video-jav.net

Bliskość, stół, czas zawieszony. Jak przeżyć Boże Narodzenie?

Każdy musi odkryć i znaleźć swój własny sposób przeżycia Świąt, tak jak przychodzący Bóg ma swój własny sposób, by znaleźć każdego z nas – pisze pallotynka s. Monika Cecot.

Monika Cecot SAC
Monika
Cecot SAC
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Bliskość, stół, czas zawieszony. Jak przeżyć Boże Narodzenie?
Każdy musi odkryć i znaleźć swój własny sposób przeżycia Świąt, tak jak przychodzący Bóg ma swój własny sposób, by znaleźć każdego z nas – pisze pallotynka s. Monika Cecot.

Poniedziałkowe przedpołudnie. Warszawa. Idę Targową. Uliczny prąd życia jakby nabrał tempa. W sklepach nie wiadomo w którą stronę się obrócić. Wszędzie promocje, zachęty i ewentualne prezenty do kupienia. Zwiastujące Święta kolory, zapachy, światła, smaki ogarniają i otulają wszędzie i wszystko. Do tego sączące się z głośników kolędy;
w sklepach, na dworcu, w podziemnym przejściu.

 

Jak połączyć czekanie z nasyceniem?

Poniedziałkowy wieczór. Warszawa. Razem z moją wspólnotą śpiewam Nieszpory. Tydzień temu rozpoczął się Adwent. Wewnętrzny prąd życia jakby się zatrzymał. Czytam teksty o czekaniu, o przygotowaniu, o przyjściu, które ma się wydarzyć, o tęsknocie i pragnieniu, o spełnieniu, które jest już blisko. Jakby z oczekiwania utkane były te brewiarzowe słowa, zdania, wersety. I jednocześnie cisza, która spowija słowa, w jakiś sposób je otula.

Czy te prądy życia, nurty rzeczywistości, w której żyjemy i którą nosimy w sobie, muszą zawsze płynąć niezależnie, zaprzeczać sobie, wykluczać się wzajemnie lub ewentualnie przecinać się ze sobą, albo o siebie zahaczać? Zadaję sobie to pytanie, myśląc o tym, jak przeżywać Święta Bożego Narodzenia. Z roku na rok coraz bardziej funkcjonujemy między przedświątecznym czasem, który jest nasyceniem, zanim nastąpi spotkanie, i Adwentem, który ma nas zatrzymać, niejako przytrzymać, by tęsknota mogła wzrosnąć, a pragnienie spotkania przygotowało na spełnienie. Nic dziwnego, że objedzeni surogatami i zmęczeni nieustannym nasycaniem, w czasie Świąt nie mamy na sił. Zmęczeni i ociężali powtarzamy „Święta, święta i po świętach”. A każdy dodatkowy kęs karpia i kolejna porcja makowca powodują niestrawność. Pytanie: „jak przeżywać Święta Bożego Narodzenia?” może zamienić się wtedy w pytanie: „jak przeżuwać Święta Bożego Narodzenia? Tak, żeby nie umrzeć z przesytu i niestrawności, żeby po prostu – przeżyć.

Do Świąt jeszcze kilka dni. Zatem pomimo wyjątkowo krótkiego Adwentu w tym roku, jest jeszcze trochę czasu, żeby pomyśleć o rozpędzonym i wciąż przyspieszającym Chronos, w którym zanurzona jest nasza codzienność i o odwiecznie spokojnym Kairos, który zanurza nas w sobie. Próbując przemyśleć głębiej te dwa sposoby przeżywania przedświątecznego czasu – tego „już” rozświetlonych choinek i „jeszcze nie” pojedynczego płomyka roratki – zastanawiam się, jak je połączyć. Przeczuwam bowiem, że inaczej nie można.
Może odpowiedzią będzie spojrzenie z innej strony, jakby trochę od końca. Właściwie od początku. Bo po co zastanawiać się o tym, co jest przed wydarzeniem. Kluczem jest to, co ma się wydarzyć – Święta Bożego Narodzenia.
Jak przeżywać Święta Bożego Narodzenia? Zastanawiając się i szukając odpowiedzi, zadaję to pytanie kilku osobom. Nie pytam o to, jak przeżywać czas jaki jest teraz, tylko o to, do czego się przygotowujemy, co będzie już za chwilę. O istotę.

 

Różni ludzie, różne odpowiedzi

Pierwsze słowo, które pada jako odpowiedź to: „bliskość”. Tak zaczyna każdy z tych, których pytam. Moje współsiostry, znajomi, przyjaciele.
– Święta Bożego Narodzenia trzeba przeżywać w bliskości – mówi Piotr, mąż i ojciec. Potem jest słowo „stół”; bo przy nim jest blisko do każdego. Bez względu na to, czy żyjemy w rodzinie, wspólnocie, czy samotni – potrzebujemy bliskości i stołu, gdzie ta bliskość może się dopełniać.

Ks. Paweł, odpowiada, że najpierw trzeba zapytać, co znaczy Boże Narodzenie.
– Jeśli Boże Narodzenie znaczy dla mnie, że przychodzi Bóg, to przeżywam je tak, by być najbliżej Niego. Podekscytowany czekam, aż przyjdzie, aż Bóg narodzi się w moim życiu,
we mnie”.
Michał, student, dodaje, że wtedy prezenty, potrawy i ten rodzinny klimat, który tak lubimy, też przypominają nam, kto jest prawdziwym Dawcą.

S. Joanna mówi mi, że Święta Bożego Narodzenia to przeżywanie kilku dni, jakby w zawieszeniu.

– Terminy, zadania, sprawy do załatwienia, nawet konflikty zostają zawieszone. Potrzeba bliskości i trwania w niej przewyższają wszystko. Jakby adwentowe nasłuchiwanie osiągnęło swój szczyt”. Dorzucam więc, że może wtedy sami niejako stajemy się słuchem, czujnością, trwaniem. Robimy wszystko, by trwać w ciszy tego świętego czasu. Blisko samych siebie, blisko drugiego, blisko Tego, który przychodzi. Ustępują braki, których doświadczamy w codzienności i przeczuwamy mocniej co znaczy pełnia i nowa jakość życia.

Maria, żona i mama dwójki nastolatków, dzieli się tym, że dla niej w przeżywaniu Świąt Bożego Narodzenia najważniejsze jest to, by osoba, która jest obok „mogła przeżyć coś dobrego. Dla męża to będzie może makowiec na który czeka cały rok, dla syna to może będzie wspólne granie w kalambury, które jest naszą świąteczna tradycją, a dla córki – prezent, o który nie ośmiela się poprosić”.

Dla Anny w przeżywaniu Świąt Bożego Narodzenia istotny jest gwar. Roześmiane głosy najbliższych, z lekkim lub większym fałszem śpiewane kolędy, szeleszczący papier niecierpliwie rozwijanych prezentów to znak, tej świątecznej świeżości. Gwar, który mówi czym jest bliskość i radość bycia razem.

S. Monika mówi, że najważniejsze dla niej jest to, że nawet jeśli nie zdążymy ze wszystkim i jakieś okno zostanie nieumyte, i na stole wigilijnym nie będzie dwunastu potraw, albo jeśli zabiegani w przedświątecznym szale zakupów, nie znajdziemy chwili na zatrzymanie, to „Boże Narodzenie i tak się dokona. Bóg przyjdzie! Bo Jego pragnienie, by się narodzić, by nasycić nasze tęsknoty i pragnienia jest większe niż nam się wydaje. Jest silniejsze od naszych mniej lub bardziej owocnych przygotowań”.

 

Przeformatować myślenie

Odwracam zatem perspektywę, przeformatowuję myślenie. Te dwa nurty: rozświetlonego i pędzącego przedświątecznego zabiegania oraz czujnego adwentowego oczekiwania można zrozumieć i połączyć. Wystarczy tylko zastanowić się po co, dlaczego, a przede wszystkim dla kogo, lub lepiej: dla Kogo przeżywać te Święta? Co znaczy Boże Narodzenie?

Słuchając moich rozmówców, zauważam, jak bardzo ich wypowiedzi są podobne i jednocześnie różne. Bo dla każdego Boże Narodzenie oznacza coś innego. I może właśnie o to chodzi. Może to też jedna z tajemnic tego świątecznego czasu. Bóg, który przychodzi jako Dziecko, przychodzi w całkowitej wolności. W takim samym stopniu, z wciąż nieskończoną miłością, pozwala sobie na to, by zostać przyjętym i odrzuconym. I tak od dwóch tysięcy lat. W Betlejem nie został przyjęty przez wszystkich. Byli tacy jak pasterze, którzy zauważyli, że ta Noc zmienia wszystko w ich życiu i spotkali Dziecko oraz tacy, którzy nie zauważyli niczego, nikogo nie spotkali. I tak to trwa. Bóg przyszedł i przychodzi, nie podając recepty, jak ma zostać przyjęty. I wciąż pozwala sobie na to, by być pośród sytych świąteczną atmosferą, zanim ta się naprawdę wydarzy i być z tymi, którzy oczekują, wyglądają, czujni i uważni, z adwentową tęsknotą w oczach.

Nie ma recepty na to, jak przeżywać Święta Bożego Narodzenia. Po prostu trzeba je przeżyć, tak jak przeżywa się życie. Każdy musi odkryć i znaleźć swój własny sposób. Tak jak Przychodzący Bóg ma swój własny sposób, by znaleźć każdego z nas.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Monika Cecot SAC

Monika Cecot SAC

Zobacz inne artykuły tego autora >
Monika Cecot SAC
Monika
Cecot SAC
zobacz artykuly tego autora >

Przepis na świąteczne „ciasto biblijne”

Święta Bożego Narodzenia to czas wielkich przeżyć religijnych, ale też rodzinnych spotkań przy wspólnym stole. Z myślą o tym, aby przygotowywanie świątecznych potraw zawierało również „coś dla ducha”, niemiecki tygodnik „Heinrichsblatt” katolickiej archidiecezji Bambergu zamieścił przepis na „ciasto biblijne". Okazuje się, że składniki na taki wypiek można znaleźć na stronach Starego Testamentu!

Polub nas na Facebooku!

Przepis na świąteczne „ciasto biblijne"
Święta Bożego Narodzenia to czas wielkich przeżyć religijnych, ale też rodzinnych spotkań przy wspólnym stole. Z myślą o tym, aby przygotowywanie świątecznych potraw zawierało również „coś dla ducha”, niemiecki tygodnik „Heinrichsblatt” katolickiej archidiecezji Bambergu zamieścił przepis na „ciasto biblijne". Okazuje się, że składniki na taki wypiek można znaleźć na stronach Starego Testamentu!

Przepis jest następujący:

  • 1,5 szklanki Pwt 32, 14a
  • 6 sztuk Jr 17, 11
  • 2 szklanki Sdz 14, 18
  • 4,5 szkl. 1 Krl 5, 25
  • 2 szkl. 1 Sm 30, 12a
  • ¾ szkl. 1 Kor 3, 2
  • ¾ szkl. Hi 10, 10
  • 2 szkl. Na 3, 12
  • 1 szkl. Lb 17, 23 b
  • szczypta Kpł 2, 13
  • 4 łyżeczki Wj 30, 23
  • 3 łyżki proszku do pieczenia.

Przygotowanie: postępuj według słów Salomona z Księgi Przysłów 23,14a.

Piec ok. 60 min. w temp. 160-180 stopni.

Smacznego!


ts (KAI) / Berlin

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Share via