Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą

Sylwester i Nowy Rok to czas, kiedy symbolicznie żegnamy troski starego roku i z nadzieją wypatrujemy szans, jakie ma nam przynieść rok nowy. Dlatego właśnie ten czas chcemy przeżyć szczególnie intensywnie.

Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Życzymy sobie pomyślności, spełnienia marzeń, tego, żeby nowy rok był lepszy od starego. Nawet Bóg się do tych życzeń przyłącza, bo jak inaczej interpretować czytania mszalne z 1 stycznia. W pierwszym mamy słowa: Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem. W Psalmie śpiewamy: Niech się narody cieszą i weselą,/ że rządzisz ludami sprawiedliwie,/ i kierujesz narodami na ziemi./ Niechaj nam Bóg błogosławi. A z drugiego czytania dowiadujemy się, że każdy z nas jest synem Bożym.

Oczekiwanie z nadzieją na nowe i dobre oraz zostawianie za sobą tego, co nam się nie udało, co było przykre i bolesne, ma głęboki terapeutyczny sens.

Nie można żyć błędami, wspomnieniami o niepowodzeniach, bo to odbiera nam siły, zatrzymuje nas i więzi w grzęzawisku niemocy. Ta prawda obecna jest też w duchowości.

Życie chrześcijańskie nie polega na walce ze złem, ale na wybieraniu i czynieniu dobra. Walka ze złem przypomina – jak kiedyś powiedział ks. Fedorowicz – wydeptywanie kałuży. Kałuża zostanie, a my się cali wybrudzimy. Mamy czynić dobro, spontanicznie, twórczo, a nie zatrzymywać się nad tym, co nam się nie udało. Inaczej w centrum naszego życia będą nasze błędy i zło, które wyrządziliśmy. A z tego żadne dobro nie wynika.

To, co było, trzeba czasem za sobą zostawić, niejako zacząć od nowa.

Taki jest sens świętowania końca starego roku i nadejścia nowego.

Niektórzy powiedzą, że nadejście Nowego Roku nie jest żadnym chrześcijańskim świętem. Owszem, ale to nie znaczy, że tylko w tym, co katolickie jest sens.

Kościół to rozumie i to od dość dawna. Wiele rzeczy, które uznajemy za katolickie, ma tak naprawdę pogańskie pochodzenie, ale Kościół je „ochrzcił”, zaadaptował. Mamy więc święto Wszystkich Świętych zamiast Dziadów, Noc Świętojańską zamiast Nocy Kupały, a Boże Narodzenie w dzień starożytnego święta ku czci solarnego boga Mitry. Podobnie jest z sylwestrem. Benedyktyni organizują więc antysylwestra w opozycji do hucznego świętowania końca starego roku, nie po to by zaprzeczyć idei otwarcia się na nowe, ale by bardziej świadomie przeżyć tę chwilę. Młodzi ludzie udają się na spotkania Taize, a w parafiach odprawiane są Msze św. dziękczynne za stary rok i przygotowujące do wejścia w nowy czas. Nie znaczy to, że katolicy nie mogą się w sylwestrową noc bawić i wszyscy jak jeden mąż powinni wtedy wziąć udział w rekolekcjach. Zabawa nie jest niczym złym, ale chyba warto ten czas przejścia przeżyć świadomie.

Sławomir Rusin

Sławomir Rusin

Pochodzi z Podkarpacia, a mentalnie to nawet nadal w nim tkwi (choć bywa, że temu zaprzecza). Mąż, ojciec, redaktor, z wykształcenia historyk. Uważa, że o wszystkim da się mówić/pisać "po ludzku". Lubi pracować z ludźmi, ale najlepiej odpoczywa w dzikich, leśnych ostępach. Interesuje się Wschodem (szeroko pojętym), ale z tym nazwiskiem to chyba zrozumiałe.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Sławomir Rusin
Sławomir
Rusin
zobacz artykuly tego autora >

Ku wolności

Czuję się jakbym miał wjechać Fiatem 126p („maluchem”) do garażu Sułtana Brunei. Albo amerykańskim Lincolnem Town Car na waszyngtońskiej rejestracji, z amerykańską flagą na masce, w samo centrum Phenianu. W obu sytuacjach byłbym wyjątkowo niemile widzianym gościem. Tak samo czuję się w świecie mody, a co dopiero próbując zmierzyć się z nią w tym tekście. Nie wiem, czy nie wolałbym przejechać się tym Lincolnem... Drżę, ale spróbuję. Ku wolności.

Bartek Szkudlarek
Bartek
Szkudlarek
zobacz artykuly tego autora >

Wolność jest trudna. Trzeba się jej uczyć. Trzeba się uczyć być prawdziwie wolnym. (Jan Paweł II)

Czy moda jest jej zaprzeczeniem? Niekoniecznie, choć przecież moda to nic innego jak naśladowanie określonych wzorców lub zachowań. Jeżeli coś jest „modne” to na skróty rozumiemy, że „należy” to naśladować – bo jest „modne” właśnie. Modne może być wszystko, co jakoś określa nasz styl życia, status, przynależność do grupy. Nie ma ucieczki przed modą, jest w niemal każdej sferze życia.

Ku wolności

Co daje bycie modnym? Poczucie, że nie jestem jednym z tych szarych ludzi, którzy nie idą z duchem czasu, których życie się nie rozwija. Poczucie, że jestem elegancki, wręcz stylowy (bo wszystko co jest „w modzie” – tej z żurnala – jest stylowe). Poczucie, że moje życie nie jest tylko jedzeniem, chodzeniem i spaniem, ale jest głębsze, piękniejsze niż li tylko fizyczna egzystencja. Tak, bycie modnym może karmić. Mam coś „więcej”, „lepiej”, „ładniej”, „nowocześniej”, „bardziej wyjątkowo” – mam coś „modnego”, jestem „modny”. Skoro zatem mam to coś „więcej”, „lepiej” to nieuchronnie prowadzi do stwierdzenia, że jestem l e p s z y, niż mógłbym być, nie mając tego. Bycie modnym zwiększa moją wartość oraz wartość i jakość mojego życia, przynajmniej w moich własnych oczach. Bycie modnym zwiększa moje zadowolenie z życia. Karmi mnie, bo jestem bardziej zaspokojony, będąc modnym, niż gdybym modny nie był.

Jeżeli powyższe zdania choć trochę opisują ciebie, a kiedy kupujesz t-shirt z modnym nadrukiem towarzyszy ci poczucie dowartościowania, ten tekst jest także dla ciebie.

Jest jednak mniej przyjemny aspekt bycia modnym, czy mody w ogóle: jej kajdanki, czyli pospolite środki przymusu bezpośredniego, które możemy sprowadzić do słowa „s i ę”.

Mianowicie:

a) W tym sezonie nosi się kolor dajmy na to: czerwony. W kolejnym będzie się nosić niebieski. Hm, pomyślisz. Skoro nosi się ten kolor, to się nosi. Z czym tu dyskutować. Lecisz do sklepu, a tam wszystkie półki mienią się tym właśnie kolorem ubrań, który w danym sezonie „się nosi”. Kupisz więc bluzeczkę, założysz jutro do pracy, poczujesz się naprawdę dobrze. Nic tak nie poprawia nastroju jak modny ciuszek, czyż nie?

Ku wolności

b) W tym środowisku lubi się ten światopogląd, bo tamten jest passe. Czyli: ten jeden jedyny słuszny światopogląd jest modny. Jeśli więc chcesz nadążać – powinieneś go podzielać. Ktoś mądrzejszy – ekspert – już przeanalizował dla ciebie tę problematykę, on to rozumie i wie, jakie myślenie jest słuszne. Ten właśnie słuszny – według pana eksperta – pogląd dzisiaj się podziela. Człowiek inteligentny słucha się ekspertów. Oglądasz zatem wiadomości i słyszysz, że na zachodzie pewien pogląd jest już wiodący. Tak się tam uważa. W pracy słyszysz że i szef i większość kolegów, podziela poglądy relacjonowane czy wręcz propagowane przez media, jako postępowe, więc wyznawane przez ludzi postępowych. Dziś tak się uważa, więc jeśli nie dołączę nie tylko czerwonym kolorem ale i sposobem myślenia – zostanę z tyłu. A z tyłu nie jest fajnie, nie jest bezpiecznie, no i ja nie chcę odstawać od reszty.

Gdzie w tym wszystkim jesteś ty? A bardziej – gdzie w tym wszystkim jest twoje serce? Czy jest wolne, czy ma założone takie czy inne kajdanki?  

Bóg Cię z miłości powołał do życia w miłości. Kocha ciebie takim, jakim jesteś. Kiedy patrzy w twoją twarz, zachwyca się tobą. Mówi ci: warto było za ciebie umrzeć. Nie wierzysz w to? Spójrz na krzyż.

Bóg powołując nas do życia na ziemi, dał nam całe stworzenie i wszystkie rzeczy po to, by nam służyły w drodze do Niego. Dał nam wszystko, co potrzebne, abyśmy Go poznali, pokochali, a jak pokochamy – pragnęli być jak on. Nie dlatego, że jest kolejnym w naszym życiu dyktatorem, ale dlatego, że jest Bogiem, zna nas lepiej niż my sami i kocha nawet jak sami siebie kochać nie umiemy. Ale zawsze daje nam wybór. Pomaga rozeznawać, co dla nas jest dobre, co przyniesie radość. Powołał nas do życia jako swoje dzieci i nigdy nie zostawia, nie obraża się ani nie karze za błędy. Co więcej, człowiek popadłszy w niewolę grzechu, został przez Niego z grzechu wyzwolony. Ta wolność sprawia, że wreszcie umiemy czerpać siłę do życia z serca samego Boga, bo już nic nas od niego nie oddziela. Możemy karmić się Nim samym i stąd czerpać mądrość i umieć dobrze wybierać. On daje nam wszystko, byśmy czuli się nie tylko troszkę wyjątkowi, ale czuli się najbardziej wyjątkowi. Bo przecież córka Króla jest wyjątkowa. Jego syn jest wyjątkowy. Więc? Jak się czujesz w tej roli? Dlaczego z tego sam rezygnujesz?

Ku wolności

Bóg jest Królem, a Ty jesteś Jego dzieckiem. To nie jest czcza gadanina, to święta prawda. Jeżeli znasz modlitwę „Ojcze nasz” i ją odmawiasz to znaczy, że do Boga zwracasz się jak do Taty. Czyli jesteś Jego dzieckiem. A że Bóg króluje, to też wątpliwości raczej budzić nie powinno. Jesteś zatem wyjątkową córką/synem Króla. W pidżamie, sukience z MaxMary, zwykłym t-shircie czy z torebką Louis Vuitton. To co nosisz, nie robi różnicy w ocenie twojej wartości, bo twoja wartość jest najwyższa. Nic jej dodać nie może.

Święty Paweł, mądry gość, tak pisał do Galatów: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!” (Ga 5,1). Każde Słowo Boże powinno się czytać jak Słowo, które mówi sam Bóg. A zatem – zobacz jak Bóg Ojciec mówi do ciebie: mój Syn wyswobodził cię do wolności, nie poddawaj się więc na nowo pod jarzmo jakiejkolwiek niewoli.

Gdzie znajdę największą wolność? W kim? W Jezusie. On mnie akceptuje i będzie wciąż kochał, niezależnie od tego, czy idziesz za trendami czy nie, czy myślisz „tak jak trzeba” czy po swojemu. Czy to znaczy, że masz teraz przestać się golić, zapuścić wąsy, wskoczyć w workowate spodnie i mieć wszystko z tyłu? Nie. Trzeba znaleźć złoty środek.

Spieszę z pomocą. Nie wiem czy znasz świętego Ignacego z Loyoli, założyciela Towarzystwa Jezusowego, czyli popularnie zwanego zakonu jezuitów. Święty Ignacy był fantastycznym gościem, któremu Bóg dał zrozumieć i opisać wszystkie zasady rozeznawania znane w Kościele. Pierwszą, o której napiszę jest przemądra zasada tantum quantum – tyle o ile. W książeczce zatytułowanej Ćwiczenia Duchowne św. Ignacy Loyola napisał, że człowiek ma korzystać z rzeczy stworzonych w całej tej mierze, w jakiej pomagają mu do jego celu (tzn. do zbawienia), a znów w całej tej mierze winien się od nich uwalniać, w jakiej są mu one przeszkodą do tegoż celu (ĆD 23). Innymi słowy – mogę korzystać ze wszystkiego. Wszystko mogę, ale nie wszystko przynosi mi korzyść. Czyli według św. Ignacego – korzystaj ze wszystkiego, co Ci służy naprawdę. A odrzucaj to, co Cię zniewala. A zatem, niech to będzie obojętne czy dany kolor jest w tym sezonie modny czy nie. Niech posiadanie bądź nieposiadanie, bycie modnym bądź nie bycie modnym – niech będą ci obojętne. Jeżeli twojemu zbawieniu ma służyć to, że będziesz się kierować w życiu modą – kieruj się. Ale jeżeli twoją wolność będzie to ograniczać, a w drodze do zbawienia stanie się przeszkodą – zostaw. To ty drogą rozeznania zdecyduj, czy chcesz się ubierać modnie, czy nie chcesz. Ze względu na twoje powołanie. Wyzwolona do wolności kobieta nigdy nie będzie kierowała się abstrakcyjnym przymusem „bo się nosi”. To Ty, a nie świat będziesz nadawać trendy, trendy szukania swojego stylu ubioru, swojego sposobu myślenia. Nadasz wtedy trend bycia córką Króla.

Ku wolności

W postawie świętej obojętności (czyli: mogę chcieć tego ale mogę tego nie chcieć) można dokonywać dobrych dla siebie wyborów. Św. Ignacy Loyola opisał również bardzo ciekawe metody dokonywania rozsądnych i dobrych wyborów. W pierwszej regule stwierdził, że do wyboru danej rzeczy ma mnie skłaniać miłość, która zstępuje z góry, od Pana Boga. Z pozoru dziwne, ale w praktyce chodzi o to, że w serce oddane Bogu, Pan wlewa swoje pragnienia, abyśmy je realizując byli szczęśliwi. Zatem, oddając Bogu – szczerze i w całości – swoje serce badajmy, jakie pragnienia się w nim rodzą. Z pozoru jest to niemożliwe do zastosowania w sklepie z odzieżą. W praktyce – sprawdzone osobiście. Działa. Pan Bóg się troszczy nie tylko o to, czy będziesz zbawiona, ale i o to, czy masz co ubrać. On pierwszy się o to troszczy.

W drugiej regule św. Ignacy zachęca, aby dokonując wyboru przedstawić sobie jakiegoś człowieka, którego nigdy nie widzieliśmy, ale pragniemy dla niego wszelakiej doskonałości. Poleca zastanowić się, co bym mu poradził uczynić i co wybrać dla większej chwały Boga, Pana naszego, i dla większej doskonałości jego duszy. Słowem – dla jego szczęścia. A postępując podobnie względem samego siebie zastosować tę sama regułę, którą stosuję do drugiego człowieka. Oczywiste, prawda?

W trzeciej, przedostatniej regule św. Ignacy idzie dalej i zachęca aby zastanowić się, jakbym w obliczu śmierci miał dokonać danego wyboru, to co bym wybrał? Innymi słowy – czy w kontekście śmierci upierałbym się przy wyborze – bo „tak się teraz robi” czy raczej zastanowił nad tym, co będzie dla mnie najlepsze? W obliczu śmierci cóż nas obchodzi zdanie innych …

W ostatniej już regule św. Ignacy zachęca, abym zastanowił się, co w obliczu Sądu Ostatecznego bym pomyślał o wyborze danej rzeczy, o decyzji, nad którymi się teraz zastanawiam. Czy przysłużyłoby mi się to do radości, szczęścia, zbawienia, czy było by li tylko zbytkiem, bądź wręcz przeszkodą ku zbawieniu. (ĆD 184 – 187).

Na koniec św. Ignacy zachęca do tego, aby każdy wybór już dokonany, pilnie ofiarować Bogu, aby go przyjął i potwierdził, jeżeli jest on na większą Jego chwałę.

Zakończę tym, czym zacząłem.

Wolność jest trudna. Trzeba się jej uczyć. Trzeba się uczyć być prawdziwie wolnym. (Jan Paweł II).

Bądźmy wolni, w Panu.

Bartek Szkudlarek

Bartek Szkudlarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Bartek Szkudlarek
Bartek
Szkudlarek
zobacz artykuly tego autora >