Nasze projekty

Z Jasnej Góry na czarną wyspę

Fakt, że haitańskie bóstwo voodoo Erzulie Dantor wygląda niemal dokładnie jak Matka Boska Częstochowska, wydaje się szokujący. Jak zbuntowani niewolnicy przyswoili sobie Czarną Madonnę z Polski?

Reklama

Do tego swoistego przeszczepienia wizerunku z Jasnej Góry na Karaiby doszło zapewne za sprawą polskich legionistów. Na początku XIX wieku zostali tam wysłani przez Napoleona Bonaparte do stłumienia powstania niewolników. Ci, zorientowawszy się, że Polacy – sami marzący o wolnej ojczyźnie – niechętnie z nimi wojują, zbliżyli się do przybyszy. Część legionistów zdezerterowała. Dewocjonalia z Matką Boską Częstochowską (ryngrafy, medaliki, obrazki), które mieli przy sobie, podziałały zapewne na wyobraźnię zbuntowanych Haitańczyków.

 

Tylko skąd możemy mieć pewność, skoro takich dewocjonaliów po legionistach nigdy na wyspie nie odnaleziono? Czyż nie ma innych Czarnych Madonn i krwawiących obrazów, które mogły zainspirować Haitańczyków?

Reklama
Reklama

 

 

Po pierwsze: czas

Reklama
Reklama
Z Jasnej Góry na czarną wyspę
Wizerunek haitańskiego bóstwa voodoo

Voodoo to religia wywodząca się z zachodniej Afryki, z terenów dzisiejszego Beninu. Jej zasady i mitologia trafiły z czarnymi niewolnikami na Karaiby, a tam zmieszały się z wpływami chrześcijańskimi i indiańskimi. Bóstwo voodoo, nazywane Erzulie Dantor, nie miało swojego fizycznego „kobiecego” wyobrażenia aż do XIX wieku. To pasuje do czasów, gdy na wyspie pojawili się polscy legioniści – a byli wśród nich i tacy, którzy na Haiti zostali na dłużej.

 

Ponadto wśród niewolników z Afryki świeża była pamięć o walecznych amazonkach w ich rodzinnym stronach. Dahomej (Benin) słynął z tysięcy wyszkolonych wojowniczek, stanowiących gwardię królewską. Matczyna twarz naznaczona bliznami była dla wyrugowanych z ojczyzny Afrykańczyków nie tylko metaforą cierpienia za świat, ale też symbolem walczących kobiet.

Reklama

 

 

Po drugie: blizny

 

Faktem jest, że w świecie chrześcijańskim istnieje wiele opowieści o krwawiących, cudownych obrazach. Istnieją nawet wyobrażenia Madonn z bliznami. Jak wskazuje historyk sztuki Elliott D. Wise w eseju „Madonna dell'Arco and the Byzantine Interface in Southern Italy”, na szczególną uwagę zasługuje taki wizerunek z włoskiego sanktuarium Marii dell Arco. Podobnie jak w przypadku jasnogórskiego obrazu, rany na tym wizerunku „szybko stały się bardziej znaczące niż historyczne dowody na atak”. W wypadku Matki Boskiej Częstochowskiej mówiło się o napadzie husytów, ewentualnie Tatarów. W przypadku Marii dell Arco blizna powstała podczas… nieudanej zabawy. „W Poniedziałek Wielkanocny 1450 r. podczas ludowego festynu młody uczestnik zabawy w rzucanie drewnianą kulą przegrywając partię, począł bluźnić i ze złością cisnął kulą w wizerunek Matki Bożej, trafiając w lewy policzek Madonny. I stała się rzecz niezwykła: z uszkodzonego uderzeniem obrazu popłynęła krew, jakby żywa twarz została zraniona” – czytamy w opisie ze starosądeckiego magazynu religijnego „Z grodu Kingi”.

 

Lecz Maria dell Arco i zaczerwienienie na jej lewym policzku po prostu nie przypominają wizerunku Erzulie Dantor…

Po trzecie: kolor

 

Oczywiście także Francuzi, kolonizujący Haiti, znali z własnego kraju wizerunki rozmaitych Czarnych Madonn (np. z Chartres, z  Rocamadour, z Puy-en-Velay). Lecz żadna z nich nie ma widocznych ran na policzku. Brak także źródeł świadczących, aby za czasów kolonizacji Haiti kult takich francuskich madonn był na wyspie rozpowszechniony.

 

Z kolei poza Francją, słynną „okaleczoną” Czarną Madonną jest średniowieczna „Panagia Esphagmeni” z monasteru Vatopedi na Górze Athos. Jednak jej ewentualna droga na Haiti wydaje się zdecydowanie bardziej nieprawdopodobna niż jasnogórskiej ikony.

 

Możemy więc podejść do tej tajemniczej sprawy niczym Sherlock Holmes, który mówił: „Jeśli odrzucimy to, co niemożliwe, cokolwiek pozostanie, nieważne jak wydaje się nieprawdopodobne, jest prawdą”. A prawda jest taka, że Erzulie Dantor ma rysy jasnogórskiej Czarnej Madonny.

Z Jasnej Góry na czarną wyspę

 

 

 


 

Adam Węgłowski jest autorem książki "Bardzo polska historia wszystkiego", która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak Horyzont.

 


 

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę