video-jav.net
ŚWIĘCI

Bóg, Kościół, Ojczyzna. Błogosławieni Męczennicy Gdańscy

Odważni, oddani drugiemu człowiekowi i Polsce, pomysłowi. Błogosławieni Męczennicy Gdańscy są przepięknym wzorem dla młodych ludzi. Czego możemy się od nich nauczyć?

Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Bóg, Kościół, Ojczyzna. Błogosławieni Męczennicy Gdańscy
Odważni, oddani drugiemu człowiekowi i Polsce, pomysłowi. Błogosławieni Męczennicy Gdańscy są przepięknym wzorem dla młodych ludzi. Czego możemy się od nich nauczyć?

W Archidiecezji Gdańskiej obchodzimy Jubileuszowy Rok Błogosławionych Męczenników okresu II wojny światowej. Mija równo 20 lat od ich beatyfikacji, której dokonał Ojciec Święty Jan Paweł II w Warszawie 13 czerwca 1999 roku. Wśród nich jest pięciu Błogosławionych Męczenników Gdańskich. Ich wspomnienie przypada dzień wcześniej, 12 czerwca. To ks. Marian Górecki, ks. Bronisław Komorowski, ks. kmdr. Ppor. Władysław Miegoń, ks. Franciszek Rogaczewski oraz siostra Alicja Kotowska.

 

Dla nich ważny był drugi człowiek

– To są niesamowite postaci! Wszyscy wiedzieli, co ich czeka. Zdawali sobie sprawę, że idą do obozu koncentracyjnego na śmierć. Jednak zostali na stanowiskach, w swoich parafiach – mówi kleryk Wiktor Szponar z Gdańskiego Seminarium Duchownego. – Najbardziej porusza mnie to, że każdy z nich oddał życie nie za życie drugiego człowieka jak to zrobił Św. Maksymilian Kolbe w Auschwitz. On oddał swoje życie za konkretnego człowieka – życie za życie. Natomiast Błogosławieni Męczennicy Gdańscy podjęli decyzję, że oddają swoje życie za to, by być ze swoimi parafianami. By być z nimi w momentach, kiedy będą najbardziej potrzebowali księdza. Oni nie musieli iść do obozu koncentracyjnego. Mogli się uratować… Ale poszli do tych obozów by sprawować, nielegalnie oczywiście, sakramenty. To była wartość, za którą oddali swoje życie… Za to by być i pełnić funkcje kapłańskie dla swoich parafian – opowiada kleryk.

– Ufam, że Rok Jubileuszowy ożywi kult Błogosławionych Męczenników oraz przyczyni się do wzrostu gorliwości kapłanów posługujących w Archidiecezji Gdańskiej. Jednocześnie mam nadzieję, że orędownictwo Błogosławionych wyjedna dar nowych powołań, zwłaszcza do Gdańskiego Seminarium Duchownego i do wspólnot zakonnych – zaznaczył w specjalnym dekrecie abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita gdański.

 

Warto znać „lokalnych” błogosławionych

 – Traktujmy, tak jak oni, swoje życie odpowiedzialnie i wsłuchujmy się w głos Boga – mówi ks. Maciej Kwiecień, autor doktoratu poświęconego Gdańskim Męczennikom. – Wykazali się oni ogromną konsekwencją. Praktykowali swoje kapłaństwo w sposób bardzo heroiczny. Byli oddani i poświęceni Polakom, którzy mieszkali na terenie Wolnego Miasta Gdańska – dodaje.

Wszyscy święci należą do jednej rodziny Kościoła. Warto więc znać historię życia nie tylko świętych z najdalszych zakątków świata, ale i naszych, „lokalnych”. – Szczególnie warto zwrócić uwagę na błogosławionych z okresu II wojny światowej. To jest bardzo nieodległy czas. Trzeba uświadomić sobie, że oni zginęli w roku 1940. A w tym roku urodziło się co najmniej kilku kapłanów, którzy pracują do dzisiaj na terenie Archidiecezji Gdańskiej. Można powiedzieć, że to jest taka sztafeta pokoleń – zaznacza autor doktoratu poświęconego Gdańskim Męczennikom.

 

Czego możemy się od nich nauczyć?

Błogosławieni Męczennicy Gdańscy podjęli decyzję, że oddają swoje życie za to, by być ze swoimi parafianami. Oni nie musieli iść do obozu koncentracyjnego. Mogli się uratować… Ale poszli do tych obozów by sprawować sakramenty.

Na pewno bezinteresownego oddania się drugiemu człowiekowi. Każdy z nich mógł uratować swoje życie i uciec ze wspólnoty, do której był posłany. Błogosławieni jednak zostali ze swoimi parafianami i podopiecznymi. Kapłani poświęcili swoje życie, nie po to by komuś je uratować, ale by sprawować dla współwięźniów-parafian święte sakramenty w obozach koncentracyjnych. Bł. ks. kmdr ppor Władysław Miegoń na mocy konwencji genewskiej, tylko na chwilę opuszcza swoich marynarzy w areszcie, by zabrać z mieszkania siostry paramenty liturgiczne niezbędne do odprawienia Mszy Świętej. – Możemy się od nich nauczyć tego jak przebaczać – mówi kleryk Szponar. Jako przykład podaje siostrę Alicję Kotowską: na początku wojny, siostra Alicja prosi klasztornego woźnego Franciszka Prangę o zakopanie w ogrodzie sprzętu liturgicznego i cenniejszych przedmiotów kultu. Woźny informuje o tym gestapo. Kiedy bł. s. Kotowska zostaje aresztowana, wypowiada do sióstr tylko jedno zdanie „Wszystko przebaczam Franciszkowi” – opowiada.

Błogosławieni Męczennicy Gdańscy są przykładem osób odpowiedzialnych i odważnych. Bł. ks. Rogaczewski dostaje bardzo prestiżową propozycję studiów w Rzymie. Dla syna rzeźnika z Prochocimia jest to szansa na wielki awans w hierarchii kościelnej. Ksiądz Franciszek jednak odmawia, żeby zaopiekować się w Polsce swoją młodszą siostrą. Błogosławieni księża sprawowali w obozach koncentracyjnych sakramenty, choć groziło to rozstrzelaniem. Siostra Alicja wywożona do Lasów Piaśnickich na egzekucję, pocieszała płaczące, żydowskie dzieci, by ulżyć im w cierpieniu.

To również niezwykły przykład patriotyzmu oraz pokory. Błogosławieni Męczennicy Gdańscy zakładają szkoły, teatry, biblioteki, stowarzyszenia i ruchy patriotyczne. W swojej społecznej i religijnej działalności poświęcają się nie tylko Polakom, ale i Niemcom, którzy ich prześladują w Wolnym Mieście Gdańsku. – Oni są prawdziwymi patriotami i pokazują w praktyce czym jest pokora – opowiada kleryk Wiktor Szponar. – Księża w obozach koncentracyjnych zajmowali się wydobywaniem fekaliów ze zbiorników kloacznych, byli bardziej niż wszyscy bici i szykanowani, mieli mniejsze racje żywnościowe. Wszystko jednak znosili z pokorą i podnosili na duchu pozostałych współwięźniów. Bł. ks. Komorowski mówił, że sprzątanie latryn to jego najlepsze kazania – podkreśla kleryk.

 


Zapraszamy do cyklu o Błogosławionych Męczennikach Kościoła Gdańskiego, emitowanego na antenie Radia Plus. Rozmowę z kl. Wiktorem Szponarem z Gdańskiego Seminarium Duchownego przeprowadza Alicja Samolewicz Jeglicka.

Część 1. Bł. ks. kmdr ppor. Władysław Miegoń >>>
Część 2. Bł. ks. Bronisław Komorowski >>>
Część 3. Bł. ks. Marian Górecki >>>
Część 4. Bł. siostra Alicja Kotowska >>>

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ - z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Reporter, z-ca szefa informacji Radia Plus w Gdańsku. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

O co chodzi w kulcie świętych?

Po co nam święci? Po co się do nich modlić? Czy sam Pan Jezus nam nie wystarcza? Tego typu pytania pojawiają się nieraz w dyskusjach. Żeby dać na nie jakąś sensowną odpowiedź, trzeba jednak zacząć nie od świętych, ale od Kościoła - i jego miejsca w naszym przeżywaniu wiary.

Ks. Andrzej Persidok
Ks. Andrzej
Persidok
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

O co chodzi w kulcie świętych?
Po co nam święci? Po co się do nich modlić? Czy sam Pan Jezus nam nie wystarcza? Tego typu pytania pojawiają się nieraz w dyskusjach. Żeby dać na nie jakąś sensowną odpowiedź, trzeba jednak zacząć nie od świętych, ale od Kościoła - i jego miejsca w naszym przeżywaniu wiary.

Większość z nas zgodzi się pewnie, że wiara jest czymś do głębi osobistym – jej siedliskiem jest serce, w które nie ma wglądu nikt poza Bogiem i nami. Marcin Luter, próbując ująć ten osobisty charakter wiary, w jednym z kazań powiedział kiedyś, że „wierzyć może tylko każdy sam, tak jak umrzeć może każdy sam”. Wiara jest jak moment odejścia z tego świata: stoję w niej sam wobec Tajemnicy Boga, jak umierający stoi sam wobec otchłani śmierci – i nikt mnie w tym nie zastąpi. Brzmi dramatycznie? Na szczęście nie jest to katolicka wizja wiary, choć może niejeden i niejedna z nas tak właśnie swoją wiarę przeżywa. Wiara, choć ma swój wymiar osobisty i nieprzekazywalny, nie rozwija się bowiem w izolacji. W momencie gdy przyjmę chrzest i uwierzę, automatycznie zostaję włączony w sieć relacji, które łączą wszystkich wierzących. Ta sieć relacji to Kościół. Moje odniesienie do Boga nigdy nie jest więc tylko moje – w Katechizmie czytamy, że „nikt nie może wierzyć sam, tak jak nikt nie może żyć sam” (KKK 166). Podobnie jak w codziennym życiu, również w dziedzinie wiary wzajemnie od siebie zależymy, możemy sobie pomagać, troszczyć się o siebie, a w chwilach słabości być dla siebie nawzajem oparciem. Kiedy Kościół zachęca do modlitwy za wstawiennictwem świętych, mówi po prostu, że ta wzajemna pomoc i wymiana darów obejmuje nie tylko tych członków Kościoła, którzy aktualnie żyją na tym świecie, ale także tych, którzy żyją już na wieki w Bogu. Ci ostatni, będąc teraz bliżej Boga, zamiast o nas zapomnieć i zająć się wyłącznie przeżywaniem swojego szczęścia, tym bardziej o nas pamiętają i tym skuteczniej mogą nas wspierać na naszej drodze wiary.

„Żywe kamienie”

Na czym jednak miałoby polegać to wsparcie? Jeśli to Chrystus wysłużył nam zbawienie, to po co nam jeszcze jacyś inni, ludzcy pomocnicy? Czy, szukając ich, przypadkiem Go nie obrażamy? W odpowiedzi na to pytanie znowu pomoże nam odwołanie do naszego potocznego doświadczenia. Być może ciesząc się ze swojego sukcesu (np. na jakimś konkursie albo na zawodach sportowych) zastanawiałeś się, czy to nie jest pycha – przypisywać sobie sukces, podczas gdy powinieneś raczej podziękować Jezusowi? Bo jeśli to Twoja zasługa, to może w ten sposób odbierasz zasługę Temu, od którego wszystko otrzymujesz? Otóż nic z tych rzeczy. Pan Jezus nie patrzy na ludzi jak na swoich konkurentów. Nie jest jak nadopiekuńczy rodzic, który chce wszystko robić za dziecko, skrycie chełpiąc się, że wszystko to jego zasługa. Jest raczej jak rodzic mądry, który cieszy się, kiedy dziecko zrobi coś samodzielnie (choćby nie było to w sensie ścisłym konieczne) i wie, że w żaden sposób nie traci przez to zasługi – to w końcu on dał dziecku życie i umożliwił jego rozwój. Podobnie jest z naszym szukaniem wsparcia u świętych. To prawda, że wsparcie to całkowicie zależy od samego Jezusa, Jedynego Pośrednika między Bogiem a ludźmi (por. 1 Tm 2,5). Zamiast jednak zazdrośnie strzec swojej wyłączności, cieszy się On, gdy może włączyć w zbawcze działanie względem nas także tych naszych braci, którzy już doszli do celu. Chrystus buduje swój Kościół nie z martwych kamieni, które mogą się jedynie biernie poddawać Jego wszechmocy, ale z „żywych kamieni” (por. 1 P 2,5), obdarzonych wolnością i powołanych do aktywnego udziału w dziele zbawienia. Święci są takimi „żywymi kamieniami” w sensie o wiele doskonalszym niż my, stąd też skuteczność wsparcia, które możemy od nich otrzymać.

Poszukiwanie inspiracji

Ks. Janusz St.Pasierb zauważył kiedyś, że święci są tak bardzo niepodobni do siebie nawzajem, a jednocześnie wszyscy tak bardzo podobni do Pana Jezusa. Jesteśmy powołani przede wszystkim do tego, żeby naśladować samego Jezusa, ale to naśladowanie może się dokonać na tyle różnych sposobów, ile jest różnych charakterów, temperamentów i konkretnych powołań. Wielobarwny tłum świętych pokazuje nam, że w świętości nie ma nic z mechanicznego powielania i że nawet największy oryginał może znaleźć drogę do Boga, pozostając sobą. To dlatego, oprócz praktykowania modlitwy za wstawiennictwem świętych, warto ich poznawać i szukać wśród nich inspiracji dla własnej drogi wiary.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Ks. Andrzej Persidok

Ks. Andrzej Persidok

doktor teologii fundamentalnej, wykładowca na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Andrzej Persidok
Ks. Andrzej
Persidok
zobacz artykuly tego autora >
Share via