którego brakowało przecież w oryginale.

Historia “Commy” jest też ilustracją historii interpretacji biblijnego tekstu. To dziedzina, która odpowiada na pytanie: w jaki sposób dany tekst był rozumiany i interpretowany przez wieki? Bywa, że jego konkretne rozumienie z czasem miało taki wpływ na kopiujących rękopisy, że chcący czy niechcący popełniali oni albo “błędy” albo “poprawki”, które zmieniały tekst biblijny, bez czyjejkolwiek złej woli. Trynitarne rozumienie 1J 5,7-8 było przecież od starożytności popularną (choć nie jedyną) jego interpretacją. Dlatego tekst z “Commą” nie brzmi na pewno niezgodnie z zamiarem natchnionego autora, choć pewnie go dosyć ogranicza. 

 

Natchnione Słowo

To wszystko każe nam przemyśleć nasze podejście do Pisma Świętego. Dla nas katolików Pismo ma przecież dwóch autorów: Boga i człowieka. Biblia nie spadła z nieba jako gotowy produkt, nie została też spisana przez biblijnego autora, któremu do ucha tekst szeptał anioł. To ludzie spisywali swoje doświadczenia i przeżycia, natchnieni Bożym światłem. Dlatego też nie wstydzimy się przyznać, że w Biblii są błędy natury naukowej: historycznej, geograficznej czy przyrodniczej. 

To nie przesłania nam odwiecznej prawdy, która zawsze pozostanie prawdziwa i aktualna: zbawczy zamiar Boga wobec człowieka. Możemy powiedzieć, że to ludzkie “autorstwo”, pełne także ludzkiej ułomności, w pewnym sensie trwa przez wieki. Bóg nie zechciał dać nam gotowego tekstu oryginalnego Pisma, wyrytego na jakimś kamieniu, do którego moglibyśmy się zawsze odnosić, ale pozwolił, aby przekazywali go z pokolenia na pokolenie zawodni ludzie. Ci ludzie mieli jednak też swoje, wciąż nowe doświadczenia, którymi niejako go wzbogacali, zgodnie z tym jak mawiał Święty Grzegorz Wielki: “Pismo Święte rośnie wraz z czytającym”. 

Nam pozostaje dzisiaj starać się docierać do tekstu jak najbardziej oryginalnego, a z drugiej strony korzystać z tego wiekowego bogactwa interpretacji. Przypomną o tym tajemniczy “trzej” z niedzielnego drugiego czytania. Przypomną historię “Commy”, której tekst czytania już nie zawiera, ale sformułowanie sugerujące, że “woda”, “krew” i “duch” to osoby na zawsze już utrwala dawną, trynitarną interpretację.

 


Fragment z przepięknych, barokowych nieszporów o NMP Claudia Monteverdiego z 1610 roku to przykład obecności “Commy” w sztuce i muzyce kościelnej. Tekst nawiązuje do Iz 6,3 oraz do 1J 5,7-8 (podziękowania dla ks. Adama Smólskiego za wskazanie filmu).

 

ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >

ks. Piotr Jutkiewicz

ks. Piotr Jutkiewicz

Pochodzi z Gdańska. Prezbiter Archidiecezji Warszawskiej, gdzie ukończył Archidiecezjalne Seminarium Misyjne Redemptoris Mater. Studiuje na Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >
ks. Piotr Jutkiewicz
ks. Piotr
Jutkiewicz
zobacz artykuly tego autora >
BIBLIA

Gdzie jesteś? Słowo szuka ciebie. Wstęp do medytacji

Jak medytować Słowo Boże? O. Piotr Wardawy OFMCap podpowiada sposób medytowania nad Słowem Bożym, z uwzględnieniem odczuć z ciała.

Polub nas na Facebooku!

Fragmenty pochodzą z książki “Kiedy Słowo ciałem się staje. Wskazówki do medytacji” o. Piotra Wardawy OFMCap

 

Pierwszym słowem, które Bóg skierował do pierwszych ludzi po grzechu, było pytanie: „Gdzie jesteś?”. Człowiek stał się nieobecny, ukrył się. Zagubił się w sobie, w relacjach, w życiu i w odniesieniu do Boga. Dlatego Pan dał mu Słowo – pytanie, które ma moc odnajdywania. Gdy przyjmujemy je w siebie, porusza nas. Gdy pozwalamy mu trwać w nas, ożywia.

Bóg daje nam siebie w Słowie, aby stać się pytaniem: „Gdzie jesteś?”. To znaczy: „Jak to odczuwasz? Co to sprawia w tobie? W jaki sposób byś to wyraził? Jak to odnosi się do twojego życia? Co byś chciał Bogu powiedzieć?”.

 

Zauważ siebie

Na początku zacznij od samego siebie. Pozwól sobie być w centrum. Nie w sposób egocentryczny, który zamyka na relacje, ale otwarty, który zaprasza do nawiązywania relacji. Bądź cały skupiony w sobie – umysłem, emocjami i ciałem – abyś był w pełni obecny w spotkaniu z Bogiem.

Bóg potrzebuje spotkać się z tobą w tobie. Jest to czas na wewnętrzne odnajdywanie się poprzez skupienie, czyli skierowanie uwagi do wewnątrz. Skupienie do wewnątrz nie polega na „niemyśleniu” czy wysiłku skoncentrowanego umysłu, ale na świadomym zauważaniu tego, czego aktualnie doświadczasz.

Niech pierwszym aktem w twojej medytacji będzie tylko świadomość twojej doświadczanej obecności. Zaufaj, że możesz tak po prostu być bez względu na to, czego doświadczasz i jaki jesteś. Skupienie jest początkiem modlitwy.

 

Zauważ Boga

Bóg jest miłością (por. 1 J 4,16). Zaufaj, że ogarnia cię i przenika miłująca Boża Obecność. Miłość komunikuje się przez czułość. Bóg w czułości daje tobie to, co w Nim najlepsze. Otwierając się na Niego, otwierasz się zarazem na samego siebie. Czułość wydobywa z ciebie to, co w tobie najprawdziwsze, co najbardziej twoje.

Duch czułej i silnej miłości Boga jest ożywiający. Zawsze podnosi i dodaje otuchy. Nie przygniata do ziemi, lecz pomaga powstać. Nie rodzi lęku, ale wzbudza zaufanie. Nie przeraża, tylko pobudza do refleksji. Wskazuje błędy, ale nie powoduje poczucia winy. Na widok grzechu chce zbawiać, nie potępiać. Nie zna gwałtowności, gdyż dostraja się do twojego tempa. Nie wpycha na drogę, ale wskazuje kierunek. Nie jest „śmiertelnie” poważny, gdyż potrafi się zdystansować. Wreszcie – szczerze interesuje się przyjaźnią z tobą.

 

 

Zauważ siebie w Bogu

Gdy zaglądasz w siebie, odkrywasz w sobie tajemnicę. Tajemnicą w tobie jest Bóg. To z Nim, ukrytą istotą twojego człowieczeństwa, spotykasz się, podejmując dialog z tym, co w tobie. Dialog z Bogiem od strony praktycznej polega zatem na dialogowaniu z samym sobą zanurzonym w Jego obecności. Dialogujesz z tym, co zauważasz: z odczuciami ciała, z emocjami, z myślami; z tym wszystkim, co dzieje się w tobie podczas medytacji. Medytacja jest obcowaniem z tajemnicą Boga w tobie. Jest rozmową z Bogiem bardziej obecnym w tobie niż ty sam w sobie. Twoje oddzielenie od Niego pozostaje właściwie formą iluzji umysłu. W sobie odkrywasz obecność Boga, gdyż w Nim żyjesz, poruszasz się i jesteś (por. Dz 17,28).

 

Rozpocznij medytację

Przeczytaj wybrany fragment ze zrozumieniem oraz z otwartością na to, czego jeszcze nie wiesz o Bogu i o sobie. Gdy Pismo Święte jest ci znane i nie spodziewasz się dowiedzieć czegoś nowego, tym bardziej wzbudź w sobie ciekawość: Jak dzisiaj przeżyję spotkanie ze słowem Bożym?

W otwarciu się na nowe, świeże przesłanie Słowa pomoże ci chwila na zauważanie starych myśli, tych powtarzających się, dobrze ci znanych, które wcześniej już w sobie słyszałeś. Gdy już spostrzeżesz je w sobie, odkładaj je na bok, jakbyś przekładał zapisane kartki z osobistego notatnika, szukając czystej, niezapisanej strony. Zauważaj i odkładaj to, co już znasz. Gdy poczujesz w sobie skupienie sprzyjające medytacji, zatrzymaj się, na ile możesz i chcesz, przy tym poczuciu, doświadczając jego jakości.

Następnie skieruj uwagę szczególnie na to, co jako nowe pojawia się w tobie – przeczucia, wewnętrzne intuicje, subtelne natchnienia to coś niewyraźnego, nieokreślonego, ale już obecnego. Możesz porównać to do dostrzeżenia małej roślinki, która zaczęła wschodzić. Mimo że jeszcze nie wiesz, co z niej wyrośnie i jaki będzie jej dojrzały owoc, już ją widzisz. Nie zajmujesz się analizowaniem, czym ona może być, ale przyjmujesz ją taką niezdefiniowaną. Tworzysz jej przyjazne warunki do wzrostu, aby ona sama opowiedziała ci, czym jest.

Podczas medytacji niejasne poczucia czegoś w tobie są głosem serca. Przyjmij je takie, jakimi się jawią. Nie staraj się ich analizować, ale zaufaj, że cisza stanowi najlepsze środowisko, aby usłyszeć to, co Bóg chce do ciebie przez nie powiedzieć.

Ziarnem jest słowo Boże, które zaczyna w tobie kiełkować niczym młody pęd w postaci wewnętrznego odczucia. Ono ma swoje tempo wzrostu i potrzebuje twojej gleby życzliwości i zaufania. Dlatego nie przyjmuj Słowa tylko intelektem, ale także sercem, czyli wrażliwością twojego ciała. Zwracaj uwagę, jak się czujesz podczas lektury. Nie odrzucaj żadnego z odczuć. Każde odczucie stanowi żywą reakcję na słowo Boże. Nawet gdyby było nie po twojej myśli, okazało się trudne albo wydawałoby się nie na miejscu, przyjmij je z łagodnością i otwartością. Spotkanie z Bogiem dokonuje się w atmosferze wzajemnej akceptacji.

Czytaj Słowo umysłem i z wrażliwością na odczucia w ciele. Umieść Słowo, w duchu łagodności i bez nacisku, w centrum twojego ciała – tam, gdzie odczuwasz różne uczucia. Twoje ciało jest świątynią Ducha Świętego. Czyniąc to, już otwierasz się na Jego działanie w tobie. Spotykasz się z Bogiem obecnym w Słowie. Podczas tego spotkania możesz być otwarty na tyle, ile sam potrzebujesz. Nie musisz się zmuszać do czegoś, czego nie chcesz. Bóg pragnie spotkania w wolności.

W wewnętrznym dialogu z Bogiem możesz wykorzystać pięć pytań, które niczym kolejno stawiane kroki przeprowadzą cię przez medytację. Jednak nie traktuj ich jako sztywnego schematu, tylko jako podpowiedzi w drodze. Zaufaj wewnętrznemu głosowi twojej intuicji, w której Bóg objawia się poprzez twoją wrażliwość na odczucia.

Co odczuwasz, gdy wczytujesz się w słowo Boże? Zauważ to.

Jaki obraz lub jakie słowa najlepiej oddadzą to, co dzieje się w tobie? Wyraź to.

W jaki sposób łączy się to dzisiaj z twoim życiem? Opisz to.

Co Słowo mówi do ciebie w tej chwili? Przyjmij to.

Co chcesz Bogu powiedzieć? Módl się tym.

 


o. Piotr Wardawy OFMCap
Kiedy Słowo ciałem się staje
Wskazówki do medytacji

Książka jest zaproszeniem do odkrycia wartości modlitwy, nie jako obowiązku, ale jako szansy na spotkanie ze sobą, z Bogiem i drugim człowiekiem. Żadnego z tych trzech wymiarów spotkania nie możemy pominąć, gdyż na nich opiera się dojrzała duchowość chrześcijańska.

Książkę można zamawiać jako cegiełkę na utrzymanie i rozwój Centrum Duchowości „Honoratianum” TUTAJ>>>

 

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Reklama

Copy link
Powered by Social Snap