Moja i Twoja nadzieja

Być może zadajesz sobie pytanie, skąd we wrześniowym kalendarzu ni stąd, ni zowąd pojawia się święto o Krzyżu? Czyż nie od tego jest Wielki Post? Wielki Piątek?

Bartłomiej Parys SVD
Bartłomiej
Parys SVD
zobacz artykuly tego autora >

Geneza wrześniowego krzyża jest dość prosta i sięga początków chrześcijaństwa, kiedy to w IV wieku Helena, matka cesarza Konstantyna, miała odnaleźć krzyż, na którym skonał Jezus. Jej syn, dowiedziawszy się o tym, kazał wybudować na górze Kalwarii dwie potężne bazyliki i ów dzień „otwarcia” tych bazylik zaczęto świętować w Kościele. Najpierw lokalnie, potem święto Krzyża przyjęło się w całym Kościele Powszechnym. Jako ciekawostkę historyczną dodam, że kiedyś świętowano to wydarzenie podwójnie: z początkiem maja – odnalezienie Krzyża, a we wrześniu – podwyższenie. Zostawmy jednak na boku ciekawe fakty historyczne i skonfronujmy się osobiście z krzyżem.

Moja i Twoja nadzieja

Zachęcam do zadania sobie dziś paru pytań:

Jakie uczucia rodzą się w Tobie kiedy spoglądasz na krzyż? Współczujesz Jezusowi, że musiał tyle cierpieć? Odczuwasz radość, że na krzyżu Chrystus zwyciężył? A może krzyż jest dla Ciebie czymś niezrozumiałym i zadajesz sobie pytanie, czemu to musiało się tak skończyć? Nie można było odkupić świata inaczej?

Znajdź kilka chwil i popatrz w samotności na krzyż: w Twoim pokoju, na Twoich piersiach a może na ten przydrożny lub cmentarny. Popytaj dzisiaj siebie o krzyż.

A zanim to zrobisz, pozwól, że jako pierwszy podzielę się z Tobą, jak – jako kapłan – przeżywam krzyż w moim życiu. Może tych kilka moich osobistych przeżyć pomoże Ci w Twoim spotkaniu z krzyżem.

Moja i Twoja nadzieja

Kilkanaście lat temu zdarzyło się jedno z najmocniejszych przeżyć w moim życiu. To był prosty gest położenia głowy, oparcia czoła na krzyżu Taize w czasie czuwania modlitewnego, a zaowocował „przewrotem kopernikańskim”. Tej nocy Pan Jezus dał mi doświadczenie Swojej obecności, które zmieniło kierunek mojego życia i wiary. Zacząłem się z krzyżem zaprzyjaźniać. Nie tyle z symbolem, co z rzeczywistością krzyża – między innymi odmawiając nabożeństwa pasyjne. Jednak zewnętrzny symbol krzyża również stawał się mi drogi. Już jako nastolatek, a potem przez pierwsze lata kleryckie, nosiłem na szyi prosty krzyżyk drewniany. Taki, który mają przy swoich różańcach starsze panie, a który można było kupić za 50 groszy. I przez lata krzyż stawał się powoli moją tarczą, moją obrączką. W końcu, jak mówi jedna z pieśni Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej (w polskim współczesnym Kościele chyba nikt głębiej i piękniej nie komponuje pieśni o krzyżu, mają ich dziesiątki, zachęcam do poznania i modlitwy nimi) „na krzyżu poślubił mnie Pan”.

W ciągu minionych lat nosiłem różne krzyże na piersi. Ale ten najważniejszy otrzymałem od biskupa w dniu święceń kapłańskich jako misjonarz. To krzyż misyjny, który ma mnie prowadzić w drodze głoszenia Ewangelii, abym pamiętał, że jako kapłan głoszę Chrystusa Ukrzyżowanego będącego mocą i mądrością Bożą. Krzyż, wręczony mi na koniec ceremonii święceń, miał i ma być moją jedyną nadzieją. I mozolnie ucząc się przez lata Tajemnicy Krzyża, zrozumiałem, że to nie wiedza teologiczna, nie talent do nauki języków obcych, nie zdolność używania współczesnych mediów czy moje wygadanie – ale tylko moc Krzyża Chrystusa, może zmieniać serca ludzkie, do których posyła mnie Pan Bóg, bo na początku musi zmienić mnie samego. Jego mocy musi być poddana moja słabość i grzech, z którym konfrontuje się każdego dnia. Tylko w tej mocy, doświadczonej osobiście, moje posługiwanie ma sens. Dlatego później na moim obrazku prymicyjnym pojawił się starożytny chrześcijański krzyż celtycki i napis „O crux ave spes unica!”, to znaczy: „Witaj krzyżu nadziejo jedyna”. Są to pierwsze słowa starożytnego hymnu na Wielki Czwartek.

Ciągle uczę się krzyża. Chcę go często widzieć, chcę aby był w centralnym miejscu ołtarza, kiedy sprawuję Eucharystię, chcę go nosić publicznie na piersi jako wystawiony do adoracji. Czasem dostrzegam spojrzenia ludzi na krzyż na moich piersiach: niektórzy zatrzymują się na dłużej, inni szybko odwracają wzrok. Jednak na ten znak nie można być obojętnym.

Moja i Twoja nadzieja

Moc pobłogosławionego symbolu zwycięstwa sprawia, że nie jest to tylko kawałek blaszki, jak każdy inny wisiorek.

To tyle! Parę pozbieranych myśli i uczuć o krzyżu z mojej misyjnej perspektywy. A jaka jest Twoja odpowiedź na krzyż Chrystusa?

Niech dzisiejszy dzień będzie dla Ciebie szansą, aby na nowo dotknąć Jego tajemnicy, a w niej mocy życia, które tryska z Chrystusowej śmierci, bo moc krzyża przemienia. Zmienia perspektywę, choć nie można go w pełni objąć umysłem ani sercem. Można jednak, jak bł. Jan Paweł II, krótko przed śmiercią, przytulić się do krzyża, objąć go ramionami i ukochać sercem Ukrzyżowanego Jezusa.

Krzyżu Chrystusa, bądźże pochwalony,

na wieczne czasy bądźże pozdrowiony.

Z ciebie moc płynie i męstwo,

W Tobie jest nasze zwycięstwo.

Ojciec Bartłomiej Parys SVD – misjonarz werbista, Irlandia, www.barteksvd.net.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Bartłomiej Parys SVD

Bartłomiej Parys SVD

Zobacz inne artykuły tego autora >
Bartłomiej Parys SVD
Bartłomiej
Parys SVD
zobacz artykuly tego autora >
WIARA

Bp Ryś: taki Kościół jest najgłupszy

Niezwykła konferencja bp Grzegorza Rysia, pozwalająca w nowy sposób spojrzeć na świętość. Świętość to nie JA i MOJE IDEAŁY. Świętość to JA i DRUGA OSOBA! "Nie ma nic gorszego i głupszego niż Kościół skoncentrowany na sobie"

Bp Grzegorz Ryś
Bp Grzegorz
Ryś
zobacz artykuly tego autora >

Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Bp Grzegorz Ryś

Bp Grzegorz Ryś

Zobacz inne artykuły tego autora >
Bp Grzegorz Ryś
Bp Grzegorz
Ryś
zobacz artykuly tego autora >