Nasze projekty

Semana profanum, czyli wszystko do góry nogami

Wielki Tydzień jak nigdzie indziej na świecie nie jest obchodzony z taką pompą i rozmachem

Reklama

W Polsce obchodziliśmy II Niedzielę Wielkanocną, a cały zeszły tydzień przebiegał pod znakiem Oktawy Wielkiej Nocy. Tutaj jest inaczej. W Sewilli, zanim na ulice wyszły pierwsze wielkotygodniowe procesje, w głowie pojawiła mi się pewna wizja, w której wyobrażałam sobie świętujących mieszkańców jeszcze długo po zakończeniu Semana Santa. Czas teraz na szybką weryfikację i przedstawienie kilku faktów.

 

Wielki Tydzień jak nigdzie indziej na świecie nie jest obchodzony z taką pompą i rozmachem. Wszystko jednak jest tu odwrócone do góry nogami, dla mnie trochę nielogicznie. No bo jak zrozumieć Andaluzyjczyków, którzy wychodzą w Niedzielę Palmową z tysiącami nazarenos w licznych procesjach, które niby trwają aż do Niedzieli Zmartwychwstania, ale w rzeczywistości w sobotę jakby trochę się zapomina o wszystkim? Tłumy z ubiegłych dni są jakby przerzedzone, a gdyby ktoś miał okazję zobaczyć tylko niedzielną procesję (jedyną w tym dniu) bractwa La Resurrección, trudno byłoby uwierzyć w to, co działo się kilka dni wstecz. W tej ostatniej uczestniczą już resztki. Najczęściej są to przypadkowi turyści.

Reklama
Reklama

 

Wszystko, co najważniejsze dla tutejszych odbywa się nie w świątyni, a właśnie na ulicach. Poniedziałek Wielkanocny był już z kolei zwyczajnym dniem pracy, a jedyną reminiscencją po obchodach Semana Santa były (i są jeszcze do dziś) rzeki wosku, w których toną ulice, typowy deser serwowany w knajpach raz w roku, w okolicach Wielkiego Tygodnia – torrijas (kromka suchego chleba maczana w miodzie, cukrze i mleku) i wyprzedaże mantylek w sklepach z tekstyliami.

 

Reklama
Reklama

Semana profanum, czyli wszystko do góry nogami

Osobiście mam wielki problem, żeby rozumieć ten koktajl, w którym z jednej strony widzę wielki spektakl emocji i przeżyć, a z drugiej strony brakuje mi skupienia na tym, co powinno być najważniejsze. Znajomi mieszkańcy miasta opowiadali mi, że dla wielu tutaj Semana Santa jest ważniejsza niż piłka nożna! A nikomu przypominać nie trzeba, że dla Hiszpanów piłka nożna to coś więcej niż zwykły sport…

 

Reklama

Nikt z zewnątrz nie będzie w stanie do końca zrozumieć sposobu świętowania Świętego Tygodnia w Andaluzji. Komu w Polsce mieściłoby się w głowie, żeby trasa jakiejkolwiek procesji była miejscem towarzyskich spotkań, podczas których zbieramy się w knajpie obok, żeby popijać piwo, zajadać się słonecznikiem, którego łuski wyrzucamy na chodnik? W mojej głowie powstaje mnóstwo sprzeczności. Patrząc całkiem z zewnątrz, można zadać sobie pytanie, gdzie więc jest to wielkie sacrum, które miało być metką Semana Santa? Może we łzach spływających po policzkach kobiet i mężczyzn, obserwujących pochody figur Umęczonego? Może w absolutnej ciszy, która panuje podczas przejścia paso obok wiernych? Może w żałobnych pieśniach, spontanicznie wyrywających się z piersi uczestników procesji podczas postoju figury? A może w bosych stopach setek pokutników przemierzających długie godziny ulicami Sevilli?

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę