video-jav.net

Syria: za wojnę najbardziej płacą niewinni ludzie

Oblężone Aleppo stało się ogromnym więzieniem, w którym najwyższą cenę za toczącą się wojnę płaci niewinna ludność cywilna. Wskazuje na to pracujący w tym syryjskim mieście franciszkanin o. Firas Lutfi.

Polub nas na Facebooku!

Przypomina on, że w ciągu pięciu lat konfliktu aż o połowę zmniejszyła się liczba chrześcijan w Aleppo. „Mimo prześladowań pozostają jednak wierni Chrystusowi i nie lękają się oddać za Niego życia” – mówi franciszkanin wskazując, że ich postawa przypomina zachodniemu światu, iż musi wrócić do korzeni swej wiary.

„W Aleppo zostali już tylko najbiedniejsi. Ci, których było na to stać, już na początku konfliktu opuścili to miasto, a często także Syrię. Wspieramy więc ludzi naprawdę potrzebujących. Pilne zawieszenie broni jest naprawdę koniecznością humanitarną – mówi Radiu Watykańskiemu o. Firas Lutfi. – Najwyższą cenę za to, co się dzieje, płaci niewinna ludność cywilna. W tej wojnie zginęło już ponad 380 tys. ludzi, z czego połowa to kobiety i dzieci. Powiedziałbym, że prawdziwa informacja bazuje na rzeczywistości. Istnieje problem w samym islamie między szyitami i sunnitami, jednak to nie on jest przyczyną tej wojny. U jej podstaw stoją interesy polityczne i ekonomiczne, a także rynek broni, którą się sprzedaje, bo jest na nią popyt. Jako kapłan codziennie modlę się o pokój, a także za tych wszystkich, którzy mogą wyciszyć broń i sprawić, by Syria wkrótce przeszła z cierpienia i śmierci do zmartwychwstania”.

Nawiązując do zamachów popełnianych przez islamskich terrorystów, także w Europie, syryjski franciszkanin zauważa, że wizyta muzułmanów w katolickich kościołach w geście solidarności to zdecydowanie zbyt mało. „Potrzeba jasnego odcięcia się świata islamu od tych zbrodni i działań Państwa Islamskiego, a dotąd to jeszcze się nie wydarzyło” – wskazuje o. Lutfi. Zaznacza, że przed muzułmanami jest jeszcze długa droga do tego, by z odwagą potępić przemoc popełnianą w imię Allaha.


RV / Aleppo

 

 

“Chrześcijaństwo i islam to dwa różne światy”

W Emiratach Arabskich chrześcijaństwo i islam to dwa różne światy. Do prawdziwego dialogu mamy jeszcze daleko – mówi bp Paul Hinder, wikariusz apostolski dla Arabii Południowej. Podkreśla on, że Kościół w tym kraju to osobliwe zjawisko.

Polub nas na Facebooku!

W liczących niespełna 10 mln mieszkańców Emiratach chrześcijan jest ponad milion. Są to jednak w stu procentach imigranci, głównie z Filipin, nie mający praw obywatelskich. Odznaczają się jednak wielkim zaangażowaniem religijnym, zdecydowanie większym niż w swej dawnej ojczyźnie. Dlatego kościoły są pełne, wiele jest grup modlitewnych, głównie charyzmatycznych. „U nas głównym zadaniem biskupa jest studzenie zapału wiernych, aby swą działalnością nie wykraczali poza Kościół” – przyznaje bp Hinder przypominając, że w Arabii wszelka działalność ewangelizacyjna jest surowo zabroniona.

Również dialog międzyreligijny praktycznie nie istnieje – uważa bp Hinder. Co prawda organizowane są oficjalne kongresy i spotkania przedstawicieli różnych religii, a duchowni katolicy są tratowani z szacunkiem, jednak do dialogu pozostała jeszcze długa droga – mówi wikariusz apostolski dla Arabii Południowej.

„Nie jest łatwo nawiązać prawdziwy dialog. Nie jesteśmy prawdziwymi partnerami, nie jesteśmy na tym samym poziomie. To typowe dla krajów muzułmańskich. Tu na miejscu islam ma poczucie wyższości. Dlatego nie jest łatwo prowadzić szczery, otwarty dialog czy to o problemach teologicznych, czy też o kwestiach praktycznych. Z drugiej strony trzeba przyznać, że muzułmanie są względem nas otwarci i uprzejmi. Nigdy mnie tutaj na przykład nie znieważono, zawsze przyjmowano mnie z wielkim szacunkiem. Ale trudno jest nawiązać jakąś głębszą dyskusję.

Trzeba by najpierw wypracować wspólny język, który pozwoliłby nam lepiej się porozumieć w sprawie podstawowych kwestii. Niejednokrotnie to samo słowo nie oznacza tego samego dla obu stron. Kiedy mówię na przykład o wolności religijnej, muzułmanin nie rozumie tego w ten sam sposób. Bardzo często odnoszę wrażenie, że są to dwa różne światy. A zatem do dialogu mamy jeszcze bardzo daleko, co nie oznacza, że w codziennym życiu nie można mieć uprzejmych i przyjaznych relacji z muzułmanami. Ale powtarzam jeszcze raz: od dialogu międzyreligijnego dzieli nas jeszcze długa droga”.


RV / Abu Zabi