Chwalmy Pana na potęgę!

Nie chwalimy Boga za to, że coś dla nas zrobił, tylko dlatego, że Jest. Dlatego, że my jesteśmy!

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Pewnie gdybyśmy przeczytali całego facebooka, okazałoby się, że większość prywatnych postów można zakwalifikować jako chwalipięctwo.

Lubimy się chwalić. Chwalimy się sukcesami w pracy, uzyskanymi tytułami, osiągnięciami naszych dzieci, interesującymi wyjazdami, nową opalenizną, pięknym domem, finezyjną potrawą, zadbanymi kwiatkami. Itd., itd. Większość naszych postów ma na celu ustawić nas w dobrym świetle. Choć od dzieciństwa mieliśmy tłumaczone, że nieładnie jest się tak chwalić. Ciężko nie ulec.

Lubimy też być chwaleni. Każdy człowiek gdy zrobi coś, z czego jest dumny, chciałby zostać pochwalony. Chciałby uzyskać potwierdzenie, że ktoś inny też uważa, że świetnie mu poszło. To nas motywuje, sprawia, że następnym razem chcemy zrobić coś jeszcze lepiej.

A z chwaleniem Pana Boga mamy jakiś problem. Papież Franciszek zapytał kiedyś:

Jesteś w stanie krzyczeć, kiedy twoja drużyna zdobędzie gola, a nie jesteś w stanie wyśpiewywać chwały Panu?  

No i trochę nas zawstydził, bo jak często pozostajemy posępni, gdy powinna rozpierać nas radość i wdzięczność Panu Bogu?

Jak często w ciągu dnia chwalimy Go i dziękujemy Mu za to, że nas tak cudownie stworzył?

Szczerze potrafimy się cieszyć, gdy widzimy piękny obraz, niespotykaną budowlę, górski szczyt, morskie fale, lot ptaka. Gdy nasza drużyna wygrywa mecz, gdy wychodzimy z fajnego koncertu lub dobrego filmu. Kiedy po prostu jest piękna pogoda lub gdy wyjątkowo udał nam się dzień. Jest wiele powodów do radości.

Chwalmy Pana na potęgę!

Radość jest fantastyczna! Zwłaszcza, gdy mamy z kim się nią dzielić. Jest w nas wielka potrzeba manifestacji tej radości. Chcemy śpiewać, tańczyć, śmiać się, skakać. Dokładnie tak jak Dawid, i dokładnie tak jak On, możemy zostać odebrani za niepoważnych (7 biblijnych sposobów na uwielbienie).

Każdy swoją radość stworzenia przeżywa inaczej, ale w każdym przypadku, jeśli ta radość, modlitwa i chęć dzielenia się z innymi jest szczera, to jesteśmy bliżej Nieba (Uwielbienie. Oby Cię nie przerosło). Człowiek, który potrafi cieszyć się życiem i wszystkim, co go spotyka, to człowiek, który chwali Pana, bo przecież to wszystko przez Niego…

Uwielbienie Boga jest więc modlitwą dla wszystkich! Bezinteresowną! (Uwielbienie to nie teatr) Nie chwalimy Go za to, że coś dla nas zrobił, tylko dlatego, że jest. Dlatego, że my jesteśmy!

Przedstawiamy w tym wydaniu różne sposoby na uwielbienie Boga i te opisane szczegółowo w Biblii i te przeżywane współcześnie, tu i teraz. Podajemy zestawy piosenek: pop, metal, reggae, hip-hopi tych bardziej tradycyjnych, które pomagają radować się i chwalić naszego Stwórcę.

Chwalmy zatem na potęgę każdą rzecz, każdy dzień który stworzył. Wychwalajmy na prawo i lewo wszystko, co poszło dobrze nam, naszym bliskim i innym znajomym. Zachowajmy empatię i równowagę w chwaleniu siebie i drugich. Cieszmy się z tego co wszyscy mamy, pamiętając skąd to dobro pochodzi.

Czy to jest facebookowe chwalipięctwo? Nie. Bo wiemy, że to wszystko otrzymaliśmy w darze od Boga. Czyniąc tak, nie podkreślamy własnej wielkości, lecz wskazujemy na Tego, który to zapoczątkował. Zamieńmy w naszym życiu Chwalę siebie, Panie na Chwalę Ciebie, Panie. I natychmiast wszystko będzie na swoim miejscu.

Zapraszam do wyjątkowo rozśpiewanego numeru!

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich korporacjach jak Comarch czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach rodzinnych. Pochodzi z Koziebród - miejscowości, w której znajduje się przepiękne sanktuarium Maryjne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Uwielbienie. Oby cię tylko nie przerosło!

Mocny człowiek wie, że gdy modlitwa nie skutkuje na serce, na teściową, na totolotka, to i tak umacnia się w Bogu

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >
Leon Knabit OSB
Leon
Knabit OSB
zobacz artykuly tego autora >

Z ojcem Leonem Knabitem OSB o tym, jak się nie wykoleić w Kościele i jak się modlić, żeby nie przerosła nas forma, rozmawia Judyta Syrek


Ojciec przeżywał już kiedyś w Kościele czasy intensywnej odnowy charyzmatycznej. Teraz znowu mamy ożywienie. Tłumy ciągną na wieczory uwielbieniowe. Co Ojciec myśli o takiej formie modlitwy?

Przede wszystkim myślę, że taka forma modlitwy jest dla ludzi zdrowych psychicznie. Dlatego, że u osób słabych, wyzwalanie emocji może narobić więcej zamieszania niż pożytku. Przed laty rozmawiałem z panią prof. Zenomeną Płużek, psychologiem, pytałem ją o zjawisko Odnowy. Powiedziała, że niekontrolowane pseudo-charyzmatyczne ruchy, przysporzyły jej pacjentów do kliniki psychiatrycznej w Kobierzynie.

Podobnie jest w klasztorze, gdzie jest wyższy poziom życia modlitewnego. Jeżeli przyjdzie tu człowiek normalny psychicznie, to przynosząc ze sobą nawet mnóstwo problemów, powoli zacznie wszystko w sobie układać i wzrasta duchowo. Ale, jeśli przyjdzie ktoś słabszy psychicznie, to w życiu zakonnym się prędzej wykolei niż w świeckim. Ograniczenia jakie mamy, wymagania jakie stawia reguła, chęć sprostania różnym obowiązkom – to wszystko słabej osobie nie wychodzi i wtedy może nawet wystąpić z zakonu, odejść z Kościoła.

Mocny człowiek wie, że gdy modlitwa nie skutkuje na serce, na teściową, na totolotka, to i tak umacnia się w Bogu. Nie traci z Nim kontaktu. Rozumie, że być może w tej chwili ta rzecz nie jest w jego zasięgu, nie jest dla niego. Natomiast słabsze osoby mają żal do Pana Boga, że ich nie wysłuchuje. Potem przychodzi depresja: „Prosiłem, prosiłem, a Ty mnie nie wysłuchałeś”. Takie sytuacje kończą się nawet odejściem od Kościoła. Dlatego trzeba rozwijać życie wewnętrzne według swoich możliwości. Wiadomo, że rowerzysta nie będzie się ścigał z Robertem Kubicą w Formule1. On się musi ścigać z innymi rowerzystami. W życiu modlitewnym jest podobnie.

Uwielbienie. Oby cię tylko nie przerosło!

Jak najbardziej jestem za prawdziwym ruchem charyzmatycznym w Kościele, bo to jest coś, co istnieje w chrześcijaństwie od początku, ale osoby, które tymi ruchami kierują i prowadzą modlitwy uwielbieniowe, muszą wiedzieć, jak to robić, żeby nie szkodzić. Bo nawet w najlepszych inicjatywach Szatan potrafi namieszać. To, co silnego człowieka prowadzi do mistycyzmu, słabego może zupełnie pozbawić kontaktu z Bogiem. Jest taki ciekawy dialog w książce „Wspomnienia wiejskiego proboszcza”. Szatan mówi do księdza: „Pamiętaj, ty się będziesz próbował wspinać do Pana Boga i być już blisko, a ja wciąż będę z Tobą”. Ktoś powie, że Jezus jest zawsze z nami. Oczywiście. Ale drogi do Boga pilnuje Anioł Stróż i Diabeł Stróż, który stara się byśmy jednak nie byli za blisko.

Czyli do uwielbienia trzeba dojrzeć?

Tak, trzeba dojrzeć. Klasyczna definicja modlitwy mówi, że jest ona prośbą do Pana Boga o rzeczy godziwe. Ta formuła została rozbudowana, do modlitwy, która jest rozumiana jako akt uwielbienia. Ale żeby w modlitwie wejść na „głęboką wodę” – a uwielbienie to jest głęboka woda – trzeba spojrzeć na „termometr”, który nam pokaże czy temperatura nie jest przypadkiem za wysoka.

Człowiek powinien wciąż trwać w stanie modlitwy, oddycha modlitwą. Czasem oczywiście trzeba jej więcej, czasem trzeba więcej prosić. Ktoś na moim blogu napisał, że chrześcijaństwo doprowadza do bezpośredniej relacji z Bogiem. I o to właśnie chodzi, o bliskość z Panem, która nie jest utrwalona raz na zawsze. Ta relacja jest różna. Jednej chłop miał wielką łąkę. Przyszła powódź i wszystko zalała. „Panie Boże, jedz sobie teraz tę trawę sam, bo moje bydło nie będzie tego jadło” – powiedział wkurzony. To jest przykład na pograniczu bluźnierstwa, ale ten człowiek traktował Pana Boga na serio.

Skąd takie tłumy na wieczorach uwielbieniowych? Na codziennej mszy w kościele jest garstka ludzi.

Na pewno w człowieku jest tendencja do wielbienia Pana Boga. Może sobie czasem nie zdajemy sprawy z tego, ale potrzebujemy takiej formy modlitwy. Poza tym myślę, że udział w uwielbieniowych spotkaniach często kryje w sobie również chęć posiadania idola. W zależności od bodźców, człowiek idzie z tłumem i krzyczy na przykład nazwisko polityka, albo woła: „Jezus, Jezus, Jezus”. Takie zachowanie jest wpisane w naszą naturę. Człowiek chce się wypowiedzieć hałaśliwie i radośnie w zjednoczeniu z innymi. Wracając jednak do uwielbienia, warto też zauważyć, że jeżeli na takim wieczorze jest tylko uwielbienie, nikt z wielbiących nie ma pretensji do Pana Boga. Jeżeli natomiast, spotkaniom towarzyszy dodatkowo modlitwa o uzdrowienie, to już niektórzy wychodzą zawiedzeni.

Uwielbienie. Oby cię tylko nie przerosło!

A czy w takim naszym codziennym życiu modlitewnym powinniśmy dbać o to, by był taki czas na wielbienie Pana Boga?

Na pewno. Tylko, że to jest tak, jak mówi św. Paweł, pewne rzeczy człowiek ma wrodzone, a pewne trzeba przypomnieć albo się ich nauczyć. W modlitwie musimy się ukształtować, podobnie jak w innych czynnościach. Od dziecka się kształtujemy. Mama karmi nas, uczy jeść. Potem uczymy się ubierać, a jak przyjdzie lato, to nawet rozbierać. Kiedyś dziewczyny zastanawiały się więcej nad tym, co ubrać, teraz, jak się rozebrać, żeby to się jeszcze nazywało ubraniem. Ale to taka dygresja.

Są różne formy modlitwy, różne sposoby uwielbienia. W czasie uwielbienia mogą się dziać cuda i tu trzeba uważać, bo Szatan też potrafi działać cuda, by wprowadzić ludzi w błąd. W świecie jest wiele alternatywnych wydarzeń, uciech. I musimy stale wybierać. Święty Benedykt, nasz założyciel, miał kolegów, koleżanki, bogate życie, w końcu wybrał ucieczkę na pustkowie, żeby się modlić.

Ktoś kiedyś powiedział: lepiej wielbić, niż prosić. Zgodzi się Ojciec z tym?

W modlitwie trzeba iść za natchnieniem. Czasem bywa tak, że muszę powiedzieć: „Panie Boże, nie umiem rozwiązać problemu”. Konkretnie nazywam sprawę. Ale czasem wydaje się komuś, że nie powinien prosić. I to nieproszenie okazuje się być wyrazem zwątpienia. Jeżeli w modlitwie prośby, myślę sobie że „chyba jednak nie…”, to znaczy, że nie mam zaufania. Dziecko nie mówi do matki: „Daj mi to ciastko, o ile wiesz, że mi nie zaszkodzi”. Nie. Dziecko mówi: „Daj mi ciastko, albo daj mi coś innego, też dobrego”. Podobnie jest z Panem Bogiem. Trzeba mówić bezpośrednio. Jeżeli Pan Bóg uważa, że to nie jest dla mnie, da mi coś innego. Bóg widzi moje teraz i moją przyszłość, ale nie narusza w tym wszystkim mojej wolnej woli. Można oczywiście uprawiać taką futurologię i zastanawiać się: „Co by było gdyby teraz przyszła burza i piorun walnął w ten cały interes?…. Co by było, gdyby tam ktoś na dole się powiesił? Co by to było, gdyby ciebie samochód przejechał w drodze do Tyńca? Co by było, gdybym ja złamał nogę?”. Taka jest ludzka mentalność. Ale w tej mentalności los sprawił, że człowiek się nie powiesił, piorun nie strzelił, ty dojechałaś, mnie się nic nie stało. Pan Bóg wszystkie możliwości widzi i nie niweluje w tym obrazie naszej wolnej woli. Wiele rzeczy może się zdarzyć, bo nie jesteśmy zaprogramowani jak komputer. Oczywiście, mamy w sobie program. Naszym programem jest zbawienie. Zbawić się – to nasz cel.

Uwielbienie. Oby cię tylko nie przerosło!

Jakie powinny być proporcje w codziennej modlitwie?

Ja próbuję sobie czasem układać różne formy modlitwy tak, jak się leki wkłada do pudełka. Rano niebieskie, w południe białe, itd. Ale nie trzeba się zamykać w schemacie. Mogę uwielbiać Boga w różnych sytuacjach, tylko muszę wiedzieć za co. Jeżeli wsadziłem nogę do dziury i się nie połamałem, jestem zdrowy, to konkretnie dziękuję. Nie tak dawno wychodziłem ze sklepu w Krakowie przy Grzegórzeckiej, nie zauważyłem, że mam przed sobą krawężnik, który oddziela jezdnię od torowiska, i poleciałem „na mordę”. Dosłownie”. Nos miałem cały. Zęby też. Ale za to poharatałem sobie przestrzeń między nosem a górną wargą. Dwóch młodzieńców pomogło mi się pozbierać. Oni przerażeni, a ja się śmieję: Bogu dzięki, nic nie jechało. Poszedłem do pobliskiego szpitala. Rzeczywiście, nic się złego nie stało. Miałem za co dziękować! Natomiast, kiedy umiera matka lub dziecko, trudno dziękować. Trudno wielbić Boga. Trzeba wtedy pytać: „Panie Boże, co się dzieje? O co chodzi?”. I prosić: „Boże pociesz mnie, podtrzymaj na duchu”.

Czyli nie proporcje a sytuacja?

Sytuacja pomaga, żeby proporcje były elastyczne. Długo się uczymy modlitwy. Jak mówi św. Benedykt, dopiero w po pewnym czasie serce się rozszerzy i człowiek będzie biegł drogą przykazań bożych, w swobodzie ducha. Jeżeli Pan Bóg jest blisko, to zawsze czujemy swobodę. W modlitwie nie można pomijać tego, co dzieje się w naszym życiu. Jeżeli się poprztykamy, musimy przeprosić. Jeżeli na czymś nam konkretnie zależy, prosić.

Judyta Syrek

Judyta Syrek

PR Manager i z-ca dyrektora portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Ma głowę pełną pomysłów i... anegdotek z zakonnikami w tle. Niekiedy mamy wrażenie, że za jej plecami widać cień śp. o. Joachima Badeniego OP, który nawet po śmierci wspiera ją w zmaganiach zawodowych i prywatnych.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Leon Knabit OSB

Leon Knabit OSB

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >
Leon Knabit OSB
Leon
Knabit OSB
zobacz artykuly tego autora >