video-jav.net

Matura. Oddaj ją Bogu

Prawdą jest, że po maturze człowiek staje przed ważnymi wyborami dotyczącymi życiowej drogi. Warto jednak uświadomić sobie, że nie są to decyzje nieodwołalne ani wybory, których nie dałoby się zmienić.

Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Człowiek jest tak skonstruowany, że potrzebuje momentów granicznych, chwil przełomu, pewnych symbolicznych wydarzeń. Stąd nawet w najbardziej prymitywnych plemionach znane były rytuały inicjacji, a po nich kolejne stopnie wtajemniczenia. Również w religiach ważnymi elementami budującymi tożsamość są określone ryty. W naturalny sposób egzamin maturalny wpisuje się w edukacyjny system rytuałów. Jest to klamra zamykająca czas zdobywania wiedzy szkolnej, czas poznawania świata jako uczeń czy uczennica, siedząc w szkolnej ławie, słysząc co czterdzieści pięć minut dzwonek zwiastujący oczekiwaną przerwę.

 

To już jest koniec, nie ma już nic?

Pamiętam swój pierwszy dzwonek, usłyszany w podstawówce, w dniu pasowania na uczennicę. Pamiętam też dzwonek ostatni i szklące się oczy ze wzruszenia, że to już koniec. Gdzieś pod skórą kryje się wspomnienie lęku, który mi wtedy towarzyszył. W głowie kłębiło się mnóstwo pytań: „Co dalej?”, „Jakie studia?”, „Jak żyć?”. Życie po maturze wydawało się dość przerażające i nieznane. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej przyjemna i nie tak przejmująca jak strach, który czuć było wtedy w każdym oddechu.  Mimo tego, że nigdy więcej żaden szkolny dzwonek nie brzmiał już tak samo, ponieważ nigdy więcej nie stałam się uczennicą, to świat się nie skończył. Zostałam studentką, później doktorantką, ale uczennicą już nie, choć przecież nie przestałam się uczyć. Nadal zostałam w relacji – mistrz – uczeń. Po maturze jednak w zupełnie inny sposób. Pewien etap się skończył, ale życie nie znosi próżni. Momentalnie rozpoczął się więc etap kolejny. Może to stanie się jakąś ulgą i pocieszeniem dla zestresowanych maturzystów. Jakkolwiek w danej chwili wydaje się to niemożliwe i niepojęte, to ten egzamin jest tylko (i aż) jednym z wielu rozdziałów w życiu. Po nim, za rogiem rozpoczyna się nowe-stare.

 

Zmienia się wszystko – nie zmienia się nic

Prawdą jest, że po maturze człowiek staje przed ważnymi wyborami dotyczącymi życiowej drogi. Warto jednak uświadomić sobie, że nie są to decyzje nieodwołalne ani wybory, których nie dałoby się zmienić. Dorosłość, dojrzałość i odpowiedzialność nie kształtują się znienacka, za pomocą kilku testów, pytań i egzaminów. Do tych kilku majowych dni przygotowania trwały od lat. Dlatego, nie umniejszając roli i wagi matury, nie należy jej też wynosić i wyolbrzymiać, tak jakby od jej wyników zależała przyszłość albo szczęście lub jego brak. W Piśmie Świętym najczęściej powtarzaną frazą są zdania dodające odwagi, otuchy i wzywające do nie lękania się. Jezus jest tym, który przynosi pokój. A diabeł tym, który chce wzbudzać strach. Strach przed jutrem, przed Bogiem, przed ludźmi. Chrześcijanin każdego dnia jest zaproszony do tego, by powierzać swoje życie Bogu. Jezus mówił, żeby nie troszczyć się zbytnio o to, co ma być, o to co się będzie jadło, piło. Dość ma dzień swojej biedy. A każdy włos na naszej głowie jest policzony. Innymi słowy Bóg jest tym, który zna nasze potrzeby, zna pragnienia naszego serca. I z całym przekonaniem można stwierdzić, że Bóg chce je wszystkie zaspokoić. Czasem jednak dzieje się to w inny sposób niż sami zaplanujemy. Dlatego – w kontekście matury – niezależnie od jej wyników warto oddać tę sprawę Bogu. Pytać Jego o to, jaki ma plan na moje życie. Pytać o Jego wolę.

 

Egzamin z życia

Każdego dnia mamy niezliczoną liczbę okazji, by odkrywać zamysł Boga na nasze życie.  Możemy badać, do czego nas powołuje. Czasem wydaje się, że powołania dotyczą tylko osób konsekrowanych, księży i małżonków. Tymczasem Bóg każdego dnia jest gotowy objawiać swoje zamiary względem nas. Być może wierność zasadom, wytrwałość w trzymaniu się wartości, odwaga w dawaniu świadectwa, cierpliwość na modlitwie, przebaczenie, systematyczna nauka i wiele innych to wyzwania godne dojrzałego człowieka.To od nas zależy, czy słuchamy Jego głosu, czy szukamy tej woli, czy sprawdzamy, czy nasze życie się Jemu podoba. Może się okazać, że w tej szarej, niepozornej codzienności zdajemy najważniejsze egzaminy z życia, że to wyzwania monotonii są prawdziwą maturą. Być może wierność zasadom, wytrwałość w trzymaniu się wartości, odwaga w dawaniu świadectwa, cierpliwość na modlitwie, przebaczenie, systematyczna nauka i wiele innych to wyzwania godne dojrzałego człowieka. Może się okazać, że dzięki powszedniej pracy, z pozoru niewidocznej, ten edukacyjny egzamin okaże się tylko symbolicznym domknięciem etapu, po którym płynnie nastąpi kolejny. A to co jest naprawdę ważne rozgrywa się między mną a drugim człowiekiem. Między mną a tym najmniejszym, w którym każdego dnia mogę spotykać Jezusa. Wobec tak postawionej perspektywy tych kilka dni egzaminów to naprawdę bułka z masłem.

Agata Rujner

Agata Rujner

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agata Rujner
Agata
Rujner
zobacz artykuly tego autora >

Kurs przedmałżeński nie musi być porażką

„Kościół i jego niedostosowanie do współczesności!”, „Królestwo zacofania i anachronizmu!”. Taką mniej więcej etykietę mają od lat kursy przedmałżeńskie w Polsce. Co robić? Można wznosić oczy ku niebiosom, można biadolić, wyśmiewać, boczyć się, albo.... albo dobrze się rozejrzeć. Bo kurs przedmałżeński, na szczęście, niejedno ma imię.

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wyobraź sobie, że masz wziąć udział w ekstremalnym biegu przełajowym. Jesteś zdecydowany biec w duecie, choć raz po raz budzą się w tobie wątpliwości, czy towarzysz biegu jest na pewno odpowiednim wyborem. Do tego dowiadujesz się, że po drodze mogą dołączyć do was jakieś nieporadne istoty, całkowicie od was zależne, które najpierw spowolnią wasz krok, ale po umiejętnym prowadzeniu dodadzą wam atomowego przyspieszenia. Nie znasz dokładnie trasy, znasz mniej więcej cel. Decyzji o starcie nie ułatwiają liczne informacje o tym, ilu parom nie udaje się tego biegu ukończyć. I jeszcze jedno – od tego startu zależy twoje szczęście. Dopada cię stres? Na samą myśl o biegu zalewasz się potem? Spokojnie, w końcu można się do niego przygotować! Więc pełen nadziei ruszasz na kurs. A tu owszem, opowiadają ci niby o przebiegu trasy, ale tylko teoretycznie. Jest sporo slajdów, czasem padnie jakiś żart, ale jednak przekaz jest czysto abstrakcyjny. Niby mówią jak być pewnym czy wybór partnera jest właściwy, ale mówią to najczęściej ci, którzy z założenia uczestniczą w tym biegu sami. Wychodzisz z kursu i jedyne co ci zostaje, to zanucić gorzko za Kombi „Słodkiego, miłego życia…”

 

Ale można też wybrać inny kurs. Prowadzony przez tych, którzy biegną już kilka, kilkanaście, albo nawet kilkadziesiąt lat razem i trenera, który, choć biegnie sam, towarzyszy zawodnikom z bliska od samej linii startu. Co więcej, kurs prowadzisz przede wszystkim sam ze sobą i z przyszłym kompanem biegu. Masz dzięki temu szansę najpierw poznać siebie, swoje mocne i słabe strony, możesz łatwiej przewidzieć gdzie bieg będzie dla ciebie trudniejszy, a gdzie łatwiejszy. Ale to jeszcze nie koniec. Możesz, być może po raz pierwszy, naprawdę usłyszeć swojego przyszłego towarzysza; zrozumieć jego potrzeby i zapatrywania na trasę biegu. A co najważniejsze, utwierdzić się w przekonaniu, graniczącym z pewnością, że jest to ten właściwy i jedyny człowiek, z którym chcesz wyruszyć w ten najbardziej wyjątkowy bieg życia. Wydaje ci się, że to już wszystko? A skąd! Podczas takiego przygotowania dostajesz do ręki konkretne narzędzie ułatwiające porozumienie z towarzyszem, którego (UWAGA!) uczysz się używać od pierwszych minut trwania kursu. I jeszcze jedno – nie ma slajdów, nie ma teorii. Wszystko, co słyszysz podczas kursu, to autentyczne przypadki biegnących par. Kto, gdzie i kiedy pobłądził. Kto wyłożył się na którym zakręcie i jak konkretni zawodnicy radzili sobie z przyjmowaniem urazów. Widzisz na nich sporo siniaków, czasem dostrzegasz świeże strupy, a czasem i pokaźne blizny. Czujesz od nich zapach trasy. Ale to, co najbardziej cię uderza w tych doświadczonych zawodnikach, to głód nowych wyzwań. Widzisz, że ten bieg, choć nie pozbawiony czasem bardzo bolesnych upadków daje im to, czego sam szukasz – daje im szczęście.

Tak mniej więcej wygląda różnica między parafialnym kursem przedmałżeńskim, a propozycją jaką dla narzeczonych, ale również zakochanych mają ośrodki Spotkań Małżeńskich, obecne w całej Polsce. Same Spotkania powstały z myślą o małżeństwach, ale kiedy z czasem zauważono jak często uczestnicy weekendowych rekolekcji małżeńskich wzdychają na odchodnym „Szkoda, że nikt nas tego nie nauczył przed ślubem”, postanowiono rozszerzyć działalność także o narzeczonych.

 

 

Na czym polega wyjątkowość Spotkań Małżeńskich? Na DIALOGU. Dialogu, który z założenia wyklucza wojnę, spór, szukanie swojej racji. DIALOGU, który prowadzi do pierwszego, autentycznego spotkania z najbliższym nam człowiekiem, czasem po wielu wspólnie spędzonych już latach. DIALOGU, który zmusza do wyrzucenia z głowy utartego obrazu współmałżonka i do stanięcia wobec niego jak wobec tajemnicy. Której nigdy nie odkryje się do końca. Wreszcie, DIALOGU, który nie jest abstrakcyjnym pojęciem, ale charyzmatem opartym na czterech, konkretnych założeniach; by bardziej słuchać niż mówić, rozumieć niż osądzać, bardziej dzielić się niż dyskutować, a ponad wszystko przebaczać.

Wracając do narzeczonych. Propozycja Spotkań Małżeńskich jest dla nich dwutorowa. Przede wszystkim Wieczory dla Zakochanych. Jest to 9-tygodniowy cykl spotkań (każde trwa ok. 3h), podczas których poruszane są tematy związane z poznaniem własnych cech osobowości, swoich oczekiwań, pragnień, wyobrażeń. Uczestnicy uczą się m.in. jak rozwiązywać konflikty czy też budować autonomię swojego związku. Podczas Wieczorów mają również szansę odkryć czym jest naprawdę sakrament małżeństwa i zadać sobie pytanie o miejsce wiary w moim/naszym życiu.

 

 

Drugą propozycją ośrodków SM są weekendowe Rekolekcje dla Narzeczonych, które zaczynają się w piątek wieczorem, a kończą w niedzielę po południu.

Wieczory dla Zakochanych, podobnie jak wyjazdowe Rekolekcje dla Narzeczonych dzieją się tak naprawdę między dwojgiem zakochanych osób. To one, dzięki unikatowej warsztatowej formie, właściwie same sobie udzielają rekolekcji. Owszem wprowadzeniem do tematu każdego spotkania jest świadectwo małżeństwa i duszpasterza – animatorów SM, ale słowem klucz jest tu właśnie świadectwo.

– To, że jako animatorzy siedzimy naprzeciwko uczestników, nie upoważnia nas do jakichkolwiek pouczeń czy wykładów. Dzielimy się tylko tym, co mamy; naszymi siniakami, obtarciami, ale i jedynym, niepowtarzalnym smakiem zwycięstwa po pokonaniu szczególnie trudnego etapu naszej małżeńskiej drogi – mówią Ania i Olek Unoldowie, para odpowiedzialna za SM we Wrocławiu.

Wprowadzenia animatorów są tylko zaczynem, inspiracją, zachętą. Reszta jest w rękach uczestników. Co istotne, forma warsztatów jest tak skonstruowana, aby obydwie strony miały jednakową szansę na wypowiedzenie się i często po raz pierwszy nazwanie swoich prawdziwych potrzeb, oczekiwań, nadziei, ale i lęków, frustracji, niepewności.

Doświadczeni rekolekcjoniści mówią czasem o tym jak inne, dużo bardziej owocne byłoby ich głoszenie, gdyby mogli słuchającym zaproponować jakąś formę działania. Tak, żeby usłyszana treść poprzez działanie prowadziła rzeczywiście do odnowy. Nic się nie wydarzy w naszym życiu, jeżeli nie zrobimy pierwszego kroku w kierunku zmiany. Propozycja SM dla narzeczonych to nawet nie jeden krok, ale dosłownie wzięcie udziału w prawdziwym biegu adaptacyjnym. Krótszym i intensywniejszym w przypadku wyjazdowego weekendu, albo dłuższym, dającym większą szansę na głębsze przeżycie poruszonych tematów w przypadku Wieczorów.

A zatem: do biegu, gotowi, start!


Wieczory dla Zakochanych jak i Rekolekcje dla Narzeczonych, jako programy przygotowujące do Sakramentu Małżeństwa spełniają wymagania w zakresie katechez przedmałżeńskich. Absolwenci Wieczorów dla Zakochanych i Rekolekcji dla Narzeczonych otrzymują zaświadczenia potrzebne przy składaniu dokumentów w kancelarii parafialnej przed zawarciem związku małżeńskiego.

Anna Hazuka

Anna Hazuka

Żona Wojtka, mama Marysi, Ulci, Elenki, Basi i Jasia. Z życiowej pomyłki - prawnik, z naprawionego błędu - dziennikarz. Absolwentka pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa i autorka bloga budujemymosty.pl

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >