Policjant utonął, chcąc ratować 12-letnią dziewczynkę

Marcin Szpyruk, policjant z Mińska Mazowieckiego, zginął, ratując z morza tonącą 12-latkę. Sam zniknął pod wodą, jego ciało wydobyto dopiero po upływie pół godziny, jednak reanimacja nie odniosła skutku.

Polub nas na Facebooku!

Do tragedii doszło w czwartek, ok. godz. 13.Wypoczywając wraz z rodziną na plaży w Sztutowie policjant zauważył tonące dziecko. Wbiegł do morza, uratował 12-letnią dziewczynkę, po czym sam znalazł się pod wodą. Plażowiczom udało się dzięki tzw. łańcuchowi życia wyłowić mężczyznę. Niestety mimo reanimacji nie udało się go uratować. Mężczyzna zostawił żonę i 15-miesięczne dziecko, którzy akcję obserwowali z plaży.

– Z wielkim żalem informujemy, że dzisiaj po południu zginął st. sierż. Marcin Szpyruk z KPP w Mińsku Mazowieckim. Przebywając na urlopie, widząc tonące dziecko, wskoczył do wody. Marcin ratując ludzkie życie, sam zniknął pod wodą, wypełniając rotę ślubowania do końca – poinformowała na portalu społecznościowym warszawska policja.

Marcin Szpyruk pracował w policji od 6 lat. Przez cały ten czas związany był z garnizonem stołecznym. Od stycznia 2018 r. pełnił służbę w Mińsku Mazowieckim. W mediach społecznościowych pojawiają się kolejne posty o bohaterskim wyczynie zmarłego policjanta. Wspominają go znajomi i współracownicy.

Miałem zaszczyt służyć z Marcinem. Wspaniały człowiek i świetny policjant. Zawsze uśmiechnięty, wesoły, pomocny i uczynny. Takim go pamiętam.

Miałem zaszczyt i przyjemność pełnić z Nim nie jedną służbę. Świetny człowiek i bardzo dobry policjant. Żegnaj kolego!

Wspaniały, cudowny człowiek, zawsze pomocny… Jestem dumna, że mogłam Cię poznać, że mogliśmy się przyjaźnić, zawsze będę Cię pamiętać! Żadne słowa nie oddadzą bólu, który ma w sercach najbliższa rodzina… Wyrazy współczucia dla Ani i dzieciątka.

 

Pamiętajmy w modlitwach o zmarłym policjancie oraz o jego rodzinie.

 

os, KAI/Stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Z KRAJU

Abp Ryś: Pielgrzymka nie jest wykładem – to są ćwiczenia z miłości

- Bóg nas zabiera w drogę i to jest prawda o pielgrzymce – mówił metropolita łódzki abp Grzegorz Ryś na rozpoczęcie 95. Pieszej Pielgrzymki Łódzkiej na Jasną Górę, pod hasłem: "Jeden Duch, jedno serce".

Polub nas na Facebooku!

Mszą świętą celebrowaną przez metropolitę łódzkiego w Sanktuarium Matki Boskiej Zwycięskiej w Łodzi rozpoczęła się 95. Piesza Pielgrzymka Łódzka na Jasną Górę. Pomimo trwającej wciąż pandemii Archidiecezja Łódzka nie zrezygnowała z trwającej nieprzerwanie 95 lat tradycji pielgrzymowania do tronu Królowej Polski na dzień Jej imienin. Dlatego też w tym roku pielgrzymka ma zupełnie inny charakter, ponieważ odbywa się w tzw. reżimie sanitarnym. W dwu grupach pielgrzymuje codziennie w sumie 100 pątników, a posługuje im grupa 50 osób towarzyszących.

W homilii – podczas liturgii rozpoczynającej tegoroczny trud pielgrzymowania – łódzki pasterz wskazał na to, że – pielgrzymka jest czasem, gdzie jest bardzo wiele okazji do służenia sobie wzajemnie i do świadczenia sobie miłości. Pielgrzymka nie jest wykładem – to są ćwiczenia. Ćwiczenia z miłości. – dodał.

 

 

Odwołując się do wydanego niedawno przez Stolicę Apostolską dokumentu na temat parafii – arcybiskup łódzki zauważył, że – byłoby pięknie, gdyby życie w parafii odwzorowywało w jakiejś mierze to, co się dzieje na pielgrzymce. To jest ciekawe, bo zwykle się wydaje, że pielgrzymka jest odskocznią od takiego zwykłego, szarego, życia parafialnego. Możemy się przejść, oderwiemy się od tego, co się dzieje w parafiach. Nie! Ten dokument mówi, popatrzcie na pielgrzymkę, popatrzcie na to, jak Kościół wygląda w pielgrzymowaniu, i spróbujcie coś z tego przenieść w życie parafii. – apelował.

– Po co ja idę na pielgrzymkę? – pytał zebranych metropolita łódzki. – Idę po to, żebyście mogli podejść, niekoniecznie przebijając się przez drzwi kurii. Po co idą księża? Idą po to, żeby przestali wreszcie mieszkać za kratą, na której jest napisane – uwaga zły pies! Możecie podjeść do każdego księdza w każdej chwili – dystans jest zupełnie inny, okazuje się, że nie tracimy autorytetu przez to że dystans jest skrócony. Pielgrzymka pokazuje jakie mogą być relacje, każdy zostaje sobą, każdy zostaje w swojej funkcji, ale nie jesteśmy już porozdzielani w jakiś sposób. A to, co jest najpiękniejsze w pielgrzymce, to liczba ludzi zaangażowanych, właściwie nie ma ludzi zaangażowanych. – podkreślił kaznodzieja.

 

 

Po zakończeniu liturgii pątnicy pożegnawszy się z najbliższymi, zmierzeniu temperatury – przez służbę medyczną, oddaniu własnoręcznie podpisanej deklaracji o swoim stanie zdrowia, wyruszyli na pielgrzymi szlak.

– Wyjątkowość tegorocznego pielgrzymowania polega na tym, że idę tylko jeden dzień – jeden odcinek – i nie będę mogła iść całą drogę. – tłumaczy Agnieszka Prusaczyk . – Obok intencji osobistych, są także takie ogólne jak prośba skierowana do Boga o ustanie pandemii koronawirusa, o zdrowie dla chorych i życie wieczne dla ofiar pandemii. – dodaje.

– Dla mnie jest to pierwsza piesza pielgrzymka, gdyż nigdy dotąd nie byłem na pielgrzymce. – tłumaczy Marcin Piotrowski . – Kiedyś sobie obiecałem, że pójdę na Jasną Górę, a teraz Pan Bóg sprawił, że dzięki temu, że można iść jeden dzień, to wreszcie się wybrałem. – podkreśla.

W dniu dzisiejszym uczestnicy pielgrzymki mają do pokonania dystans blisko 30 km. docierając do świątyni w Dłutowie. Tam po wspólnej modlitwie autokarami powrócą do Łodzi. To nowość tegorocznego pielgrzymowania. Z uwagi na pandemię pątnicy nie nocują – jak to było dotychczas – u gospodarzy, ale wracają do swoich domów.

 

zś, KAI/Stacja7

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap