video-jav.net

Wielu polubi świętych na FB, ale kto czyni jak oni?

W 50. rocznicę śmierci św. Pio papież Franciszek pielgrzymował do Pietrelciny i San Giovanni Rotondo, gdzie wybitny mistyk mieszkał w latach 1916-1968. 40 tys. czcicieli tego świętego zakonnika wzięło udział we Mszy papieskiej 17 marca na placu przed nowym sanktuarium.

Polub nas na Facebooku!

Oto tekst papieskiej homilii w tłumaczeniu na język polski:

Z usłyszanych przez nas czytań biblijnych chciałbym zaczerpnąć trzy słowa: modlitwa, małość, mądrość.

Modlitwa. Dzisiejsza Ewangelia przedstawia nam Jezusa modlącego się. Z Jego serca płyną słowa: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi…” (Mt 11,25). Jezusowi modlitwa rodziła się spontanicznie, ale nie była fakultatywna: zwykł udawać się na miejsca pustynne, żeby się modlić (por. Mk 1,35); dialog z Ojcem był na pierwszym miejscu. A uczniowie odkryli w ten naturalny sposób, jak ważna jest modlitwa, aż pewnego dnia poprosili Go: „Panie, naucz nas się modlić” (Łk 11,1). Jeśli chcemy naśladować Jezusa, zacznijmy także stąd, gdzie On rozpoczął, czyli od modlitwy.

Możemy zadać sobie pytanie: czy my, chrześcijanie, modlimy się wystarczająco? Często w chwili modlitwy przychodzi nam na myśl wiele wymówek, wiele pilnych rzeczy do zrobienia. Czasami odkładamy modlitwę na bok, ponieważ ogarnia nas aktywizm, który staje się daremny, gdy zapominamy o „najlepszej cząstce” (Łk 10,42), kiedy zapominamy, że bez Niego nic nie możemy uczynić (por. J 15, 5). Święty Pio, pięćdziesiąt lat po swoim odejściu do Nieba, pomaga nam, ponieważ chciał nam zostawić w spadku modlitwę. Polecał: „Módlcie się dużo, moje dzieci, módlcie się zawsze, nigdy nie ustawajcie” (Parole al 2° Convegno internazionale dei gruppi di preghiera, 5 maggio 1966).

Jezus w Ewangelii ukazuje nam także jak się modlić. Przede wszystkim mówi: „Wysławiam Cię, Ojcze”. Nie mówi „potrzebuję tego i tamtego”, ale „Wysławiam Cię”. Nie znamy Ojca, jeśli nie otworzymy się na uwielbienie, nie poświęcając czasu dla Niego samego, bez adorowania. Jakże zapomnieliśmy o modlitwie adoracji, modlitwie uwielbienia. Powinniśmy ją podjąć na nowo. Każdy może postawić sobie pytanie: jak adoruję, kiedy adoruję, kiedy uwielbiam Boga? Trzeba podjąć na nowo modlitwę adoracji i uwielbienia. Jest to kontakt osobisty, twarzą w twarz, przebywanie w milczeniu przed Panem, w ukryciu, aby coraz bardziej wchodzić w komunię z Nim. Modlitwa może zrodzić się jako prośba, nawet o szybką interwencję, ale dojrzewa w uwielbieniu i adoracji. Wtedy staje się prawdziwie osobista, tak jak to było w przypadku Jezusa, który następnie swobodnie rozmawia z Ojcem: „Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie” (Mt 11,26). A wówczas w swobodnym i ufnym dialogu modlitwa podejmuje całe życie i zanosi je przed Boga.

Zatem zadajemy sobie pytanie: czy nasze modlitwy przypominają modlitwę Jezusa, czy też sprowadzają się do okazjonalnych wezwań w pilnej potrzebie? Czy pojmujemy je jako środki uspokajające, które należy przyjmować w regularnych dawkach, aby złagodzić stres? Nie, modlitwa jest gestem miłości, jest przebywaniem z Bogiem i zanoszeniem Jemu życia świata: jest nieodzownym uczynkiem miłosierdzia co do duszy. A jeśli nie powierzamy Panu braci, sytuacji, to kto to uczyni? Kto będzie się wstawiał, kto zatroszczy się, aby zapukać do serca Boga, aby otworzyć bramę miłosierdzia dla potrzebującej ludzkości? Dlatego właśnie ojciec Pio zostawił nam grupy modlitewne. Powiedział im: „To modlitwa, ta zjednoczona siła wszystkich dobrych dusz wprawia świat w ruch, odnawia sumienia, […] leczy chorych, uświęca pracę, uwzniośla opiekę zdrowotną, daje siłę moralną […] która szerzy Boży uśmiech i błogosławi każdą niemoc i słabość” (tamże). Strzeżmy tych słów i zapytajmy siebie ponownie: czy ja się modlę? A kiedy się modlę, czy potrafię uwielbiać, adorować, zanosić życie do Boga?

Drugie słowo to małość. W Ewangelii Jezus wysławia Ojca za objawienie tajemnic swego Królestwa maluczkim. Kim są ci maluczcy, którzy wiedzą, jak przyjmować tajemnice Boga? Maluczcy to ci, którzy potrzebują wielkich, którzy nie są samowystarczalni, którzy nie uważają, że wystarczają sami sobie. Maluczcy to ci, którzy mają serce pokorne i otwarte, ubogie i potrzebujące, którzy odczuwają potrzebę modlitwy, powierzania siebie i otrzymania wsparcia. Serce tych maluczkich jest jak antena, która natychmiast wychwytuje sygnał Boga. Bóg szuka bowiem kontaktu ze wszystkimi, ale ten kto czyni siebie wielkim wywołuje ogromne zakłócenia, nie dociera Boża wola: gdy ktoś jest pełen siebie, to nie ma tam miejsca dla Boga. Dlatego woli On maluczkich, objawia się im, a drogą, aby Go spotkać jest uniżenie siebie, pomniejszenie się, uznanie siebie za potrzebujących. Tajemnica Jezusa Chrystusa to tajemnica małości: On się uniżył, ogołocił się. Tajemnica Jezusa, jak widzimy w hostii podczas każdej Mszy św., jest tajemnicą małości, pokornej miłości i można ją pojąć tylko czyniąc siebie maluczkimi i nawiedzając maluczkich.

A teraz możemy zadać sobie pytanie: czy potrafimy szukać Boga tam, gdzie się znajduje? Jest tutaj specjalne sanktuarium, w którym jest On obecny, ponieważ jest tutaj wielu maluczkich, których miłuje On szczególnie. Św. Pio nazwał to „świątynią modlitwy i nauki”, gdzie wszyscy są powołani, aby być „zasobami miłości” dla innych (Discorso per il 1° anniversario dell’inaugurazione, 5 maggio 1957). To Dom Ulgi w Cierpieniu. W chorym obecny jest Jezus, a w troskliwej opiece tych, którzy pochylają się nad ranami bliźniego, jest droga, aby Go spotkać. Ten kto troszczy się o maluczkich, jest po stronie Boga i pokonuje kulturę odrzucenia, która przeciwnie, woli potężnych i uważa ubogich za bezużytecznych. Ten, kto przedkłada maluczkich, głosi proroctwo życia przeciw prorokom śmierci każdego czasu.

Również dzisiaj odrzucani są ludzie, odrzucane są dzieci, starcy, bo nie są potrzebni. Gdy byłem dzieckiem, uczono nas w szkole o Spartanach. Zawsze uderzało mnie to, co mówiła nauczycielka: kiedy rodziło się dziecko niepełnosprawne, prowadzili je na szczyt skały i zrzucali w dół, żeby nie było tych maluczkich. My dzieci mówiliśmy: jakie to okrutne!  Bracia i siostry! My czynimy to samo, z większym okrucieństwem, z większą świadomością. Ten który nie jest potrzebny, kto nie wytwarza jest odrzucany. Na tym polega kultura odrzucenia. Maluczcy nie są dziś kochani. Dlatego też jest odrzucany Jezus.

Wreszcie trzecie słowo, mądrość. W pierwszym czytaniu Bóg mówi:  „Mędrzec niech się nie szczyci swą mądrością, siłacz niech się nie chełpi swą siłą” (Jr 9,22). Prawdziwa mądrość nie polega na posiadaniu wielkich talentów, a prawdziwa siła nie polega na potędze. Nie jest mądrym ten, kto manifestuje swą siłę i nie jest dzielnym ten, kto złem odpowiada na zło. Jedyną mądrą i niezwyciężoną bronią jest miłość ożywiana przez wiarę, ponieważ ma moc rozbrojenia sił zła. Św. Pio walczył ze złem przez całe życie i walczył z nim mądrze, jak Pan: z pokorą, posłuszeństwem, krzyżem, ofiarowując cierpienie miłości. A wszyscy go podziwiają, ale niewielu czyni to samo. Wielu dobrze mówi, ale ilu naśladuje? Wielu jest gotowych umieścić „polubienie” na stronie wielkich świętych, ale kto czyni tak, jak oni? Życie chrześcijańskie nie jest bowiem „polubieniem”, ale „darem”. Życie ma swą woń, gdy jest złożone w darze; staje się pozbawione smaku, gdy jest chowane dla siebie.

W pierwszym czytaniu Bóg wyjaśnia także, gdzie zaczerpnąć mądrość życia: „chcąc się chlubić, niech się szczyci tym […] że Mnie poznaje” (w.23). Poznać go, to znaczy spotkać go, jako Boga, który zbawia i przebacza; taka jest droga mądrości. W Ewangelii Jezus podkreśla: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście” (Mt 11, 28). Któż z nas może czuć się wykluczonym z zaproszenia? Kto może powiedzieć: „tego nie potrzebuję”? Św. Pio ofiarował swoje życie i niezliczone cierpienia, aby bracia spotykali się z Panem. Decydującym środkiem na spotkanie z Nim była spowiedź, sakrament pojednania. Tam zaczyna się i rozpoczyna życie mądre, miłowane i obdarowane przebaczeniem, tam rozpoczyna się uzdrowienie serca. Ojciec Pio był apostołem konfesjonału. Również dzisiaj tam nas zaprasza. I mówi nam: „Skąd przychodzisz? Od Jezusa czy od twojego smutku? Gdzie wracasz? Do Tego, który cię zbawia czy do twoich upadków, do twoich żalów, do twoich grzechów? Przyjdź, Pan czeka na ciebie. Odwagi, nie ma żadnego powodu tak poważnego, by cię wykluczał z Jego miłosierdzia”

Grupy modlitewne, chorzy z Domu Ulgi w Cierpieniu, konfesjonał; trzy widoczne znaki, które przypominają nam o trzech cennych dziedzictwach: modlitwie, małości i mądrości życia. Prośmy o łaskę ich pielęgnowania każdego dnia.

KAI/awo

Franciszek jako pierwszy Papież odwiedza Pietrelcinę

– Kraj, który się kłóci, jest chory, smutny, nie rośnie – tymi słowami zwrócił się do pielgrzymów w Pietrelcinie Franciszek, rozpoczynając jednodniową pielgrzymkę do miejsc związanych ze św o. Pio. Franciszek jako pierwszy z papieży przybył do miejsca, gdzie narodził się "fenomen" Ojca Pio.

Polub nas na Facebooku!

Już od pierwszych chwil po przybyciu papież nieplanowanie zatrzymywał się i witał się z dziećmi i osobami chorymi. Pierwszym punktem pielgrzymki była kaplica San Francesco, wybudowana w miejscu, w którym o. Pio otrzymał stygmaty. Znajduje się tam wiązka drzewa, przy którym o. Pio miał wizję postaci przeszywającej mu ciało włócznią.

Papież Franciszek zachęcił mieszkańców Pietrelciny do naśladowania wzoru swego rodaka i stawania się narzędziem miłości Jezusa do najsłabszych. – Jednocześnie, rozważając jego bezwarunkową wierność wobec Kościoła, będziecie świadkami komunii, ponieważ tylko komunia buduje i tworzy – dodał Ojciec Święty.

Papież wskazał, że lekcja życia ojca Pio jest także aktualna w obecnej sytuacji tego regionu. – Niech wstawiennictwo waszego świętego współobywatela wspiera postanowienie zjednoczenia sił, aby szczególnie młodym pokoleniom zaoferować konkretne perspektywy na przyszłość nadziei. Niech nie zabraknie troskliwej i pełnej czułości wrażliwości na osoby starsze, będące niezrównanym bogactwem naszych wspólnot – stwierdził Franciszek.

Oto pełny tekst papieskiego przemówienia:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Cieszę się, że jestem w tej prowincji, w której urodził się Franciszek Forgione, gdzie rozpoczął swoją długą i owocną egzystencję ludzką i duchową. W tej wspólnocie zahartował on swoje człowieczeństwo, nauczył się modlić i rozpoznawać w ubogich ciało Pana, aż dojrzał w naśladowaniu Chrystusa i poprosił o przyjęcie do grona Braci Mniejszych Kapucynów, stając się w ten sposób bratem Pio z Pietrelciny. Tutaj zaczął doświadczać macierzyństwa Kościoła, którego zawsze był oddanym synem. Tutaj intensywnie rozważał misterium Boga, który umiłował nas tak bardzo, że samego siebie wydał za nas (por. Ga 2,20). Przypominając z szacunkiem i miłością tego świętego ucznia św. Franciszka, serdecznie pozdrawiam was wszystkich, jego rodaków, waszego proboszcza oraz burmistrza wraz z pasterzem diecezji, ks. bp. Felice Accrocca, wspólnotę kapucynów a także was wszystkich, którzy zechcieliście być obecni.

Dziś znajdujemy się na tym samym miejscu, gdzie przebywał Ojciec Pio we wrześniu 1911, aby „pooddychać trochę bardziej zdrowym powietrzem”, po tym jak „doświadczył poprawy” swego stanu fizycznego (Lettera 44, in Epistolario I, p. 233). W tym okresie przebywał w swoich stronach rodzinnych z powodów zdrowotnych. Nie był to dla niego czas łatwy: był mocno udręczony w swoim sercu i bał się popadnięcia w grzech, czując się atakowanym przez diabła. Z niewieloma osobami mógł o tym mówić, czy to korespondencyjnie, czy też w tym regionie: tylko archiprezbiterowi ks. Salvatore Pannullo ukazał „niemal wszystkie” swoje „zamiary, by uzyskać wyjaśnienie” (Lettera 57, in Epistolario I, p. 250).

W tych strasznych chwilach ojciec Pio czerpał energię z nieustannej modlitwy i ufności, którą zawsze pokładał w Panu: „Wszystkie okropne zjawy, jakie diabeł nasuwa mi na myśl znikają, kiedy ufnie powierzam się w ramiona Jezusa”. Tak napisał do prowincjała, o. Benedykta w marcu 1911 r., twierdząc, że jego serce było „jakby pociągane przez siłę wyższą, zanim zjednoczył się z Nim rano w sakramencie”. „A ten głód i pragnienie zamiast zostawić go zaspokojonym”, gdy go otrzymał, „coraz [bardziej] narastał” (Lettera 31, in Epistolario I, p. 217). Ojciec Pio pogrążył się zatem w modlitwie, aby być coraz bardziej posłusznym wobec Bożych planów. Przez sprawowanie Mszy Świętej, która stanowiła centrum każdego jego dnia i pełnię jego duchowości, osiągnął wysoki poziom zjednoczenia z Panem. W tym okresie otrzymał do Boga specjalne dary mistyczne, które poprzedzały pojawienie się na jego ciele znaków Męki Chrystusa.

Drodzy bracia i siostry z Pietrelciny oraz z diecezji Benewentu, zaliczacie św. Pio do najpiękniejszych i najjaśniejszych postaci waszego ludu. Ten pokorny brat kapucyn zadziwił świat swoim życiem poświęconym całkowicie modlitwie i cierpliwym słuchaniu braci, na których cierpienia wylewał jak balsam miłość Chrystusa. Obyście naśladując jego heroiczny przykład oraz jego cnoty, stawiali się narzędziem miłości Jezusa do najsłabszych. Jednocześnie, rozważając jego bezwarunkową wierność wobec Kościoła, będziecie świadkami komunii, ponieważ tylko komunia buduje i tworzy.

Niech ten region czerpie nową energię z lekcji życia ojca Pio w niełatwej chwili, jak ta obecna, kiedy coraz bardziej starzeje się i stopniowo maleje liczba mieszkańców, gdyż wielu młodych musi udać się gdzie indziej w poszukiwaniu pracy. Niech wstawiennictwo waszego świętego współobywatela wspiera postanowienie zjednoczenia sił, aby szczególnie młodym pokoleniom zaoferować konkretne perspektywy na przyszłość nadziei. Niech nie zabraknie troskliwej i pełnej czułości wrażliwości na osoby starsze, będące niezrównanym bogactwem naszych wspólnot.

Zachęcam tę ziemię, aby strzegła jako cennego skarbu chrześcijańskie i kapłańskie świadectwo św. Pio z Pietrelciny: niech będzie ono dla każdego z was bodźcem, by w pełni przeżywać swoje życie, w stylu Błogosławieństw i uczynków miłosierdzia. Niech Najświętsza Maryja Panna, którą czcicie jako Madonna della Libera, pomaga wam kroczyć z radością na drodze świętości.


tłum. st (KAI) / Pietrelcina

ad, ot/Stacja7