Nasze projekty

Poruszające słowa proboszcza z Gazy: ludzie nie widzą nadziei, brakuje nawet zapałek

Wojna w Zatoce Perskiej położyła się cieniem na i tak już dramatycznej sytuacji w Strefie Gazy. Izrael nie pozwala na wjazd pomocy humanitarnej, nie zgadza się też na ewakuację chorych do szpitali. „Woda staje się racjonowanym dobrem, brakuje żywności, nie ma nawet zapałek” – mówi ojciec Gabriel Romanelli.

fot. Amnn Saleh/Unsplash/Canva Pro

Proboszcz jedynej katolickiej parafii w Strefie Gazy podkreśla, że „trzeba przekonać świat, iż potrzebny jest pokój, sprawiedliwość i odbudowa”. Niech wpuszczą pomoc! – apeluje, podkreślając, że „bez sprawiedliwego pokoju nie ma przyszłości”.

Normalne życie już nie istnieje

Pochodzący z Argentyny zakonnik o sytuacji w Gazie informuje w nagraniach publikowanych na jego facebookowym profilu. Wspomina, że w dniu ataku na Iran wszystko wydawało się normalne. Kiedy dotarła do nas wiadomość, kończyliśmy adorację i modliliśmy się jutrznią. Dzieci miały właśnie wejść do szkoły. Wobec braku pewnych informacji zajęcia szkolne odbyły się normalnie, choć panowało duże napięcie – opowiada ojciec Romanelli.

Jedną z pierwszych konsekwencji ataku, jak mówi, był „niepokojący wzrost cen, które i tak były już wysokie”. Dodaje, że „wiele normalnych rzeczy z codziennego życia, które każdy człowiek na świecie uważa za oczywiste, już nie istnieje”. Nawet zdobycie wody nie jest łatwe – zauważa ojciec Romanelli Trzeba szukać źródła, kupować butelki, kiedy się je znajdzie lub napełniać cysterny. Czasami brakuje nawet zapałek – dodaje.

Reklama

Kilometry gruzów i prowizoryczne namioty

Tuż przed atakiem na Iran, ojciec Romanelli dotarł na południe Strefy Gazy, za Wadi Gaza, które od początku konfliktu stanowi linię podziału między północą a południem. Na północy wszystkie miasta są praktycznie zniszczone. Wszystko pokryte jest zieloną trawą po deszczach, ale pod spodem są tylko ruiny – opowiada.

Wzdłuż wybrzeża ciągną się kilometry gruzów. Uderzające są namioty. Ludzie mieszkają pod płachtami, podpartymi wbitymi w piasek palikami z drewna. Ludność potrzebuje wszystkiego. Powtarzamy to ciągle, ale taka jest trudna rzeczywistość – mówi zakonnik. Dodaje, że miejscowi chrześcijanie są w dramatycznej sytuacji, nie mają nic, ale inni są w znacznie gorszym położeniu.

Ludzie nie widzą nadziei

Ojciec Romanelli relacjonuje, że „na ulicach jest mnóstwo dzieci, jest zimno, wiele z nich jest boso, chodzi po brudnej wodzie, wśród śmieci. Inne chodzą do szkoły z plecakami, ale bez zeszytów i ołówków”.

Reklama

Katolicka parafia pomaga dwóm szkołom w okolicy, do których uczęszcza około 2900 uczniów. Nauczyciele pracują z ogromnym poświęceniem, starając się zapewnić dzieciom minimum normalnego życia – mówi zakonnik. Dodaje, że najgorsze jest to, że nie widać szansy na poprawę losu. Ludność odczuwa głębokie zmęczenie po latach napięć i wojny. Tutaj życie z każdym dniem staje się coraz smutniejsze. Ludzie sprzedają wszystko, aby przeżyć. Najtrudniejsze jest to, że nie widać żadnej nadziei na poprawę sytuacji. Ludzie nie widzą nadziei i trudno jest ją zaszczepić w ich sercach – mówi.

Bliskość papieża Leona XIV

W stałym kontakcie z parafią Świętej Rodziny pozostaje Leon XIV. Tuż po ataku na Iran, przesłał parafialnej wspólnocie wyrazy solidarności oraz zapewnienia o swej modlitwie. Bliskość papieża dodaje nam otuchy – mówi proboszcz.

Wskazuje na nieustanne wysiłki podejmowane przez Stolicę Apostolską na rzecz przywrócenia pokoju. Trzeba przekonać świat, że potrzebny jest pokój, sprawiedliwość i odbudowa. Niech wpuszczą pomoc! – apeluje ojciec Romanelli. Módlcie się dalej za nas i pomagajcie nam: w ten sposób czynicie dobro Chrystusowi, który cierpi w ubogich. Wojna nie może mieć ostatniego słowa – dodaje.

Reklama

KAI, pa/Stacja7

książka droga

Reklama

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas