Po prostu się rusz!

Pielgrzymka sprawia, że musisz się zastanowić czego potrzebujesz do życia. Możesz zabrać dodatki, gadżety i ornamenty, ale po paru kilometrach zbędny balast wrzucisz do rowu. Pielgrzymka ma w sobie coś z kobiety w stanie błogosławionym. Ciężar kroków jest prawdziwy w swoim cierpieniu, jednak przypomina o nadziei na nowe narodzenie.

Stanisław Nowak OP
Stanisław
Nowak OP
zobacz artykuly tego autora >

Jest coś fascynującego w wyjściu z bezpiecznego domu. Decyzja na dobrowolny skok w trud drogi.

I choć pielgrzym nie jedzie plażować się nad jezioro, dusza doświadcza orzeźwiającej kąpieli.

Zamieszkanie w bezdomności ujawnia w jednym momencie cały lęk i sztuczność cywilizacji, którą budujemy pod pozorem szczytnych idei rozwoju świata. Ten świat istnieje i przetrwa także bez nas, a większość naszego trudu, to marność i pogoń za wiatrem. Ciągłe wmawianie sobie, że trzeba być na czasie, śledzić wiadomości, że bez tego i tamtego dziś nie da się już przetrwać.

Pielgrzymka mówi jednak: „Da się. Masz znacznie więcej siły niż ci się wydaje”. Jest taki fragment Williama Jamesa, który słyszę w dwugłosie z wezwaniem do podjęcia drogi:

Poza najdalej wysuniętym bastionem zmęczenia i bólu odkryjemy pokłady mocy i ukojenia, o jakie siebie samych nie podejrzewaliśmy; źródła obfite i nienapoczęte, ponieważ nigdyśmy wcześniej się do nich nie przebili.

Po prostu się rusz!

Tak jak nie zdobywa się gór helikopterem, tak pielgrzymka nie może być bezwysiłkowym przybyciem do sanktuarium.

Pielgrzymia zatem definicja wydaje się prosta jak matematyczny odcinek: połączony punkt wyjściowy A z docelowym świętym punktem B. Nie trudno to sobie wyobrazić. Najciekawsze jednak jest to, co pośrodku – rozciąga się tam linia człowieka, który nadaje sens każdemu z punktów pomiędzy A i B.

Tam też jest Jezus, który nie nazywa siebie odległym celem, ale właśnie Drogą. Najprostsza zatem intuicja nakazuje Go w tym naśladować.

Ale czy to zdrowe wyrzec się domu, wszystkiego co sprawia, że życie jest łatwiejsze, wygodniejsze, bezpieczniejsze? Dla chrześcijanina to najlepszy sprawdzian wiary, bo nam powinno być tutaj na świecie duszno i za ciasno. Zachodniej cywilizacji udało się stworzyć taki ekosystem, w którym nie ma już prawie zewnętrznych niebezpieczeństw, wojen czy epidemii dziesiątkujących populację. Można więc spokojnie zajmować się nie wiadomo czym. Rozkoszowaniem się dobrobytem, a może Bogiem. Świat powie: obojętne. A jednak Kościół wierny obietnicom będzie głosił z mocą apokaliptycznych trąb: NIE JESTEŚMY STĄD! Są w nas pragnienia i tajemnicze tęsknoty, których nic na tym świecie nie jest w stanie zaspokoić. Pielęgnowanie zatem bezdomności i myślenia pielgrzymiego jest naszym najgłębszym powołaniem. Tak uczył Jezus, nasza Droga i przypomina te słowa sam Duch Święty.

Po prostu się rusz!

Tak więc Jezus nie przestaje wzywać: Chodź! Pójdź za mną! Po prostu się rusz! Statki w porcie gniją, więc jeśli chcesz odkryć prawdę o swoim istnieniu, to na pewno nie w luksusowych warunkach, trzeba coś zostawić.

A na trasie nie możesz mieć wszystkiego, nie możesz pociągnąć za sobą miasta i cywilizacji, udawać, że zacumowany płyniesz ciągnąc cały kontynent.

Pielgrzymka oznacza, że musisz się zastanowić czego potrzebujesz do życia. Możesz zabrać dodatki, gadżety i ornamenty, ale po paru kilometrach zbędny balast wrzucisz do rowu.

Pielgrzymka ma moc oczyszczającą i uwalniającą. I nie chodzi tu tylko o rzeczy materialne czy usługi internetowe.

Dobra pielgrzymka, to pielgrzymka męcząca.

Tak po prostu, powinna trwać na tyle długo, żeby człowiek doświadczył, że szkoda siły na coś innego niż stawianie kroków. Wbrew pozorom nawet modlitwa (lub to, co zwykliśmy nią nazywać) nie jest obowiązkowa. Jedynym obowiązkiem pielgrzyma jest krok, który będzie się stawał jego domem i modlitwą. Mało, ale dla pielgrzyma to całkowicie wystarczy.

Po prostu się rusz!

Parę miesięcy temu wpadła mi w ręce książka Power of Less, uważana za biblię minimalizmu (nomen omen tytuł oznacza mniej więcej „Im mniej, tym więcej”). Biała okładka plus programowy brak obrazków. Pozycja, która jest światowym bestselerem, wydaje się węszyć w dobrym kierunku. Gdyby tylko dodać do niej głębszy sens niż samorozwój i życiowe zadowolenie! Jeśliby wpisać w nią Boży pomysł na wyrzekanie się niepotrzebności życia, to z powodzeniem mogłaby służyć jako praktyczny przewodnik na Wielki Post lub pątniczą drogę. Jest bowiem wspólny mianownik między pokutą i trudem drogi. Leo Babauta – autor wspomnianej książki – niestety nie nazwał tego polowania i eliminacji rzeczy niekoniecznych. Kościół natomiast powinien wiedzieć o co chodzi albo raczej: po co się chodzi i pokutuje. Jest to droga do najgłębszej wolności. Za nią chrześcijanie nigdy nie mogą przestać tęsknić, bo to wartość z najwyższej półki. Bóg tak pragnie jej dla nas, że nie tylko dał nam możliwość odejścia od Niego samego, ale nie oszczędził własnego Syna, żeby każdy mógł jej znowu zasmakować.

Po malejącym ruchu pieszych w kierunku Jasnej Góry naiwni wieszczą koniec ery pielgrzymek. Ci sami naiwni twierdzą, że Kościół da się wyciąć w pień lub eksmitować pierwszym promem na Marsa.

Po prostu się rusz!

Korzeń pielgrzymowania jest zrośnięty z Kościołem i będzie odrastał w kolejnych kierunkach: Jerozolimy, Świętego Krzyża, Guadelupe, Santiago, albo innego świętego punktu B, bo człowiek bez wewnętrznej wolności traci sens. Pielgrzymka natomiast jako jedna z najbardziej ekologicznych duchowo form pobożności nosi w sobie uzdrawiającą celowość, która uzdrawia bezsensy życia.

Pielgrzymka ma w sobie coś z kobiety w stanie błogosławionym. Ciężar kroków jest prawdziwy w swoim cierpieniu, jednak przypomina o nadziei na nowe narodzenie. Bolące zaś serce szarpane jest przez kotwicę rzuconą w kierunku Tajemnicy zwanej Niebem.

Mało o tym wiemy, ale serce wędrowca czuje napiętą linę, bo kotwica utkwiła w niewidzialności stabilniejszej niż ziemskie skały.

Stanisław Nowak OP

Stanisław Nowak OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Stanisław Nowak OP
Stanisław
Nowak OP
zobacz artykuly tego autora >

9 dni dla twardzieli

Jeżeli nie możesz wyruszyć na pielgrzymkę, proponujmy, zaplanuj sobie 9 dni i codziennie rano, razem z nami trzymaj się kolejnych wskazówek o. Krzysztofa Pałysa. Czytaj, rozważaj i wytrwaj do końca!

Krzysztof Pałys OP
Krzysztof
Pałys OP
zobacz artykuly tego autora >

Dzień I

Mini-konferencja

Historia wiary Abrahama zaczyna się od Bożego polecenia: „Wyjdź”. Bóg wyzywa go do podjęcia drogi, która jest znana jedynie Jemu. Abraham podejmuje wyzwanie, ale nie wie dokąd idzie, musi zawierzyć i zaryzykować. Odważyć się zrobić coś nad czym nie panuje.

Słowo Boże działa, ale tylko wówczas, gdy człowiek zechce zaryzykować, aby zacząć żyć nim żyć. Bóg nie lubi półśrodków, one zamykają mu przestrzeń do działania.

9 dni dla twardzieli

Do rozważenia

Dokądkolwiek pójdziesz  nie opuszczę cię. (Rdz 28, 15)

 

Kiedy Bóg zaprasza do podjęcia zadania zawsze stawia nam przewodników, aby się nie pogubić na drodze. W każdym środowisku spotkamy ludzi, którzy promienieją dobrem, ale też takich, którzy wciągają nas w ciemność. Jednak to od nas zależy za kim chcemy pójść.

 

Kto jest twoim przewodnikiem w życiu? Przyjrzyj mu się uważnie, bo jeśli nie jest to dobry przewodnik, możesz tego gorzko żałować.

9 dni dla twardzieli


Dzień II

Mini-konferencja

Co przeżywasz, gdy ktoś cię chwali, kiedy jesteś oklaskiwany, zaakceptowany , ludzie okazują ci uznanie? Jak się czujesz kiedy posiadasz władzę, a inni patrzą na ciebie z dołu, kiedy stajesz się osobą popularną?

A teraz przypomnij sobie uczucie, jakiego doznajesz kiedy czytasz książkę lub oglądasz film, który bardzo ci się podoba. Kiedy widzisz przyrodę, która cię zachwyca, czujesz zapach liści, ziemi wilgotnej od porannej rosy, patrzysz na czerwono-niebieskie niebo przed zbliżającym się zachodem słońca. Gdy praca, którą wykonujesz, pochłania cię całkowicie, albo gdy to, co w danej chwili robisz sprawia ci przyjemność.

Pierwszy rodzaj uczuć pochodzi z szukania własnej chwały i jego źródłem jest ten świat. Pielęgnując ten stan człowiek staje się zniewolony czymś co zaspokoić go nie może. Życie staje się puste, pozbawione ducha.

Drugi rodzaj uczuć pochodzi z duszy. Kiedy porównasz oba te stany zrozumiesz co miał na myśli Jezus mówiąc, że kiedy chce pozyskać się świat, traci się swoją duszę.

9 dni dla twardzieli

Do rozważenia

Wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy. (Ps 131, 2)

Naucz się, że pustka którą odczuwasz to twój przyjaciel. Pustka jest dobra, bo kiedy ją odczuwasz oznacza, że tęsknisz za wypełnieniem. Tęsknisz za pełnią.

Owocem modlitwy nie jest ilość mądrych i błyskotliwych myśli, ale ilość ciszy i pokoju w tobie.

9 dni dla twardzieli


Dzień III

Mini-konferencja

Dobroczynność była wysoko ceniona od początku monastycyzmu. Pierwsi mnisi opowiadali o tym jak w rękach ich braci mnożył się chleb dla biednych, wokół chrześcijańskich wspólnot organizowano działalność charytatywną. Jednak do cnoty należała także idea „wypchnięcia w świat”, „samodzielności” i „samopomocy”. By w doświadczeniu własnej biedy i niedostatku zapomnieć o sobie, zdając się bardziej na Boga, niż ludzi.

Stara historia zapisana w komentarzu do reguły mnichów opowiada o młodym zakonniku, który miał w świecie biednego brata. Wszystko co zarobił, przekazywał bratu. Ale im więcej dawał, tym brat bardziej stawał się biedniejszy. Mnich poszedł i opowiedział o tym starcowi. Ten powiedział: „Jeśli chcesz mnie posłuchać, to nie dawaj mu już więcej, lecz powiedz: Teraz ty zacznij pracować i przynieś dla mnie trochę tego co zarobisz! Zajmij się tym, co przynosi dochód. Jeśli znasz kogoś obcego lub biednego starca, daj mu coś i proś, aby modlił się za ciebie.

Mnich zastosował się do tych słów. Powiedział o tym bratu, gdy ten przyszedł. Brat odszedł smutny. Ale pewnego dnia przyniósł mu z ogrodu kilka główek sałaty. Mnich oddał je starcom i prosił by modlili się za brata, który otrzymał błogosławieństwo i wrócił do domu. Później znowu przyniósł sałatę i trzy chleby. Mnich odebrał je i uczynił jak poprzednio. Tamten otrzymał błogosławieństwo i wrócił do siebie. Gdy przyszedł trzeci raz, przyniósł wiele żywności, wino i owoce. Jego brat zdziwił się bardzo, zawołał biednych i zaopatrzył ich. Mnich powiedział do brata: „Czy potrzebujesz nieco chleba?” Ten odpowiedział: „Nie, bracie! Wówczas gdy przyjmowałem twoje dary, były one w moim domu jak trawiący ogień. Ale od tego czasu, gdy niczego od ciebie nie przyjmuję, mam wszystkiego pod dostatkiem, a Bóg mi błogosławi”.

Do rozważenia

„Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu” Rz 20, 35

Pozwól by Jezus posłużył się twoją osobą, bez konsultowana się z tobą.

9 dni dla twardzieli


Dzień IV

Mini-konferencja

Pewien alkoholik ze wspólnoty AA, od lat zmagający się ze swoją chorobą, opowiadał, że pierwszym krokiem do zdrowienia było uświadomienie sobie, że jest Siła Wyższa i nie on nią jest. Faustyna Kowalska wielokrotnie odczuwała własną bezsilność, aż w końcu wyznała: „Tyle razy zawiodłam się na sobie, więc mam odwagę mówić, nie ufam sobie tylko Jezu Tobie”.

To najlepsza trampolina, aby doświadczyć mocy Ducha Świętego. Szczere uznanie, że potrzebuję Bożej łaski, bo bez niej jestem bezsilny.

9 dni dla twardzieli

Do rozważenia

I w życiu i w śmierci należymy do Pana (Rz 14, 8)

Jeśli Bóg pozwala, abyśmy odnieśli klęskę, to z Jezusem nawet ona ma sens. Każda porażka i niepowodzenie zamyka bowiem jeden etap otwierając drugi.

Także kiedy ludzie nas chwalą i doceniają naszą pracę, należy zawsze zachowywać pokorę, pamiętając, że nasze dzieło nie należy do nas.

Wszystko jest Jego.

9 dni dla twardzieli

9 dni dla twardzieli

fot. Maciej Chanaka OP


Dzień V

Mini-konferencja

Autobus pełen turystów przejeżdża przez przepiękną okolicę, wkoło lasy, góry, rzeki i jeziora. W powietrzu unosi się zapach kwitnących drzew. Ale okna są szczelnie zasłonięte i pasażerowie nie mają najmniejszego pojęcia, jaki widok rozpościera się na zewnątrz. Podróż spędzają na kłótniach, kto powinien siedzieć z przodu, kogo należy pochwalić, kogo oklaskiwać, a kto jest najbardziej godny oklaskiwania. Tak jest do końca podróży.

Czy może być coś smutniejszego, niż człowiek, który trzyma się wszystkiego oprócz Boga?

9 dni dla twardzieli

Do rozważenia

Jeśli kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie. (Łk 9, 23)

Spróbuj dziś więcej rozumieć niż szukać zrozumienia, więcej słuchać, niż mówić, bardziej kochać, niż chcieć być kochanym, bardziej służyć niż chcieć być obsłużonym.

I nie oceniaj innych, a Pan da ci pokój.

9 dni dla twardzieli


Dzień VI

Mini-konferencja

Pewien mężczyzna, który zdecydował się spędzić kilka miesięcy w klasztorze kartuzów wyznał, że surowy rytm ich życia był początkowo dla niego bardzo trudnym doświadczeniem. Gdy jednak udało mu się w nim wytrwać zobaczył, że dzięki temu zmieniło się jego postrzeganie wielu spraw. Uświadomił sobie, że świat, ze swoją przebogatą ofertą, zamiast prowadzić do wolności bardzo go ograniczał. Gdy przetrzymał pojawiające się z początku uczucie pustki, zaczynał odczuwać radość z rzeczy najzwyklejszych i… po prostu je dostrzegał.

9 dni dla twardzieli

Do rozważenia

Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. (Iz 43, 18)

Nie troszczcie się zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. (Mt 6, 34)

Wolność człowieka rozgrywa się pomiędzy tym, co jest teraz. Przeszłość nie należy już do nas, a przyszłość zatroszczy się Bóg. Mamy tylko dziś i to najlepszy czas, aby spotkać Boga i móc smakować życie.

Jeśli jednak tego nie potrafisz zarezerwuj sobie czas na „zamartwianie się”. Niech będzie to piętnaście minut. Możesz przyjść na adorację i zamartwiaj się przed Bogiem swoimi problemami. Możesz wówczas rozważać różne wersje rozwiązań, zastanawiać się co by było gdyby… i proś o światło. Ale uwaga, po tym czasie, zostaw to zamartwianie Jezusowi i podejmij zadania, przed którymi zostałeś postawiony. A jeśli później będziesz chciał się znowu zamartwiać, postanów sobie że tak zrobisz, ale dopiero jutro – przez kolejne piętnaście minut.

Należy to zrobić z żelazną konsekwencją. Po tygodniu takiej praktyki każdy dzień będzie niesamowicie smakował.

9 dni dla twardzieli


Dzień VII

Mini-konferencja

Gdy wartość człowieka zależy od osiągnięć, modlitwa staje się rzeczą nieużyteczną i stanowi stratę czasu, ponieważ nic podczas niej się nie osiąga. Wąchanie kwiatów, słuchanie muzyki tylko dla niej samej, bycie przed Bogiem bez używania słów – kontemplacja jest z natury bezużyteczna. Jednak służąc wyłącznie skuteczności, którą narzuca kultura, człowiek kończy jak bohaterowie z Jezusowej przypowieści, którzy odrzucili zaproszenie na ucztę. Osoby, które zostały wyłączone z królewskiej uczty, nie odrzuciły zaproszenia z powodu niereligijności. Właściwie wcale nie odrzuciły zaproszenia. Nie przybyły, ponieważ były zbyt zajęte mierzeniem działek, kupowaniem zwierząt do pracy, organizowaniem wesel.

Jeśli człowiek stale jest zbyt zajęty, to kiedy w końcu ma czas wolny, może robić tylko coś rozpraszającego i bezmyślnego, bo nie ma już sił na nic innego. Kontemplacja nie zamiera z powodu zła, ale z powodu zbyt wielu zajęć.

9 dni dla twardzieli

Do rozważenia

Nie bierz na siebie za wiele spraw, bo jeśli będziesz je mnożył, nie unikniesz szkody. I choćbyś pędził, nie dopędzisz, a uciekając nie uciekniesz. (Syr 11, 10)

Uznaj swoją ograniczoność. Nie zobaczysz wszystkiego, nie poznasz wszystkich mądrych ludzi, nie przeczytasz wszystkich książek, nie obejrzysz wszystkich filmów, nie zjesz wszystkich potraw świata. W każdej dziedzinie i na każdym kroku należy dokonywać wyborów, decydować, co jest dla nas ważne, a z czego gotowi jesteśmy zrezygnować.

9 dni dla twardzieli


Dzień VIII

Mini-konferencja

Poznanie w religii odbywa się przez doświadczenie, przez inicjację, a my często chcemy wprowadzać przez wyjaśnienie. Jeśli człowiek nie ma doświadczenia osobowego Boga lecz słucha „musisz”, „powinieneś”, „Bóg jest taki, a taki” z jego wiary robi się moralność i filozofia, a nie żywa, indywidualna więź.

Powtarzał to Ewagriusz z Pontu, pontyjski mnich żyjący w IV wieku, podkreślając, że celem duchowej drogi jest oglądanie Boga, kontemplacja. Jest to droga mistyczna, która wynika z fascynacji Bogiem i z osobistego spotkania z Nim na modlitwie.

Bez osobistej, systematycznej modlitwy, nasze życie nigdy się nie zmieni.

9 dni dla twardzieli

Do rozważenia

“Dobrze jest czekać w milczeniu na ratunek od Pana” (Lm 3, 26)

Nie traktuj modlitwy jak kolejnej intelektualnej pracy do wykonania lecz jak wypoczynek, miejsce gdzie możesz rozsupłać więzy, które łączą cię z tym światem. Nie odkrywaj żadnej roli, po prostu bądź. On będzie dokonywał reszty, a wszystko przybierze właściwe proporcje. I nawet jeśli nie wszystko ułoży się po twojej myśli, to na pewno zmienisz się ty.

9 dni dla twardzieli


Dzień IX

Mini-konferencja

Źródłem światła jest Bóg – to dla Izraelitów było czymś oczywistym. Demon i zły duch był utożsamiany z ciemnością, dlatego w tradycji mnichów błogosławieństwo Boga miało zawsze ogromną wartość, ponieważ rozświetlało ciemności i chroni przed demonami. Błogosławiąc przyzywam moc Boga, aby zesłał swojego Ducha, napełnił mnie światłem i przywrócił wszystkiemu właściwe proporcje. Dzięki Bożemu światłu mogę zobaczyć swój niełatwy los jako sensowny. Hezychaści, mnisi którzy należą do bizantyjskiego nurtu mistycznego, nie przychodzą do cerkwi, żeby się modlić, ale żeby przyjąć błogosławieństwo, dać się Bogu przemieniać. Chcą napełnić się Duchem Świętym, przyjąć światło, aby jak Możesz, samemu zacząć świecić.

Dla mnichów wschodu to, co duchowe, nie jest tym, co niematerialne, ale tym, co jest przeniknięte Duchem Świętym, światłem Chrystusa, słowem Boga. Tylko On jest pełnią i źródłem wszelkiego światła.

9 dni dla twardzieli

Do rozważenia

Moje serce się nie pyszni i oczy moje nie są wyniosłe. Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły. (Ps 131, 1)

Kiedy czuję się zbyt pewny szukam w Biblii zdań, które ścinają mnie do dołu. Gdy czuję się za mały podciągają mnie one w górę.

Zacznij czytać Biblię na głos, bez używania myśli, choćby po jednym zdaniu na dzień. Nie musisz nawet rozumieć, wystarczy napełniać się światłem, które będzie oczyszczało. Wówczas wszystko przybierze właściwe proporcje.

9 dni dla twardzieli


Krzysztof Pałys OP

Krzysztof Pałys OP

Dominikanin, pasjonat odnajdywania Pana Boga w ludziach, duszpasterz powołań dominikańskich. Nudny, tuzinkowy, powtarzalny. Nie potrafi grać na gitarze, śpiewać, ani być w centrum uwagi. Nie jest szalony, oryginalny, odjazdowy, błyskotliwy czy odjechany. Od czasu wstąpienia do zakonu dominikanów nic lepszego go w życiu nie spotkało. Fascynuje go tradycja monastyczna, dominikański charyzmat oraz wędrowne i żebracze kaznodziejstwo. Przejechał autostopem ponad 25 tys. kilometrów odwiedzając siedemnaście krajów. Lubi deszcz, swoich braci, suszone figi oraz paragwajską yerba mate. Myśli porządkuje w klasztornej kaplicy. Autor jednej książki z obrazkami. Od czasu wstąpienia do zakonu dominikanów nic lepszego go w życiu nie spotkało. Fascynuje go tradycja monastyczna, dominikański charyzmat oraz wędrowne i żebracze kaznodziejstwo. Przejechał autostopem ponad 25 tys. kilometrów odwiedzając siedemnaście krajów. Lubi deszcz, swoich braci, suszone figi oraz paragwajską yerba mate. Myśli porządkuje w klasztornej kaplicy. Autor jednej książki z obrazkami.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Krzysztof Pałys OP
Krzysztof
Pałys OP
zobacz artykuly tego autora >