Łysy kocur i król świata

Człowiek przedrzeźniający Boga jest jak udający człowieka kot, który ogolony z sierści, ubrany w sukienkę lub garnitur, pomiaukuje pod nosem.

Radosław
Więcławek OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Królowie świata. Niemal każdy kot domowy zachowuje się, jakby był suwerennym władcą nad przestrzenią, w której przebywa. Bo przecież kot nie zajmuje po prostu części kanapy, która wystarcza dla jego komfortu, ale zapełnia swoim ciałem tyle miejsca, ile potrzeba by nikt więcej nie mógł się na niej zmieścić. Broni też gorliwie swojej przestrzeni. Raz pozwala okazywać sobie względy przez pieszczoty, a innym razem każda próba kontaktu może wiązać się z popadnięciem w niełaskę (nie mówiąc już o zadrapaniach). Poza tym tylko on kontroluje rytm swojego funkcjonowania.

Żaden zewnętrzny argument nie jest w stanie zmienić jego decyzji, by w akurat wybranym miejscu i w tym a nie innym momencie wylizać okolice ogona. W końcu, karmienie czy pielęgnację przyjmuje ze zniecierpliwieniem jako coś, co mu się należy. Ale czy ktoś, kto zdecydował się na to, żeby mieć w domu kota, będzie miał do niego pretensje, że jest po prostu sobą? Nie wydaje mi się. Kiedyś miałem dachowca. Wołaliśmy na niego Brutus. Najbardziej ujmujące w nim było dla mnie właśnie to kocie połączenie dystansu i bliskości, niezależności i przywiązania, rozpychania się i dopasowania. Był jak członek rodziny. Podobnie jest między nami a Bogiem.

Nic więc dziwnego, że chcemy być jak Bóg, bo on też tego chce. Gorzej, jeśli chcemy mieć władzę Boga, ale nie chcemy mieć innych Jego cech. Wtedy dążenie do upodobnienia się do Boga staje się raczej przedrzeźnianiem niż naśladowaniem

Proszę mnie nie zrozumieć źle. Nie mam na myśli tego, że Bóg traktuje każdego z nas jak puchatego pieszczoszka, którego niemało posiadaczy kotów uważa za żywą zabawkę. Bóg szanuje to, kim jesteśmy i jacy jesteśmy, bo sam nas powołał do istnienia i dał nam wolną wolę. Bóg stworzył dla nas dom – świat, troszczy się o nas, karmi, daje światło, wodę, a nade wszystko jest blisko każdego z nas. Co więcej dał nam możliwość zachowania dystansu, niezależność i możliwość poszerzania naszego wpływu na rzeczywistość. Przecież sam powiedział o ziemi, żebyśmy „uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1, 28). A w dodatku On, Król Świata, stworzył nas „na swój obraz” (Rdz 1, 27).

Nic więc dziwnego, że chcemy być jak Bóg, bo on też tego chce. Gorzej, jeśli chcemy mieć władzę Boga, ale nie chcemy mieć innych Jego cech. Wtedy dążenie do upodobnienia się do Boga staje się raczej przedrzeźnianiem niż naśladowaniem. Dzieje się tak, gdy rezygnujemy z cech Boga, które łączy z wszechmocą i wszechwładzą – z szacunku do wolności innych, z przebaczenia, z akceptacji faktu, że nie wszyscy są równie doskonali jak my.

To przedrzeźnianie Boga prowadzi do tego, że Jego obraz, który nosimy, staje się karykaturą. Człowiek przedrzeźniający Boga jest jak udający człowieka kot, który ogolony z sierści, ubrany w sukienkę lub garnitur, pomiaukuje pod nosem. A w istocie rzeczy Bóg nie jest zazdrosny o panowanie i moc. On chce tego, żebyśmy stawali się coraz bardziej do Niego podobni. Z resztą św. Ireneusz twierdził nawet, że Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się Bogiem.

Pozwólmy Bogu być Bogiem, a On pomoże nam być ludźmi w taki sposób, żebyśmy mieli udział w Jego potędze, wspaniałości i królowaniu. Bo jesteśmy członkami Jego rodziny. Nie bądźmy łysymi kocurami i kotkami. Bądźmy królami świata.

Radosław Więcławek OP

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Radosław
Więcławek OP
zobacz artykuly tego autora >

Pomóż sobie samemu

Pomożesz samemu sobie, gdy zaczniesz pomagać innym. Nie ma pełniejszej radości niż ta, którą wywołuje stan zbliżenia się do miłości Boga i odnajdywania Go w ludziach.

Tomasz Samołyk
Tomasz
Samołyk
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Piszę te słowa w piątek 29 stycznia, czyli w dzień, w którym Kościół zaproponował do rozważań czytanie z listu do Hebrajczyków (Hbr 10, 32-39), Psalm 37 oraz Ewangelię według Świętego Marka (Mk 4, 26-34). Powyższe źródła stanowią katalog moich “ściąg”, z których zamierzam korzystać dla dobra nas wszystkich, abym jak najmniej, w temacie pomagania, przemycił od siebie.

Przed Świętami Bożego Narodzenia spotkałem w supermarkecie człowieka trzymającego w dłoniach kartkę, na której było napisane:  “Kupowanie rzeczy nie dam wam szczęścia”. Przyznałem mu w myślach rację i poszedłem… kontynuować zakupy.

Dziś, gdy próbuję opowiedzieć o pomaganiu, które definiuję jako służbę i rezygnowanie z samego siebie, czuje się jak ten człowiek, który w zenicie konsumpcyjnych, świątecznych uniesień, spotkał się z powszechną reakcją obojętności. Dziś bowiem wszystko wokół nas mówi, że im więcej będziemy myśleć o sobie, im więcej załatwimy/kupimy/zorganizujemy dla siebie, tym będziemy szczęśliwsi. W myśl z pozoru logicznie brzmiącej zasady: “dostanę coś, więc będę o to coś bogatszy (w domyśle: szczęśliwszy)”.

Nic bardziej mylnego.

Stan szczęśliwości nie nadejdzie po zdobyciu jakiejś określonej ilości przyjemności. Nadejdzie w zupełnie inny sposób: po rezygnacji z samego siebie i oddaniu siebie w pełni.

“Albowiem współcierpieliście z uwięzionymi, z radością przyjęliście rabunek waszego mienia, wiedząc, że sami posiadacie majątek lepszy i trwały.” (Hbr 10, 34)

Czyż nasze życie nie przypomina wędrówki przez wielki supermarket, w którym kolekcjonujemy przyjemności w poszukiwaniu szczęścia? A ono jakoś nigdy nie chce nadejść. I uwaga, oznajmiam to z absolutną autorytatywnością: nigdy w ten sposób nie nadejdzie.

Ten prawdziwy stan radości wypełni nas tylko wtedy, gdy pozwolimy na… rabunek naszego mienia. Mienia, którym jest nasz czas, pieniądze, talent, zdobyte umiejętności i wszystko to czym dysponujemy. Z tego wszystkiego powinniśmy się codziennie dać ograbiać. Dostaliśmy to wyłącznie po to, by się tym dzielić.

Tym jest przecież równanie do obrazu jedynej prawdziwej Miłości, którą jest Miłość Boga do człowieka: bezinteresowna, trwała, stale wyczekująca i wybaczająca oraz nieoczekująca niczego w zamian. Gdy zaczniemy do tej relacji równać i kształtować nasze relacje wedle tego wzoru, wówczas:

“Pan umacnia kroki człowieka
na drodze, która jest miła dla niego.
A choćby upadł, nie będzie leżał,
bo jego rękę Pan podtrzyma”
(Psalm 37)

Pomożesz samemu sobie zatem, gdy zaczniesz pomagać innym. Nie ma pełniejszej radości niż ta, którą wywołuje stan zbliżenia się do miłości Boga i odnajdywania Go w ludziach. Tu znów, nie musimy się niczego bać i z niecierpliwością wyczekiwać na owoce, bo:

“[Królestwo Boże] jest jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu.” (Mk 4, 31)

A jak pomagać gdy nie mamy pieniędzy, czasu albo gdy sami potrzebujemy pomocy? Zapytałem o to wszystko “zawodowców” od pomagania, a ich odpowiedzi zebrałem w tym filmie:

 

 

Tomasz Samołyk

Tomasz Samołyk

Pisarz, publicysta, vloger, redaktor, dziennikarz, montażysta i muzyk. Na swoim kanale na YouTube komentuje wydarzenia społeczne, polityczne, kulturalne i religijne. Jego mistrzem duchowym jest Tomasz à Kempis.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama
Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



Reklama
Reklama

Tomasz Samołyk
Tomasz
Samołyk
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap