Nasze projekty

Papież zdejmuje sandały

Franciszek będzie czwartym papieżem, który uda się do Ziemi Świętej. Każda wizyta następcy św. Piotra w ojczyźnie Jezusa jest naładowana znaczeniami, dlatego zapowiedziana na maj pielgrzymka budzi wielkie zainteresowanie oraz pytania: Jak będzie tym razem? Co zrobi? Co powie?

Reklama

Ziemia Jezusa robi niesamowite wrażenie na przybyszu, bo na obszarze wielkości Województwa Mazowieckiego jest tu wszystko – dwa morza, wielkie jezioro, rzeka, góry łagodne jak Beskidy, ale też niemal alpejskie, gdzie w zimie Izraelczycy mogą sobie pojeździć na nartach, a także pustynie. W marcu ziemię pokrywają intensywnie zielone pastwiska (psalmista był bardzo precyzyjny), a wraz z upływem upalnych dni lata pejzaż płowieje niczym stara tkanina.

Świat w pigułce, wielka kondensacja, ale przecież Pan Bóg nie ofiarowałby byle czego swojemu Synowi, więc dał mu wszystko na maleńkim obszarze.

 

Reklama
Reklama

Poza pięknem i różnorodnością pejzażu są miejsca szczególne, które przemawiają do wyznawców Chrystusa, bo znane są z kart Pisma Świętego. Nie można tego wytłumaczyć, ale one mają w sobie coś, co sprawia, że chce się już wracać. I to działa nie tylko na gorliwych wyznawców, ale i na zwykłych ludzi, którzy po przyjeździe do Betlejem, Nazaretu czy Jerozolimy z turystów przemieniają się w pielgrzymów. Zdarza się nawet, że niektórzy spośród nich wpadają w ekstazę i zaczynają na przykład głosić kazania lub mówić wersetami Pisma Świętego, albo wydaje im się, że są Mojżeszem, Janem Chrzcicielem czy nawet Jezusem z Nazaretu. Ta euforia nazywa się syndromem jerozolimskim, a termin ukuli izraelscy psychiatrzy, którzy mieli kontakt z przybyszami zrywającymi z dotychczasowym życiem, pragnącymi tu zostać, nieraz na zawsze. Uczeni tłumaczą ten stan szczególnym napięciem, wynikającym z konfrontacji lektury Biblii z rzeczywistością. Ale może są i inne powody, bo po prostu odkrywają, że znaleźli się w miejscu, gdzie wszystko jest podpowiedzią, czymś w rodzaju ściągawki. Wystarczy się skupić, krótko pomodlić, a łaska zrozumienia spłynie nawet na najgłupszych i najbardziej odpornych. Podróż do miejsc świętych jest mocnym przeżyciem, dlatego przyciąga jak magnes.

Papież zdejmuje sandały
Papież Paweł VI I patriarcha Atenagoras

Gdy pół wieku temu Paweł VI podczas drugiej sesji Soboru Watykańskiego powiedział o swoich planach odbycia pielgrzymki do Ziemi Świętej, ojcowie soborowi nagrodzili jego słowa długotrwałą owacją i entuzjazmem.

 

Reklama
Reklama

Musieli poczuć, że dzieją się rzeczy wielkie, ale też że potrzebny będzie cud żeby to papieskie marzenie mogło się zrealizować. Trzeba było usunąć masę przeszkód – Stolicy Apostolskiej i Izraela nie łączyły wówczas stosunków dyplomatycznych, a Jerozolima była podzielona między Izrael i Jordanię. I mimo tych zapętleń papieżowi udało się pokonać wszystkie trudności i stanąć na Świętej Ziemi.

 

Paweł VI mówił po przyjeździe, że dzieje się niesamowita rzecz, bo po dwudziestu wiekach następca pierwszego z Apostołów powraca tam, skąd wyszedł Piotr, by nieść orędzie chrześcijaństwa. W Jerozolimie, pokonując granicę dwóch zwaśnionych państw, papież spotkał się z patriarchą ekumenicznym Atenagorasem i było to symboliczne przypomnienie czasów sprzed anatem, gdy chrześcijanie byli jednością.

Reklama

Gdy w Roku Jubileuszowym Jan Paweł II przybył do ojczyzny Jezusa, mówił, że oto biskup Rzymu powraca do źródeł wiary Abrahama, Izaaka i Jakuba, a taki powrót zawsze jest okazją do zadawania pytań, co było dalej, czy chrześcijanie wykorzystali szansę, daną od Boga, kto był marnotrawcą, a kto niezmordowanym siewcą i czy o to chodziło Jezusowi. Był Rok Jubileuszu, specjalna okazja do rozrachunków, analiz i skruchy.

 

Prawie dekadę później Benedykt XVI błagał Boga by zesłał pokój na Ziemię Świętą, cały Bliski Wschód i świat. Pod Ścianą Płaczu wetknął między szczeliny kamiennych bloków dawnej Świątyni kartkę z modlitwą o pokój.

 

Tak więc każda z papieskich pielgrzymek miała motyw przewodni – jedność, powrót do źródeł, pokój.

 

Papież zdejmuje sandały

Teraz papież Franciszek zapowiada, że odbędzie pielgrzymkę modlitewną. Wyrusza w daleką drogę przede wszystkim po to, żeby się modlić. Ale także i ta pielgrzymka będzie naładowana znaczeniami i symbolami, wypełnią ją historyczne gesty, będą kompanie honorowe, oficjalne powitania i przemówienia – państwowe i kościelne, warstwa polityczna będzie przeplatać się z religijną i międzyreligijną, będą odniesienia do historii i współczesności. Tak jak poprzednicy, Franciszek będzie wyciągał ręce do Boga, żeby modlić się o jedność, pokój i zbawienie dla całej ludzkości.

 

Jeżeli można snuć przypuszczenia, jedna z intencji, z którą przybywali tu papieże, będzie szczególnie ważna i eksponowana – modlitwa o pokój. Jest on dziś szczególnie zagrożony, bo zarzewie wojny ciągle tli się nie tylko nad ziemią, w której był zawarty pokój między grzesznym człowiekiem a Bogiem, bo czujemy, że wojna wisi na włosku. I że nie jest ona wyłącznie zagrożeniem lokalnym, a może wybuchnąć na światową skalę. Nie jest też tylko zewnętrzna, a także ukryta, bo wszystko zaczyna się we wnętrzu człowieka.

 

Wszystkie poprzednie papieskie pielgrzymki miały coś wspólnego – pod globalnymi tematami były dyskretnie skrywane osobiste przeżycia duchowe.

 

Papież zdejmuje sandały

Paweł VI, który wyjaśniał, że potrzebna jest wzmożona modlitwa w intencji Soboru i chciał osobiście uczcić podstawowe tajemnice wiary – Wcielenia i Odkupienia – mówił także, że przybywa w duchu modlitwy, pokuty i odnowy.

 

Jan Paweł stwierdził, że odbywa osobistą, duchową pielgrzymkę.

 

Benedykt XVI zatapiał się w głębokiej modlitwie w chwilach najbardziej oficjalnych.

 

Tego nie obejmował żaden protokół dyplomatyczny i niezależnie od wielkich zadań i planów, które realizowali, Giovanni Batista Montini, Karol Wojtyła, Joseph Ratzinger „zapominali”, kim są i wtapiali się niepostrzeżenie w tłumy pielgrzymów, którzy byli tu wcześniej. Przestawało się liczyć, jakie funkcje pełnią, liczył się tylko ich zachwyt, wdzięczność, więź z Bogiem.

 

W chwili postawienia stóp na Świętej Ziemi najbardziej naturalną reakcją jest zdjęcie sandałów. Jorge Mario Bergoglio, w sposób niewidoczny dla tłumów, zapewne powtórzy gest milionów anonimowych pielgrzymów, bo jest tylko człowiekiem, szukającym gorączkowo śladów Boga.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę