video-jav.net

Tak jak trzeba

Wyznawanie wiary to nie tylko deklaracja: jestem wierzący, jestem katolikiem. Wyznawanie wiary to zgodne z tą deklaracją życie. I zgodna z nią śmierć.

ks. Krzysztof Wieczorek
ks. Krzysztof
Wieczorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zanim Danuta Siedzikówna ps. „Inka” została rozstrzelana przez ubeków w gdańskim więzieniu, zdążyła napisać w grypsie: Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba. W czasie ponad miesięcznych tortur nikogo nie wydała, nie wyrzekła się wolnej Polski, dochowała wiary. Pięć dni zabrakło jej do „osiemnastki” – nikt nie powie, że chciała umierać…

Podobnie chcieli też żyć i ci chrześcijanie z Bliskiego Wschodu, którzy w ostatnich dniach, miesiącach, latach zginęli (i nadal giną) w zamachach bombowych wychodząc z niedzielnej Eucharystii. Oni idą na Mszę św., mimo iż grozi to śmiercią, bo wiedzą, że tak trzeba. To wynika z wiary.

Podczas obrzędu chrztu zgromadzeni są trzykrotnie pytani o swoją wiarę. Za każdym razem powtarzają: Wierzę. A potem przewodniczący stwierdza uroczyście: Taka jest nasza wiara. Taka jest wiara Kościoła, której wyznawanie jest naszą chlubą, w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

Wyznawanie wiary to nie tylko deklaracja: Jestem wierzący. Jestem katolikiem. Wyznawanie wiary to zgodne z tą deklaracją życie. I zgodna z nią śmierć.

Zmusza mnie do refleksji fakt, iż Święto Niepodległości naszej Ojczyzny przypada we wspomnienie św. Marcina z Tours. Kojarząc te dwie okoliczności nie zwracam uwagi na scenę, gdy Marcin jako rzymski legionista tnie mieczem swój płaszcz, by się podzielić z żebrakiem. I nie chodzi mi o to, że Marcin jako biskup wiele uczynił dla pogodzenia zwaśnionych stanów w swojej diecezji i w okolicy. Marcin – jako pierwszy w Kościele – został ogłoszony świętym mimo, iż nie był męczennikiem, jak wszyscy święci przed nim. Oni oddali swoje dobre życie Chrystusowi w męczeńskiej śmierci, dając o Nim świadectwo. On stał się wyznawcą – oddał swe życie przez dobre życie. Bo wiedział, że tak trzeba.

Nie ma dziś mody na martyrologię (łacińskie słowo martyr oznacza zarówno męczennika, jak i świadka). Nie żyjemy w czasach wojny, ani na Bliskim Wschodzie – nikt nie żąda od nas świadectwa. Skoro nikt nas specjalnie nie prześladuje, to może w nas zrodzić się pokusa, by zapomnieć o tym, co trzeba. Może w naszych głowach zagościć pytanie: Być może już nie trzeba tego, co trzeba?

Tak jak trzeba

Gdy zacząłem naukę w liceum, „wybuchła Solidarność”. Ale potem przyszedł stan wojenny i zdejmowanie krzyży ze ścian. A mój kolega Waldek postanowił na przekór temu, co się działo, krzyż powiesić. Poszedł więc do księdza, aby krzyż najpierw poświęcić. Pamiętam do dziś rozgoryczenie Waldka, gdy okazało się, że ksiądz się boi, że zniechęca, że radzi, by się nie narażać…

Dostaliśmy wtedy antyświadectwo. Dostaliśmy przykład, jak robić nie tak, jak trzeba. Wytłumaczyliśmy sobie, że to stary człowiek, który się po prostu boi. Na szczęście był zaraz był rok 1983 i Jan Paweł II ze swoim wezwaniem: Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali. Wtedy okazało się, że najskuteczniejszym sposobem, by zaprotestować przeciwko temu, co się działo, była praca nad sobą – odkrywanie tego, co trzeba robić, by być prawdziwym człowiekiem.

