video-jav.net

Żona to najlepsza przygoda, jaka istnieje na świecie

Z Tomaszem Budzyńskim o miłości do żony, randkach i największym dramacie dla mężczyzny rozmawia Judyta Syrek

Tomasz Budzyński
Tomasz
Budzyński
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jak długo jest Pan ze swoją żoną?

Poznałem Natalię 22 lata temu.

A jak długo jesteście małżeństwem?

21 lat.

To nie nachodziliście się ze sobą…

No nie. Szast prast. Nasze „chodzenie” polegało na jeżdżeniu pociągami. (śmiech)

Od razu Pan wiedział, że to jest kobieta na całe życie? Nie było wahań?

Zakochałem się i nie miałem żadnego wahania, od razu wiedziałem, że to jest ta dziewczyna. Kiedy się pobieraliśmy, byłem całkowicie świadomy tego, co robię. Zresztą, byłem już dorosły. Przynajmniej tak mi się wtedy zdawało. Miałem 30 lat.

Marcin Jakimowicz w swoim tekście na Stacji7 zacytował Pana zdanie: Im dłużej jestem z żoną, tym bardziej ją kocham…

Im dłużej jestem z Natalią, tym bardziej ją kocham i tym bardziej ona mi się podoba. Ja się w swojej żonie zakochałem już po raz któryś z kolei, chyba piąty…

Statystycznie raz na pięć lat? (śmiech)

Coś w tym rodzaju… a może i więcej! Uwielbiam moją żonę i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Życie bez żony? Co za nuda! Oczywiste jest, że współżycie z drugą osobą i miłość na przestrzeni lat po prostu się zmienia. To co teraz wspólnie przeżywamy jest inne niż wtedy, na początku. Miłości nie da się ogarnąć. Ona się rozrasta na wszystkie strony, w górę, w dół. Zstępuje w tajemnicze głębiny i leci jak ptak po niebie. Na początku to jest jakieś szaleństwo! Mnie się wydaje, że miłość z czasem staje się jakby coraz głębsza. Przenosi się w inne rejony. Co innego widzi. Ale jest coś, co błyszczy jak jakiś skarb. Mam tu na myśli jedność i to jedność dusz. Człowiek nie chce być sam i potrzebuje tego drugiego, tęskni za nim. Wiadomo, że na początku jest to głównie jedność cielesno-erotyczna, bardzo ważna, ale później przychodzą rzeczy jeszcze ważniejsze, trudno mi je nawet nazwać w słowach, bo to są rzeczy z pogranicza mistyki. Jedno ciało i jedna dusza. To się przekłada na bardzo prozaiczne sprawy. Ja na przykład nie mogę się nigdzie ruszyć bez mojej żony, to śmieszne, ale nie wyobrażam sobie, że mógłbym na przykład pojechać sam na wakacje. Kiedy widzę coś ładnego, od razu chcę, żeby ona to zobaczyła. Te piękne miejsca, w których jestem, przestają mi się podobać, bo czuję się jakoś okrutnie wybrakowany. Jak w genialnej piosence Starszych Panów „jestem ćwierć albo pół”. Tragicznie nudno się robi po prostu.

A piękne kobiety? Zwraca Pan jeszcze uwagę na inne kobiety?

Jestem artystą, a kobiety są najpiękniejszymi istotami na ziemi. Jak można by nie zwracać na nie uwagi? „Emisja oka”, że znowu posłużę się cytatem (śmiech). Mężczyźni trochę się boją tego piękna i stąd ten sadyzm. Ja jestem przyjacielem kobiet.

Żona to najlepsza przygoda, jaka istnieje na świecie

Niedawno była taka akcja „Wierność jest seksy”. Potwierdza Pan?

Ale po co komu taka akcja? Mnie się podoba moja żona i to, że jestem jej wierny jest dla mnie jasne jak słońce. Mam zdradzić kogoś, kogo kocham? A niby po co? I nie wydaje mi się, abym musiał z tego czynić jakieś hasło na transparencie.

Zostańmy przy wierności. Rozumiem, że nie da się jej zamknąć w ogólnych hasłach, chwytliwie brzmiących. Można o niej mówić dopiero w oparciu o konkretne doświadczenie, konkretny związek…

Tak, bo tu chodzi o poznanie drugiego człowieka, to jest dla mnie bardzo ważne. Dla mężczyzny poznać kobietę, to trochę tak jak wyprawa w kosmos. Dla mnie taka podróż jest fascynująca. A to nie tylko erotyka, ale także niezwykła i czarodziejska wyprawa duchowa. Im dłużej jestem z moją żoną, tym bardziej jestem zaczarowany.

Na czym to polega? Tak samo myślicie, to samo czujecie? Razem się modlicie?…

Tego do końca nie da sie wyrazić w słowach. Wszystko robimy razem, nawet gramy w scrabble. Ostatnio sromotnie przegrywam (śmiech). Ale przecież mamy swoje charaktery. Ja jestem trochę porywczy a Natalia…

Liberalna?

Nie, nie jest liberalna. Ona jest chyba bardziej wyrozumiała. Ale tak, jak mówiłem wcześniej, najbardziej niesamowite jest to głębokie i tajemnicze przeżywanie jedności. Tu chodzi o mistykę.

Ale chyba nie zawsze jest tak mistycznie, miewacie ciche dni?…

Ciche dni? U nas są co najwyżej ciche godziny. Nie potrafimy kłócić się dłużej niż dwie godziny. Natychmiast musimy się pojednać. Ciche dni, to byłaby jakaś katastrofa, to jakbyśmy mieli żyć bez powietrza.

Często się kłócicie?

Bardzo rzadko, może raz na miesiąc, albo raz na dwa.

Gdyby miał się Pan cofnąć o te 20 lat wstecz, to jaką pracę musiał Pan wykonać, żeby teraz wszystko tak się dobrze układało. Mógłby Pan podać taką receptę dla tych, którzy dopiero startują z małżeństwem?

Nie umiem dawać recept. Po prostu kocham swoją żonę. To są jakieś oczywistości. To chyba rozumie się samo przez się, że jak się kogoś kocha, to pragnie się dla tego drugiego dobra. Nie chce się chyba sprawiać komuś bólu i przykrości. Ja chcę, żeby Natalia była zadowolona. Szczęśliwa i wolna. Jestem po to, aby jej służyć. Moje ciało należy do mojej żony. Uważam, że płacz kobiety z powodu mężczyzny, jest największą porażką jaka może być. Mąż powinien tak robić, aby jego żona była zadowolona pod każdym względem. Miłość to znaczy służyć drugiemu.

To jest świetna recepta, ale te przyziemne sprawy, proste gesty też chyba budują związek…

Ależ życie składa się właśnie z prostych gestów. Ja na przykład bardzo lubię się całować (śmiech).

Żona to najlepsza przygoda, jaka istnieje na świecie

A kwiaty, prezenty…

Bardzo ważne. Ale najważniejsze jest przebaczenie. Częste współżycie i wzajemne przebaczanie sobie . Tak jak powiedziałem wcześniej, nie mamy z żoną cichych dni. Chyba byśmy wtedy umarli. Staramy się pojednać od razu i to tak, żeby dzieci to słyszały i były tego świadkami. Na tym też między innymi polega wychowanie. Mamy dwójkę dzieci i dajemy im w ten sposób przykład. Kiedy ktoś pyta, jak wychowuję dzieci, odpowiadam, że w ogóle tego nie robię. Bo wychowywać dzieci, to znaczy kochać swoją żonę. Człowiek jest egoistą i szuka swego, a tu chodzi o to, aby służyć. Czego mogę ich nauczyć, jeżeli nie zobaczą prawdziwej miłości między rodzicami. Mówienie: rób tak, a tak, a tego nie, zupełnie nie działa, bo to są bezsensowne moralizmy. Człowiek młody od razu się buntuje. My swoim dzieciom staramy się dawać nie tylko taki przykład, jak przebaczać, ale też okazujemy sobie przy nich czułość. Uważam, że to ważne, by moje dzieci widziały, że ojciec przytula matkę, kupuje jej prezenty, mówi miłe słowa. Szczególnie kiedy były mniejsze. Gdy zdarzają nam się awantury i przez jakiś czas panuje ta śmiertelna cisza, to widzę że cała rodzina jest bliska śmierci. I kiedy nie możemy już tego wytrzymać, przychodzimy do siebie, prosząc o wybaczenie. Nie mówimy tego, gdzieś schowani za zamkniętymi drzwiami, mówimy to głośno i nasze dzieci od razu przybiegają. Wszyscy stoimy, obejmujemy się i całujemy.

To, że istnieje śmierć, grzech i cierpienie to dzieci szybko zobaczą w dorosłym życiu, szybko się przekonają o tym na własnej skórze. Ale chodzi o to, by w swojej rodzinie zobaczyły, że istnieje miłość, która jest mocniejsza od śmierci, by zobaczyły dowód na to, że jest zmartwychwstanie. To właśnie jest potrzebne człowiekowi do życia. Potrzebny jest dom  zbudowany na skale. Nie bogactwo i wygodne życie. Bo później, kiedy już dzieci wejdą w piekło dorosłości i zderzą się z trudnymi sytuacjami, ktoś im na przykład zacznie gadać: „a wiesz, nie ma żadnej miłości, wszystko to bujda, człowiek jest sam”, one będą mogły powiedzieć wtedy, że to nieprawda, bo widziały miłość, doświadczyły jej, bo ich rodzice się kochali. Widziały to na własne oczy. I myślę, że człowiekowi nic więcej do życia nie jest potrzebne, niż świadomość tego, że można przezwyciężyć śmierć.

Jesteście całą rodziną w jednej wspólnocie. Czy wyjeżdżacie też wspólnie z dziećmi na rekolekcje, wakacje?

My jesteśmy bardzo zżyci i dzieci często się z nami włóczą. Ale teraz, kiedy Nina ma już prawie 18-lat, a Stasiek 15, to zaczynają mieć swoje własne, młodzieżowe sprawy. Ale jeszcze z pięć lat temu byli z nami ciągle.

To ważne dla Pana, żeby pobyć sam na sam z żoną? Czy małżonkowie powinni mieć taki własny skrawek świata, bez dzieci?

Oczywiście że tak. Wychodzimy do kina, na kolację do restauracji, mamy częste randki. Bardzo to lubimy. Albo jedziemy gdzieś samochodem daleko, daleko… albo po prostu spacerujemy.

Pan zaprasza żonę, czy żona Pana?

Kto pierwszy wpadnie na pomysł randki, ten ją organizuje. (śmiech)

Mówi Pan swojej żonie o wszystkim? Relacjonuje jej pracę, to co się dzieje w czasie wyjazdów na trasę koncertową?

Moja żona wie o mnie wszystko. Niczego przed nią nie ukrywam. Może na samym początku, wstydziłem się pewnych rzeczy, no bo co ona powie ? Ale teraz już nie. Tu chodzi o pełne zaufanie do drugiego. O zrozumienie życia i jego tajemnic. Jak wyjeżdżam na koncerty, to muszę od razu dzwonić, bo mi się przykrzy. Trasy koncertowe są generalnie bardzo nudne.

Potrafi Pan podać definicję żony? Kim jest żona?…

Jeżeli kiedyś Pan Bóg pozwoli mi pójść do nieba, to chciałbym, żeby była tam ze mną moja żona. Nie wyobrażam sobie nieba bez żony. To byłoby jakieś słabe niebo. Nie łatwo jest powiedzieć, kim naprawdę jest żona. Dla mężczyzny to jest chyba najlepsza przygoda jaka istnieje na świecie. Prawdziwa miłość jest jak sport ekstremalny! (śmiech)

Cofnijmy się jeszcze raz o tych 20 lat. Co trzeba zrobić na starcie, żeby tak kochać żonę, jak Pan?

Nie wiem, ale na początku wypada się przynajmniej zakochać. Chodzi o to, aby z egoisty narodził się wolny człowiek. To trochę trwa. Jestem na początku tego procesu. (śmiech)

Ale podobno zakochanie mija.

Już mówiłem, że co najmniej pięć razy się zakochałem w swojej żonie. Wiadomo, że ten  początkowy, szalony i romantyczny afekt przemija, ale co ja mam ze sobą zrobić, kiedy  pomimo upływu czasu, moja żona jest dla mnie coraz piękniejsza. To jak życie w jakimś pięknym , tajemniczym i pachnącym ogrodzie. Jestem chyba szczęśliwcem.

Tomasz Budzyński

Tomasz Budzyński

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz Budzyński
Tomasz
Budzyński
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Rodzina nie jest nudna

Natalia Niemen & Mateusz Mate.O Otremba o życiu rodzinnym, domowej edukacji i uczeniu dzieci odmawiania modlitwy.

Natalia
Niemen
zobacz artykuly tego autora >
Mateusz
Otremba
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ile godzin w tygodniu spędzacie z rodziną, ze sobą?

Natalia: Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu. Między innymi dlatego, że nasi synowie uczą się w domu na zasadzie edukacji pozaszkolnej, z angielska mówi się homeschoolingu. To my jesteśmy ich nauczycielami. Nasze chłopaki nie chodzą do szkoły,  ale uczą się w domu i gdziekolwiek przebywamy. Również bywa, że jeżdżą z nami do pracy, na koncerty. Tak więc, między innymi, owe rzeczy czynimy razem i lubimy właśnie tak spędzać czas.

Ja mam siebie za totalną kurę domową. To znaczy, że bardzo lubię, a właściwie najbardziej lubię przebywać w domu z najbliższymi. Czas spędzony z synkami i mężem, to top czynności, które sprawiają mi najwięcej radości i satysfakcji.

Mateusz: Tak, to prawda. Edukacja pozaszkolna dała nam, jako rodzicom, wiele możliwości, nie tylko na zindywidualizowaną edukację, ale też łatwiej jest nam kształtować naszych synów na różnych płaszczyznach ich potrzeb i rozwoju. Wspólnie odkrywamy świat i przygotowujemy ich do samodzielnego życia. A pomijając tę kwestię, to jako Ojciec widzę, że spędzanie czasu z naszymi chłopcami, chociażby w harcerstwie z Royal Rangers, lub na rybach czy nartach, daje nam dobrą płaszczyznę do pogłębiania naszej ojcowsko-synowskiej więzi.

Myślę, że facetowi życie rodzinne może wydawać się nudne lub nawet niebezpieczne, wtedy, kiedy żyje złudzeniami, fantazjami o samorealizacji i karierze. Niejednokrotnie powodem takich odczuć lub postawy może być również pozostawanie w pułapce złych doświadczeń z przeszłości.

Rodzina nie jest nudna

Co macie z tego, że jesteście rodzicami?

Mateusz: Nigdy się nie nudzę (śmiech).

Natalia: Oj wiele. Baaaardzo wiele. Na przykład, stajemy się troszkę lepszymi ludźmi (oj… powiało egocentryzmem!). Dzieci są najdoskonalszymi nauczycielami w szkole ćwiczenia charakteru. Lekcje z nimi nie należą do łatwych i super przyjemnych. Nikt nie czuje się dobrze, widząc jak na dłoni własne grzechy i przywary, które, jak grzyby po deszczu ujawniają się rodzicielskim oczom podczas wychowywania dzieci. Chociaż, zastanawiam się, co to jest wychowanie dzieci?… Czasem mam nieodparte wrażenie, iż to dzieci nas, rodziców wychowują (śmiech). Nie, nie! No, oczywistą jest odwieczna kolej rzeczy, że rodzice wprowadzają dzieci w życie, ich zadaniem jest przygotowanie latorośli do współbycia z Bogiem i ludźmi na tym padole. Tak naprawdę, to jest taka obopólna, naturalna, piękna korzyść, w której nie ma nic złego. Tak to Pan Bóg doskonale wymyślił.

Czy baliście się zostać rodzicami?

Natalia: Nie przypominam sobie, żebym się bała rodzicielstwa.

Mateusz: Odkąd pamiętam, to zawsze tego oczekiwałem. Marzyłem, by zostać ojcem. A kiedy już nim zostałem, to się wystraszyłem, bo okazało się, że jestem w potrzebie (śmiech).

