Nasze projekty
fot. jcomp / Freepik

Krzyż. Moja i Twoja nadzieja

Być może zadajesz sobie pytanie, skąd we wrześniowym kalendarzu ni stąd, ni zowąd pojawia się święto o Krzyżu? Czyż nie od tego jest Wielki Post? Wielki Piątek?

Reklama

Geneza wrześniowego krzyża jest dość prosta i sięga początków chrześcijaństwa, kiedy to w IV wieku Helena, matka cesarza Konstantyna, miała odnaleźć krzyż, na którym skonał Jezus. Jej syn, dowiedziawszy się o tym, kazał wybudować na górze Kalwarii dwie potężne bazyliki i ów dzień „otwarcia” tych bazylik zaczęto świętować w Kościele. Najpierw lokalnie, potem święto Krzyża przyjęło się w całym Kościele Powszechnym.

Jako ciekawostkę historyczną dodam, że kiedyś świętowano to wydarzenie podwójnie: z początkiem maja – odnalezienie Krzyża, a we wrześniu – podwyższenie. Zostawmy jednak na boku ciekawe fakty historyczne i skonfrontujmy się osobiście z krzyżem.

Pytania o krzyż

Zachęcam do zadania sobie dziś paru pytań:

Reklama
Reklama

Jakie uczucia rodzą się w Tobie kiedy spoglądasz na krzyż? Współczujesz Jezusowi, że musiał tyle cierpieć? Odczuwasz radość, że na krzyżu Chrystus zwyciężył? A może krzyż jest dla Ciebie czymś niezrozumiałym i zadajesz sobie pytanie, czemu to musiało się tak skończyć? Nie można było odkupić świata inaczej?

Znajdź kilka chwil i popatrz w samotności na krzyż: w Twoim pokoju, na Twoich piersiach a może na ten przydrożny lub cmentarny. Popytaj dzisiaj siebie o krzyż.

Zanim to zrobisz, pozwól, że jako pierwszy podzielę się z Tobą, jak – jako kapłan – przeżywam krzyż w moim życiu. Może tych kilka moich osobistych przeżyć pomoże Ci w Twoim spotkaniu z krzyżem.

Reklama
Reklama

Przyjaźń z krzyżem

Kilkanaście lat temu zdarzyło się jedno z najmocniejszych przeżyć w moim życiu. To był prosty gest położenia głowy, oparcia czoła na krzyżu Taize w czasie czuwania modlitewnego, a zaowocował „przewrotem kopernikańskim”. Tej nocy Pan Jezus dał mi doświadczenie Swojej obecności, które zmieniło kierunek mojego życia i wiary.

Zacząłem się z krzyżem zaprzyjaźniać. Nie tyle z symbolem, co z rzeczywistością krzyża – między innymi odmawiając nabożeństwa pasyjne. Jednak zewnętrzny symbol krzyża również stawał się mi drogi. Już jako nastolatek, a potem przez pierwsze lata kleryckie, nosiłem na szyi prosty krzyżyk drewniany. Taki, który mają przy swoich różańcach starsze panie, a który można było kupić za 50 groszy. I przez lata krzyż stawał się powoli moją tarczą, moją obrączką. W końcu, jak mówi jedna z pieśni Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej (w polskim współczesnym Kościele chyba nikt głębiej i piękniej nie komponuje pieśni o krzyżu, mają ich dziesiątki, zachęcam do poznania i modlitwy nimi) „na krzyżu poślubił mnie Pan”.

Moja jedyna nadzieja

W ciągu minionych lat nosiłem różne krzyże na piersi. Ale ten najważniejszy otrzymałem od biskupa w dniu święceń kapłańskich jako misjonarz. To krzyż misyjny, który ma mnie prowadzić w drodze głoszenia Ewangelii, abym pamiętał, że jako kapłan głoszę Chrystusa Ukrzyżowanego będącego mocą i mądrością Bożą. Krzyż, wręczony mi na koniec ceremonii święceń, miał i ma być moją jedyną nadzieją.

Reklama

Mozolnie ucząc się przez lata Tajemnicy Krzyża, zrozumiałem, że to nie wiedza teologiczna, nie talent do nauki języków obcych, nie zdolność używania współczesnych mediów czy moje wygadanie – ale tylko moc Krzyża Chrystusa, może zmieniać serca ludzkie, do których posyła mnie Pan Bóg, bo na początku musi zmienić mnie samego. Jego mocy musi być poddana moja słabość i grzech, z którym konfrontuje się każdego dnia.

Tylko w tej mocy, doświadczonej osobiście, moje posługiwanie ma sens. Dlatego później na moim obrazku prymicyjnym pojawił się starożytny chrześcijański krzyż celtycki i napis „O crux ave spes unica!”, to znaczy: „Witaj krzyżu nadziejo jedyna”. Są to pierwsze słowa starożytnego hymnu na Wielki Czwartek.

Uczę się krzyża

Ciągle uczę się krzyża. Chcę go często widzieć, chcę aby był w centralnym miejscu ołtarza, kiedy sprawuję Eucharystię, chcę go nosić publicznie na piersi jako wystawiony do adoracji. Czasem dostrzegam spojrzenia ludzi na krzyż na moich piersiach: niektórzy zatrzymują się na dłużej, inni szybko odwracają wzrok. Jednak na ten znak nie można być obojętnym.

Moc pobłogosławionego symbolu zwycięstwa sprawia, że nie jest to tylko kawałek blaszki, jak każdy inny wisiorek.

Jaka jest Twoja odpowiedź na krzyż Chrystusa?

Niech ten dzień będzie dla Ciebie szansą, aby na nowo dotknąć Jego tajemnicy, a w niej mocy życia, które tryska z Chrystusowej śmierci, bo moc krzyża przemienia. Zmienia perspektywę, choć nie można go w pełni objąć umysłem ani sercem. Można jednak, jak bł. Jan Paweł II, krótko przed śmiercią, przytulić się do krzyża, objąć go ramionami i ukochać sercem Ukrzyżowanego Jezusa.

Krzyżu Chrystusa, bądźże pochwalony,
na wieczne czasy bądźże pozdrowiony.
Z ciebie moc płynie i męstwo,
W Tobie jest nasze zwycięstwo.


Ojciec Bartłomiej Parys SVD – misjonarz werbista, Irlandia

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę