Fot. Screen Youtube/VaticanNews
„Dobry wieczór, Ojcze Święty. Kiedy byłam mała, mój ojciec próbował zabić moją matkę…”
Podczas środowego czuwania na Stadionie Olimpijskim im. Lluísa Companysa w Barcelonie Leon XIV odpowiadał na pytania trojga młodych Katalończyków. Trzecie pytanie zadała kobieta, której tożsamości nie ujawniono
Dobry wieczór, Ojcze Święty. Pochodzę z rodziny z bardzo biednej dzielnicy Barcelony. Kiedy byłam mała, mój ojciec próbował zabić moją matkę. Ocalała, ponieważ stanął w jej obronie pewien chłopak, który zginął. Mój ojciec trafił do więzienia, a moja matka pogrążyła się w świecie narkotyków. Gdy miałam dziesięć lat, opieka społeczna przejęła nade mną pieczę i trafiłam do ośrodka dla małoletnich San José de la Montaña. Na początku było trudno, ponieważ zbudowałam wokół siebie mur, aby się chronić, i nie pozwalałam nikomu do siebie się zbliżyć. Stopniowo jednak po raz pierwszy doświadczyłam rodzinnej miłości i moje serce zaczęło się otwierać. Tam opowiedziano mi o Jezusie, zaczęłam się modlić i przyjęłam chrzest. W okresie dorastania wiele razy buntowałam się jednak przeciw Bogu. Zaproszono mnie na rekolekcje i tam po raz pierwszy doświadczyłam miłości Boga. Minęło już jednak kilka miesięcy, a mnie wciąż trudno przebaczyć ojcu. Czasem podnoszę oczy ku niebu i pytam Boga: gdzie byłeś, kiedy byłam małą dziewczynką? Ojcze Święty, jak mogę przebaczyć mojemu ojcu, który omal nie pozbawił mnie matki? Jak mogę naprawdę pojednać się z Bogiem?
LEON XIV: Dziękuję ci za twoje świadectwo i dziękuję także za pytanie o przebaczenie. To naprawdę znak łaski Bożej, że takie pytanie rodzi się z przeszłości tak głęboko naznaczonej cierpieniem i że mimo bólu pojawia się odwaga, by pytać, jak można przebaczyć temu, kto wyrządził nam zło. Także tutaj chciałbym powiedzieć dwie rzeczy.
Pierwsza z nich dopełnia to, co mówiłem wcześniej o obecności Boga w godzinach naszego cierpienia. W gruncie rzeczy także ty zadajesz to pytanie w odniesieniu do swojego dzieciństwa. Jednak kontekst, w jakim rozegrały się wydarzenia twojego życia, każe nam poszerzyć zakres naszego pytania:
Czy powinniśmy pytać, „gdzie był Bóg”, czy raczej powinniśmy pytać o człowieka i o ludzkość – o to, jak czasem stajemy się więźniami zła, aż do przemocy wobec innych; o to, jak nie potrafimy pielęgnować miłości i szanować innych w ich godności i wolności?
Tak wiele kronik kryminalnych, także dziś, ukazuje zatruty klimat relacji rodzinnych, naznaczonych wykorzystaniem i uciskiem, a zwłaszcza przemocą wobec kobiet, która niestety często prowadzi także do zabójstw kobiet. Wszyscy jesteśmy wezwani, aby z tą dramatyczną rzeczywistością – która ma korzenie antropologiczne i kulturowe – zmierzyć się zarówno osobiście, jak i jako społeczeństwo, ponieważ to do nas należy stawienie jej czoła we wszystkich jej wymiarach.
Przeczytaj również
Nie możemy przypisywać Bogu tego, co zostało powierzone naszej odpowiedzialności
nie możemy wyobrażać sobie, że Bóg z góry odpowiada na nasze potrzeby w sposób automatyczny albo cudownie powstrzymuje bieg zła. On obdarzył nas rozumem i wolą, dał nam sumienie, przyodział nas w godność i wolność, a przede wszystkim wyszedł nam na spotkanie, aby w swoim Synu, Jezusie Chrystusie, wskazać nam drogę, którą mamy podążać, aby nasze życie było w pełni ludzkie, a w naszym społeczeństwie panowały sprawiedliwość, pokój i braterstwo. Dał nam swojego Ducha właśnie po to, aby miłość była kluczem do wszystkich naszych ludzkich relacji. Jeśli istnieje przemoc, jeśli triumfuje egoizm, jeśli nawet miłość między członkami rodziny przemienia się w nienawiść, pytania powinniśmy postawić samym sobie, mechanizmom naszego społeczeństwa, kulturze indywidualizmu, pokusie przemocy – a nie Bogu.
Druga kwestia dotyczy przebaczenia. Musimy nauczyć się patrzeć na przebaczenie – potężne lekarstwo przeciw złu, które uzdrawia nasze wewnętrzne rany – jako na coś, co jest częścią procesu, jest pewną drogą. Sama Ewangelia, jeśli czytamy ją jak księgę wskazań, przykazań i obowiązków, może zrodzić w nas wiele zniechęcenia i frustracji, ponieważ Jezus wzywa nas do przebaczenia, a my doświadczamy, że nie jesteśmy do niego zdolni. Jednak tak nie jest. O przebaczenie powinniśmy przede wszystkim prosić Pana; nieustannie prosić – może przez całe życie – aby Pan poszerzał w nas przestrzeń miłości właśnie tam, gdzie zostaliśmy zranieni; aby pomagał nam pojednać się z samymi sobą i z tą częścią naszej historii, która została naznaczona cierpieniem; aby powoli przemieniał urazę w miłosierdzie i współczucie.
To długa droga, proces wymagający wielkiej cierpliwości, praca, którą musimy podjąć nad sobą – zarówno osobiście, jak i poprzez różne drogi towarzyszenia oraz także wewnętrznego pojednania. I nie wolno się zniechęcać: w przebaczeniu postępuje się małymi krokami.
Pojednanie z własną historią dokonuje się stopniowo, przede wszystkim zaś nie powinniśmy myśleć, że przebaczenie zawsze i w każdym przypadku oznacza powrót do wcześniejszej sytuacji albo pełną relację z tymi, którzy nas zranili
Zwłaszcza wtedy, gdy dane wydarzenie było naznaczone także przemocą. Można zachować dobre nastawienie serca wobec drugiej osoby, odrzucić wszelką formę nienawiści i zemsty, starać się – na ile to możliwe – naprawić relację, a może nawet modlić się za niego lub za nią. Wszystko to pomaga nam coraz pełniej wchodzić w dynamikę przebaczenia i pojednać się z Bogiem oraz z innymi. Jesteśmy grzesznikami, którym przebaczono; żyjemy w pokoju i jesteśmy zdolni przebaczać. Zdolni być tymi, którzy niosą pokój.








