video-jav.net

Czego papież oczekuje od irlandzkich jezuitów

Włączcie się w proces uzdrawiania ran zadanych Kościołowi w Irlandii przez nadużycia duchownych - tak Franciszek miał odpowiedzieć na zadane mu przez irlandzkich jezuitów pytanie, jak mogą mu pomóc. Podczas wizyty w tym kraju spotkał się z 60 jezuitami.

Polub nas na Facebooku!

Spotkanie miało miejsce 25 sierpnia w nuncjaturze apostolskiej w Dublinie. Relację z niego opublikowano na portalu Jezuits Ireland. Jak zwykle przy takich okazjach, współbracia zakonni zadawali papieżowi pytania, na które on odpowiadał.

Prowincjał jezuitów w Irlandii o. Leonard Moloney rozpoczął od pytania o to, co mogliby oni zrobić, by pomóc Franciszkowi, zgodnie czwartym ślubem, jaki składają – szczególnego posłuszeństwa papieżowi. W odpowiedzi Ojciec Święty wezwał ich do włączenia się w proces uzdrowienia i zadośćuczynienia za nadużycia seksualne duchownych, dodając, że ta „praca musi być wykonana”.

O. Brendan McManus zapytał o to, co papież i Kościół robią, by poradzić sobie ze skandalem nadużyć, którego wpływ jest „zabójczy”. Papież potwierdził swe zaangażowanie w doprowadzeniu do całkowitego wyeliminowania tego zjawiska. Z pasją mówił też o jezuitach pomagających mu w zajęciu się tą sprawą i jasno wskazał na związane z nią ryzyko nadużyć władzy.

Z kolei o. John Callanan zapytał jak papieżowi udaje się zachować w tej sytuacji spokój. Franciszek odparł, że pomaga mu poczucie humoru i przywołał postać byłego generała jezuitów o. Petera Hansa Kolvenbacha jako przykład kogoś, kto był znany ze swej jowialności i ducha optymizmu.

Odpowiadając na kolejne pytania papież kładł nacisk na to, by jezuici unikali sterylności i przyciągali nowe powołania. Wezwał ich, by byli „wierni modlitwie” i „trwali w pocieszeniu” – zachowując łączność z Duchem Świętym i współczucie w świecie.

Podsumowując spotkanie o. Niall Leahy zauważył, że biorąc pod uwagę okoliczności wizyty Franciszka w Irlandii, „nasze spotkanie z Ojcem Świętym nieuchronnie i boleśnie uświadomiło nam niektóre ciemne strony życia Kościoła”. – Ale zostaliśmy także pocieszeni widząc, jak zwykły człowiek może odważnie stawiać im czoła i nieść krzyż. Dla mnie było to wydarzenie paschalne – wyznał jezuita.

KAI/ad

Abp Szczepan Wesoły nie żyje

We wtorek 28 sierpnia zmarł w Rzymie abp Szczepan Wesoły, wieloletni duszpasterz polskiej emigracji i uczestnik Soboru Watykańskiego II.

Polub nas na Facebooku!

Miał 91 lat. Zmarł we wtorek 28 sierpnia, w liturgiczne wspomnienie św. Augustyna, w Rzymie. Był ukochanym duszpasterzem Polaków na emigracji. I bliskim współpracownikiem Jana Pawła II.

Urodził się 16 października 1926 roku w Katowicach. W 1939 r. ukończył szkołę podstawową. Jego ojciec zmarł podczas wojny, matka sama musiała wychować trójkę nastoletnich synów. W wieku 17 lat został wywieziony na roboty przymusowe i wcielony do niemieckiej armii. “Niemcy brali wszystkich, bo przegrywali wojnę. Baliśmy się strasznie, a dla matki to była ostateczna tragedia. Jak wzięli brata, mogłem teoretycznie uciec do Generalnej Guberni, ale mama zostałaby z naszym najmłodszym bratem, wówczas trzynastoletnim. W najlepszym wypadku zabraliby jej zasiłek, w najgorszym wysłali do Auschwitz. Moja ucieczka przed niemieckim wojskiem nie wchodziła więc w grę” – mówił w wywiadzie dla “Gościa Niedzielnego”.

Decyzja o kapłaństwie dojrzewała w nim stopniowo. Przed wojną był ministrantem. Służąc w 2. Korpusie Polskim, spotkał pochodzącego ze Śląska biskupa polowego Józefa Gawlinę. Pomagał wówczas przy organizowaniu nabożeństw. Po kilku latach pracy fizycznej w Anglii zdecydował się pójść drogą powołania. W 1950 r. wstąpił do jezuickiego kolegium „Campion House” pod Londynem. Tam uzupełnił średnie wykształcenie. Do kapłaństwa mógł przygotowywać się w Paryżu lub w Rzymie. Wybrał Wieczne Miasto. Żeby zarobić na podróż, przez miesiąc musiał pracował w fabryce cukierków w Halifaksie. Rok później, 15 września 1951 r., zamieszkał w Papieskim Kolegium Polskim w Rzymie. Przebywał tam do 1957 roku. Razem z nim w kolegium przygotowywali się do kapłaństwa inni emigranci, wszyscy po trudnych doświadczeniach wojennych. Wśród nich był m.in. Adam Kocur, przedwojenny prezydent Katowic. Święceń prezbiteratu udzielił Szczepanowi Wesołemu 28 października 1956 r. kardynał Valerio Valeri, prefekt Kongregacji ds. Zakonów. Po święceniach na prośbę biskupa polowego Józefa Gawliny pozostał w Rzymie. Redagował wówczas polskie wydawnictwa jubileuszowe związane z tysiącleciem chrztu Polski.

Biskupem został mianowany w 1968 roku. Miał pomagać bp. Władysławowi Rubinowi w duszpasterstwie emigracji. Sakrę biskupią przyjął z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego oraz bp. Herberta Bednorza i bp. Rubina. Od 1980 roku pełnił funkcję delegata prymasa Polski dla duszpasterstwa emigracyjnego, aż do przejścia na emeryturę w 2003 roku. W tej długoletniej pracy był kontynuatorem tradycji swoich poprzedników: abp. Józefa Gawliny i kard. Władysława Rubina. Rozwijał wypracowane metody pracy duszpasterskiej z rodakami na obczyźnie oraz sposoby rozwiązywania licznych problemów emigracyjnych. Ukończył Uniwersytet Gregoriański i Laterański, na którym uzyskał doktorat. Podczas Soboru Watykańskiego II (1962–1965) kierował pracami Sekretariatu Sekcji Słowiańskiej Biura Prasowego. Po zakończeniu soboru został odpowiedzialny za Centralny Ośrodek Duszpasterstwa Emigracyjnego w Rzymie. Organizował wówczas letnie kursy dla młodzieży emigracyjnej w Loreto.

Jako swoje zawołanie biskupie wybrał słowa „Laetus serviam” („Będę służył z radością”). Mówił, że cieszy go bycie księdzem. W pracy wśród polskich emigrantów dwie sprawy były dla niego kluczowe: obecność i kultura. Bezpośrednie spotkania z polskimi emigrantami i udział w uroczystościach religijnych organizowanych przez Polonię były dla niego niezwykle ważne. Udzielał bierzmowania, głosił kazania, konferencje, wizytował polskie ośrodki duszpasterskie. Czynił to w przekonaniu, że „przyjazd biskupa daje im poczucie, że nie są samotni. Że Kościół o nich pamięta”. Mimo że w 2003 roku przeszedł na emeryturę nie przestał odwiedzać rodaków rozsianych po całym świecie. Był zawsze blisko polskich emigrantów.

W Liście do Rodaków 26 sierpnia 1980 roku pisał, że „polskie duszpasterstwo potrzebne jest nie tylko z powodu nieznajomości języka kraju zamieszkania, ale ze względu na odrębność psychiczną płynącą z oparcia o polską kulturę. Z niej bowiem pochodzą formy kultu, nasza pobożność i polska religijność”. Ksiądz prof. Jerzy Myszor uważa, że takt, roztropność oraz umiejętności dyplomatyczne abp. Wesołego wielokrotnie okazywały się pomocne w obronie polskiego duszpasterstwa.

Za swoją działalność duszpasterską na emigracji był wielokrotnie nagradzany. Otrzymane nagrody i wyróżnienia onieśmielały go. Z wrodzoną sobie skromnością mówił często: „Przecież ja nic takiego nie zrobiłem”. „Biskup na walizkach” – zgodnie z tytułem wywiadu rzeki z arcybiskupem – jest honorowym obywatelem miasta Katowice, doktorem honoris causa KUL.

Uhonorowano go ważnymi odznaczeniami: Orła Białego, Fidelis Poloniae (2003), Złotym Laurem Polonii (2006) oraz Lux ex Silesia (2007), Krzyżem Wielkim Odrodzenia (2008), tytułem doktora honoris causa UŚ (2015).

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie…

KAI/ad