Uczyliśmy się, że wolność można odzyskać tylko robiąc to, co trzeba robić. Uczyliśmy się tego od innych, tych starszych, którzy umieli normalnie żyć w tych nienormalnych czasach i zachowywali się tak, jak trzeba. Uczyliśmy się uczciwości, bezinteresowności, zaangażowania, otwartości. Nauczyliśmy się, że nie zawsze trzeba być męczennikiem (umierać) za Sprawę, że bycie wyznawcą (życie dla Sprawy) jest równie wartościowe.

Tak jak trzeba

Obecnie też czasy są nienormalne. Inne są tego przyczyny, lecz równie trudno jest zachować się należycie. Dlatego dziś równie mocno potrzebujemy wyznawców, ludzi, którzy żyją według wiary. Konieczny wydaje się przykład rodziców, dziadków i innych starszych, którzy nieustannie się rozwijają, doskonalą, poprzez pracę nad sobą stają się coraz lepszymi ludźmi.

Taki prawdziwy wyznawca Chrystusa, jeśli zajdzie taka potrzeba, bez żadnego specjalnego przygotowania, stanie się świadkiem Chrystusa przez swoje męczeństwo. Człowiek, który żyje tak, jak trzeba, w chwili zagrożenia zachowa się tak, jak trzeba.

ks. Krzysztof Wieczorek

ks. Krzysztof Wieczorek

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Krzysztof Wieczorek
ks. Krzysztof
Wieczorek
zobacz artykuly tego autora >

O szalonym Bogu i równie szalonym Abrahamie

Wywiad o Abrahamie z o. prof. Janem Andrzejem Kłoczowskim OP, filozofem religii, przeprowadzili: Beata Legutko i Sławomir Rusin.

Jan Andrzej
Kłoczowski OP
zobacz artykuly tego autora >
Beata
Legutko
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kiedy czytamy biblijny opis ofiary Izaaka, uderza nas oszczędność słów. Pan Bóg mówi do Abrahama: „złóż w ofierze Izaaka”, ten bierze syna i wyrusza w drogę. Nie ma tu żadnych emocji, żadnego wahania, nic…

Bo to jest bardzo szlachetna starożytna literatura. To dzisiejsi pisarze lubią babrać się w emocjach. Jak pięknie napisał Herbert w utworze „Dlaczego klasycy”, „Tukidydes mówi tylko, że miał siedem okrętów, była zima i płynął szybko”. Dziś przeczytalibyśmy żale, że parlament nie dał pieniędzy, pojawiły się niespodziewane problemy, kobiety były przeciwko, a dzieci płakały… W Biblii, pod względem czysto literackim, mamy do czynienia tylko z tym, co najistotniejsze. Pozostaje dla nas tajemnicą, jak sytuację próby przeżywali jej bohaterowie. Można oczywiście – i wielokrotnie tak robiono – „rozpuścić” ten krótki epizod w morzu sentymentalnej literatury.

O szalonym Bogu i równie szalonym Abrahamie

Jest jednak literatura, która unika taniego sentymentalizmu i próbuje opisać sens wydarzenia na górze Moria, przeżycia Abrahama, Izaaka i Sary – żydowskie midrasze.

Zgadza się. Midrasze to bardzo ciekawa próba zrozumienia tego, co zostało opisane na kartach Biblii. Teologia żydowska – jeżeli coś takiego istnieje, bo w judaizmie o Bogu nie można mówić, tylko o człowieku i jego powinności – jest próbą wytłumaczenia przez człowieka dróg Bożych w naszej historii. A ofiarowanie Izaaka to jedna z najważniejszych i najtrudniejszych do wytłumaczenia scen, w niej bowiem Bóg wydaje się niejako przeczyć samemu sobie.

W tradycji żydowskiej przypowieść o ofiarowaniu Izaaka określono terminem Akeda. Symbolizuje on męczeństwo i złożenie ofiary ze swojego życia, a w szerszym kontekście odnosi się on nie tylko do Izaaka, ale do każdego Żyda. Akeda ma bardzo ważne znaczenie dla wyznawców judaizmu, bo w tradycjach targumicznych i midraszowych góra Moria utożsamiana jest ze wzgórzem, na którym stanęła Świątynia. Opowiadanie o Izaaku było odczytywane przez kolejne doświadczenia Izraela, więc gdy zbudowano pierwszą Świątynię, czyli miejsce składania ofiar, powstało pytanie, czy pierwszą ofiarą, która miała być tu złożona, był Izaak.

Co ciekawe, choć Księga Rodzaju mówi, że to Abraham miał na wezwanie Boga złożyć w ofierze swego syna, niektóre późniejsze interpretacje sugerują, że być może to sam Izaak z pewnych względów chciał dobrowolnie złożyć się w ofierze. Według tej tradycji Izaak nie był chłopcem, ale już dojrzałym mężczyzną, miał trzydzieści siedem lat.

W naszej kulturze funkcjonuje jednak jako chłopiec i tak najczęściej przedstawiany jest w ikonografii.

Nie mógł być całkiem mały, gdyż ojciec położył mu na ramiona drewno, które miał zanieść w miejsce złożenia ofiary.

To prawda. Co zmienia się w rozumieniu tej opowieści, kiedy przyjmiemy, że to Izaak chciał złożyć siebie w ofierze?

Midrasze zwracały uwagę na to, że Izaak oddaje swoje życie w imię wiary. Jest to interpretacja, która pojawiła się w kontekście wojen machabejskich, walk o utrzymanie tożsamości Izraela, czystości wiary. Izaak jest tu traktowany jako pierwszy męczennik, który składa siebie w ofierze, tak jak – w pewien sposób – Machabeusze składali siebie w ofierze za splądrowaną przez Antiocha IV i splamioną pogańskimi ofiarami Świątynię.

Akeda jest węzłem, wokół którego snuje się myśl żydowska, w niej łączą się ze sobą: idea kultu świątynnego, ofiara Izaaka i wyjście z Egiptu, Pascha, czyli ofiara baranka. Mówi się nawet, że pierwsi chrześcijanie przyjęli od Żydów tę pogłębioną koncepcję dobrowolnej ofiary Izaaka – bo choć nie zginął, ofiara została spełniona – jako prefigurację ofiary Chrystusa, złożonej również w pełnej wolności.

O szalonym Bogu i równie szalonym Abrahamie

Ciekawe jest przedstawianie postaci Izaaka. Kiedy czytamy biblijne opowiadanie, jego tam praktycznie nie ma, jest tylko Abraham, Bóg i ich rozmowa. Zaraz po ofierze Izaak znika i pojawia się dopiero w momencie ślubu z Rebeką. Soren Kierkegaard, który zajął się problemem ofiary Izaaka, też go pomija.

Interpretacja Kierkegaarda jest zupełnie inna niż midrasze, jest w pewnym sensie dużo bardziej dramatyczna. Midrasze, mówiąc, że Izaak miał 37 lat i sam zdecydował się złożyć ze swego życia ofiarę, w pewien sposób rozładowują napięcie, usprawiedliwiają Boga. Kierkegaard tego nie robi. Jego interpretacja odbywa się w świetle osobistej wiary: jako luteranin szedł za św. Pawłem, który kładł nacisk nie tyle na Przymierze, co na wiarę Abrahama, wiarę wychodzącą poza powszechną, można powiedzieć „zwyczajną”, wiarę pozostałych. Abraham to ilustracja religijności pogłębionej, indywidualnej. Nie jest to postawa polegająca na tym, że urodziłem się w danej tradycji, np. chrześcijańskiej, tu mnie wychowano, postępuję więc jak inni, stosuję się do ogólnie przyjętych zasad, i to mi wystarczy. W Księdze Rodzaju w pewnym momencie następuje coś, co Kierkegaard nazwał bardzo przewrotnie: teleologicznym zawieszeniem etyki, czyli zawieszeniem etyki ze względu na cel (gr. telos, cel).

Można zawiesić etykę ze względu na wyższy cel?

Św. Paweł daje chyba klucz do tego, kiedy mówi, że w przykazaniu miłości zawarte są wszystkie przykazania. W tym sensie zawiesza etykę rozumianą jako zbiór nakazów i zakazów i ukazuje jej najgłębszy sens – nie wystarczy przestrzegać całego Prawa, ono służy temu, żeby wychować nas do miłości, do dojrzałej miłości. Idąc za św. Augustynem: kiedy naprawdę kochasz, wiesz, co należy robić.

Co było tym celem, dla którego Abraham zawiesił etykę?

Wiara. Bóg nie tyle chciał ofiary Izaaka – w tej interpretacji – ile absolutnego, aż do granic absurdu, zawierzenia. Absurdu, ponieważ Izaak był synem obietnicy złożonej przez Boga Abrahamowi. Ta obietnica mówiła, że Abraham nie tylko będzie miał syna, ale że dzięki niemu będzie miał potomstwo liczniejsze niż gwiazdy na niebie i ziarnka piasku nad brzegiem morza. I raptem Bóg …

Zmienia zdanie.

No właśnie. Czy Bóg bawi się z człowiekiem? To przecież budzi zgorszenie…

Ale można przeczytać tę historię tak: Bóg, nie wiadomo dlaczego, chce wypróbować wiarę Abrahama. Przypomina się tu biblijna opowieść o Hiobie.

Intuicja, że opowiadanie o Abrahamie i Izaaku przypomina historię Hioba, jest chyba trafna, z tym, że u Hioba rozbudowana została kwestia doświadczenia, któremu został on poddany. Hiob jest oskarżony przez szatana o to, że jest sprawiedliwy dla korzyści, które z tego powodu czerpie, składa ofiary Bogu, jest Mu posłuszny i dlatego dobrze mu się powodzi. Szatan zastanawia się: co by się stało, gdyby Hiobowi to wszystko zabrać, jak wówczas będzie się zachowywał? Myślę, że coś z tego dramatycznego myślenia jest obecne również w przypadku Abrahama. Akeda to jeden z tych momentów, problemów, które pokazują, że sprawa wiary i relacji z Panem Bogiem nie jest wcale taka prosta i łatwa, jak to sobie czasami układamy w katechizmie, i jak my, księża, czasami to ludziom tłumaczymy. W relacji z Bogiem przychodzi moment, kiedy nasza wiara musi otrzeć się o coś z szaleństwa.

O szalonym Bogu i równie szalonym Abrahamie

Abraham staje się takim Bożym szaleńcem?

W pewnym sensie tak. Przypomina mi się tu też sam Kierkegaard. Był bardzo wierzącym chrześcijaninem, ale skłóconym z luterańskim Kościołem kopenhaskim, którego był członkiem. Zdumiewał się i głośno dawał temu wyraz, że pastorzy, po przeczytaniu na nabożeństwie opowieści o Abrahamie i Izaaku i wytłumaczeniu jej wiernym podczas kazania, wracają do swych domów, by w spokoju zjeść z rodziną niedzielny obiad, jak gdyby nigdy nic się nie stało. To tak, jakby ktoś uczył innych pływania, mimo że sam nigdy nie wskoczył do wody. Opowieść o Abrahamie to wezwanie do skoczenia na głęboką wodę, to wezwanie do zmagania się z wiarą.

Ktoś napisał: „Albo Abraham jest wierzący, albo jest zwykłym mordercą”.

Jeśli mordercą nie jest Abraham, to czy jest nim Bóg?

Niektórzy mówią, że skoro On daje życie, to może też je zabrać.

„Bóg dał, Bóg wziął, niech imię Jego będzie błogosławione” – znów jesteśmy przy Hiobie.

Są jednak inne, mniej dramatyczne interpretacje, które wychodzą od tego, że Izaak jednak nie zostaje złożony w ofierze. Niektórzy uważają, że jest to opowieść, która ma w założeniu przeciwstawić się wpływom religii pogańskich, w których zabijano ludzi, i od tego momentu wszyscy Żydzi wiedzieli, że składanie ludzi w ofierze jest przez Boga zabronione.

W jednym z midraszy można przeczytać, że Bóg nie mówi „zabij Izaaka”, ale „złóż go w ofierze”. Bóg ani przez moment nie chciał śmierci Izaaka. Ofiara jednak się dokonała, ponieważ Abraham był gotów uczynić to, czego żąda od niego Pan. Izaak również. Dochodzimy tu do istoty ofiary składanej Bogu: nie polega ona na krwi, ale na oddaniu, zawierzeniu.

Wciąż jednak jest pytanie: czy Bóg może żądać od człowieka takiego poświęcenia?

Tu jest ukryty paradoks: jak uwierzyć Bogu, wbrew Bogu, jak „uwierzyć nadziei, wbrew nadziei” (por. Rz 4,18). Może ta nadzieja wbrew nadziei była obecna również w Abrahamie?

Istniał w teologii nurt, który mówił, że Bóg jest wszechmocny i absolutnie wolny w tym, co robi, że nic nie może Go ograniczać. Czy Bóg może na przykład zaprzeczyć prawom matematyki i logiki? Czy może swoim dekretem sprawić, że dwa razy dwa jest nie cztery, tylko pięć? Jeżeli nie może, to znaczy, że nie jest wszechmocny. W takim razie Bóg ustanawia prawo dzięki aktowi swojej woli – raz może wymagać tego, a za chwilę czegoś innego – Jego wszechmoc nie jest związana z Jego wszechwiedzą i rozumnością. Niektórzy ateiści, np. Feuerbach, mieli właśnie taką koncepcję Boga – tyrana, który może się bawić człowiekiem, bo przymierze z Nim jest paktem, który Jego nie obowiązuje. Jak zatem wierzyć w takiego Boga?

Wierzymy, że Bóg jest wszechmocny, ale jest też Miłością.

Dlatego w ofiarowaniu Izaaka jest gdzieś ukryta nadzieja, że oddanie Bogu dziecka nie będzie dla niego krzywdą. Co powiedzieć młodemu małżeństwu, które właśnie straciło dziecko? Czy to, że Bóg zabrał je jako ofiarę? A może chodzi o to, żeby to oni ofiarowali je ufnie Bogu, żeby Mu je powierzyli, bo On nie zrobi mu krzywdy. Jeżeli wierzymy w życie wieczne, wszystko zaczyna zupełnie inaczej wyglądać. Wierzymy, że Bóg przeniósł to dziecko w lepsze miejsce, być może oszczędził mu trudnej drogi dziewięćdziesięcioletniego życia, chorób, męki?

Nie wiem, czy takie słowa przekonałyby mnie jako matkę…

Bo pani jest młoda, ludzie zmęczeni życiem mogą myśleć zupełnie inaczej. Nie spotkała pani starych ludzi, którzy pytają: dlaczego Pan Bóg mnie tutaj tak długo trzyma?

Jeden ze współczesnych rabinów, komentując ofiarę Izaaka, powiedział, że ta opowieść pokazuje, iż dziecko nie jest własnością rodziców. Ta ofiara była po to, żeby Abraham sobie uświadomił, że jego ukochany syn nie jest tylko jego. W starożytności władza rodzicielska rozciągała się na całe życie potomka. Dzisiaj, kiedy dziecko osiągnie pełnoletniość, kończy się nad nim władza rodziców, odpowiada już samo za siebie. Oczywiście powinno okazywać rodzicom szacunek, ale posłuszeństwo już niekoniecznie. Wieki temu było zupełnie inaczej. Bóg tymczasem uświadomił Abrahamowi, że Izaak jest przede wszystkim dzieckiem Stwórcy, a potem rodzonego ojca. Ta bardzo drastyczna opowieść ma – według tego rabina – uświadomić ludziom, że każde dziecko jest przede wszystkim dzieckiem Boga, również Syn Obietnicy, czyli Izaak. Zatem każdy rodzic powinien ofiarować swoje dziecko Bogu.

Nasuwa się tu pewna analogia: Kiedy Abraham oddaje swojego syna w ręce Boga, On nie zabiera mu życia, a gdy Bóg oddaje w nasze ręce swojego Syna, my Go zabijamy…

Bóg ofiarował Siebie ludziom, i to ofiarowanie obnażyło naszą grzeszność. Pokazało jednocześnie zwycięską, zmartwychwstałą miłość Boga, która jest większa niż grzech, słabość i zdrada. Bóg nawet z tego wyprowadził dobro.

Podczas Mszy świętej sprawujemy bezkrwawą ofiarę Chrystusa. Pokazuje ona doskonale sposób objawiania się miłości Bożej: Bóg, Miłość Pokorna, oddaje się – dosłownie – w ręce ludzi. Matka Teresa pisała w swoich listach, że pewnego dnia zmuszona była rozdawać siostrom Komunię świętą, bo nie było w pobliżu kapłana. Dotarło do niej wtedy wyjątkowo mocno, że w dwóch palcach trzyma Boga… To było dla niej wstrząsające przeżycie.

O szalonym Bogu i równie szalonym Abrahamie

Czy próba Abrahama była czymś wyjątkowym, była tylko jego udziałem, czy może spotkać każdego z nas?

Myślę, że ma ona rzucić światło na każde ludzkie doświadczenie, w którym człowiek nie może sobie z czymś poradzić i stawia pytanie Bogu: „Dlaczego mnie tak próbujesz? To za dużo dla mnie, »za duży wiatr na moją wełnę«”. Próbujmy zrozumieć swoją sytuację przez pryzmat opowieści o Abrahamie. Moja wiara nie polega na tym, że będę wykonywał grzecznie wszystkie przykazania, a Bóg będzie mi błogosławił spokojnym życiem. Jeśli traktuję relację z Bogiem naprawdę poważnie, to dojdę do momentu, kiedy skończy się moje absolutne poczucie bezpieczeństwa, bo Bóg wystawi mnie i moją relację z Nim na próbę. Historia Abrahama i Izaaka nie jest opowieścią na katechezę dla przedszkolaków. To jest opowieść dla dorosłych, to wyzwanie dla dorosłej wiary, w której padają pytania, na które nie można znaleźć łatwych odpowiedzi.

Takie kratery tajemnicy Bożej jak Akeda pokazują, jak wiele Bóg daje nam do myślenia i jak bezradni jesteśmy w próbie oswojenia tej tajemnicy. A jednak znajdujemy cały szereg wątków, które dzięki temu tekstowi pozwalają nam głębiej, bardziej prawdziwie spojrzeć na własne życie. Bo to jest w gruncie rzeczy istota rozumienia tekstu objawionego.

Ojciec prof. Jan Andrzej Kłoczowski, dominikanin, filozof religii, historyk sztuki, wykładowca UPJP II w Krakowie i Kolegium Filozoficzno – Teologicznego oo. Dominikanów w Krakowie, ceniony duszpasterz i kaznodzieja.

Tekst ukazał się w miesięcznik „BIBLIA Krok po Kroku” nr. 27 „Opowieść o szalonym Bogu i równie szalonym Abrahamie”.

Więcej o „BIBLII Krok po Kroku” na stronie: http://www.list.media.pl

O szalonym Bogu i równie szalonym Abrahamie

Jan Andrzej Kłoczowski OP

Ojciec prof. Jan Andrzej Kłoczowski, dominikanin, filozof religii, historyk sztuki, wykładowca UPJP II w Krakowie i Kolegium Filozoficzno – Teologicznego oo. Dominikanów w Krakowie, ceniony duszpasterz i kaznodzieja.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Beata Legutko

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir Rusin

Sławomir Rusin

Pochodzi z Podkarpacia, a mentalnie to nawet nadal w nim tkwi (choć bywa, że temu zaprzecza). Mąż, ojciec, redaktor, z wykształcenia historyk. Uważa, że o wszystkim da się mówić/pisać "po ludzku". Lubi pracować z ludźmi, ale najlepiej odpoczywa w dzikich, leśnych ostępach. Interesuje się Wschodem (szeroko pojętym), ale z tym nazwiskiem to chyba zrozumiałe.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Jan Andrzej
Kłoczowski OP
zobacz artykuly tego autora >
Beata
Legutko
zobacz artykuly tego autora >
Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >