video-jav.net

Ks. Bartczak: Ludzie są dla mnie odpoczynkiem

– Nawet zagraniczne wyjazdy nie są dla mnie tak atrakcyjne, jak miejsca w Polsce gdzie wiem, że spotkam wspaniałych ludzi. Przy nowo poznanych ludziach, którzy są zachwycający pod różnymi względami, najlepiej wypoczywam – mówi ks. Jakub Bartczak.

Ks. Jakub Bartczak
Ks. Jakub
Bartczak
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Człowiek musi mieć odskocznię psychiczną

Człowiek tak po ludzku musi po prostu odpoczywać, mieć jakąś odskocznie psychiczną.

Odpoczynek to różnego rodzaju formy odreagowania. Można spędzać go aktywnie, ja np. nieraz nawet piekłem ciasta. Tak właśnie zacząłem kiedyś z rapem, przez duże zmęczenie psychiczne miejscem i różnymi sytuacjami. Była to dla mnie odskocznia, relaks. Człowiek tak po ludzku musi po prostu odpoczywać, mieć jakąś odskocznie psychiczną. W momencie, gdy coś się staje dla nas pracą, choćby zewnętrznie wyglądało, jak odpoczynek, to musimy poszukać innej odskoczni. Dla mnie był nią kiedyś hip hop. Teraz też czasami jest. Poprawia mi nastrój i samopoczucie.

 

Nie ważne gdzie, ważne z kim

Jeśli chodzi o wakacyjny wypoczynek, zauważyłem, że lubię i dużo wędruję, choć nie tyle w miejsca, co dla ludzi. Ludzie dla mnie, wbrew pozorom, też są odpoczynkiem. Lubię jeździć tam, gdzie mogę spotkać jakichś świetnych ludzi. Nawet zagraniczne wyjazdy nie są dla mnie tak atrakcyjne, jak miejsca w Polsce gdzie wiem, że spotkam wspaniałych ludzi. Przy nowo poznanych ludziach, którzy są zachwycający pod różnymi względami, najlepiej wypoczywam.

 

Cisza – relaks dla duszy

Ważne są takie momenty, żeby w ciągu dnia znaleźć samotne miejsce chociaż na chwilę.

Próbowałem innych form relaksu. Poczynając od sportu – kiedyś grałem bardzo dużo w piłkę nożną – poprzez muzykę, o której już wspominałem, ale jednak najskuteczniejszym odpoczynkiem duchowym jest dla mnie modlitwa. Gdy byłem u Sióstr Zawierzanek w Częstochowie na rekolekcjach w ciszy, było mi trudno wytrzymać, ale jednak czułem się zupełnie zresetowany duchowo i natchniony Bogiem na nowo. Polecam takie rekolekcje w ciszy. Szczególnie jeżeli ktoś jest tak bardzo zabiegany i  cały czas coś robi, to przyda mu się tak po prostu zatrzymać, usiąść. Pamiętam, że jak tam przyjechałem to pierwszego dnia cały czas spałem. Tak na mnie to zwolnienie tempa zadziałało, że po prostu ciągle spałem. Uczestniczyłem w punktach dnia, ale między nimi tylko spałem. Siostra prowadząca nawet jakoś na to agresywnie nie zareagowała, chyba wiedziała, że musiało nastąpić przejście od takiego zwariowanego trybu do takiego, żeby zwolnić i później wprowadzić w to jeszcze mocniej Pana Boga. Dlatego też na co dzień są ważne takie momenty, żeby na końcu czy początku dnia znaleźć samotne miejsce chociaż na chwilę. Zawsze się staram, żeby chociaż na sekundkę gdzieś się urwać.

 

Twój wybór

Wypoczynek to czasem aktywność fizyczna, sportowa. Ważne, żeby zmieniać rodzaju wysiłku. Przede wszystkim jednak ważny jest wypoczynek psychiczny i duchowy, żebyśmy umieli żyć czymś innym. Relaksem duchowym, a nie tymi problemami dnia codziennego czy stresami. To jest dla mnie wypoczynek. Nowo poznani ludzie cieszą mnie bardziej niż miejsca. Jeśli chodzi o ducha, to cisza i modlitwa. Dla mnie też formą odpoczynku, która wprawia mnie w dobry nastrój jest hip hop.

Kiedyś jako ksiądz miałem pokusę, żeby z ministrantami kupić Playstation. Zaczęliśmy grać i mogłem pójść w dwie strony. Albo grać w Playstation i być mistrzem FIFY albo robić hip hop. Jednak postanowiłem, że będę robił coś bardziej kreatywnego i wybrałem hip hop. To jest dla mnie relaks i odskocznia.

Ks. Jakub Bartczak

Ks. Jakub Bartczak

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Jakub Bartczak
Ks. Jakub
Bartczak
zobacz artykuly tego autora >

Dlaczego zabieramy dzieci w dzicz

Zrobiliśmy w zeszłym roku eksperyment i zabraliśmy stado jednego dnia na przebieżkę przez wydmy, a następnego do Rowów na deptak. I okazało się, że te same dzieci, które przeszły dziesięć kilometrów przez piach, dostały histerii po trzystu metrach spaceru między „atrakcjami”. Ponieważ nie dało się spełnić tego festiwalu pragnień, który się nagle w nich pojawił.

Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wszystkie nasze dzieci dziedziczą rodzicielski gen powsinogi: szczególne upodobanie do włóczęgi, łatwość przystosowania do zmiennych warunków, czystą radość z samego przemieszczania się. Byłam ostatnio z Najmłodszą (dwulatką) na Pilsku, targałam ją w nosidle przez większość trasy, a ona w zamian zabawiała mnie rozmową.

– O, mama, patś! Ślak! Mam punkt! (Zabawa zapamiętana z wycieczek ze starszym rodzeństwem – kto pierwszy zauważy namalowany szlak, dostaje punkt).
– O, mama, fiatek! Pafnie!
– O, mama, jak pięfnie!

Wędrujemy pełnym składem i w różnych podgrupach, najczęściej po górach – z racji miejsca zamieszkania – ale równie chętnie po lasach, łąkach, wydmach, torfowiskach i innych „dziczach”. Przemierzamy sporo kilometrów na piechotę, niektórzy z z nas namiętnie zbierają punkty GOT i kolekcjonują pieczątki w książeczce, inni dokumentują trasy na Endomondo, jeszcze inni mówią po prostu, że pięfnie. Dobrze się czujemy w schroniskach, skansenach, chatkach studenckich, na mało uczęszczanych przystaniach mazurskich.

Nie czujemy się dobrze w kurortach. Programowo nie bywamy w miejscowościach typowo turystycznych w sezonie. Chętniej przyjeżdżamy w maju albo we wrześniu, ale też bez szału. Nie powoduje nami żaden szczególny snobizm czy obawy albo fobie: po prostu kurorty generują Potrzeby. Człowiek może nie zdawał sobie z tego dotychczas sprawy, ale gwałtownie potrzebuje piłeczki z automatu, trzeciego gofra, przejażdżki hałaśliwym minipociągiem i tymczasowego tatuażu. Nie da się zaspokoić wszystkich tych potrzeb, nawet przy sporej zamaszystości w wydawaniu pieniędzy. Nieuchronnie pojawia się więc frustracja. To dlatego dzieci na deptakach przeważnie wyją, a rodzice przeważnie klną i się kłócą.

Otóż w dziczy tych problemów nie ma. Człowiekowi chce się jeść, pić, siusiać albo usiąść, i wszystkie te potrzeby mają szansę zostać zaspokojone. To jest prosta, klarowna rzeczywistość z jasnymi regułami, dlatego dzieci – jeśli mają szansę ją poznać – bardzo ją doceniają. Idziemy tu i tu, po drodze zobaczymy to i to, na drogę mamy różne smaczne jedzonka. Trochę się zmęczymy, ale będziemy zadowoleni.

Zrobiliśmy w zeszłym roku eksperyment i zabraliśmy stado jednego dnia na przebieżkę przez wydmy, a następnego do Rowów na deptak. I okazało się, że te same dzieci, które przeszły dziesięć kilometrów przez piach, dostały histerii po trzystu metrach spaceru między „atrakcjami”. Ponieważ nie dało się spełnić tego festiwalu pragnień, który się nagle w nich pojawił.

Nazajutrz z ulgą poszliśmy w dzicz.

Mam taką propozycję – spróbujcie i Wy, z dziećmi czy bez – zażyć chociaż paru dni bez zewnętrznych „uatrakcyjniaczy”. Pójść w dzicz i stanąć w prawdzie o sobie, i zaznać tej niepowtarzalnej radości spełnienia potrzeb, których – jak się okazuje – nie ma wcale aż tak wiele.

Marcelina Metera

Marcelina Metera

Żona, matka pięciorga, po godzinach tłumaczka i redaktorka. Nieuleczalna entuzjastka pracy społecznej, dużo gada i szybko czyta

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >