Nasze projekty
ks. Piotr Jutkiewicz, ks. Przemysław Śliwiński

Zagadkowe słowa św. Jana. Kim są tajemniczy „trzej”?

Pismo Święte nadal jest pełne tajemnic. Zagadkowa notatka na marginesie rękopisu Listu św. Jana doczekała się nawet własnej strony na wiki. Poznajcie historię słynnej „Commy” Jana.

Reklama

Pismo Święte pełne jest niejednoznacznych słów, zdań, a czasem i całych fragmentów, które wymagają interpretacji. Zdarzają się i takie, których znaczenie wciąż pozostaje nieznane i tłumaczone przez różnych biblistów w różny sposób. Jedno z takich zdań usłyszymy podczas liturgii w najbliższą niedzielę, a jego historia do dziś inspiruje biblistów.

Chodzi o słowa św. Jana: 

Trzej bowiem dają świadectwo: duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą (1 J 5, 7-8)

Reklama
Reklama

Padną one pod koniec drugiego czytania, kiedy odczytywany będzie fragment jego pierwszego listu. Usłyszymy charakterystyczne stwierdzenia o wierze jako narodzeniu się z Boga i zwycięstwie – dzięki niej – nad światem. Przypomnijmy, że cała Liturgia Słowa koncentruje się wokół chrztu Jezusa w Jordanie, bo w najbliższą niedzielę Kościół na całym świecie obchodzi Święto Chrztu Pańskiego, dzień, który kończy okres Bożego Narodzenia w roku liturgicznym.

Św. Jan używa języka symbolicznego, który nie jest łatwy w interpretacji. Najpierw werset szósty opisuje sposób przyjścia Zbawiciela: Jezus Chrystus jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, i ducha, nie tylko w wodzie, lecz w wodzie i we krwi. Już te słowa budzą różne interpretacje. Jednak cytowane już wersety 7–8 są jeszcze bardziej enigmatyczne. Użyte sformułowanie sugeruje, jakbyśmy mieli do czynienia z osobami, a nie elementami czy substancjami: “Trzej bowiem dają świadectwo: duch, woda i krew”.

Jak rozumieć te słowa?

Niektórzy Ojcowie Kościoła widzieli tu nawiązanie do sakramentów Kościoła, które dają nam świadectwo o Jezusie. “Woda” reprezentuje chrzest – znaczyłoby to, że do Chrystusa przekonuje nas chrzest, w którym zostajemy zanurzeni w wodzie na podobieństwo Jego chrztu, a “Krew” to Eucharystia. “Duch” natomiast byłby nawiązaniem do sakramentu bierzmowania. 

Reklama
Reklama

Według innych, przyjście w wodzie i krwi odnosi się do wcielenia, czyniąc aluzję wprost do narodzin dziecka, czyli faktu, który dowodzi, że Syn Boży stał się prawdziwym człowiekiem, wbrew doketystom, którzy wątpili w Jego człowieczeństwo. Według kolejnej interpretacji, sformułowania te odnoszą się do chrztu (woda) i śmierci (krew) Jezusa. W obu wydarzeniach był obecny Duch Święty.

Jednak pamiętając o tym, że mamy do czynienia ze słowami św. Jana, który oprócz listów napisał również Ewangelię i zawarł w niej swój szczególny opis śmierci Jezusa, kto wie, czy najwłaściwsza jest interpretacja Raymonda Browna, wybitnego egzegety pism Janowych. Z boku zabitego Zbawiciela wypłynęły krew i woda (J 19,34). Woda to symbol Ducha, którego Jezus udziela wierzącym w Niego (J 7,37-39), krew z kolei oznacza Jego Śmierć jako prawdziwego Baranka Paschalnego, który gładzi grzechy świata. Ta ostatnia interpretacja jest najbardziej przekonująca, kiedy bierze się pod uwagę niuanse oryginalnego tekstu biblijnego w języku greckim, między innymi tymi, że “duch” w tym wersecie jest prawdopodobnie późniejszym dodatkiem. 

W wersecie 7 kluczowy jest liczebnik “trzy”. Autor nawiązuje tu na pewno do starotestamentalnego prawa o świadectwie (zob. Pwt 19,15), według którego, aby świadectwo mogło być wiarygodne, świadków musiało być dwóch lub trzech. Odniesienie do tego prawa jest bardzo istotne w jego Ewangelii (zob. np. J 8, 17-18). Autor używa po grecku liczebnika rodzaju męskiego, mimo że trzech wymienionych w następnym wersecie świadków ma po grecku rodzaj nijaki. Wydaje się, że wskazuje to na ich charakter osobowy. Ponadto wszystkie rzeczowniki występują w wersecie 8, w odróżnieniu od wersetu 6, z przedimkiem określonym (jak angielskie “the”), który także podkreśla to, że “duch”, “woda” i “krew” oznaczają tutaj jeszcze konkretniejsze niż wcześniej rzeczywistości.

Reklama
Ale właściwie dlaczego określenia “woda”, “krew” i “duch” zostały przez św. Jana potraktowane osobowo? Dlaczego napisał: “trzej”, tak jakby miał na myśli osoby? Dotknęliśmy jednej z najciekawszych zagadek dotyczących Pisma Świętego, która doczekała się nawet swojego hasła w Wikipedii.

Comma Johanneum

Ale właściwie dlaczego określenia “woda”, “krew” i “duch” zostały przez św. Jana potraktowane osobowo? Dlaczego napisał: “trzej”, tak jakby miał na myśli osoby? Dotknęliśmy jednej z najciekawszych zagadek dotyczących Pisma Świętego, która doczekała się nawet swojego hasła w Wikipedii. Oto słynna “Comma Johanneum”.

Otóż we wcześniejszych (aż do XIX wieku) przekładach Biblii na języki nowożytne treść wersetów 7-8 była dłuższa o pewien fragment (z łaciny właśnie: “comma”). Nasi przodkowie słuchali mniej więcej takiej wersji:

Trzej bowiem dają świadectwo: w niebie Ojciec, Słowo i Duch Święty, a Ci Trzej są jednością. I trzej są, którzy dają świadectwo na ziemi: duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą (1 J 5, 7-8)

Na czerwono zaznaczyliśmy słowa, których już nie znajdziecie we współczesnych przekładach. Zwróćmy uwagę, że treść z dodanym fragmentem zyskuje znaczenie trynitarne – to kolejny fragment, który wprost opisywałby Trójcę Świętą, wymieniając konkretnie trzy Osoby Boskie. Nic zatem dziwnego, że w przeszłości w wielu traktatach teologicznych teologowie często wskazywali na ten fragment, a podczas dysput o istnieniu Trójcy Świętej stanowił on nie lada oręż argumentacyjny. Trzeba przyznać, że słynny dodatek czyni łatwiejszym biblijny tekst. Choć, z drugiej strony, nie rozwiązuje wszystkich jego problemów. Przede wszystkim nie odpowiada na pytanie na czym polega owo “świadectwo”.

Wydanie Erazma uznał sam papież. To właśnie od Erazma pochodzi grecki tekst, który poprzez kolejne wydania, stał się podstawą wszelkich wydań i tłumaczeń na języki nowożytne Nowego Testamentu aż do XIX w. Dopiero współczesne badania udowodniły, że jest to wersja tekstu bardzo wtórna, nie mogąca aspirować do roli, jaką jej pierwotnie wyznaczono.

Wszystko przez Erazma z Rotterdamu

Do XVI roku nikt nie był nawet świadomy faktu, że z wersetami 7-8 w piątym rozdziale listu św. Jana coś jest nie tak. Wszystko zmienił rok 1516, w którym Erazm z Rotterdamu opublikował Biblię po grecku. Chciał dokonać nowego, lepszego niż popularna wciąż Wulgata przekładu Nowego Testamentu na łacinę. Jego dzieło było oparte na siedmiu greckich rękopisach pochodzących z XII i XIII wieku, które wypożyczył z biblioteki klasztornej dominikanów w Bazylei. Praca Erazma była bardzo istotna dla osób chcących dotrzeć do najbardziej oryginalnego brzmienia Pisma Świętego. Jego dzieło, choć nowatorskie, nie było jednak doskonałe. Dość powiedzieć, że Erazm użył jedynie bardzo późnych greckich rękopisów, przez co miał dostęp jedynie do bardzo zmodyfikowanej już wersji tekstu biblijnego. Z tego też powodu nie zamieścił pełnego tekstu niektórych ksiąg.

Wydanie Erazma spotkało się jednak z życzliwym przyjęciem, a przede wszystkim uznał je sam papież. To właśnie od Erazma pochodzi grecki tekst, który poprzez kolejne wydania, stał się tym, co nazywamy dzisiaj Textus Receptus (“tekst przyjęty”) – podstawą wszelkich wydań i tłumaczeń na języki nowożytne Nowego Testamentu aż do XIX w. Dopiero współczesne badania udowodniły, że jest to wersja tekstu bardzo wtórna, nie mogąca aspirować do roli, jaką jej pierwotnie wyznaczono.

Tymczasem szybko zauważono, że w biblii greckiej Erazma z Rotterdamu brakuje pewnego fragmentu z Pierwszego Listu św. Jana, bardzo ważnego, stanowiącego przecież stały cytat w średniowiecznych traktatach o Trójcy Świętej – chodzi oczywiście o wspomniane wyżej, zaznaczone na czerwono, słowa. Erazm został oskarżony nawet o odrzucenie katolickiej nauki o Trójcy Świętej. Wezwany do uzupełnienia tekstu o pominięty fragment, Erazm zgodził się – o ile znajdzie go w jakimkolwiek greckim rękopisie. Tyle że tego zdania po prostu brak w najstarszych greckich rękopisach. Innymi słowy, św. Jan, uznawany za autora tego Listu, owego fragmentu po prostu nie napisał. 

Historia – jak to zwykle bywa – jest nieco bardziej skomplikowana, bo Erazm dodał w końcu w III wydaniu (1522 r.) swojego dzieła pominięte wcześniej słowa. “Znalazł” się grecki rękopis je zawierający: Codex Montfortianus. Tyle że pochodził on z… 1520 roku, skopiowany przez współczesnego Erazmowi franciszkanina. Dyskusyjny fragment został w nim prawdopodobnie przetłumaczony z łaciny. Bibliści do dziś wyrzucają Erazmowi ten naukowy błąd i uleganie presji, choć cała awantura zwróciła jednak uwagę na zagadkę “Comma Johanneum”. 

Kto dopisał?

Trzeba w końcu odpowiedzieć na pytanie: skąd te słowa wzięły się w Wulgacie? I czy powinny pozostawać w kanonicznym przekładzie Pisma Świętego?

Prowadzone w późniejszych latach badania biblijne ukazały, że zdania tego nie tylko brak w najstarszych greckich rękopisach, ale nawet św. Hieronim nie zawarł go w swoim tłumaczeniu Biblii. Do Wulgaty zostało ono włączone dopiero w VIII wieku, zatem cztery wieki po śmierci św. Hieronima. Brakuje go również w innych starożytnych przekładach, które są dla nas ważnymi świadkami tekstu bliskiego oryginałowi (syryjski, koptyjski, etiopski itd.) Tego fragmentu nie cytują ojcowie Kościoła, nawet ci, którzy na podstawie cytatów z Pisma Świętego dowodzili istnienia Trójcy Świętej w silnych sporach trynitarnych w IV wieku. Trudno wyobrazić sobie, by pominęli tak “silny” biblijny argument. Raczej to dowód, że tego zdania pierwotnie w Biblii po prostu nie było. 

Kto zatem “dodał” nowe słowa? Bibliści przypuszczają, że stało się to prawdopodobnie w V-VIII wieku w kontekście trynitarnych sporów, wciąż żywych wtedy w Kościele.

Kto zatem “dodał” nowe słowa? Bibliści przypuszczają, że stało się to prawdopodobnie w V-VIII wieku w kontekście trynitarnych sporów, wciąż żywych wtedy w Kościele. Różni Ojcowie oraz dokumenty Kościoła z północnej Afryki i Hiszpanii z tego okresu cytują już ten fragment. Być może drogę do łacińskiego tekstu Nowego Testamentu otworzył Izydor z Sewilli (VI-VII w.), o którym wiemy, że znał “Commę”, a z drugiej strony brał udział w edycji łacińskich manuskryptów. Należy dodać, że już wcześniej niektórzy autorzy z północnej Afryki (Tertulian, Cyprian, Augustyn) interpretowali wersety 1J 5,7-8 w sposób trynitarny, ale nigdy nie są to aluzje tak mocne, aby można stwierdzić, że już wtedy znali oni “Commę” w tekście biblijnym. Naukowcy ustalili, że “Comma” pojawia się tylko w łacińskich rękopisach o hiszpańskim pochodzeniu. W rękopisach staro-łacińskiego przekładu (tzw. Vetus Latina) “Comma” pojawia się ok. 600 roku, później także w Wulgacie. Trop prowadzi zatem na tereny Hiszpanii, do VII wieku. 

Prawdopodobnie było tak: najpierw słowa “Commy” były uwagą dopisaną na marginesie któregoś z łacińskich rękopisów. Przez omyłkę przepisana, notka na marginesie została “włączona” w główny tekst, a później z łaciny “przewędrowała” do greckich rękopisów. Jest ich tylko osiem (spośród ok. 5000 wszystkich odkrytych!) i są bardzo późne (z X w. z “Commą” jako wariant na marginesie, inne XV-XVIII w.). Uległość Erazma z Rotterdamu i autorytet Textus Receptus  utrwaliły “Commę” na kolejne wieki jako standardowy tekst. XIX-wieczne spory na temat tego fragmentu sprawiły nawet, że autorytet Kościoła wypowiedział się stanowczo w jego obronie (1897 r.). Jednak dzisiejsza zasada, by tłumaczyć Pismo z języków oryginalnych (a nie tylko z łaciny), znosi oczywiście tamtą wypowiedź Magisterium Kościoła. 

To wszystko każe nam przemyśleć nasze podejście do Pisma Świętego. Dla nas katolików Pismo ma przecież dwóch autorów: Boga i człowieka. Biblia nie spadła z nieba jako gotowy produkt, nie została też spisana przez biblijnego autora, któremu do ucha tekst szeptał anioł. To ludzie spisywali swoje doświadczenia i przeżycia, natchnieni Bożym światłem. Dlatego też nie wstydzimy się przyznać, że w Biblii są błędy natury naukowej: historycznej, geograficznej czy przyrodniczej. 

Czy to fałszerstwo?

Przytoczona historia może wzbudzać wręcz nieufność wobec tekstu biblijnego. Chyba przeciwnie, przede wszystkim pokazuje, jak ważne są naukowe badania Biblii. Dzięki nim możemy dotrzeć do tekstu możliwie najbliższego oryginałowi oraz prześledzić różne etapy z jednej strony błędów w jego przekazie oraz, z drugiej strony, jego aktywnego poprawiania i upraszczania. A co najważniejsze, praca naukowców doprowadziła do usunięcia fragmentu, którego brakowało przecież w oryginale.

Historia “Commy” jest też ilustracją historii interpretacji biblijnego tekstu. To dziedzina, która odpowiada na pytanie: w jaki sposób dany tekst był rozumiany i interpretowany przez wieki? Bywa, że jego konkretne rozumienie z czasem miało taki wpływ na kopiujących rękopisy, że chcący czy niechcący popełniali oni albo “błędy” albo “poprawki”, które zmieniały tekst biblijny, bez czyjejkolwiek złej woli. Trynitarne rozumienie 1J 5,7-8 było przecież od starożytności popularną (choć nie jedyną) jego interpretacją. Dlatego tekst z “Commą” nie brzmi na pewno niezgodnie z zamiarem natchnionego autora, choć pewnie go dosyć ogranicza. 

Natchnione Słowo

To wszystko każe nam przemyśleć nasze podejście do Pisma Świętego. Dla nas katolików Pismo ma przecież dwóch autorów: Boga i człowieka. Biblia nie spadła z nieba jako gotowy produkt, nie została też spisana przez biblijnego autora, któremu do ucha tekst szeptał anioł. To ludzie spisywali swoje doświadczenia i przeżycia, natchnieni Bożym światłem. Dlatego też nie wstydzimy się przyznać, że w Biblii są błędy natury naukowej: historycznej, geograficznej czy przyrodniczej. 

To nie przesłania nam odwiecznej prawdy, która zawsze pozostanie prawdziwa i aktualna: zbawczy zamiar Boga wobec człowieka. Możemy powiedzieć, że to ludzkie “autorstwo”, pełne także ludzkiej ułomności, w pewnym sensie trwa przez wieki. Bóg nie zechciał dać nam gotowego tekstu oryginalnego Pisma, wyrytego na jakimś kamieniu, do którego moglibyśmy się zawsze odnosić, ale pozwolił, aby przekazywali go z pokolenia na pokolenie zawodni ludzie. Ci ludzie mieli jednak też swoje, wciąż nowe doświadczenia, którymi niejako go wzbogacali, zgodnie z tym jak mawiał Święty Grzegorz Wielki: “Pismo Święte rośnie wraz z czytającym”. 

Nam pozostaje dzisiaj starać się docierać do tekstu jak najbardziej oryginalnego, a z drugiej strony korzystać z tego wiekowego bogactwa interpretacji. Przypomną o tym tajemniczy “trzej” z niedzielnego drugiego czytania. Przypomną historię “Commy”, której tekst czytania już nie zawiera, ale sformułowanie sugerujące, że “woda”, “krew” i “duch” to osoby na zawsze już utrwala dawną, trynitarną interpretację.


Fragment z przepięknych, barokowych nieszporów o NMP Claudia Monteverdiego z 1610 roku to przykład obecności „Commy” w sztuce i muzyce kościelnej. Tekst nawiązuje do Iz 6,3 oraz do 1J 5,7-8 (podziękowania dla ks. Adama Smólskiego za wskazanie filmu).

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite