Nasze projekty

Zwykły katolik patrzy na zło w Kościele

Odejść? Przed podjęciem decyzji warto sobie uświadomić, że jako wspólnota Kościoła stajemy przed dramatycznym i być może najtrudniejszym testem jakości naszej wiary w historii. To test dojrzałości, jakiego chyba nie przechodziło żadne pokolenie.

Reklama

Wszyscy już się wypowiedzieli, włącznie z Dodą, więc nie mam całkowitej pewności, czy trzeba się odezwać, ale pisanie w momencie, gdy opadają emocje i argumenty się wyczerpują, ma jedną dobrą stronę – jest nią możliwość podsumowania i wrzucenia kilku uzupełnień.  

Pracownia badawcza Kantar informuje, że film „Tylko nie mów nikomu” obejrzało 45 proc. dorosłych Polaków, a także, że „60 proc. respondentów uważa, że winę za pedofilię w Kościele ponoszą nie tylko poszczególni księża, ale też cały Kościół jako instytucja”, a 34 proc. – że ”tylko poszczególni księża”. Tak więc warto uświadomić sobie jasno, że film braci Sekielskich stał się wielkim aktem oskarżenia i że większość narodu, w tym katolicy, dokonała sądu nad Kościołem i jedynie nie wiemy, czy to wyrok ostateczny.

Niezależnie od licznych ocen filmu najważniejszy wniosek jest taki, że w Kościele jakaś liczba księży to drapieżnicy, trzeba ich rozliczyć i ukarać, przede wszystkim zaś zatroszczyć się o ofiary, o zadośćuczynienie im, w przyszłości zapobiegać przestępstwom, postępować zgodnie z ustalonymi procedurami, wymagać reakcji od biskupów.   

Reklama
Reklama

A gdy ofiary znajdą się pod troskliwą opieką, procedury zapobiegania i reagowania na pedofilię będą działać bez zarzutu, do zwykłego katolika, przerażonego i zszokowanego złem w Kościele, dotrze nieuchronne pytanie: co ma z tym zrobić? Co ja tu robię? Mam zostać? Odejść?

Odejść? – Najbardziej powszechną i oczywistą reakcją na obezwładniające zło, ukazane w filmie Sekielskich, jest pokusa porzucenia grzesznej wspólnoty. Istnieje bowiem katolicyzm typu „towarzyskiego”, którego istota polega na schemacie: jestem tu, bo odpowiada mi towarzystwo. Ileż mamy opowieści i świadectw o spotkaniach fascynujących świadków Ewangelii, którzy pociągnęli nas do wspólnoty i wiary? Bo charyzmatyczny kaznodzieja, świetni ludzie, kochający Pan Jezus i nasza radość i zadowolenie wydają się nieskończone.

Ale jest też droga odwrotna, gdy odchodzą ludzie zgorszeni lub zniesmaczeni. Pamiętam jak za czasów komuny dobry znajomy odszedł z Kościoła, bo „nie chcę mieć absolutnie nic wspólnego z biskupem X”. Rzeczywiście, zmienił wyznanie i nie miał już nic wspólnego z biskupem X, który zresztą niedługo po jego apostazji zmarł. Gdy rozmawialiśmy o jego odejściu, zwróciłam mu uwagę, że nie będzie miał wiele wspólnego także z Jezusem w Eucharystii, co najwyżej zostanie mu blady cień Jego obecności.

Reklama
Reklama

 

Bo bycie w Kościele jest łatwe, gdy wszyscy są mili, grzeczni i w stanie łaski uświęcającej. A gdy zaczyna dostrzegać się drugą, ciemną stronę medalu… Bohater C.S. Lewisa w „Listach starego diabła” radzi młodemu adeptowi, który kręci się wokół duszy świeżo nawróconego chrześcijanina, by ten akcentował, jak pospolity jest tłumek, zgromadzony w kościele na niedzielnym nabożeństwie, gdy nikt nie lewituje. Ojciec Joachim Badeni też widział jak przeciętni ludzie się gromadzą w świątyni, gdy ktoś wyciera głośno nos, smarkając w chustkę, inny wczorajszy po jakiejś balandze, trzeci przysypia w ławce obojętny na Dobrą Nowinę. Tak to wygląda, przeciętność i grzech lekki, tylko przeciw uczuciom estetycznym, który jednak uwiera, ale tu katolika atakuje i obezwładnia najcięższa zbrodnia, najgorszy rodzaj przestępstwa, złamanie przez kapłana całego życia istoty bezbronnej, idące nieraz w parze z kryciem tej zgrozy przez niektórych biskupów. W takich okolicznościach odejście byłoby naturalne, uzasadnione, wręcz oczywiste. Akt protestu i buntu.

 

Reklama

Odejść? Ale przed podjęciem decyzji warto sobie uświadomić, że jako wspólnota Kościoła stajemy przed dramatycznym i być może najtrudniejszym testem jakości naszej wiary w historii. To test dojrzałości, jakiego chyba nie przechodziło żadne pokolenie. Zaś jego trudność polega na tym, że Założyciel Kościoła tak to wszystko obmyślił, że wraz z łaską bycia katolikiem daje nam dwa w jednym – Siebie, miłującego, najpiękniejszego spośród synów ludzkich, swoją Matkę, wielkich i pomniejszych świętych i gorliwych wyznawców… A wraz z nimi nierozerwalnie również grzesznych, smarkających, niedopitych, ale też najcięższych i najbardziej odrażających zbrodniarzy. I życzy sobie nasz Zbawiciel, abyśmy dźwigali nasze krzyże i trwali w tej wspólnocie, mimo wszystko, w ciemności i bólu, bo taka jest Jego zbawcza strategia.

 

I sądzę, że bardzo wielu z nas stoi dziś na rozdrożu, otrzymuje cios za ciosem i jest w o wiele trudniejszej sytuacji niż Polacy w czasie zaborów lub PRL-u, gdy nacisk ciemiężców był bez porównania mocniejszy, ale ludzie trwali mimo wysokiej ceny, jaką płacili, bo obraz Kościoła był bardziej przejrzysty, granice aż tak piekielnego zła wydawały się przebiegać poza wspólnotą.  

Dziś ten przejrzysty schemat się zatarł, spektakularne zło wdarło się w nasze szańce, swąd szatana jest odczuwalny wewnątrz Kościoła.  

Ten test jest tym trudniejszy, bo ci, co zostaną, będą musieli wziąć na barki krzyż uzdrowienia, iść wbrew wszystkim głównym nurtom, godząc się na ból, potwarze, oplucie. I także dlatego tak ważny jest to test, bo gra toczy się o nas i naszych bliskich, ale też cały zastany świat, a przegrana doprowadzi nie tylko nas osobiście, ale całą wspólnotę do duchowej katastrofy, której nigdy w naszych dziejach nie było. Bo skala klęski chrześcijaństwa nie pozostanie w naszych rodzimych granicach, gdyż żyjemy w globalnej wiosce, więc stawką jest to, czy będziemy stąpać po ziemi jałowej, przeczuwanej przez T.S. Eliota, czy może otrzymamy szansę na ocalenie.

 

Ten film to tylko początek. Będą kolejne obezwładniające ciosy, bo wszystkie grzechy ludzi Kościoła zostaną ogłoszone na dachach świata aż po nasze dogłębne oczyszczenie. Pytanie, na które ma sobie odpowiedzieć zwykły katolik jest jasne: odchodzę, czy zostaję? Odchodzę? Zostaję. A jeśli zostaję to tylko po to żeby wstąpić na Drogę Krzyżową.

 

***

P.S. Nie przekonuje mnie twierdzenie, że film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” o pedofilach wśród księży, nie ma nic wspólnego z polityką. Bezpośrednio nie, ale pośrednio tak, czas premiery jest bez wątpienia elementem szerszej kampanii, jeśli nie politycznej, to kulturowej. Sprzeciwiam się twierdzeniom, że nieistotne jest także jakie były intencje twórców. Nie, intencje zawsze są ważne i warto o tym pamiętać, gdyż pod ich spodem tkwi osiągnięcie zamierzonego celu.  

Mój najgłębszy sprzeciw budzi też osądzenie bez sądu bohaterów dokumentu, zwłaszcza tych, którzy nie mieli rozpraw, bo cała konstrukcja jest jednostronnym oskarżeniem, bez wysłuchania drugiej strony, choćby ułomnej i mam tu na myśli także przełożonych, oskarżonych o tuszowanie występków swoich podwładnych. I nawet jeśli istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że tak było, to osoby te nie utraciły praw obywatelskich i zgodnie ze starą rzymską zasadą, należy wysłuchać także ich wersji, czyli drugiej strony.   

Uprzedzając zarzut, że nie ma znaczenia, jakie były motywy autorów, bo przecież wzięli w obronę najsłabszych i pokrzywdzonych, bo to jest ich protest i krzyk, przypomnę, że prawda nigdy nie może być lekceważona, nawet gdy czyjeś intencje są czyste i bez zarzutu. Jednostronne ukazanie wydarzeń wzmacnia przekaz i pewnie tak wyjaśnialiby swoje decyzje autorzy – stajemy po stronie najsłabszych. Ale ta „druga strona” została w efekcie osądzona bez procesu, choć okazuje się, że byli przełożeni, którzy reagowali na zbrodnie podwładnych i starali się w miarę możliwości wynagrodzić krzywdy, o czym świadczy wywiad z bp płockim Piotrem Liberą.  

Istotne jest także uwikłanie księży – pedofilów we współpracę z komunistyczną tajną policją i nie ma tu znaczenia, że w Irlandii czy USA tego typu zbrodnie się zdarzały mimo braku takich służb. Otóż otoczka społeczna zbrodni jest istotna, prześwietlenie jej jest obowiązkiem osób, opisujących mechanizmy jej pojawienia się i plenienia. Są warunki patogenne, sprzyjające pewnym przestępstwom i PRL takie tworzył. Uwikłanie w donosicielstwo wiązało się z dodatkową nagrodą – krycie informatora przez organy ścigania, z drugiej strony na donosiciela – pedofila służby miały niezawodną materię szantażu, gwarantującą długoletnią „współpracę”.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę