Nasze projekty

Uczciwie przyznam

Podwójne życie. Brzmi nieźle, ale jedynie w tytule filmu Kieślowskiego i pod warunkiem, że dotyczy jakieś niesprecyzowanej Weroniki. W małżeństwie to równia pochyła. Nawet jeśli chodzi o drobnostki, szczegóły, duperele.

Reklama

Wieczorem mieliśmy trudną rozmowę. Chciałem być uczciwy. Zaryzykowałem, odsłoniłem się i opowiedziałem o najświeższych bolesnych zawirowaniach. Wiedziałem, że wyjawiając prawdę mogę zranić żonę, nadużyć jej zaufania. Zdawałem sobie świetnie sprawę z tego, że mogę zostać źle zrozumiany, a Dorota nie rzuci mi się na szyję z łkaniem i nieodłącznym: „Rozumiem, rozumiem”. Nie było łatwo. Bolało, ale było warto. A rano zadzwonili ze Stacji7.pl z propozycją tekściku o… małżeńskiej uczciwości. Doprawdy, trudno mi się było z tego wygumować.

Uczciwie przyznam

Zły przykład

Reklama
Reklama

 

Solidną lekcję nieuczciwości małżeńskiej otrzymałem jeszcze zanim usłyszałem „Marsz Mendelssohna” i przejęty wydukałem „…i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę…”.

 

Reklama
Reklama

Zaczęło się od mocnego uderzenia, zimnego prysznica. Poznałem życie rock’n’rollowe od podszewki. Zajrzałem za scenę, za kulisy, do hotelowych pokoi, jako dziennikarz. Głównym tematem rozmów nie były narkotyki czy alkohol, ale seks, „wyrywanie panien”. Artyści byli wierni. Niestety nie żonom, ale dewizie „sex&drugs&rock’n’roll”. Realizowali ją z niespotykaną wprost sumiennością. Najbardziej zdumiewało mnie to, że po powrocie do domów, ci sami faceci udawali przykładnych kochających tatusiów i mężów. Przebierali się w domowe fartuszki, pomagali żonom przygotowywać kolację, zawozili dzieci na baseny. Podskórnie czułem, że niebawem się to wszystko rozsypie. Nie musiałem długo czekać.

 

Ponieważ jestem mistrzem świata w nakładaniu masek, wiedziałem, że sam za wszelką cenę muszę zrezygnować z każdej formy nieuczciwości w małżeństwie. Czułem, że bezkompromisowe słowa Jezusa: Poznasz prawdę, a prawda cię wyzwoli, oraz obietnica, że „Duch doprowadzi mnie do całej prawdy”, sprawią, iż nie jeden raz będę płakał rozłożony na łopatkach albo przerażony sobą krzyczał przyciśnięty do ściany. A jednak zdecydowałem się na uczciwość. Bo niewiele rzeczy budzi we mnie taki niesmak, jak podwójne życie.

Reklama

Drobnostka…

 

„Niech inni prowadzą wojny, a ty szczęśliwa Austrio wstępuj w związki małżeńskie”. Nam w małżeństwie nie poszło tak sielankowo. Zdecydowanie, zbyt długo zastanawialiśmy się, czy wstąpić w związek. Bóg uszanował naszą decyzję. Wszedł w tę rzeczywistość błogosławiąc ją i zamieniając w sakrament.

 

 

Po latach widzę, jak toksyczne dla małżeństwa są nawet najmniejsze, najbardziej niepozorne formy nieuczciwości. Lekceważymy szczeliny, drobnostki, duperele. Nie zdajemy sobie sprawy, że to one sprawiają, iż potężne mury rozsypują się w proch.

 

Symbolem zła jest wąż. Dlaczego? Może dlatego, że potrafi wślizgnąć się w najmniejsze szczelinki? Bóg zapowiadał prorokowi Amosowi: W tym dniu podniosę szałas Dawidowy, który upada i zamuruję jego szczeliny.

Potężne zagrożenie stanowią nie tylko spektakularne manifestacje, głośne protesty, ostentacyjne tupanie nogami, trzaskanie drzwiami, cała ta małżeńska pokazówa i demonstracja siły. Równie groźne są maleńkie gesty, drobne nieuczciwości, sekreciki, niepozorne ukłucia. Nie mają siły rażenia pneumatycznego młota, nie miażdżą, ale boleśnie zatruwają życie. Widziałem to wielokrotnie.

 

 

Nawet drobne nieuczciwości powodują, że rodzi się w nas podejrzliwość, a rodziny rozsadzają niedopowiedzenia, domysły, półprawdy.

 

 

Skutecznie rozwaliły kilka znajomych małżeństw. Naprawdę nie zaczynało się to od zdrady, czy hitchockowego trzęsienia ziemi, ale od niewielkich nieuczciwości. Obserwuję ten mechanizm od lat. Sprawdza się w praniu nie tylko na płaszczyźnie małżeństw. W historiach znajomych zakonników – charyzmatycznych, poczytnych, rozchwytywanych (i tak dalej, i tak dalej), którzy z hukiem opuścili swe zgromadzenia, znalazłem pewien wspólny mianownik. Wszyscy oni zaczynali od tego, że byli nieuczciwi w drobnostkach. Przestali przychodzić na modlitwy z braćmi, zatajali coś przed wspólnotą. Opuszczali liturgię godzin. Ot, drobniutkie nieposłuszeństwa. Błahostka, na którą zdecydowali się, zanim zabrnęli w grząskie bagno. Pozornie niewinne decyzje były szczeliną, która rozsadziła skałę.

Uczciwie przyznam

Niezły kaliber

 

Czy należy mówić wszystko? Bezceremonialnie wywalać prawdę w oczy? Nie!

 

Nadrzędna jest miłość, dobro związku. Nie trzeba za wszelką cenę wkładać kija w mrowisko.

 

Znam przypadki, gdy spowiednicy nie zachęcali (czy nawet wprost zabraniali) opowiadania o grzechach przeszłości. Bo mogły wprowadzić one w życie małżonków niepotrzebne zamieszanie i skutecznie oddaliłyby ich od siebie.

 

Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię. Tak to działa. Jestem nieuczciwy w drobnostkach? Jeżeli o mnie chodzi, to wiem, że polegnę przy większym kalibrze – znam swoją kondycję. Dlatego zdecydowaliśmy się z żoną na szczere rozmowy. I, przyznam uczciwie, nie żałujemy.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę