Brazylia – kraj kontrastów

W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat Kościół spotkał się z dwoma skrajnymi biegunami rozmów o biednych: teologią wyzwolenia i teologią dobrobytu. Ale, jak historia uczy, zawsze wygrywa złoty środek.

Artur Karbowy SAC
Artur
Karbowy SAC
zobacz artykuly tego autora >

Biednych zawsze będziecie mieć wśród was.

Te słowa Jezusa zawsze przychodzą mi na myśl, kiedy zaczyna się rozmowa na temat biedy i możliwości pomocy bliźniemu. Kilka lat mieszkałem i pracowałem w Brazylii jako kapłan. Tam społeczeństwo, a wraz z nim Kościół, podchodzą bardzo konkretnie do walki z biedą.

Podczas reformy po Soborze Watykańskim II ruch teologii wyzwolenia zdobył ogromną popularność w Ameryce Łacińskiej. Próbowano sprowadzić działalność Kościoła do pomocy społecznej, politycznej na rzecz najbiedniejszych z pominięciem Nauki Społecznej Kościoła i Jego roli w zbawieniu ludzi.

Sytuacja ta prowadziła do negacji sakramentów, liturgii, katechezy i sprowadzała funkcjonowanie Kościoła, do  funkcjonowania jako organizacji charytatywnej i bojownika w walce z systemem uciskającym biednych.

Brazylia – kraj kontrastów

Odpowiedzią na teologię wyzwolenia od strony Kościoła była opcja na rzecz biednych wypracowana na podstawie Katolickiej Nauki Społecznej podczas Konferencji Episkopatu Ameryki Łacińskiej i Karaibów (CELAM) w Puebla i Medellin.

W ostatnich latach nowo powstałe kościoły ewangelickie wypracowały tzw. teologię dobrobytu, zgodnie, z którą Bóg pragnie pobłogosławić swoich wyznawców i dobrobyt jest odzwierciedleniem przykładnego życia chrześcijańskiego.

Teologia dobrobytu jest odzwierciedleniem starotestamentalnego spojrzenia na życie człowieka, zgodnie z którym bogactwa, szczęście, dobrobyt jest nagrodą za życie zgodne z wolą bożą i za ten dobrobyt trzeba Bogu podziękować płacąc dziesięcinę. W praktyce prowadzi to do tego, że biedni Latynosi są zapraszani do przyjęcia Jezusa, jako Zbawiciela w jednym z licznych kościołów ewangelicznych i jako przykład całkowitego zaufania Bogu, oddają dla Kościoła część tego, co posiadają. W zamian Bóg ma im błogosławić, jeśli tego błogosławieństwa nie widać, to wtedy ogłaszają, że nie zaufali Bogu wystarczająco i to co przekazali dla kościoła, jest niewystarczające aby pozyskać upragniona łaskę.

Znam przypadki, kiedy po jakimś czasie praktyk życia zgodnie z teologią dobrobytu, zrujnowani, biedni ludzie zaczynają szukać pomocy u księdza, bo stracili wszystko. Przekazali samochód, dom dla biednych i kiedy już pozbyli się wszystkiego, zostali wykluczeni ze wspólnoty konkretnego kościoła ewangelickiego.

Brazylia jest krajem niesamowitych kontrastów. Kontrasty te widać również w życiu społecznym.

1% mieszkańców Brazylii to milionerzy – biorąc pod uwagę, że kraj ten ma około 200 milionów mieszkańców – to zamieszkuje go około 2 milionów milionerów.

Największe brazylijskie miasto São Paulo ma największą na świecie flotę prywatnych helikopterów. Obok skrajnego bogactwa żyje w biedzie przeważająca większość społeczeństwa. Favele – osiedla nędzy – wyrastają obok zamkniętych luksusowych osiedli. Powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że jedni potrzebują drugich.

Biedni potrzebują bogatych, aby móc u nich wykonywać za skromną opłatę przeróżne prace, a bogaci potrzebują biednych, aby oni wykonywali różnorodne prace a sami mogli oddawać się dobrze płatnej pracy i życiu towarzyskiemu.

W takiej rzeczywistości istnieje Kościół w Brazylii. Kościół, który głosi opcję na rzecz biednych, ale jest Kościołem dla wszystkich. Jest Kościołem, w którym każdy powinien czuć, że Bóg jest miłującym Ojcem, u którego zawsze można szukać oparcia i który pragnie zbawienia każdego człowieka.

Brazylia – kraj kontrastów

Każda parafia w Brazylii prowadzi działalność charytatywną dzięki ofiarności swoich wiernych. Działalność ta ma różny wymiar. Najpopularniejsza jest bezpośrednia pomoc biednym poprzez dystrybucję paczek żywnościowych.

Jedna z niedziel miesiąca jest ogłaszana tzw. Domingo da quilo czyli Niedzielą kilograma. Księża proszą wiernych, aby zamiast tradycyjnej ofiary na tacę, przynieśli symboliczny kilogram żywności, który później będzie ofiarowany przez grupę charytatywną dla biednych z parafii. W tym dniu wiele osób przynosi cukier, olej, makaron, ryż, fasole, konserwy, kawę, mleko. Naprawdę wielu Brazylijczyków dzięki temu nie cierpi głodu.

Nie tylko bogaci pomagają biednym, również wielu biednych przynosi kilogram żywności mówiąc, że w swojej biedzie ofiarują to, co mają, aby dzielić się z innymi.

Pomoc biednym to nie tylko pomoc finansowa i żywnościowa. Wielu biednych ofiaruje swoją pracę. Wielu bogatych ofiaruje swój czas, wiedzę, umiejętności dla biednych.

Brazylia – kraj kontrastów

Lekarze, adwokaci, nauczyciele ofiarują na przykład godzinę darmowej pracy dla biednych. Dzięki temu przy parafiach działają szkółki, w których profesorowie uniwersyteccy za darmo udzielają uczniom korepetycji i pomagają przygotować się do wstępnych egzaminów na wyższe uczelnie.

Gabinety stomatologiczne leczą za darmo. Pamiętam przypadki, kiedy niektóre laboratoria medyczne dzwoniły na parafię, sprawdzając czy to możliwe, że znany specjalista wystawił skierowanie na konkretne badanie dla bardzo biednej osoby.

Biednych zawsze będziemy mięć miedzy nami. Ważne jest to, jak ich zaczniemy traktować.

Spojrzeć na bliźniego z godnością Dziecka Bożego to najważniejsze zadanie dla każdego chrześcijanina. Opcja na rzecz biednych w latynoskim Kościele nie polega na tym, żeby pytać się czy jestem wystarczająco biedny, ale w jaki sposób ja mogę pomóc bliźniemu.

Artur Karbowy SAC

Artur Karbowy SAC

Zobacz inne artykuły tego autora >
Artur Karbowy SAC
Artur
Karbowy SAC
zobacz artykuly tego autora >

Przepis na sukces

Kiedyś zastanawiałem się kogo jest więcej: ludzi, którzy nie lubią się modlić, czy tych, którzy nie lubią pracować. Dzisiaj sądzę, że proporcje są dość wyrównane.

Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Jednak w życiu jednych i drugich brakuje pewnego elementu, który sprawia, że całość jest niekompletna.

Módl się i pracuj

Na próżno szukać tego zdania w Regule św. Benedykta, choć zazwyczaj właśnie z benedyktynami i tym świętym jest ono kojarzone. To hasło tak się spopularyzowało, że jest już odbierane jako banał, slogan niż coś, co wyraża oryginalną opinię. A jednak! Ta maksyma, jak sądzę, jest nie tyle radą, co raczej lapidarnym sformułowaniem poglądu na to, jaki człowiek jest naprawdę.

Logika, która rządzi benedyktyńską  Regułą, jest równie prosta, co żelazna: nie da się żyć ani bez modlitwy, ani bez pracy. Próbować można, ale eksperyment taki zakończy się fiaskiem.

Przepis na sukces

Jednym z największych odkryć Benedykta jest konsekwentne ukazywanie codzienności, w której to, co najświętsze, przenika się bez zgrozy i spokojnie z tym, co najbardziej powszednie. Święty Benedykt pisze na przykład, że szafarz (czyli klasztorny ekonom) powinien troszczyć się o mienie klasztoru. Określając jednak jego stosunek do przedmiotów, które są własnością wspólnoty, stwierdza:

Wszelkie przedmioty i w ogóle wszystko, co stanowi własność klasztoru, powinien szafarz traktować tak, jak gdyby to były naczynia święte z ołtarza. (Reguła, rozdz. 31, w. 10)

To zdanie jest wyrazem szacunku do dnia codziennego i pracy w nim wykonywanej; i jedno, i drugie, to dary Boże.

Jak dojść do takiego myślenia? Odpowiedź jest prosta:

Trzeba często znajdować czas na modlitwę! Tak radzi św. Benedykt. Ważnym wątkiem Reguły jest nacisk na świadomość o nieustannej obecności Boga i wspólnoty.

Naszą odpowiedzią ma być modlitwa i praca, czyli zawsze miłość i szacunek wobec Boga i wobec współbrata. Skoro Bóg jest przy mnie zawsze, to zatem również zawsze, nawet na krótko, mogę Mu poświęcić swoją uwagę.

Modlitwa, tak jak miłość, nigdy nie jest sprawą „odfajkowaną”. Ciągle się do niej wraca, ma w sobie coś z głodu, którego nasycić się nie da.

Z drugiej strony ludzie, z którymi żyję mają prawo oczekiwać mojej troski i mojej pracy, które ułatwią im po prostu życie. Bo tak, jak ja korzystam z ich pracy, tak i ja dzielę się z nimi moim czasem oraz tym, co potrafię robić. Jak od modlitwy nic mnie nie zwolni, tak i dzielenia się z innymi moimi umiejętnościami, moim wysiłkiem i czasem, czyli po prostu życia z innymi wyrzec się nie mogę.

I modlitwa, i praca, wymagają czasu, zaangażowania. Naiwnością byłoby oczekiwać, że osiągniemy efekt bez wysiłku: praca nie uda się bez poświęceń i zarwanych nocy. Podobnie sprawa ma się z modlitwą: jest ona dana tylko temu, kto się modli non stop. 

Cenimy ludzi, którzy w pracy wykazują pewną inwencję. „Z nimi można współpracować! Myślą kilka kroków naprzód!”.

Przepis na sukces

Człowiek, który kocha swoją pracę widzi jakie konsekwencje przyjęty przez niego styl działania niesie dla współpracowników, rodziny, otoczenia, jaki wpływ ma na jego życie. Czy nie podobnie powinno być z modlitwą?

Rzeka, kiedy nie może przebić się przez jakąś przeszkodę, szuka innej drogi. Jeśli nasze dotychczasowe sposoby na modlitwę czy pracę wyczerpały się, może warto spróbować poszukać innych dróg.

To znowu trochę tak, jak z miłością: jeśli kochasz, zawsze znajdziesz sposób, aby wyrazić miłość. Inwencja w pracy i modlitwie może też wyrazić się w przebijaniu się przez skały blokujące nasz kontakt z Bogiem czy najbliższymi. Kiedy mamy terminowe zadanie, stajemy na głowie, żeby zdążyć na czas. Z modlitwą jest podobnie: mamy ten czas ziemski, który jest dany na naukę języka Bożego, żebyśmy w niebie z Bogiem i innymi mogli się dogadać…

W benedyktyńskiej Regule modlitwa i praca nieustannie się przeplatają. Połączenie obu tych żywiołów jest cechą ludzi, którzy odkryli w sobie wielki skarb wolności i nie pozwolili, aby coś w tym życiu ich zhołdowało. Modlitwa i praca: to sztuka, której uczymy się całe życie.

Przepis na sukces

Bracia, którzy pracują bardzo daleko i nie mogą przyjść do oratorium we właściwej godzinie odprawią Oficjum Boże w miejscu pracy, zginając kolana przed Panem, pełni bojaźni. Podobnie wysłani w podróż: niech ustalone godziny modlitwy nie mijają im nie zauważone, lecz niechaj sami je odprawiają w miarę swych możliwości i nie zaniedbują obowiązków swojej służby.(Reguła, rozdz. 50)

Czy można jakoś inaczej wyrazić to, co mamy na myśli, gdy mówimy „Módl się i pracuj”? Tak. Módl się i pracuj znaczy: żyj w pełni.

Módl się i pracuj: zobacz, że właśnie w świecie, w którym żyjesz, z ludźmi, z którymi współpracujesz, z rodziną, o którą się troszczysz, możesz żyć dobrze. Módl się i pracuj: Bóg jest blisko ciebie; znajdziesz Go nie gdzie indziej, jak tylko w twoim szarym codziennym dniu.

Szymon Hiżycki OSB

Szymon Hiżycki OSB

Benedyktyn, najmłodszy opat w powojennej historii Tyńca, doktor teologii, specjalista z zakresu starożytnego monastycyzmu. Miłośnik literatury klasycznej i Ojców Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >