video-jav.net

Oazowe ABC

W kościele można czasem natknąć się na tzw. Mszę oazową, którą charakteryzują śpiewane przy gitarze wpadające w ucho rytmiczne pieśni. Tak potocznie postrzegane są oazy i ich uczestnicy. Czy oaza to tylko wakacyjny wyjazd?

Anna Dąbrowska
Anna
Dąbrowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Początki

Pierwszą wakacyjną oazę zorganizował ks. Franciszek Blachnicki, założyciel ruchu oazowego, w 1954 r. w Biblieli koło Tarnowskich Gór. Nosiła nazwę Ozay Dzieci Bożych i była przeznaczona dla ministrantów. Cztery lata później, w 1958 r. odbyła się pierwsza Oaza Dzieci Bożych dla dziewcząt. Od 1963 r., gdy w Szlachtowej odbyły pierwsze rekolekcje dla młodzieży żeńskiej, oazy były organizowane regularnie. Od początku ruch oazowy nie miał jednak ograniczać się tylko do wyjazdów wakacyjnych. W założeniu wyjazdy te miały być ukoronowaniem, podsumowaniem czy kolejnym etapem formacji. Tak jest do dziś. Nie każdy może pojechać na oazę z marszu, a przynajmniej nie na każdy jej stopień (rekolekcje są podzielone w zależności od wieku i zaawansowania uczestników na stopnie). Oaza rekolekcyjna (wakacyjna) jest ważnym elementem całorocznej pracy formacyjnej, którą uczestnicy ruchu Światło-Życie realizują w ciągu roku w grupach funkcjonujących w parafiach.

Na początku istnienia ruch oazowy nosił nazwę: Ruch Żywego Kościoła. Obecnie oficjalna nazwa Oazy to Ruch Światło – Życie, która ma swoje źródło w symbolu ruchu – greckich liter ΦΩΣ ΖΩΗ (czyt. fos-zoe, czyli„światło” – „życie”). W symbolu Oazy litery krzyżują się na literze „omega”, która tutaj oznacza Ducha Świętego (jako Tego, który jest wszystkim i wszystko wypełnia).

Oazowe ABC

Piętnaście dni

Rekolekcje oazowe trwają najczęściej piętnaście dni (poza niektórymi rekolekcjami dla dzieci). Dlaczego tyle? To proste. W czasach formowania się struktury rekolekcji tyle było tajemnic różańca. Każdy dzień rekolekcji to jedna, kolejna tajemnica (tajemnice światła są rozważane wraz z innymi tajemnicami w czasie trwania rekolekcji).

Rekolekcje wakacyjne są prowadzone metodą przeżyciową. Ważnym elementem jest tzw. codzienna wyprawa otwartych oczu czy metoda rewizji życia. Polega ona na tym, że konkretne fakty czy wydarzenia WIDZĘ, OSĄDZAM w świetle Ewangelii i nauki Kościoła i potem zgodnie z tą nauką DZIAŁAM. Wiara jest czymś ważnym priorytetowym w życiu, a co za tym idzie dużą wagę przywiązuje się do liturgii i codziennego uczestnictwa w Eucharystii. W czasie wakacyjnych rekolekcji Msza św. jest najważniejszym punktem dnia.

Jak wygląda oazowy dzień?

Uczestnicy są podzieleni na małe grupy, każda z nich ma swojego animatora odpowiedzialnego za przebieg spotkań. Nad całością czuwa moderator, którym najczęściej jest ksiądz, czasami siostra zakonna czy osoba świecka.

Plan dnia obejmuje modlitwę brewiarzową (jutrznia i nieszpory, na Oazie Dzieci Bożych są to inne modlitwy), spotkania w małych grupach, śpiewy, szkołę liturgii, Mszę świętą, namiot spotkania (codzienna medytacja biblijna), wycieczki i wieczory pogodne lub poważne (w zależności od tego, o jakie tajemnice różance się przeżywa).

W czasie spotkania w małej grupie czytana jest Biblia lub dokumenty Kościoła, a uczestnicy dzielą się wzajemnie swoją wiarą i przemyśleniami. Każde spotkanie rozpoczyna i kończy modlitwa.

Dawniej ważnym elementem życia oazowego były tzw. dyżury: gospodarski, który polegał na pomocy w przygotowywaniu posiłków, zmywający, porządkowy. Dziś z powodów przepisów sanitarnych oazowicze raczej nie pomagają w kuchni przy skrobaniu ziemniaków ani zmywaniu. Każdego dnia inna grupa odpowiada za oprawę liturgiczna na Mszy św. i przygotowanie wieczoru pogodnego (skecze, zabawy, tańce integracyjne) lub poważnego (dramy, rozważania, medytacje).

Oazowe ABC

Metoda oazowa

W czasie oazy wakacyjnej ważne jest dostrzeganie świata – ludzi, przyrody, jej piękna. To piękno odkrywane jest w czasie wspólnych wędrówek.

Każdego roku w każdej diecezji jest organizowanych kilka turnusów rekolekcji oazowych na różnych stopniach. Wcześniej, na szczeblu centralnym ustalane jest temat ogólny roku i piosenka, której oazowicze się uczą. W tym roku temat ogólny brzmi: „Radość Ewangelii”.

W Archidiecezji krakowskiej oazy parafialne istniały już w 1969 r. w Nowym Targu i w Kętach. W tym też roku młodzież oazowa z naszej archidiecezji brała udział w rekolekcjach w Krościenku. Pierwsze rekolekcje oazowe w archidiecezji odbyły się w 1971 r. w Olszówce koło Rabki. Wzięło w nich udział ponad 100 uczestników.

Orędownikiem oaz, już jako biskup i kardynał był św. Jan Paweł II. Do dziś w ośrodku w Bystrej Podhalańskiej można zobaczyć na ścianach zdjęcia jak biskup Wojtyła siedzi w gronie oazowiczów, je z nimi obiad, rozmawia. Jako biskup i kardynał Karol Wojtyła bronił ruchu oazowego przed szykanami władz komunistycznych, dbał też o pomoc materialną. Na Dniu Wspólnoty w Tylmanowej (16 VIII 1973 r.) powiedział do oazowiczów: „Jesteście tutaj na oazie, trzeba ażeby każdy z was wziął tę oazę w siebie i żeby się stał taką oazą i żeby tymi oazami zagęścić jak najbardziej pustynię. Wtedy ona nie będzie groźna. To jest równocześnie życzenie, które wam przekazuję z całego serca, wszystkim tutaj zgromadzonym, wszystkim oazom i waszemu Ojcu i organizatorowi, który ten Ruch Żywego Kościoła zainicjował i rozwija z roku na rok. Niech Bóg za wstawiennictwem Matki Niepokalanej i Jej umiłowanego sługi, błogosławionego Maksymiliana, pozwoli oazami zagęścić pustynię, która grozi, aby już nie była groźna”.

Oazowe ABC

Oaza w parafii

Wspólnoty oazowe opierają się na trzech filarach:

1. metoda „światło-życie” przenikająca wszystkie elementy programu formacyjnego,

2. oaza rekolekcyjna (wakacyjna)

3. mała grupa formacyjna.

Oazy gromadzą ludzi w różnym wieku: od dzieci (Oazy Dzieci Bożych od stopnia 1 do 3). Przez młodzież gimnazjalną (Oaza Nowej Drogi od stopnia 1 do 3), po młodzież ((oaza Noego Życia od stopnia 0 do 3), ludzi dorosłych (Oazy dorosłych, diakonie) i rodziny (Oazy Domowego Kościoła). Do ruchu mogą należeć księża, zakonnice, osoby konsekrowane. Celem formacji oazowej jest stanie się dojrzałym chrześcijaninem, świadomym swojej wiary i odpowiedzialnym za Kościół.

W praktyce wygląda to tak, że w parafiach spotykają się małe grupy oazowe pod kierunkiem swojego animatora, nad nimi czuwa moderator parafialny W ramach diecezji oaza ma moderatorów dekanalnych, diecezjalnych a na szczeblu krajowym – krajowego, którym jest od 2007 r. ks. Adam Wodarczyk. Centrum Ruchu Światło-Życie znajduje się w Krościenku nad Dunajcem (na tzw. Kopiej Górce).

Każda diecezja ma obecnie swoje ośrodki oazowe, które tętnią życiem nie tylko w czasie wakacji. Także w ciągu roku szkolnego odbywają się w nich liczne weekendowe spotkania, tzw. szkoły modlitwy czy szkoły moderatora.

Poszczególne wspólnoty Ruchu utrzymują ze sobą łączność spotykając się na dekanalnych czy diecezjalnych Dniach Wspólnoty. Także w trakcie trwania rekolekcji wakacyjnych jeden dzień (13 dzień turnusu) jest przeznaczony na spotkanie z oazowiczami biorącymi udział w innych rekolekcjach w tym samym czasie – tzw. dzień wspólnoty.

Źródła:

http://www.krakow.oaza.pl/

http://www.wakacje.krakow.oaza.pl/

http://www.oaza.pl/

http://www.wruchu.oaza.pl

Anna Dąbrowska

Anna Dąbrowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Dąbrowska
Anna
Dąbrowska
zobacz artykuly tego autora >

Syracydes nauczyciel, podróżnik, bywalec uczt

Z dr Andrzejem Mrozkiem, badaczem kultur starożytnego Bliskiego Wschodu, rozmawiają Anna Dąbrowska i Sławomir Rusin

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >
Anna Dąbrowska
Anna
Dąbrowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Najczęściej analizuje się wątki teologiczne Księgi Syracydesa, np. dotyczące mądrości czy bojaźni Bożej, tymczasem zawiera ona wiele pouczeń odnoszących się do codzien­nego życia. Na ile słowa tej księgi opisują świat, w którym żył autor?

Sprawa jest o tyle skomplikowana, że dziś trudno jest oddzielić to, co znajdowało się w oryginalnym tekście napisanym przez Jeszuę ben Syracha po hebrajsku, od póź­niejszych uzupełnień i redakcji. Pierwszych poważnych zmian dokonał już wnuk au­tora podczas tłumaczenia księgi na język grecki. Już w Prologu wspomina o trudnoś­ciach ze znalezieniem właściwych słów dla hebrajskich wyrażeń i terminów. Diaspora żydowska w Aleksandrii, dla której tworzył to tłumaczenie, nie znała już ani języka he­brajskiego, ani wielu żydowskich obyczajów. Starał się więc przekazać tekst odwołując się do rzeczywistości, w której ta wspólnota żyła, i wprowadzał elementy typowe dla kultury greckiej.

Na podstawie pozabiblijnych źródeł mo­żemy sobie wyobrazić świat, w którym żył Syracydes. Czy kiedy pisze: wiele widziałem podczas mych podróży, więcej niż mogą objąć moje słowa (34,11), jesteśmy w stanie okre­ślić, jakie podróże wspomina? Czy podró­żowało się wtedy tylko po to, żeby zdobywać wiedzę o świecie?

Najczęściej podróżowali kupcy, posłańcy kró­lewscy i ludzie wolnych zawodów. Ci ostatni są chyba grupą najbliższą temu, o czym pi­sze Syracydes: ktoś zajmował się pisaniem, przepisywaniem tekstów albo był nauczycie­lem i wędrował od miasta do miasta, oferując swoje usługi. Jednocześnie czynił pewne ob­serwacje, może nawet zapiski. Posłańcy i kup­cy byli dużo mniej swobodni w swoich po­dróżach, bo podlegali rozkazom swego kró­la, przy czym termin „król" należy rozumieć szeroko, greckie słowo basileus oznacza „pan". Wystarczyło więc, by ktoś miał jedną wioskę i swoich ludzi, i już nazywano go basileus.

W Asyrii czy Babilonii handel był domeną państwa. Władca miał kilka takich placówek — coś w rodzaju faktorii — na obrzeżach kraju, aby prowadzić wymianę handlową z sąsied­nimi ludami, i tam wysyłał swoich kupców. Byli oni w pewnym sensie pracownikami czy urzędnikami na jego usługach. W Izraelu na­tomiast handlowcy wydawali się dużo bar­dziej niezależni, podobni do późniejszych rzymskich kupców, którzy mieli tyle pieniędzy, że mogli pożyczać władcy, gdy musiał zbroić się na wojnę.

Jakimi trasami podróżowano na terenach Palestyny?

Jedna droga prowadziła wzdłuż Morza Śród­ziemnego, mniej więcej od Gazy do Karmelu, potem na wschód, w kierunku Galilei, a stam­tąd do Syrii. Druga biegła wzdłuż Jordanu.

Dlaczego właśnie tamtędy?

Chodziło głównie o bezpieczeństwo, na tych trasach było najwięcej terenów otwartych, co utrudniało rozmaitym bandytom przygoto­wanie zasadzki.

Podróżowano głównie w dzień. Po pierw­sze dlatego, żeby nie wpaść w ręce rzezi­mieszków. Po drugie, w ciemności łatwiej o nieostrożny krok człowieka lub zwierzęcia, a wtedy o wypadek nie trudno. Pokonywano dziennie 25-30 km, potem znajdowano jakiś nocleg. Przy każdym mieście czy miasteczku znajdowały się miejsca, gdzie wędrowcy mo­gli za niewielką opłatę lub za darmo zatrzy­mać się, najeść i przespać.

Podróżowano głównie na piechotę?

Bardzo często się przedstawia w ikonografii, że mężczyźni idą na nogach, a kobiety jadą na wozach lub jakichś wózeczkach ciągnię­tych przez osły. Nie jeździło się raczej na osłach czy mułach, one służyły do tego, by nieść towary albo ciągnąć coś za sobą. Były na tyle powolne, że mężczyzna spokojnie mógł iść obok nich. Kobiety, jak np. Maryja, cza­sem jechały na osiołkach. Konno też raczej się nie podróżowało, koń był używany głów­nie w wojsku. Nie należy jednak zapominać o wielbłądach, które w Biblii rzadko się poja­wiają, ale były wykorzystywane, zwłaszcza na długich trasach, np. do Egiptu. Wielbłądów oczywiście nie prowadzono tak, jak osiołki, bo były za szybkie, na nich się jeździło.

Syracydes nauczyciel, podróżnik, bywalec uczt

Do Egiptu wiodła też droga morska. Żydzi z niej nie korzystali?

W wielu opracowaniach pojawia się teza, że Żydzi nie lubili morza, nie mieli rozbudowa­nej floty, nie organizowali zamorskich wy­praw. Trudno jednak sobie wyobrazić, żeby w ogóle nie korzystali ze statków. Im bliżej czasów Chrystusa, tym więcej pojawia się żydowskich portów, np. JafTa czy Cezarea Nadmorska. Św. Paweł sporo podróżuje stat­kiem. Podobno Żydzi docierali nawet do In­dii, może nie na własnych statkach, ale jako uczestnicy organizowanych wypraw. Niewy­kluczone więc, że do Egiptu też podróżowali drogą morską, choć niekoniecznie mieli włas­ną flotę.

Wydaje się, że Syracydes, wspominając swoje podróże, ma na myśli właśnie morskie wyprawy. Pisze np.: Często popadałem w nie­bezpieczeństwa śmierci, lecz dzięki doświadcze­niu zostałem wybawiony (34,12). Gdyby ten werset dotyczył drogi lądowej, to najwięk­szym zagrożeniem dla życia, jakie wchodziło w grę, byli bandyci. Trudno sobie wyobrazić, jakiego rodzaju „doświadczenie" mogłoby go ocalić w takiej sytuacji. Co innego na mo­rzu, tutaj doświadczenie bardzo się przydaje. Umiejętność nawigacji, znajomość technik żeglowania w zależności od uderzeń wiatru mogły być ratunkiem w czasie niejednej bu­rzy.

Bardzo ważna była też znajomość tras, wie­dza, którędy należało płynąć zimą, a którędy latem. Pływano zawsze wzdłuż wybrzeży, aby w razie burzy móc schronić się w jakiejś za­toce. Trzeba było jednak wiedzieć, że żeglu­ga wzdłuż lądu też gdzieniegdzie była nie­bezpieczna, bo groziła np. rozbiciem o skały. Na otwarte morze nie należało wypływać na jesieni ani wczesną wiosną, a gdy już była konieczność żeglugi po otwartych wodach, to niezbędna była wiedza. Możemy przy­puszczać, że autor księgi często podróżował statkami, dzięki czemu nabył umiejętności i doświadczenia, które mogły mu w różnych sytuacjach uratować życie.

Syracydes nauczyciel, podróżnik, bywalec uczt

Syracydes sporo uwagi poświęca ucztom. Najczęściej wyobrażamy sobie biesiady na wzór tych, które odbywały się w starożytnej Grecji i Rzymie. Czy żydowskie uczty też były takie wystawne?

Opisy uczt to jeden z przykładów zmian, których dokonano na hebrajskim tekście w późniejszych redakcjach. Spotkanie opisa­ne w rozdziale 32 bardziej przypomina grecki sympozjon niż żydowską biesiadę. Ze wskazó­wek zawartych w tym fragmencie wynika, że nie chodzi o jakąś zwyczajną ucztę, na której się po prostu je i prowadzi towarzyskie roz­mowy. Jest to obraz spotkania, które zwołano w celu przedyskutowania jakiejś ważnej kwe­stii, a przy okazji spożywa się posiłek. Świad­czą o tym chociażby te wersety, w których wyznaczany jest porządek przemawiania, np.: Przemawiaj, jeśli jesteś starszy (….); Przema­wiaj, młodzieńcze, jeśli to konieczne (32,3.7). Niewiele   wiemy   o   tym,  jak   wyglądały uczty żydowskie wcześniej, jeszcze przed perską ekspansją i greckimi wpływa­mi, np. za czasów Dawida czy Salomona. Z pewnością jednak możemy powiedzieć — i to też pojawia się w Księdze Syracydesa -że obowiązywała na nich zasada gościnności, każdego przybysza zapraszano do stołu, przy którym zbierali się domownicy. Wynikało to z nakazu Prawa, mówiącego, że szukającego gościny należy przyjąć (Cudzoziemiec, który się u was zatrzymał lub wśród was stale zamiesz­kuje, Lb 15,14; Gdy w waszym kraju osiedli się cudzoziemiec..będziecie go traktować jak każdego mieszkającego tu Izraelitę, Kpł 19,33-34), jak też ze zwykłej ciekawości, jakież to nowiny o świecie przynosi ów wędrowiec. Co ciekawe, zasada gościnności dotyczyła także przestępców, którzy ze względu na przewi­nienia zostali np. wyrzuceni z ojczyzny. Jednakże o zwyczaju ucztowania dużo więcej wiemy od okresu perskiego, poznajemy uczty zbliżone do tradycji greckiej.

Kto w nich uczestniczył?

Prości ludzie takich bankietów na pewno nie urządzali. Te opisane w Księdze Syracydesa niekoniecznie musiały się odbywać u jakie­goś władcy, ale z pewnością u ludzi w miarę zamożnych, wykształconych, obytych kultu­ralnie, którzy stanowili coś w rodzaju klasy średniej. Kogo zapraszali? Najczęściej osoby z podobnej sfery, czasem jakichś dygnitarzy, których obecność była wyróżnieniem dla go­spodarzy, nierzadko goszczono też wędrow­ców.

W Grecji czy w Rzymie posiłki spożywano w pozycji półleżącej. Czy u Żydów też był taki zwyczaj?

Na początku nie. W okresie kultury noma-dycznej czy półnomadycznej Żydzi siedzieli na ziemi, na dywanikach. Na późniejszych płaskorzeźbach widzimy, że podczas uczty władcy i biesiadnicy siedzą na niskich krze­sełkach, zydelkach, przy czym władca nieco wyżej, a wszyscy pozostali niżej, wokół nie­go. W pewnym momencie pojawił się jednak obyczaj spożywania posiłków w pozycji pół­leżącej. Chodziło o wygodę, aby opierając się łokciem na sofie, można było położyć na niej także nogi. Przykłady tego sposobu ucztowa­nia przez Żydów znajdujemy np. w księgach, które są zawarte tylko w Septuagincie (por. Mdr 2,6-9; Syr 31,12 – 32,13).

Zmiana tego obyczaju nastąpiła pod wpły­wem perskim czy greckim?

Raczej greckim, Persowie siedzieli przy po­siłkach, nie znam świadectw, które mówiły­by o tym, że ucztowali na leżąco. Tymcza­sem Grecy — jak najbardziej. Wiązało się to z zupełnie innym niż znanym wcześniej na Bliskim Wschodzie podejściem do bie­siady. Grecka uczta wymagała dużo czasu i przestrzeni. O tym, jak długotrwałe były to bankiety, świadczyć może niezbyt przyjem­ny fragment z Księgi Syracydesa: Jeśli jesteś przymuszany do jedzenia, idź zwymiotować, a odczujesz ulgę (31,21). Biorąc pod uwagę, że zaledwie w poprzednim zdaniu autor księgi zaleca umiarkowanie w jedzeniu, przytoczony werset świadczy raczej o długości posiłku niż konieczności objadania się do granic możli­wości (co często zdarzało się w starożytnym Rzymie). Tutaj wyraźnie chodzi o to, że uczta trwa długo, ktoś dawno się już najadł, a ponieważ spotkanie się nie kończy i wciąż ser­wowane są nowe dania, może w ten sposób ulżyć swojemu żołądkowi…..

Jest to wyraźny wpływ kultury greckiej, gdzie takie zachowania były dopuszczalne. Przywołane zdanie nie mogłoby się poja­wić w tekstach biblijnych pisanych np. w V w. przed Chr. Jeśli nawet spotkamy w Biblii Hebrajskiej wątek zwracania pokarmu (Jak pies wraca do swoich wymiocin, tak głupiec wciąż powtarza swe głupstwa, Prz 26,11), to zawsze jest to oceniane negatywnie.

Jakie potrawy spożywano na ucztach?

Przede wszystkim wino i mięso. Na co dzień nie jadało się mięsa, ono było zarezerwowane na wyjątkowe okazje, takie jak uczta, i było najważniejsze w biesiadnym menu. Czytamy co prawda w Biblii, że Abraham częstował gości m.in. serem, ale to był jakiś nomadyczny zwyczaj. Zarówno w późniejszych tekstach, jak i we wcześniejszych źródłach mięso poja­wia się zawsze jako wyznacznik, że mamy do czynienia z wyjątkową biesiadą.

Wino było nieodłącznym elementem uczty, ale chyba też mocno problematycznym. Syracydes daje wiele przestróg jak, kiedy i ile można go wypić, aby nie wpaść w tarapaty?

Ten motyw często pojawia się w Biblii: wino jest czymś dobrym, co należy spożywać, a na­wet ofiarowywać Bogu, ale też trzeba pamię­tać, że może spowodować przykre skutki. Pierwszą postacią, która pojawia się w tym kontekście, jest Noe. Uprawia winorośl, pro­dukuje wino i upija się. Nie ma więc wątpli­wości, że pijaństwo było dla Żydów czymś nagannym.

Syracydes uważa, że człowiekiem targają różne namiętności, trzeba więc pracować nad tym, by ograniczyć pożądliwość. Aby to osiąg­nąć, należy nauczyć się korzystać ze wszyst­kich dóbr z umiarkowaniem. Nawoływanie do powściągliwości często pojawia się w na­uczaniu tego nauczyciela. Wino jest tego przykładem: samo w sobie jest dobre, ale na­leży zachować ostrożność, by nie przesadzić z jego używaniem.

Przestrogi te miały tym głębsze uzasadnie­nie, że wino na Bliskim Wschodzie było bar­dzo mocne i szybko gęstniało, dlatego przed podaniem należało je rozcieńczyć wodą. Były nawet specjalne naczynia, które służyły do mieszania wina z wodą (w kulturze greckiej nazywano je kraterami). Innym znanym na­pojem alkoholowym było piwo, ale używano go wyłącznie w wojsku. Za oddziałami woj­ska asyryjskiego czy potem babilońskego je­chały specjalne wozy wypełnione beczkami z piwem. Przed podaniem też rozcieńczano je wodą. Niektórzy uważają, że piwo piło się przez rurki, ze specjalnych naczyń, w których znajdowały się „fusy" piwne. Taki obraz spo­żywania tego napoju znajduje się na niektó­rych płaskorzeźbach z Mezopotamii.

Piwo nie było jednak na tyle szlachetnym napojem, by częstować nim gości na ucztach, ono miało zaspokajać pragnienie żołnierza. Wino zaś wymagało pewnej celebracji, atmo­sfery biesiadowania. Podobnie nie znajdzie­my żadnej wzmianki o tym, że na ucztach podawano wodę do picia. Piło się ją w czasie podróży, przy pracy, wysiłku, ale nigdy na uro­czystej wieczerzy. Alkoholem znanym w cza­sach biblijnych była również sycera1, której też nie podawano na ucztach.

Co jeszcze pojawiało się na stołach?

Na pewno owoce, widać to na różnych pła­skorzeźbach z Bliskiego Wschodu. Był też chleb.

Podobno służył nie tylko do jedzenia, ale żeby w niego wycierać ręce...

Nie wiem, czy jest w Biblii jakiś tekst, który by to potwierdzał, ale rzeczywiście w kulturze bliskowschodniej jest zwyczaj wycierania rąk w resztki chleba. Powstają z tego kulki, które albo samemu się zjada, albo daje zwierzętom. Czasem oczyszcza się w ten sposób naczynia z tłuszczu. Zwyczaj ten narodził się ze wzglę­dów higienicznych, bo nie zawsze wystarcza­ło na to wody. Równocześnie nie marnowano wartościowego i cennego tłuszczu.

Czy był jakiś społeczny przymus organizo­wania uczt?

Nie wiem, czy można mówić o przymusie, ale pewne oczekiwania na pewno były. Trze­ba przy tym rozróżnić dwie sprawy. Z jed­nej strony, organizowanie uczt było dobrze widziane, był to wyraz uczestnictwa w życiu społecznym. Wypadało po prostu przygo­towywać biesiady dla ludzi swojego statusu majątkowego i brać udział w tych, na które było się zaproszonym. Z drugiej strony, ist­niał zwyczaj, który znamy bardziej z Ewan­gelii niż Księgi Syracydesa, urządzania uczt dla swoich pracowników i podwładnych. Wy­daje się, że organizowano je po to, by nieja­ko zaskarbić sobie robotników, dać im dzień troszkę inny od tego powszedniego. Uczty dla robotników wkomponowały się z czasem w cykl roku, w którym czas pracy rozdziela­ny był dniami świątecznymi. Zdarzało się, że jednym z elementów świętowania było to, że ktoś bogaty organizował biesiady dla ludu.

W Ewangeliach znajdziemy sporo obrazów, w których król zaprasza na ucztę podwład­nych. Jedni przyjmują zaproszenie, inni je lekceważą, jedni są przygotowani na ucztę, inni-nie…

Tak, ale to są obrazy wyraźnie eschatologicz­ne. O tym, że rzeczywiście były takie święta, kiedy nie było różnicy między panem i jego sługą, dowiadujemy się więcej ze źródeł pozabiblijnych. Potem w kulturze grecko–rzymskiej był to znany obyczaj, były nawet takie święta, kiedy pan ze sługą zamieniali się rolami2. W Biblii ten motyw jest słabiej obec­ny, ale są pewne sygnały świadczące o tym, że w kulturze żydowskiej taki sposób świętowa­nia też był znany.

Syracydes nauczyciel, podróżnik, bywalec uczt

Jezus i Zacheusz, Jacopo Palma

Jezus nie należał do ówczesnej elity, a jed­nak zapraszano Go na uczty do znamieni­tych domów.

Nawet mówili o Nim, że jest żarłokiem i pija­kiem, bo ciągle u kogoś biesiadował…. Jednak Jezus nie był podejmowany w tych domach ze względu na jakieś święta, których elemen­tem było zapraszanie ubogich, ale był trakto­wany jak ów wędrowiec, którego się przyjmu­je, aby usłyszeć, co ma do powiedzenia. Jeśli ktoś przygotowywał ucztę np. dla piętnastu przyjaciół, to zaproszenie szesnastej osoby z czystej ciekawości, czyli Jezusa, nie stwarzało problemu.

Czy uczniowie Jezusa byli zapraszani na te uczty?

To pewnie zależało od zasobności gospoda­rza, czasami Ewangelie wspominają o obec­ności któregoś z nich, a czasami milczą. Naj­częściej pewnie siadali gdzieś na boku wraz ze służbą albo rozchodzili się po innych domach.

Co z motywów uczty zawartych w Księdze Syracydesa przeszło do Nowego Testamen­tu, gdzie uczta stała się ważnym symbo­lem?

Od pewnego czasu zastanawiam się nad tym, jak odczytywać Ostatnią Wieczerzę. Dotych­czas interpretowano ją w nawiązaniu do ży­dowskiej Paschy. Ewangeliści Mateusz, Łukasz i Marek sugerują, że miała ona charakter trady­cyjnej wieczerzy paschalnej. Dlatego przeżywają jako coś bolesnego – Pascha, czyli Przejście, wiąże się z wyzwaniem, niebezpieczeństwem, strachem. Ewangelista Jan twierdzi, że Ostatnia Wieczerza odbyła się na dzień przed Świętem Paschy. Skoro tak, to Eucharystia jest przed­smakiem uczty niebiańskiej, a więc i Ostatnią Wieczerzę należałoby interpretować jako ucztę niebiańską czy mesjańską, o której prorocy pisa­li, że będzie to uczta z najpożywniejszego mięsa i najwyborniejszym winem (por. Iz 25,6). A jeśli tak, to obrazy z Księgi Syracydesa doskonale się w tę wizję wkomponowują.

Syracydes nauczyciel, podróżnik, bywalec uczt


Wywiad pochodzi z najnowszego numeru Biblii Krok po kroku

Zamówienia – [email protected] / tel. 12 423 11 99


dr Andrzej Mrozek, biblista, badacz literatury i kul­tury starożytnego Bliskiego Wschodu, pracownik na­ukowy Katedry Porównawczych Studiów Cywilizacji UJ.

1  Sycera — termin wywodzący się z języka akkadyjskie-go (szakinu), gdzie oznacza napój alkoholowy używany w lecznictwie, w pewnych rytuałach, a powodujący stany upojenia lub odurzenia.

2 Np. w czasie Saturnaliów, czyli święta obchodzonego w starożytnym Rzymie od 17 do 23 grudnia ku czci boga rolnictwa Saturna. Zawieszano wówczas prowa­dzenie wszelkiej działalności gospodarczej, a niewol­nicy świętowali na równi z wolnymi. Bóstwu składano ofiary, bawiono się i ucztowano.

Sławomir Rusin

Sławomir Rusin

Pochodzi z Podkarpacia, a mentalnie to nawet nadal w nim tkwi (choć bywa, że temu zaprzecza). Mąż, ojciec, redaktor, z wykształcenia historyk. Uważa, że o wszystkim da się mówić/pisać "po ludzku". Lubi pracować z ludźmi, ale najlepiej odpoczywa w dzikich, leśnych ostępach. Interesuje się Wschodem (szeroko pojętym), ale z tym nazwiskiem to chyba zrozumiałe.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Dąbrowska

Anna Dąbrowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >
Anna Dąbrowska
Anna
Dąbrowska
zobacz artykuly tego autora >