Na co wydajesz, takim się stajesz

Finanse to nie są tylko szeleszczące papierki, ale są one bezpośrednio związane ze światem naszych wartości, dążeń, naszego przywiązania i pragnień serca.

Natalia
Niemen
zobacz artykuly tego autora >
Mateusz
Otremba
zobacz artykuly tego autora >

W Starym Testamencie była praktykowana tak zwana dziesięcina, czyli odkładanie 10 % ze wszystkich swoich dochodów. Żydzi odkładali więc 10 % ze wszystkich płodów rolnych i zwierząt hodowlanych. Co dziesiątą narodzną kozę, owcę, zebraną bańkę oliwy lub efę pszenicy, ofiarowano jako znak zależności od Boga. Ofiarowywanie swoich darów Bogu było sprawowane przy okazji wielkich świąt, na które Żydzi udawali się do Jerozolimy trzy razy w roku. W tym czasie nie pracowali lecz świętowali i radowali się, przebywając w świątyni wraz z całą wspólnotą Izraela. Specjalne dary składano również co trzy lata jako ofiarę dla  potrzebujących: wdów i sierot.

Na co wydajesz, takim się stajesz

Istniały więc dwie możliwości: albo Izraelita prowadził swoje bydło i ofiarował je na miejscu Lewitom, czyli odpowiedzialnym za sprawowanie kultu w świątyni, albo jeżeli nie mógł swoich dóbr doprowadzić, to sprzedawał je i na miejsce docierał z gotówką. Rozrachunek był taki: aby móc naprawdę świętować i aby Lewici, którzy nie pracowali na roli, ani nie hodowali bydła mogli zająć się powierzoną im służbą i utrzymać swoje rodziny, musiały być na to powierzone konkretne środki, od pozostałej części wspólnoty Izraela.  

W Nowym Testameńcie wyraźnie widać, że odkładanie dziesięciny to bardzo ważny aspekt życia pierwszego kościoła. Był on też niejako papierkiem lakmusowym, w którym odbijały się ludzkie pragnienia. Podobnie i dzisiaj wielu wiernych kościołow protestanckich praktykuje „dziesięcinę”, jako dar ofiarowany Bogu.

Na co wydajesz, takim się stajesz

“Wdowi grosz” – James Christensen

Nasze traktowanie finansów, jest poniekąd obrazem tego, jak w ogóle żyjemy i po co żyjemy. Dziesięcina – według mądrości Boga – nie jest obowiązkiem, ale przywilejem, bo oddajemy procent ze swoich dochodów do skarbca wspólnoty, Kościoła, parafii, wiedząc, że te pieniądze są potrzebne, byśmy mogli właśnie jako wspólnota istnieć.

Znamy katolików, którzy praktykują dziesięcinę. I jak najbardziej zachęcamy wszystkich wierzących, do tego, by sprawy finansów bardzo poważnie traktować w swoim życiu. Nie da się wielu rzeczy osiągnąć bez pieniędzy. Finanse to jedna z najważniejszych dziedzin, wokół których kręci się nasze życie i nie można jej bagatelizować. Również życie duchowe jest z tym związane.

Słowo Boże mówi, że źródłem wszelkiego zła jest miłość do pieniędzy. I o tym nie można zapomnieć. Dlatego temat finansów ciągle przeplata się w Biblii: z jednej strony jest hojność, dawanie, ofiarność, a z drugiej chciwość i miłość do pieniędzy. To napięcie odczuwa każdy z nas, ale można je rozeznać.

Czy dziesięcina jest sposobem, który uchroni nas przed miłością do pieniędzy?

Chyba nie.  Ale napewno dziesięcina jest dla nas kolejną możliwością, aby wyrazić wdzięczność i pewność, że wszystko co posiadamy jest darem od Boga. Napewno pomaga nam dbać o właściwe podejście do finansów. Nie jest ona przykrym obowiązkiem lecz  bardziej radością, gdyż możemy uczestniczyć realnie w spieraniu tego, co jest nazywane Królestwem Bożym, a wyraża się w życiu i działalności Kościoła.

Czytamy w Biblii że „tam gdzie jest twój skarb, tam będzie serce twoje”. Jak najbardziej zachęcamy wszystkich wierzących do praktykowania dziesięciny i do tego żeby być hojnym. Dziesięcina to nasz przywilej i Mądrość Boża. Dzięki niej możemy uczestniczyć we wspólnocie Kościoła i wspierać ją tym, co mamy. Przecież aby utrzymać tych, którzy służą w kościele na pełny etat, czy utrzymać funkcjonowanie konkretnych służb lub pracy misyjnej potrzebne jest na to konkretne finansowanie.

Na co wydajesz, takim się stajesz

Dziesięcina jest takim papierkiem lakmusowym, w którym odbija się to, co jest dla nas wartością i do czego przywiązujemy swoje serce.

W Kościele protestanckim praktykowane jest to na różne sposoby. My, będąc we wspólnocie Kościoła, jesteśmy współodpowiedzialni za jej stan, również finansowy. Jesteśmy również zaangażowani w wiele inicjatyw kościelnych, czy to przez nasz osobisty wkład i zaangażowanie czasowe, modlitewne, czy też właśnie finansowe. Ale przede wszystkim jesteśmy odpowiedzialni za te działki życia Kościoła, w których jesteśmy zadomowieni, i z których też korzystamy w sposób duchowy. Oprócz wspólnoty parafialnej, mamy jeszcze inne miejsca, które uważamy, za centrum duchowego wsparcia i zasilenia – misje, organizacje, osoby indywidualne.  I to dzielenie się często wykracza poza kwestie dziesięciny.

Na co wydajesz, takim się stajesz

Dziesięcina to przywilej, ale nie traktujmy jej jako temat zamknięty. Dziesięcina jest dla nas punktem wyjściowym do zarządzania finansami. Punktem wyjścia, żeby wspierać tę działkę życia Kościoła, która musi być utrzymana. 

Tak jak życie w rodzinie, to nie tylko przywilej, ale i obowiązki, tak i życie w każdej wspólnocie, w tym wspólnocie Kościoła, nie może polegać tylko na tym, że oczekujemy i bierzemy. To przede wszystkim odpowiedzialność za stan życia tej wspólnoty.

Finanse są również duchową kwestią. To nie są tylko szeleszczące papierki, ale to one są bezpośrednio związane ze światem naszych wartości, dążeń, naszego przywiązania i pragnień. One mają bezpośrednie powiązanie z tymi rzeczami. A odpowiedzialność współuczestniczących w życiu Kościoła za finanse jest zasadnicza.

Mateusz "Mate.O" Otremba i Natalia Niemenzawodowo muzycy, prywatnie małżeństwo

Natalia Niemen

Zobacz inne artykuły tego autora >

Mateusz Otremba

Zobacz inne artykuły tego autora >
Natalia
Niemen
zobacz artykuly tego autora >
Mateusz
Otremba
zobacz artykuly tego autora >

Polityczna moralność

Pismo Święte nie jest traktatem politycznym, nie zawiera też wykładu katolickiej nauki społecznej. Niemniej co do celów takiej polityki dość łatwo zapewne można uzyskać powszechną zgodę. Będą nimi na przykład sprawiedliwość społeczna, ochrona własności prywatnej, budowanie etosu pracy, umacnianie rodziny, walka z aborcją i innymi patologiami społecznymi.

Maciej
Zięba OP
zobacz artykuly tego autora >

Trzeba jednak również zauważyć – czego czasem nie doceniają chrześcijańscy politycy – że oprócz chrześcijańskich treści również forma uprawiania polityki winna być chrześcijańska. Rozumiem przez to przede wszystkim, że powinna to być polityka kompetentna. Odwoływanie się do najwyższych wartości bez podawania konkretnych możliwości ich realizacji jest szkodliwym pustosłowiem. Jeżeli np. przez „sprawiedliwość społeczną” rozumie się „urawniłowkę” to jest to bolszewizm, a nie ewangeliczna sprawiedliwość. Adenauer, Erhard, de Gasperi czy Schuman zawdzięczali swój prestiż nie chrześcijańskiemu werbalizmowi, ale ekonomicznej i politycznej kompetencji kształtowanej przez ich mocną wiarę.

Polityczna moralność

Po wtóre, chrześcijański polityk, właśnie dlatego, że jest wsparty Prawdą Objawioną, winien szanować ludzką wolność i pluralizm opinii. Musi bowiem ominąć pułapkę fundamentalizmu[1].

Po trzecie wreszcie, polityka inspirowana przez wartości ewangeliczne winna być pełna szacunku dla przeciwników politycznych, wielkoduszna wobec pokonanych i przekraczająca partyjne animozje. Powinna więc wyróżniać się konstruowaniem twórczych i realistycznych kompromisów. Nie jest to bynajmniej zadanie łatwe. Od kompromisów bez porównania łatwiejsza jest zacietrzewiona bezkompromisowość. Jak trafnie zauważył kardynał Ratzinger:

"Głos rozsądku nie jest tak donośny jak krzyk nierozumności. Wołanie o to, co wielkie ma pozór czegoś moralnego; ograniczanie się do tego, co możliwe, wydaje się natomiast pragmatyzmem ludzi małodusznych, odwróceniem od namiętnego dążenia do rzeczy wielkich moralnie. W rzeczywistości jednak moralność polityczna polega właśnie na tym, by oprzeć się szermowaniu wielkimi hasłami, przez które zaprzepaszcza się ludzkość i jej szanse. Moralne jest nie awanturnicze moralizowanie, które chce samo czynić to, co należy do Boga, ale rzetelność, uczciwość, która przyjmuje miarę człowieka i zgodnie z nią czyni jego dzieło. W sprawach politycznych nie bezkompromisowość, lecz kompromis jest prawdziwą moralnością[2].

Polityczna moralność

Ta ostatnia uwaga Prefekta Kongregacji Nauki Wiary dodatkowo podkreśla, jak ważne jest maksymalnie wyraźne rozgraniczenie między sferą metapolityki i polityki.

Kościół czasem musi być znakiem sprzeciwu, musi być bezkompromisowy. W świecie przechowywanej jako depozyt Bożej Prawdy, w świecie obrony wartości kompromis może być niemoralny. Natomiast w świecie polityki niemoralny może być brak kompromisu.

Dlatego dobrze jest, gdy Kościół hierarchiczny porusza się wewnątrz sfery metapolitycznej, natomiast politycy chrześcijańscy budują dobro wspólne przez rozważne kompromisy.

Polityczna moralność

Demokracja powstaje z kompromisów, żywi się nimi, buduje się przez nieustanne uzgadnianie wspólnych racji. Z tego też względu jest i krucha, i nader labilna. Potrzebuje więc sprzyjającego środowiska – metapolityki. Potrzebuje też stabilizującego ją ponadpolitycznego autorytetu (stąd np. delikatna, lecz istotna rola monarchów w wielu krajach Europy Zachodniej).

Od stuleci, również dziś, w zdewastowanej ekonomicznie i moralnie Polsce, najważniejszym społecznym autorytetem jest Kościół. Także polskiemu państwu, polskiej demokracji potrzebny jest jego autorytet. Z tego faktu powinni wyciągnąć wnioski także i niekatoliccy politycy.


[1] Por. Gaudium et spes, 17, 75 oraz Centesimus annus, 46.

[2] Józef kard. Ratzinger, Kościół-Ekumenizm-Polityka, Pallottinum, Poznań-Warszawa 1990.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Maciej Zięba OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej
Zięba OP
zobacz artykuly tego autora >