„Dowód” z istnienia wojujących ateistów

Niektórzy skrajni, walczący ateiści tak żarliwie zwalczają ideę Boga, że stanowi ona ich obsesję, stając się czymś, co niemalże konstytuuje sens ich egzystencji

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ba! Można by odnieść wrażenie, że paradoksalnie Bóg jest zdecydowanie i stale obecny w ich życiu, poprzez ciągły przymus zaprzeczania Jego istnieniu. Nie są oni tak naprawdę w stanie uwolnić się od tej idei! A przecież skoro odrzucają Jego istnienie, wystarczyłoby obojętnie wzruszyć ramionami na widok, tych, którzy wierzą. Oni jednak odczuwają potrzebę ciągłego negowania „urojonego” (w ich mniemaniu) Boga. Woody Allen stwierdził kiedyś: „Dla ciebie jestem ateistą, ale dla Boga konstruktywną opozycją”. Walczący ateiści mówią, że Bóg to postać fantasy, a zarazem walczą z Nim, jakby istniał naprawdę. Po co złościć się na to, co nie istnieje? Po co się na to obrażać? To znamienne, że są ludzie, którzy poświęcają tyle czasu, uwagi i energii, próbując obalić coś, co, jak wierzą, nawet nie istnieje! Co nimi powoduje? Niektórzy pewnie tłumaczą swoje postępowanie szlachetną troską o biednych ludzi, karmiących się złudzeniami. Uważają, że chcą im pomóc w uświadomieniu sobie, że ich nadzieja jest pozbawiona podstaw. Ale właściwie, po co tracić cenny czas na tego typu jałowe spory, skoro życie jest tak krótkie (a nie mamy żadnego innego do dyspozycji)? Dlatego mam czasem wrażenie, że wojujący ateiści podświadomie zakładają, że Bóg jednak jest, tyle że oni są na Niego obrażeni i chcą Mu zrobić na złość. Oczywiście żaden wojujący ateista się do tego nie przyzna, bo prawdopodobnie sam nie zdaje sobie z tego sprawy.

Przypomina mi się tu cytat z Jana Tadeusza Stanisławskiego: „Jeżeli, daj Boże, Pana Boga nie ma, to chwała Bogu; natomiast jeśli, nie daj Boże, Pan Bóg jednak jest, to niech nas ręka Boska broni”.

Widziałem też kiedyś na Facebooku zapis takiego żartobliwego dialogu:

Na lekcji religii uczeń mówi demonstracyjnie do księdza:

– Ja nie wierzę w Boga!

– A czemu nie w bogów? – pyta katecheta.

– No… bo przecież Bóg jest tylko jeden…

Jak się okazuje nawet ateiści są mentalnie monoteistami.


Zobacz pozostałe z 7 dowodów na istnienie Boga >>>


 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

„Dowód” z moralności

Dlaczego gotowi jesteśmy się poświęcić w imię czegoś, co uważamy za ważniejsze niż my sami?

Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ci którzy czytali „Mistrza i Małgorzatę” Michaiła Bułhakowa, pamiętają z pewnością rozmowę Wolanda z Berliozem i poetą Bezdomnym, którzy, nieświadomi, że ich rozmówcą jest Szatan, obwieścili, że są ateistami, podobnie jak znakomita większość ludności ich kraju:

„– Ale pozwólcie, że was, panowie, zapytam – po chwili niespokojnej zadumy przemówił zagraniczny gość – co w takim razie począć z dowodami na istnienie Boga, których, jak wiadomo, istnieje dokładnie pięć?

– Niestety! – ze współczuciem odpowiedział Berlioz. – Żaden z tych dowodów nie ma najmniejszej wartości i ludzkość dawno odłożyła je ad acta. Przyzna pan chyba, że w kategoriach rozumu nie można przeprowadzić żadnego dowodu na istnienie Boga.

– Brawo! – zawołał cudzoziemiec. – Brawo! Pan dokładnie powtórzył pogląd nieokiełznanego staruszka Immanuela w tej materii. Ale zabawne, że stary najpierw doszczętnie rozprawił się z wszystkimi pięcioma dowodami, a następnie, jak gdyby szydząc z samego siebie, przeprowadził własny, szósty, dowód.

– Dowód Kanta – z subtelnym uśmiechem sprzeciwił się wykształcony redaktor – jest również nieprzekonujący. I nie na darmo Schiller powiada, że rozważania Kanta na ten temat mogą zadowolić tylko ludzi o duszach niewolników, a Strauss je po prostu wyśmiewa”.

Nie wszyscy studiowali filozofię, więc może warto wyjaśnić, o co chodzi z tym Kantem i jego „dowodem”. Otóż, maksymalnie streszczając i upraszczając, Immanuel Kant, pruski filozof z Królewca, żyjący w XVIII wieku, uznał, że nie istnieją żadne znane nam prawdy na temat Boga, bo kwestie te wykraczają poza możliwość doświadczenia. Równocześnie jednak Kanta zastanawiało istnienie uniwersalnych, a zarazem absolutnych norm moralnych. Skąd w człowieku istnieje przeświadczenie, jak powinien postąpić i to niezależnie od okoliczności, w jakich się znajduje? Czyżby ktoś te normy w nas wszczepił? Psychologia ewolucyjna co prawda próbuje teraz tłumaczyć naszą moralność, różnymi strategiami przetrwania naszych człowiekowatych przodków, ale co począć z sytuacjami, gdy określone normy moralne bynajmniej nie przynoszą nam wymiernych korzyści? Skąd się wzięło nasze sumienie? Dlaczego gotowi jesteśmy się poświęcić w imię czegoś, co uważamy za ważniejsze niż my sami? Kant uważał, że stosowanie się do zasad absolutnej moralności i realizowanie „imperatywu kategorycznego” można racjonalnie uzasadnić jedynie wówczas, jeśli pewnego dnia otrzyma się nagrodę, na którą się zasługuje za starania, aby te etyczne obowiązki wypełnić. W życiu to się jednak nie zawsze zdarza, więc musi istnieć życie wieczne, a także Bóg, który zadba, aby ten mechanizm właściwie działał.

 


Zobacz pozostałe z 7 dowodów na istnienie Boga >>>


 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Roman Zając

Roman Zając

Biblista i demonolog, absolwent Instytutu Nauk Biblijnych KUL, autor książki „Szatan w Starym Testamencie”, publikuje głównie w pismach „Któż jak Bóg”, „Egzorcysta”, „List”, „Biblia krok po kroku”

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Roman Zając
Roman
Zając
zobacz artykuly tego autora >