Nasze projekty
Reklama
Fot. Vatican Media

Pytania do papieża (I): Jak wznosić wzrok, skoro popychają nas, byśmy patrzyli w dół?

Podczas wczorajszego czuwania na Stadionie Olimpijskim im. Lluísa Companysa w Barcelonie Leon XIV odpowiadał na pytania trojga młodych Katalończyków. Pierwsze pytanie zadał Ferran, katechumen przygotowujący się do chrztu

Ferran: Ojcze Święty, dorastamy, słysząc, że jedynym celem życia jest produkowanie, odnoszenie sukcesów i troska o własny wizerunek. Sam próbowałem tak żyć, ale znalazłem jedynie ogromną pustkę. Szukając odpowiedzi, przeżyłem głęboką przemianę i w minioną Wielkanoc przyjąłem chrzest. Teraz, gdy ta droga jest dla mnie nowa, pytam: jak możemy wznosić wzrok ku temu, co naprawdę ważne, skoro społeczeństwo popycha nas, byśmy nieustannie patrzyli w dół albo tylko na samych siebie? Jak możemy odkryć nasze prawdziwe powołanie pośród tego nurtu?

LEON XIV: Dziękuję za to świadectwo. Przede wszystkim chciałbym dzielić twoją radość, a także radość wszystkich, którzy podczas tegorocznej Wielkanocy przyjęli sakrament chrztu. Wielu ludzi młodych i dorosłych odkrywa na nowo wiarę chrześcijańską, być może po takim okresie życia, w którym nieco oddalili się od Boga. Jest to naprawdę bardzo ważny krok. Istotnie, wszystko, co stopniowo odkrywamy, przyjmujemy i czym żyjemy, z pewnością przyczynia się do naszego wzrostu, do naszej dojrzałości i do poszerzania w nas przestrzeni życia. Równocześnie jednak, pośród radości, sukcesów i porażek, uświadamiamy sobie, że potrzebujemy innej wody – takiej, która zdoła ugasić nasze najgłębsze pragnienie. Nasze pragnienie prawdy i szczęścia potrzebuje szerszego horyzontu. A ten niepokój jest darem, który dał nam sam Bóg: zostaliśmy stworzeni na miarę nieskończoności. Dlatego każdy skończony horyzont, każdy krok, każde osiągnięcie, choć nas zaspokaja, zarazem popycha nas naprzód i zaprasza, byśmy szukali dalej – byśmy szukali, idąc naprzód, ale przede wszystkim szukali, „schodząc w głąb siebie”, to znaczy docierając do głębi.

    W tym miejscu wracam do pytania, wskazując na dwie krótkie myśli. Pierwsza: trzeba pielęgnować ten zdrowy niepokój. W naszych społeczeństwach bowiem bałwochwalczy kult zysku i wydajności, przymus nieustannego produkowania i odnoszenia zwycięstw, a także kult własnego wizerunku, są jedynie środkami znieczulającymi, które usypiają nasze sumienie i przystosowują je do pewnej wizji społeczeństwa. Kiedy ludzie uczą się zatrzymywać, doceniać to, co ważne, na nowo przeżywać wartość czasu i myśleć o własnym życiu, pozwalając, by oświecała je Ewangelia, rozwijają także krytyczne spojrzenie na system społeczny, który nie stawia osoby w centrum i na różnych poziomach rodzi sytuacje niesprawiedliwości oraz egzystencjalnego ubóstwa. Dlatego właśnie niepokój budzi lęk – podobnie jak odkrycie życia wewnętrznego, duchowości, a tym bardziej Ewangelii.

    Reklama

    Druga myśl: to właśnie w tym świecie, a nie w innym, powinniśmy pielęgnować ów niepokój. To właśnie w tym społeczeństwie ty i tak wielu innych odkryliście wartość życia bardziej ludzkiego, pełniejszego, otwartego na spotkanie z Bogiem i na radość wiary. Oznacza to, że mimo trudności miejscem, w którym Bóg staje się obecny i gdzie mamy odnajdywać Jego ślady, jest zawsze ta rzeczywistość, w której się znajdujemy. Wierzymy, że Duch Święty działa i cicho pracuje we wszystkich sytuacjach życia i historii, także w tych, które wydają się najtrudniejsze. Musimy jednak pielęgnować ten niepokój i zrobić mu miejsce; jak mówiłem, trzeba „szukać wewnątrz”, starając się nie ulec przytłoczeniu rytmem życia i zewnętrznym pokusom, pielęgnując przestrzenie ciszy, zatrzymując się choćby na kilka minut dziennie, aby czytać Ewangelię i rozmawiać z Bogiem, a także próbując podążać tą drogą wewnętrzną razem z innymi: pozwalając się prowadzić na drogach Kościoła i rozeznając wraz z kapłanami, z osobami zakonnymi oraz z ludźmi, którzy – podobnie jak my – wyruszyli na tę drogę.

    KAI, ml/stacja7.pl

    Reklama

    Reklama

    PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

    PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
    WIARA I MODLITWA
    Zatrudnij nas