video-jav.net

Wołania Jezusa nie można uciszyć

Stań się głosem Jezusa, którego nie da się uciszyć! - to słowa z homilii papieża Franciszka podczas Mszy Niedzieli Palmowej sprawowanej na placu św. Piotra w Watykanie. W Eucharystii wzięli udział uczestnicy kończącego się dziś pre-synodu młodych w Rzymie oraz młodzi z diecezji rzymskiej świętujący 33. Światowy Dzień Młodzieży.

Polub nas na Facebooku!

Oto pełny tekst papieskiego nauczania:

Jezus wkracza do Jerozolimy. Liturgia zachęciła nas byśmy włączyli się i uczestniczyli w radości i święcie ludu, który potrafi krzyczeć i uwielbiać swego Pana. Radość ta zanika, pozostawiając gorzki i bolesny smak po zakończeni obecnie relacji o Męce Pańskiej. W tej celebracji zdają się krzyżować dzieje radości i cierpienia, błędów i sukcesów, będące częścią naszego codziennego życia jako uczniów, ponieważ udaje się jej odsłonić uczucia i sprzeczności, które dziś często należą również do nas, mężczyzn i kobiet tego czasu: zdolnych, by bardzo kochać … a także nienawidzić – i to bardzo; zdolnych do szlachetnych poświęceń, a także potrafiących „umyć ręce” w odpowiedniej chwili; zdolnych do wierności, ale także wielkich porzuceń i zdrady.

W całej narracji ewangelicznej wyraźnie też widać, że radość rozbudzona przez Jezusa jest dla niektórych osób motywem irytacji i rozdrażnienia.

Jezus wchodzi do miasta w otoczeniu swego ludu, otoczony hałaśliwymi pieśniami i okrzykami. Możemy sobie wyobrazić, że w tym wejściu głośno rozbrzmiewa głos syna, który otrzymał przebaczenie, trędowatego, który odzyskał zdrowie lub beczenie owcy zagubionej. Jest to pieśń celnika i nieczystego; to krzyk tego, który żył na skraju miasta. Jest to krzyk mężczyzn i kobiet, którzy podążali za nim, ponieważ doświadczyli Jego współczucia w obliczu swego cierpienia i biedy … To śpiew i spontaniczna radość tak wielu osób usuniętych na margines, którzy będąc pod wrażeniem Jezusa mogą wołać: „Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie!”. Jakże nie wiwatować na cześć Tego, który przywrócił im godność i nadzieję? To radość wielu grzeszników, którzy zyskali przebaczenie oraz odnaleźli zaufanie i nadzieję a teraz się radują, wołają.

Ta wielbiąca radość okazuje się niewygodna i staje się absurdalna oraz gorsząca dla tych, którzy uważają się za sprawiedliwych i „wiernych” prawu i nakazom rytualnym (1). Jest to radość nieznośna dla tych, którzy zdławili swoją wrażliwość w obliczu bólu, cierpienia i nędzy. Ale wielu myśli: to lud prostacki. Nieznośna radość dla tych, którzy utracili pamięć i zapomnieli o wielu otrzymanych szansach. Jak trudno zrozumieć radość i święto Bożego miłosierdzia tym, którzy starają się usprawiedliwić samych siebie i urządzić! Jakże trudno mieć udział w tej radości tym, którzy ufają jedynie we własne siły i czują się lepsi od innych! (2).

Tak rodzi się wołanie tych, którym nie zadrży głos, by krzyczeć: „Ukrzyżuj Go!”. To nie jest okrzyk spontaniczny, ale krzyk spreparowany, skonstruowany, który tworzy się z pogardą, z oszczerstwem, powołując fałszywych świadków. To krzyk rodzący się między faktem a relacją o nim. Jest głosem tych, którzy manipulują rzeczywistością i tworzą taką wersję, by samemu skorzystać i nie mają problemów z „wrobieniem” innych, żeby jak najlepiej wybrnąć. To jest relacją. Jest to wołanie tych, którzy nie mają skrupułów, aby szukać środków na umocnienie swej pozycji i uciszenie głosów brzmiących inaczej. Jest to krzyk rodzący się z fałszowania rzeczywistości i malowania jej w taki sposób, który kończy się oszpeceniem oblicza Jezusa i czyni go „złoczyńcą”. Jest to głos tych, którzy chcą bronić swojej pozycji dyskredytując zwłaszcza tych, którzy nie mogą się bronić. Jest to krzyk wytworzony przez intrygi samowystarczalności, pychy i arogancji, który głosi bez żadnych problemów, „Ukrzyżuj Go, ukrzyżuj Go”.

W ten sposób ucisza się święto ludu, burzy nadzieję, zabija marzenia, eliminuje radość. Tak w końcu zamyka się serce, oziębia miłość. Zaś krzyk „ocal sam siebie” chce uśpić solidarność, przygasić ideały, znieczulić oko … Krzyk, który chce, wyeliminować współczucie, to cierpienie z drugim.

W obliczu tych wszystkich głosów krzyczących najlepszym antidotum jest spojrzenie na krzyż Chrystusa i pozwolenie, by wyzwaniem był dla nas Jego ostatni krzyk. Chrystus umarł, wykrzykując swoją miłość do każdego z nas: do młodych i starców, świętych i grzeszników, miłość do ludzi swoich czasów i naszych czasów. Na Jego krzyżu zostaliśmy zbawieni, aby nikt nie mógł przygasić radości ewangelii; aby nikt, w sytuacji, w której się znajduje nie był daleko od miłosiernego spojrzenia Ojca. Spojrzenie na krzyż oznacza przyzwolenie, abyśmy zastanowili się nad naszymi priorytetami, decyzjami i działaniami. Oznacza postawienie sobie pytania o naszą wrażliwość na tych, którzy przeżywają lub doświadczają chwili trudności. Bracia i siostry! Co widzi nasze serce? Czy Jezus jest nadal przyczyną radości i uwielbienia w naszym sercu, czy też wstydzimy się Jego priorytetów wobec grzeszników, ostatnich i zapomnianych?

Drodzy młodzi radość, którą Jezus w was wzbudza, jest dla niektórych powodem niechęci i irytacji, ponieważ młodym radosnym człowiekiem trudno manipulować.

Ale w tym dniu możliwy jest trzeci rodzaj wołania: „Niektórzy faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: «Nauczycielu, zabroń tego swoim uczniom!» Odrzekł: «Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą»” (Łk 19, 39-40).

Uciszanie młodych ludzi jest pokusą, która istniała zawsze. Sami faryzeusze atakują za to Jezusa i proszą Go, aby ich uspokoił i uciszył.

Istnieje wiele sposobów, aby uczynić ludzi młodych cichymi i niewidzialnymi. Wiele sposobów na ich znieczulenie i uśpienie, aby nie robili „rabanu”, aby nie zadawali sobie pytań i nie zastanawiali nad sobą – bądźcie cicho! Jest wiele sposobów, aby ich uspokoić, żeby się nie angażowali a ich marzenia się zdewaluowały, stając się przyziemnymi, sennymi, miernymi fikcjami.

W tę Niedzielę Palmową, obchodząc Światowe Dni Młodzieży, dobrze usłyszeć odpowiedź Jezusa dla faryzeuszy dnia wczorajszego i wszystkich czasów, także dnia dzisiejszego: „Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą” (Łk 19,40).

Drodzy młodzi, od was zależy, czy postanowicie wołać, to od was zależy, czy zdecydujecie się na niedzielną „Hosanna”, aby nie wpaść w piątkowe „Ukrzyżuj Go!” … I od was nie zależy, czy nie pozostaniecie milczący. Jeśli inni milczą, jeśli my starsi i odpowiedzialni, czasami zepsuci, milczymy, jeśli świat milczy i traci radość, pytam was: czy będziesz wołali?

Proszę, zdecydujcie, zanim kamienie wołać będą.

1. Por. R. GUARDINI, Il Signore, Brescia-Milano 2005, 344-345.
2. Por. Adhort. ap. Evangelii gaudium, 94.

KAI/ad

Synod Biskupów przede wszystkich wzywa młodych budowania relacji z Bogiem

W świecie, który nie daje dziś młodym ludziom punktów odniesienia, albo daje je jedynie na poziomie materialnym, Synod Biskupów przede wszystkim wzywa ich do budowania relacji z Bogiem. Powołanie, to według mnie kluczowe zagadnienie tego spotkania - mówi w rozmowie z KAI watykanista Mimmo Muolo, autor publikacji poświęconych ŚDM, wiceszef największego włoskiego dziennika katolickiego „Avvenire”.

Polub nas na Facebooku!

Dorota Abdelmoula (KAI): W Rzymie kończą się przedsynodalne obrady młodzieży z całego świata. Czy słusznie mówi się, że jest to spotkanie historyczne, podczas którego głos młodych ludzi tak mocno wybrzmiewa w Kościele?

Mimmo Muolo: Tak. Choć nie jest tak, że Kościół po raz pierwszy słucha tego, co mówią młodzi. Często, np. przy okazji Światowych Dni Młodzieży z Janem Pawłem II czy Benedyktem XVI ówczesna Papieska Rada ds. Świeckich zwoływała spotkania, podczas których młodzi, razem z kardynałami, stojącymi kolejno na czele tej dykasterii, debatowali nt. tematów poszczególnych ŚDM.

Nowością tego spotkania jest to, że zwołał je papież, który chce słuchać młodych i zachęcał, by nie rozmawiali „dyplomatycznie”, ale – jak to określił po włosku – con faccia tosta, czyli szczerze, odważnie, nawet, jeśli to, co mają do powiedzenia, jest niewygodne.

Kościół kontynuuje więc to poznawanie i słuchanie młodych ludzi, które zostało zapoczątkowane wraz ze Światowymi Dniami Młodzieży. Dziś spotkanie to gromadzi już trzecie pokolenie młodych ludzi. Bo, jak powiedział papież Franciszek, młodzi są oknem, przez które przyszłość świata łączy się z jego teraźniejszością.

KAI: Jednak to po raz pierwszy młodzi przygotowują dokument o samych sobie, który przeczytają następnie biskupi na całym świecie.

– Tak. W ten sposób ich głosy zostaną zebrane i przekazane biskupom, którzy będą obradowali podczas Synodu Biskupów w październiku. To, co młodzi mają do powiedzenia wybrzmi w tym gremium także dzięki obecności młodych ludzi, którzy zostaną zaproszeni do Rzymu jako audytorzy i będą mieli możliwość zabrania głosu podczas poszczególnych sesji i w grupach roboczych podczas Synodu.

KAI: Papież Franciszek bardzo często analizuje temat młodzieży. W swojej najnowszej książce mówi np., że nie istnieje młodość, a jedynie ludzie młodzi. Czy możemy powiedzieć, że uprawia coś w rodzaju „teologii młodzieży”?

– Według mnie przede wszystkim umacnia po swojemu to, co zbudowali Jan Paweł II i Benedykt XVI. Kiedy mówi, że nie istnieje młodość, ale młodzi ludzie, to sygnalizuje, że na każdego młodego człowieka chce patrzeć osobowo.

To zresztą widzimy podczas audiencji, czy dużych spotkań, jak ŚDM w Rio de Janeiro, czy Krakowie: papież nigdy nie skupia uwagi na anonimowym tłumie, ale koncentruje się na poszczególnych młodych osobach. To widać nawet po sposobie, w jaki patrzy, w jaki się porusza. Jeden z wielu przykładów: kiedy w Rio de Janeiro młodzi rzucali w jego kierunku koszulki, czy jakieś karteczki, na których coś do niego napisali, papież sam ich do tego zachęcał. Te przedmioty zebrano, by papież mógł się zapoznać z każdym z nich.

KAI: W naszej rozmowie powracają Światowe Dni Młodzieży, których historia trwa już 33. lata. Czy dzięki tym spotkaniom młodzi zmienili już coś w Kościele?

– Kard. Pironio, wieloletni szef Papieskiej Rady ds. Świeckich, którego znałem osobiście i którego proces beatyfikacyjny trwa, powtarzał, że młodzież pokazuje młode oblicze Kościoła. Mówił też o tym często kard. Ryłko, który od początku towarzyszył tym spotkaniom młodych. Co to znaczy?

Myślę, że dzięki tej intuicji św. Jana Pawła II, która wyraziła się w Światowych Dniach Młodzieży, młodzi ludzie sprawili, że Kościół przestał być postrzegany jako odległy, zarezerwowany dla dorosłych i starszych, ale jako przestrzeń dla młodych i dla nowości, innowacyjności, którą mają do zaproponowania.

Franciszek chce, by Kościół był też przestrzenią międzypokoleniowego spotkania. Naciska, by młodzi słuchali dziadków, którzy posiadają doświadczenie. I by dziadkowie otworzyli się na nowość, którą przynoszą ze sobą młodzi. To widać także na przykładzie Synodu: biskupi, którzy mają już „swoje lata”, będą słuchać młodzieży, a młodzież ma się otworzyć na to, co chcą im przekazać hierarchowie wspólnie z papieżem.

KAI: Jakich konkretnych owoców, poza tym dialogiem, możemy się spodziewać po październikowym Synodzie?

– Jedna z odpowiedzi znajduje się już w jego temacie: „Młodzi, wiara i rozeznawanie powołania”. Powołania jest według mnie kluczowym zagadnieniem i to w związku z nim oczekuję pięknych owoców.

W świecie, który nie daje dziś młodym ludziom punktów odniesienia, albo daje je jedynie na poziomie materialnym i namawiając ich by zatracali się w świecie wirtualnym, Synod Biskupów przede wszystkim wzywa ich do budowania relacji z Bogiem. Jesteśmy powołani, a więc: wezwani. Nie tylko do życia konsekrowanego, ale do założenia rodziny, wychowania dzieci, słowem, to tego by dzięki nam Kościół i świat mógł iść naprzód.

KAI: Echa Synodu Biskupów zapewne będą wybrzmiewać podczas ŚDM w Panamie. Historia tych spotkań pokazuje, że miejsce, w którym się odbywają zawsze samo w sobie niesie pewne przesłanie. Do czego zatem ma młodych zainspirować Panama?

– Bardzo mnie porusza, że ten kraj położony jest na Przesmyku Panamskim, a więc na wąskim pasie lądu, niemal na moście, łączącym dwie rzeczywistości zupełnie różne: Amerykę Północną i Południową. Symbolicznie, ten kraj łączy ze sobą północ i południe świata. Fakt, że w Kanale Panamskim łączą się wody dwóch oceanów, może być też wezwaniem do podróży, wypływania na szerokie wody.

Według mnie przesłaniem z Panamy może być budowanie mostów, a nie murów, o czym papież mówi na co dzień i do troski o stworzenie i o nasz wspólny ziemski dom, którego mamy być strażnikami, jak pisze papież w encyklice „Laudato Si”. To ważne zadanie, od którego zależy przyszłość świata, papież chce powierzyć młodym.

KAI: Wielokrotnie przewidywano już, że formuła ŚDM się wyczerpie, tymczasem młodzi z niesłabnącym zainteresowaniem uczestniczą w tych spotkaniach. Także wielu spośród tych, którzy kończą teraz obrady w Rzymie, od wielu edycji współtworzy te spotkania na szczeblach krajowych i międzynarodowych. Skąd, według Pana, bierze się ten ciągły entuzjazm?

– Myślę, że od Ducha Świętego. I od Jana Pawła II. On był „radarem”, który jako pierwszy rozpoznał, że Duch Święty właśnie w ten sposób chce dziś do Kościoła. Potwierdza to fakt, że dziś już trzeci papież kontynuuje to dzieło, wzbogacając je o nowe doświadczenia. ŚDM, także w wymiarze diecezjalnym, są przesłaniem dla młodzieży, dla Kościoła i dla świata.

KAI: ŚDM to nie tylko same zloty młodzieży, ale też to, co po nich pozostaje. Jakie owoce pojawiły się w krajach, które organizowały ich poprzednie edycje? Pytam, bo w Polsce powraca pytanie o to, co nam zostało po spotkaniu w Krakowie.

– Myślę, że owocem samym w sobie jest to, że dzieło trwa dalej. Nie możemy też zapominać o bardzo wielu powołaniach, które rodzą się na ŚDM: do życia konsekrowanego, do założenia pięknych rodzin chrześcijańskich. Kolejnym owocem jest odnowa lokalnego Kościoła, który odkrywa swój młody wizerunek, podobny do oblicza Chrystusa, który przecież też był młody.

KAI: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Dorota Abdelmoula (KAI) / Rzym