Jakie były Wasze początki? Pamiętacie? Czy już od pierwszego dziecka wiedzieliście, jak to wszystko zorganizować? Nie byliście przerażeni?…

Natalia: Ależ skąd! Nie wierzę, że istnieją rodzice, którzy wiedzą wszystko od początku, którzy umieją być doskonali. A jeśli są, to wielkie chapeau bas i chowam się do mysiej dziury, gdyż nie wiedziałam prawie nic. Nie byłam też przerażona, raczej pełna radości, ekscytacji i wiary, że będzie cudownie, że sobie poradzę i będę w spokoju, spełnieniu oraz ogromnej radości, hołubiła synka. Niestety śmierć taty przekreśliła te marzenia i nadzieje. A przerażenie? Właśnie wtedy go doświadczyłam… Podziwiam osoby silne psychicznie, dla których takie sytuacje nie stanowią większego problemu. Wrażliwcy mają jednak w życiu trudniej.

Mateusz: Wiedziałem wszystko od początku, tylko, że niewiele z tej wiedzy wynikło (śmiech). Wiedza to jedno, a mądrość to drugie. Dzisiaj już bardziej rozróżniam te dwie rzeczywistości.

Rodzina nie jest nudna

Natalio, zawahałaś się nad słowem wychowanie, ale może trzymajmy się go. Macie takie same poglądy na temat wychowania?

Natalia: Generalnie tak, choć ja, wychowana w rodzinie, gdzie było więcej kobiet, musiałam się nauczyć rozumieć mężczyzn, ich sposobu myślenia, postrzegania. Teraz jestem totalnie otoczona facetami. Od niedawna mamy też dwa koty płci męskiej……. ratunku! (śmiech)

Mateusz: Dzisiaj, po latach jesteśmy zgodni, ale gdy byliśmy młodszymi rodzicami dochodziło do konfrontacji. Gdy założyliśmy rodzinę, każde z nas wniosło swoje własne wyobrażenia o rodzicielstwie, które przede wszystkim były przekonaniami teoretycznymi. Dopiero w codziennych doświadczeniach zaczęliśmy wychodzić sobie na przeciw i uczyć się od siebie nawzajem oraz szukać wsparcia u doświadczonych ludzi. Bywało tak, że nie wiedzieliśmy w ogóle co począć, więc modliliśmy się. I nadal tak jest.

Jak panujecie nad emocjami w rodzinie? Często się kłócicie?

Natalia: A kłócimy się, kłócimy. Coraz rzadziej, bo – mam nadzieję – coraz bardziej dojrzewamy. Z emocjami jest tak, że każdy musi sobie wypracować osobisty i niezwykle metodyczny sposób na samokontrolę. Więcej z tym zachodu mają cholerycy. Ja jestem melancholikiem, więc naturalnie potrafię bardziej trzymać emocje na uwięzi. Chociaż, nie powiem, gdy miałam rodzić pierwszego synka i wtedy właśnie umarł mój tata, bardzo długo, przez wiele lat było mi ciężko. Byłam zmiażdżona śmiercią ojca (w tak ważnym dla mnie czasie macierzyństwa) i byłam zmiażdżona swoją kompletną z tego tytułu niemocą emocjonalną. Naturalnie, że było mi wtedy bardzo ciężko panować nad emocjami. Czułam się w tym wszystkim samotna. Po ludzku, takie wydarzenia nie pozostają bez konsekwencji. Dziś, mając jakąś nadzieję, że mimo wszystko będzie dobrze, trzyma mnie werset z Pisma Świętego: „Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy do niego należą”.

Warto nad sobą pracować, a gdy po drodze, mimo owej pracy dzieją się złe rzeczy, możemy niby tonący trzymać się, wszak nie brzytwy, ale samego Dobrego i Wszechmocnego Boga. Trzeba w to wierzyć ze wszystkich sił i ufać Bogu. Czasem nie jest łatwo, ale wiara to walka. A wiadomo, że najbardziej wartościowe rzeczy przychodzą w trudzie, łzach i mozole. Tak też jest miedzy innymi z rodzicielstwem.

Mateusz: Jedną z rzeczy, którą odkryłem dopiero po latach, wielokrotnie przegrany w niekontrolowaniu swoich emocji, była świadomość, że wiele napięć, które w sobie nosiłem, nie było związanych z okolicznościami życia małżeńskiego i rodzinnego.

Jestem z tych, którzy zawsze się starają, przynajmniej takiego siebie zawsze widziałem. A tu ciągle coś nie wychodzi! Przyszedł czas, kiedy po raz kolejny, dzięki Bogu, przyjrzałem się sobie w kontekście chociażby mojego podejścia do pracy, mojego zaangażowania w życie poza domem. W tym również moim pragnieniom, przekonaniom, najgłębszym motywacjom, utartym ścieżkom, które poniekąd determinowały to, jak się ze sobą czułem i co przelewałem na innych w domu. Choć miałem pokusę, aby się użalać nad sobą, prawda o sobie samym jednak mnie otrzeźwiła. Dzięki Chrystusowi tak się stało, bo Jemu nie tylko prawda, ale do pary, towarzyszy również łaska.

Rodzina nie jest nudna

Część waszej pracy artystycznej wiąże się z koncertami, bywa że Ty, Mate.O prowadzisz koncerty uwielbienia i modlitwy i opowiadacie o doświadczeniu swojej wiary publicznie. A jak jest w Waszym domu? Modlicie się razem z dzieciakami? Czy ta wspólna modlitwa nie jest nudna dla dzieciaków?

Mateusz: Modlitwa bywa nudna jeśli ma tylko pozory modlitwy. Jeśli się nie chce rozmawiać, to lepiej żeby wtedy nic nie mówić. W naszej rodzinie staramy się, aby była codzienną odpowiedzią, reagowaniem wobec Boga. Codzienne okoliczności, wyzwania, radości, cierpienia oraz wspólne czytanie i rozważanie Pisma Świętego, są podstawą do szczerej modlitwy.

Natalia: Modlimy się z nimi, odkąd pamiętam. Staramy się pokazać synkom, że modlitwa jest wyrazem relacji z żywym Bogiem. Inaczej jest stratą czasu. Dla dzieci, modlitwa może być nudna, kiedy są do tego zmuszane, nie wiedzą, po co się z Bogiem człowiek kontaktuje oraz gdy nakłada się na nie niepotrzebny ciężar na przykład, uczestniczenia w długich spotkaniach chrześcijan. Dzieci, to dzieci. Nie można ich traktować jak dorosłych.

Co Wam sprawia najwięcej radości, a co przykrość w rodzinie?

Natalia: Mnie najwięcej radości sprawia po prostu wspólne przebywanie, że możemy we czwórkę być razem. Proste, domowe czynności. Czynione razem lub osobno. Bardzo lubię synkom czytać. Najwięcej przykrości sprawiają mi napięcia i nerwy. Nie cierpię takich sytuacji. Ale kto je lubi?….

Rodzina nie jest nudna

Macie jakiś plan w swojej rodzinie? Jakiś układ dnia, tygodnia, którego się trzymacie?

Natalia: Ohoho! To pytanie idealne dla naszej rodziny! Aż chce mi się teraz troszkę poautoironizować (śmiech). Bardzo byśmy chcieli mieć taki plan i…. szczerze? Staramy się spisać i wcielić w nasze życie jakiś rozkład dnia już od dość długiego czasu, ale nam nie wychodzi (śmiech). Z naszymi artystycznymi osobowościami oraz wolnymi zawodami jest to baaaaaaardzo trudne. Niemniej, teoretycznie zdajemy sobie sprawę z wagi porządku dnia (chociaż stały porządek tygodnia w tym zawodzie nie istnieje) i gorąco pragniemy zacząć tę teorię praktykować. Jak mówią: Sto lat – nie mało! (śmiech)

Mateusz: Dużo podróżujemy. Wtedy plan jest klecony na bieżąco. W domu na miejscu staramy się się trzymać tygodniowy grafik obowiązków związanych z szeroko pojętą edukacją, a resztę przyjemności zostawiamy tak zwanej potrzebie chwili. Tak jest na ten czas, tak jest na dzisiaj.

Dziękuję za rozmowę i w takim razie, powodzenia z wprowadzaniem w życie tygodniowego grafiku! (śmiech)

Rozmowę przeprowadziła Judyta Syrek

Natalia Niemen

Zobacz inne artykuły tego autora >

Mateusz Otremba

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Natalia
Niemen
zobacz artykuly tego autora >
Mateusz
Otremba
zobacz artykuly tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >