video-jav.net

Tarnowski kapłan biskupem w Afryce Środkowej

Franciszek mianował biskupem diecezji Bouar w Republice Środkowoafrykańskiej pochodzącego z diecezji tarnowskiej ks. Mirosława Gucwę. Pracuje on w tym kraju od roku 1992, a od 2006 był wikariuszem generalnym diecezji Bouar.

Polub nas na Facebooku!

Biskup nominat urodził się 21 listopada 1963 r. w Pisarzowej. Studiował w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Tarnowskiej i uzyskał licencjat kanoniczny w dziedzinie teologii. Przyjął święcenia kapłańskie 12 czerwca 1988 r. Przez następne cztery lata był wikariuszem parafialnym w Grybowie. W 1992 roku przybył do diecezji Bouar w Republice Środkowoafrykańskiej. W latach 1992-1996 był proboszczem w parafii p.w. świętej Joanny Antydy Thouret w Bohong, a następnie do 2005 rektorem Niższego Seminarium Duchownego w Bouar.

 

W latach 2003-2006 był kanclerzem kurii diecezjalnej, zaś w latach 2011-2014 proboszczem tamtejszej katedry oraz kapelanem miejscowego szpitala i więzienia oraz przewodniczącym Komisji Iustitia et Pax. Od 2006 był wikariuszem generalnym diecezji Bouar. Na jej terenie mieszka 550 tys. osób, w tym 90 tys. katolików. Pracuje tam 51 kapłanów, w tym 11 diecezjalnych i 40 zakonnych. Na jednego kapłana przypada 1750 wiernych.


st (KAI) / Watykan

Media o spotkaniu papieża z ludem Rohindża

Spotykając się z przedstawicielami muzułmańskiej mniejszości Rohindża, papież „odważył się wziąć na siebie winy Zachodu”. Tak spotkanie z uchodźcami z Birmy i słowa, jakie do nich wypowiedział, skomentował mediolański dziennik „Corriere della Sera”. Jego publicysta Pierluigi Battista podkreślił, że Franciszek „nie tylko wymówił ich nazwę, ale prosił ich o wybaczenie”.

Polub nas na Facebooku!

Wyjaśnił, że chodzi o „przebaczenie za niedomówienia, zmowę milczenia, dyplomatycznych korektur, którymi demokracje zachodnie chciały się wykpić w obliczu monstrualnej czystki etnicznej”. Zdaniem komentatora „papież Franciszek pokonał opory tych, którzy radzili mu zachowanie ostrożności i prosili go, by dla zapewnienia nietykalności katolikom i chrześcijanom w ogóle w Birmie, nie wypowiadał tego niewymawialnego imienia”.

 

„Wybaczenie, o jakie prosił Franciszek, to odwaga wzięcia na siebie winy całego Zachodu. To nauczka dla bojaźliwych i dla uległych, którzy w imię Realpolitik bądź w obliczu szantażu gospodarczego, radzą pośrednie wspólnictwo z oprawcami albo niewytykanie im ich postępowania” – napisał Battista. Zwrócił uwagę, że “wiele było powodów przemawiających za tym, by papież szedł dalej tą drogą układnego realizmu, ponieważ jedną z cech tych, którzy masakrują jakiś naród, domagając się przy tym międzynarodowej bezkarności, jest zdolność do szantażowania świata”

 

Zdaniem autora swoim gestem Franciszek “wyznacza zwrot w podejściu wspólnoty międzynarodowej do masakr narodów przez bezkarne rządy”. Dziennikarz nie wyklucza przy tym, że będą próby pomniejszenia papieskiego gestu i zapomnienia o tym epizodzie; powrócą „realizm polityczny i moralna obojętność światowej opinii publicznej”. „Jednakże na płaszczyźnie symbolu słowa papieża to otwarte i zadeklarowane wyzwanie, rzucone obłudzie rządów i nabierają one nieporównywalnej wartości. Od wczoraj rządy autorytarne, łamiące prawa człowieka i przetrwanie prześladowanych mniejszości, są już mniej spokojne. Dla Rohindżów nie oznacza to końca prześladowań, ale są pociechą, że nie czuja się już dzięki papieżowi Franciszkowi, zupełnie sami i opuszczeni” – zakończył swe rozważania komentator „Corriere della Sera”.


kg (KAI Rzym) / Mediolan