Nasze projekty
foto: Sławomir Dynek CogitoMedia

Zatrzymać wojnę w Syrii

O sytuacji politycznej i humanitarnej w Syrii oraz o walce z chrześcijaństwem na Bliskim Wschodzie Patrycja Michońska-Dynek rozmawia z Pascalem Al-Katebem - dyrektorem CARITAS SYRIA

Reklama

Jak opisałby Pan aktualną sytuację w Syrii?

Sytuacja jest skomplikowana i nie da się powiedzieć, że wszędzie jest tak samo. Niektóre rejony kraju znajdują się pod kontrolą uzbrojonych grup oraz terrorystów. Inne są zabezpieczone, pod kontrolą rządu. W większości dużych miast jest bezpiecznie, ale rebelianci i terroryści wciąż je atakują.

Reklama
Reklama

Czy sądzi Pan, że my, europejczycy jesteśmy w stanie zrozumieć istotę konfliktu w waszym kraju?

Najpierw powiem z perspektywy Syryjczyków – dokładnie wiemy, co się dzieje. To jest wojna przeciwko ekstremistom i terrorystom. Niestety europejscy przywódcy polityczni, którzy dzierżą władzę, nie chcą w to uwierzyć i nie chcą tego przyznać. W ostatnim czasie, kiedy zobaczyli, w jaki sposób działają terroryści i że europejskie kraje także są dotknięte przez działania tych ludzi – zaczęli głośno mówić o naszych problemach.

Reklama
Reklama

Chodzi Panu o imigrantów napływających do Europy?

To też. Ale imigranci to część większego problemu. Przecież ataki terrorystyczne zdarzają się już w Europie, na przykład we Francji. Dopiero to wstrząsnęło opinią publiczną i politykami, którzy stwierdzili, że coś jest na rzeczy i warto zastanowić się, jak rozwiązać konflikt w Syrii.

Reklama

Czy Europa rzeczywiście może wam pomóc?

Sądzę, że Europa nie ma mocy rozwiązania problemu w Syrii. Jeśli decyzyjni politycy w Europie chcą zrobić coś dla naszego kraju, to po pierwsze powinni wykazać wolę zaprowadzenia pokoju na Bliskim Wschodzie. Powtórzę to: powinni chcieć pokoju. A po drugie, zawsze proszę: zajmijcie się waszymi krajami i waszymi wewnętrznymi problemami i pozwólcie Syryjczykom samodzielnie rozwiązywać swoje problemy.

Ale Syryjczycy to także nasz problem – coraz więcej chce zamieszkać w Europie. Kim są?

Nie wiem, nigdy ich nie spotkałem. To ich powinniście zapytać: skąd i dlaczego do was przyjeżdżają. Ja osobiście obserwuję imigrantów i uchodźców od samego początku wojny. Sytuacja humanitarna jest katastrofalna. Od ponad czterech lat trwa wojna. Ludzie są już wykończeni Z brakiem elektryczności i wody potrafimy sobie radzić, ale do kiedy? Ludzie mają coraz mniej pieniędzy. Nie mają z czego żyć. Z edukacją jest ciężko. Połowa budynków szkolnych jest po prostu zniszczona, a reszta służy jako schronienie dla uchodźców.

A gdzie mieszkają ludzie? Mają jeszcze własne domy?

Tak, niektórzy wciąż mieszkają we własnych domach. A pozostali mają różne możliwości. Niektórzy zatrzymują się u swoich bliskich czy przyjaciół. Ponadto Kościół otwiera szeroko swoje bramy i przyjmuje uchodźców – także muzułmanów. Są też schroniska stacjonarne, ale nie mamy – jak niektórzy to sobie wyobrażają – namiotów.

fotoSławomir Dynek CogitoMedia
Pascal Al-Kateb, dyrektor CARITAS SYRIA | fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia

Jakiej pomocy udzielacie potrzebującym?

Jako Caritas zaczęliśmy pomagać już na początku wojny. Najpierw zawsze przekazujemy pomoc niezbędną do ratowania życia. A potem podejmujemy pięć aktywności, które są dla nas priorytetowe: przekazujemy jedzenie, pomagamy wynająć mieszkanie – szukamy miejsca do życia, udzielamy pomocy medycznej, zajmujemy się starszymi osobami i działamy na polu edukacji. Zajmujemy się tymi wszystkimi sprawami, ale teraz stawiamy przede wszystkim na pomoc medyczną i edukację. W zeszłym roku rozpoczęliśmy projekt – szczególnie ważny po czterech latach trwania wojny – psychologiczno-społeczny, nastawiony przede wszystkim na pomoc dzieciom, które doświadczyły wojny. Przynosi on wiele pięknych owoców. Najpierw uruchomiliśmy część pilotażową, a teraz pracujemy nad przerobieniem jej na projekt długoterminowy. Chcemy zacząć od pracy z dziećmi, matkami i rodzinami. Poza tym działamy też w dziedzinie edukacji. I przygotowujemy program rehabilitacyjny: po czterech latach wojny ludzie w Syrii chcą wrócić do normalnego życia, chcą pracować, zarabiać pieniądze. Dlatego, jeśli ktoś chce wziąć udział w naszym przedsięwzięciu, a jego dom czy sklep został zniszczony – pomożemy w odbudowie, żeby mógł zacząć od nowa. Takiej pomocy potrzebują miliony ludzi.

Coraz bardziej dramatyczne są informacje dotyczące sytuacji chrześcijan.

Syryjscy chrześcijanie to część syryjskiego społeczeństwa. Nie możemy oddzielać chrześcijan od innych społeczności w Syrii. Mamy tu piękną mozaikę kultur. Od wieków żyliśmy obok siebie w pokoju. Na początku kryzysu nie sądziliśmy, ze może być on wymierzony także przeciwko chrześcijanom. Niestety – i chcę to głośno powiedzieć – niektóre stronnictwa polityczne chcą „wyczyścić” Syrię z chrześcijaństwa. Ostatnio to się stało bardzo jasne. To już się wydarzyło w Iraku. I nikt nie protestował! To się dzieje u nas – w Syrii. I jestem przekonany, że następny w kolejce jest Liban. Boimy się, że niektórzy ciężko pracują, żeby osiągnąć taki cel. Wykorzystują terrorystów w Syrii, żeby to osiągnąć.

Pytam o sytuację, bo coraz częściej słyszymy o morderstwach chrześcijan czy o okaleczaniu ich właśnie z powodu wiary w Jezusa Chrystusa.

To jest potwierdzenie moich słów. Kiedy widzimy, jak terroryści nocą atakują wioski i w jednej chwili porywają 200 chrześcijan – o czym to świadczy? Kiedy widzimy, jak atak przychodzi od strony Turcji i jest wymierzony w dwie wioski zamieszkałe przez chrześcijan Ormian – co to znaczy? Kiedy widzimy ataki na chrześcijańskie katedry w chrześcijańskiej dzielnicy Aleppo – w Wielką Sobotę – co to znaczy? Czy to znaczy, że to pomyłka? Nie! Cel jest jasny.

Nie budzi się w Panu chęć obrony, walki?

Walczymy, ale nie z bronią w ręku. Wierzymy w Boga, pokładamy w Nim nadzieję, ciężko pracujemy i pozostajemy tam, nie uciekamy – to jest nasza walka. Bądźmy przy tym realistami: w czasie czterech lat wojny ludzie stracili prawie wszystko, nie wiedzą, co ich jutro czeka. Nie można od nich wymagać, żeby zostali. Ale my zostaniemy. Oczywiście w środku człowieka jest strach. Nie będę udawać, że jest inaczej. Ale chcemy zostać – to jest nasz dom. Tu zaczęło się chrześcijaństwo. Wyczyszczenie Środkowego Wschodu z chrześcijaństwa według mnie jest wielką katastrofą humanitarną.

Co możemy zrobić, my, zwykli ludzie, żeby wam pomóc?

Przekonujcie wasze rządy, żeby pomogły zatrzymać tę wojnę. Ale przede wszystkim – módlcie się za nas.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę