video-jav.net

Uczciwie przyznam

Podwójne życie. Brzmi nieźle, ale jedynie w tytule filmu Kieślowskiego i pod warunkiem, że dotyczy jakieś niesprecyzowanej Weroniki. W małżeństwie to równia pochyła. Nawet jeśli chodzi o drobnostki, szczegóły, duperele.

Marcin Jakimowicz
Marcin
Jakimowicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wieczorem mieliśmy trudną rozmowę. Chciałem być uczciwy. Zaryzykowałem, odsłoniłem się i opowiedziałem o najświeższych bolesnych zawirowaniach. Wiedziałem, że wyjawiając prawdę mogę zranić żonę, nadużyć jej zaufania. Zdawałem sobie świetnie sprawę z tego, że mogę zostać źle zrozumiany, a Dorota nie rzuci mi się na szyję z łkaniem i nieodłącznym: „Rozumiem, rozumiem”. Nie było łatwo. Bolało, ale było warto. A rano zadzwonili ze Stacji7.pl z propozycją tekściku o… małżeńskiej uczciwości. Doprawdy, trudno mi się było z tego wygumować.

Uczciwie przyznam

Zły przykład

Solidną lekcję nieuczciwości małżeńskiej otrzymałem jeszcze zanim usłyszałem „Marsz Mendelssohna” i przejęty wydukałem „…i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę…”.

Zaczęło się od mocnego uderzenia, zimnego prysznica. Poznałem życie rock’n’rollowe od podszewki. Zajrzałem za scenę, za kulisy, do hotelowych pokoi, jako dziennikarz. Głównym tematem rozmów nie były narkotyki czy alkohol, ale seks, „wyrywanie panien”. Artyści byli wierni. Niestety nie żonom, ale dewizie „sex&drugs&rock’n’roll”. Realizowali ją z niespotykaną wprost sumiennością. Najbardziej zdumiewało mnie to, że po powrocie do domów, ci sami faceci udawali przykładnych kochających tatusiów i mężów. Przebierali się w domowe fartuszki, pomagali żonom przygotowywać kolację, zawozili dzieci na baseny. Podskórnie czułem, że niebawem się to wszystko rozsypie. Nie musiałem długo czekać.

Ponieważ jestem mistrzem świata w nakładaniu masek, wiedziałem, że sam za wszelką cenę muszę zrezygnować z każdej formy nieuczciwości w małżeństwie. Czułem, że bezkompromisowe słowa Jezusa: Poznasz prawdę, a prawda cię wyzwoli, oraz obietnica, że „Duch doprowadzi mnie do całej prawdy”, sprawią, iż nie jeden raz będę płakał rozłożony na łopatkach albo przerażony sobą krzyczał przyciśnięty do ściany. A jednak zdecydowałem się na uczciwość. Bo niewiele rzeczy budzi we mnie taki niesmak, jak podwójne życie.

Drobnostka…

„Niech inni prowadzą wojny, a ty szczęśliwa Austrio wstępuj w związki małżeńskie”. Nam w małżeństwie nie poszło tak sielankowo. Zdecydowanie, zbyt długo zastanawialiśmy się, czy wstąpić w związek. Bóg uszanował naszą decyzję. Wszedł w tę rzeczywistość błogosławiąc ją i zamieniając w sakrament.

Po latach widzę, jak toksyczne dla małżeństwa są nawet najmniejsze, najbardziej niepozorne formy nieuczciwości. Lekceważymy szczeliny, drobnostki, duperele. Nie zdajemy sobie sprawy, że to one sprawiają, iż potężne mury rozsypują się w proch.

Symbolem zła jest wąż. Dlaczego? Może dlatego, że potrafi wślizgnąć się w najmniejsze szczelinki? Bóg zapowiadał prorokowi Amosowi: W tym dniu podniosę szałas Dawidowy, który upada i zamuruję jego szczeliny.

Potężne zagrożenie stanowią nie tylko spektakularne manifestacje, głośne protesty, ostentacyjne tupanie nogami, trzaskanie drzwiami, cała ta małżeńska pokazówa i demonstracja siły. Równie groźne są maleńkie gesty, drobne nieuczciwości, sekreciki, niepozorne ukłucia. Nie mają siły rażenia pneumatycznego młota, nie miażdżą, ale boleśnie zatruwają życie. Widziałem to wielokrotnie.

Nawet drobne nieuczciwości powodują, że rodzi się w nas podejrzliwość, a rodziny rozsadzają niedopowiedzenia, domysły, półprawdy.

Skutecznie rozwaliły kilka znajomych małżeństw. Naprawdę nie zaczynało się to od zdrady, czy hitchockowego trzęsienia ziemi, ale od niewielkich nieuczciwości. Obserwuję ten mechanizm od lat. Sprawdza się w praniu nie tylko na płaszczyźnie małżeństw. W historiach znajomych zakonników – charyzmatycznych, poczytnych, rozchwytywanych (i tak dalej, i tak dalej), którzy z hukiem opuścili swe zgromadzenia, znalazłem pewien wspólny mianownik. Wszyscy oni zaczynali od tego, że byli nieuczciwi w drobnostkach. Przestali przychodzić na modlitwy z braćmi, zatajali coś przed wspólnotą. Opuszczali liturgię godzin. Ot, drobniutkie nieposłuszeństwa. Błahostka, na którą zdecydowali się, zanim zabrnęli w grząskie bagno. Pozornie niewinne decyzje były szczeliną, która rozsadziła skałę.

Uczciwie przyznam

Niezły kaliber

Czy należy mówić wszystko? Bezceremonialnie wywalać prawdę w oczy? Nie!

Nadrzędna jest miłość, dobro związku. Nie trzeba za wszelką cenę wkładać kija w mrowisko.

Znam przypadki, gdy spowiednicy nie zachęcali (czy nawet wprost zabraniali) opowiadania o grzechach przeszłości. Bo mogły wprowadzić one w życie małżonków niepotrzebne zamieszanie i skutecznie oddaliłyby ich od siebie.

Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię. Tak to działa. Jestem nieuczciwy w drobnostkach? Jeżeli o mnie chodzi, to wiem, że polegnę przy większym kalibrze – znam swoją kondycję. Dlatego zdecydowaliśmy się z żoną na szczere rozmowy. I, przyznam uczciwie, nie żałujemy.

Marcin Jakimowicz

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, od ponad dwudziestu lat modli się we wspólnocie Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcin Jakimowicz
Marcin
Jakimowicz
zobacz artykuly tego autora >

7 pierwszych kroków do uczciwości

Chodzi o to, żeby w trosce o swoje życie nie sięgać po metody działania tego świata.

Krzysztof Pałys OP
Krzysztof
Pałys OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

7 pierwszych kroków do uczciwości

Krok pierwszy

Kiedy w 2005 roku słynny piłkarz Ronaldinho strzelił na stadionie Santiago piękną bramkę dla Barcelony, kibice drużyny przeciwnej, czyli Realu Madryt, wstali ze swoich miejsc i zgotowali mu owację na stojąco.

Ta sytuacja świadczy nie tylko o piłkarskim geniuszu Brazylijczyka, ale o wielkości kibiców, którzy na ten moment potrafili wznieść się ponad osobiste sympatie, aby docenić klasę i kunszt przeciwnika.

Byłoby czymś pięknym gdybyśmy potrafili oklaskiwać tych, z których stylem się nie utożsamiamy, którzy nawet należą do innych kościelnych “frakcji”. Niekoniecznie trzeba ze wszystkim się zgadzać, ale przynajmniej docenić.

Umiejętność dostrzeżenia dobra nawet w moim oponencie, świadczy, że jest w nas Jezusowy duch.

To elementarna uczciwość wobec bliźniego, który tak jak i my poszukuje prawdy. I który tak jak i my, pragnie wybawienia.

7 pierwszych kroków do uczciwości

Krok drugi

We wschodnich sztukach walki istnieje zasada, że po każdym pojedynku należy się ukłonić. Niezależnie od tego czy walka jest wygrana czy też nie. W ten sposób dziękuje się przeciwnikowi za to, że pozwolił nam sprawdzić swoje umiejętności.

To jest też często doświadczenie bohaterów biblijnych. Ci, którzy chcą nam zaszkodzić, w rzeczywistości często wyrządzają nam największą przysługę. To co nas boli i przed czym się bronimy, bywa często przesunięciem z miejsca, do którego naprawdę nie pasowaliśmy, w miejsce, gdzie Pan nas naprawdę potrzebował i chciał mieć.

Dominkańska tercjarka św. Katarzyna ze Sieny często powtarzała, że kiedy ludzie Kościoła zapadają w drzemkę, Bóg zaczyna do nas mówić nawet przez naszych wrogów.

Jednak człowiek musi mieć uczciwe i czyste serce, aby umieć to przyjąć i w konsekwencji zrozumieć.

7 pierwszych kroków do uczciwości

Krok trzeci

Kiedy żyje się Ewangelią należy liczyć się z tym, że wielu potraktuje nas jako niemądrych. W świecie, gdzie pewna doza arogancji jest w cenie, aby osiągnąć cel, stanięcie po stronie sprawiedliwości i uczciwości może wydawać się naiwnością.

Żadne dobro jednak nie zostanie zapomniane.

Święty Jan Chryzostom zauważył, że najważniejszą troską owcy, w chwili gdy znajduje się między wilkami, wcale nie jest to, aby nie została zjedzona, tylko, by nie stała się wilkiem.

Chodzi o to, żeby w trosce o swoje życie, nie sięgać po metody działania tego świata.

Jezus jest bowiem pasterzem owiec, a nie wilków.

7 pierwszych kroków do uczciwości

Krok czwarty

Któregoś wieczoru, w małym drewnianym kościele trwała wieczorna adoracja. Na gołej posadzce usiadła ponad setka młodych ludzi. Swoimi niekonwencjonalnymi strojami i fryzurami mogli na siebie zwracać uwagę. Niektórzy przynieśli ze sobą bębny oraz gitary.

Większość z nich to osoby naznaczone przez życie. Porozbijane rodziny, przejścia z narkotykami, alkoholem. Często wyśmiewani, odrzuceni przez świat, w którym przyszło im żyć. Patrząc na kawałek konsekrowanego chleba śpiewali utwory bliskie ich sercu.

Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie, jeszcze będzie przepięknie…

Ten kawałek zespołu “Tilt” wybrzmiał wówczas niezwykle mocno.

To było poruszające, widzieć tych ludzi siedzących przed żywym Bogiem, ukrytym w Najświętszym Sakramencie i śpiewających, co ich najmocniej dotyka. Byli w tym bardzo uczciwi i prawdziwi. Tak, jakby właśnie On, który znajdował się kilka metrów przed nimi, miał dać nadzieję, że mimo wszystko, jeszcze kiedyś się wszystko ułoży i w końcu będzie normalnie.

7 pierwszych kroków do uczciwości

Krok piąty

W starej żydowskiej opowieści pewien rabin posłał swoich uczniów do krawca, by dowiedzieli się od niego, na czym polega Dzień Pojednania. W ciągu dziesięciu dni między żydowskim Nowym Rokiem, a Yom Kippur pobożni Żydzi podejmują trud duchowego oczyszczenia. W tym czasie wspominają miniony rok, przepraszają za błędy i obiecują poprawę.

Kiedy uczniowie dotarli do krawca zobaczyli, że jest on zajęty jakąś pracą. Nie chcąc mu przeszkadzać stanęli tak, aby ich nie zauważył przyglądając się temu co robi. Mężczyzna zdjął z półki grubą księgę. W środku zostały spisane wszystkie grzechy, jakich dopuścił się w ciągu minionego roku.

Niespodziewanie krawiec oświadczył Bogu, że właśnie nadszedł czas rozliczenia. Uniósł tom do góry, pokazując listę swoich grzechów. Potem jednak krawiec wyjął drugą księgę. W niej spisane zostały wszystkie przewinienia, jakich dopuścił się Bóg. Rozpacz, cierpienie i cały ból jakie były udziałem krawca i jego rodziny przez ostatni rok. Na koniec krawiec oznajmił więc Bogu:

„Wszechmogący Boże, gdyby policzyć wszystko dokładnie, okazałoby się, że zawiniłeś mi znacznie bardziej niż ja Tobie”.

Uczniowie patrzyli coraz bardziej zdziwieni. Zamiast targować się z Bogiem o zapisy z księgi, krawiec postanowił zawrzeć pokój. Umówił się, że Mu wybaczy, jeśli On wybaczy grzechy jemu.

„Niech zapanuje między nami pokój i radość. Wybaczyliśmy sobie nawzajem. Teraz nasze grzechy są niebyłe” – stwierdził krawiec nalewając sobie kieliszek wina i błogosławiąc Bogu.

Są takie momenty kiedy każdy powinien odbyć szczerą rozmowę z Bogiem. Uczciwie przyznać się, że ma się do Niego żal za doświadczone cierpienie, samotność i ból. On wcale nie oczekuje wymuszonych modlitw i obłudnych pochwał. Bóg pragnie szczerej i uczciwej więzi.

7 pierwszych kroków do uczciwości

Krok szósty

Pewnemu księdzu niespodziewana choroba zburzyła wszystkie plany i duszpasterskie projekty. Choć udawał, że nad wszystkim panuje i nie brakuje mu zaufania, nie mógł się z tym wszystkim pogodzić. Nie potrafił dziękować, chociaż bardzo by chciał. Nie potrafił udawać, że rozumie. Niestety, nie rozumiał. Modlił się dziękczynnymi psalmami, ale w sercu było wciąż niezrozumienie i złość.

W końcu zdobył się na najprawdziwszą w swoim życiu modlitwę. Usiadł ze łzami w oczach w kaplicy i wypowiadał do Boga jedynie trzy słowa. Więcej nawet już nie potrafił.

– Niech to szlag. Niech to szlag. Niech to szlag. Niech to szlag. Niech to szlag.

Dopóki nie wyrzucił z siebie całego gniewu powtarzał tę modlitwę każdego dnia. Po kilku dniach niespodziewanie odkrył, że pozbył się złości, a w jej miejsce przyszło nowe uczucie. Spokój. Bóg znów miał u niego czyste konto.

Mogli zacząć wszystko od nowa.

7 pierwszych kroków do uczciwości

Krok siódmy

Kiedy nasze wpływy i pieniądze zawiodą, kto pomoże nam wejść do nieba? Ubodzy. Dlaczego? Ponieważ właśnie z nimi utożsamia się Jezus.

Bez małych, uciemiężonych, bezrobotnych, chorych, zepchniętych na margines, Kościół gubi swoją tożsamość, jest niepełny, chromy. Chrystus jest ubogim, maluczkim, wypchniętym poza nawias, obcym. Dlatego instynktownie szli ku niemu żebracy i wszyscy odtrąceni. On ich ukochał.

To pytanie wciąż wraca, i wciąż jest dla mnie, jako księdza i zakonnika, naprawdę niełatwe. Czy ci, którzy utracili nadzieję i którym straszliwie brakuje miłości, garną się do dzisiejszego Kościoła? I czy dla mnie są oni najważniejsi?

Często boję się odpowiedzi, gdyż tacy ludzie nieraz burzą mój zastany i ułożony świat.

Były generał dominikanów Timothy Radcliffe stwierdził, że jeśli nasze głoszenie Dobrej Nowiny ma być autentyczne, to musimy zdobyć się na to, by pójść z ludźmi ich drogą i być na niej uczciwym do końca. Być może trzeba będzie odczuć ich lęki, doświadczyć rozczarowań, pytań, klęsk i wątpliwości. I może oskarży się nas, że bratamy się z podejrzanym środowiskiem. Mamy jednak w tej dziedzinie dobrego Poprzednika.


Medytacje inspirowane historiami opisanymi w felietonach Reginy Brett

Krzysztof Pałys OP

Krzysztof Pałys OP

Dominikanin, pasjonat odnajdywania Pana Boga w ludziach, duszpasterz powołań dominikańskich. Nudny, tuzinkowy, powtarzalny. Nie potrafi grać na gitarze, śpiewać, ani być w centrum uwagi. Nie jest szalony, oryginalny, odjazdowy, błyskotliwy czy odjechany. Od czasu wstąpienia do zakonu dominikanów nic lepszego go w życiu nie spotkało. Fascynuje go tradycja monastyczna, dominikański charyzmat oraz wędrowne i żebracze kaznodziejstwo. Przejechał autostopem ponad 25 tys. kilometrów odwiedzając siedemnaście krajów. Lubi deszcz, swoich braci, suszone figi oraz paragwajską yerba mate. Myśli porządkuje w klasztornej kaplicy. Autor jednej książki z obrazkami. Od czasu wstąpienia do zakonu dominikanów nic lepszego go w życiu nie spotkało. Fascynuje go tradycja monastyczna, dominikański charyzmat oraz wędrowne i żebracze kaznodziejstwo. Przejechał autostopem ponad 25 tys. kilometrów odwiedzając siedemnaście krajów. Lubi deszcz, swoich braci, suszone figi oraz paragwajską yerba mate. Myśli porządkuje w klasztornej kaplicy. Autor jednej książki z obrazkami.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Krzysztof Pałys OP
Krzysztof
Pałys OP
zobacz artykuly tego autora >