video-jav.net
ROZMOWY

Zatrzymać wojnę w Syrii

O sytuacji politycznej i humanitarnej w Syrii oraz o walce z chrześcijaństwem na Bliskim Wschodzie Patrycja Michońska-Dynek rozmawia z Pascalem Al-Katebem - dyrektorem CARITAS SYRIA

Pascal Al-Kateb
Pascal
Al-Kateb
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Jak opisałby Pan aktualną sytuację w Syrii?

Sytuacja jest skomplikowana i nie da się powiedzieć, że wszędzie jest tak samo. Niektóre rejony kraju znajdują się pod kontrolą uzbrojonych grup oraz terrorystów. Inne są zabezpieczone, pod kontrolą rządu. W większości dużych miast jest bezpiecznie, ale rebelianci i terroryści wciąż je atakują.

 

Czy sądzi Pan, że my, europejczycy jesteśmy w stanie zrozumieć istotę konfliktu w waszym kraju?

Najpierw powiem z perspektywy Syryjczyków – dokładnie wiemy, co się dzieje. To jest wojna przeciwko ekstremistom i terrorystom. Niestety europejscy przywódcy polityczni, którzy dzierżą władzę, nie chcą w to uwierzyć i nie chcą tego przyznać. W ostatnim czasie, kiedy zobaczyli, w jaki sposób działają terroryści i że europejskie kraje także są dotknięte przez działania tych ludzi – zaczęli głośno mówić o naszych problemach.

 

Chodzi Panu o imigrantów napływających do Europy?

To też. Ale imigranci to część większego problemu. Przecież ataki terrorystyczne zdarzają się już w Europie, na przykład we Francji. Dopiero to wstrząsnęło opinią publiczną i politykami, którzy stwierdzili, że coś jest na rzeczy i warto zastanowić się, jak rozwiązać konflikt w Syrii.

 

Czy Europa rzeczywiście może wam pomóc?

Sądzę, że Europa nie ma mocy rozwiązania problemu w Syrii. Jeśli decyzyjni politycy w Europie chcą zrobić coś dla naszego kraju, to po pierwsze powinni wykazać wolę zaprowadzenia pokoju na Bliskim Wschodzie. Powtórzę to: powinni chcieć pokoju. A po drugie, zawsze proszę: zajmijcie się waszymi krajami i waszymi wewnętrznymi problemami i pozwólcie Syryjczykom samodzielnie rozwiązywać swoje problemy.

 

Ale Syryjczycy to także nasz problem – coraz więcej chce zamieszkać w Europie. Kim są?

Nie wiem, nigdy ich nie spotkałem. To ich powinniście zapytać: skąd i dlaczego do was przyjeżdżają. Ja osobiście obserwuję imigrantów i uchodźców od samego początku wojny. Sytuacja humanitarna jest katastrofalna. Od ponad czterech lat trwa wojna. Ludzie są już wykończeni Z brakiem elektryczności i wody potrafimy sobie radzić, ale do kiedy? Ludzie mają coraz mniej pieniędzy. Nie mają z czego żyć. Z edukacją jest ciężko. Połowa budynków szkolnych jest po prostu zniszczona, a reszta służy jako schronienie dla uchodźców.

 

A gdzie mieszkają ludzie? Mają jeszcze własne domy?

Tak, niektórzy wciąż mieszkają we własnych domach. A pozostali mają różne możliwości. Niektórzy zatrzymują się u swoich bliskich czy przyjaciół. Ponadto Kościół otwiera szeroko swoje bramy i przyjmuje uchodźców – także muzułmanów. Są też schroniska stacjonarne, ale nie mamy – jak niektórzy to sobie wyobrażają – namiotów.

 

fotoSławomir Dynek CogitoMedia

Pascal Al-Kateb, dyrektor CARITAS SYRIA | fot. Sławomir Dynek / CogitoMedia

 

Jakiej pomocy udzielacie potrzebującym?

Jako Caritas zaczęliśmy pomagać już na początku wojny. Najpierw zawsze przekazujemy pomoc niezbędną do ratowania życia. A potem podejmujemy pięć aktywności, które są dla nas priorytetowe: przekazujemy jedzenie, pomagamy wynająć mieszkanie – szukamy miejsca do życia, udzielamy pomocy medycznej, zajmujemy się starszymi osobami i działamy na polu edukacji. Zajmujemy się tymi wszystkimi sprawami, ale teraz stawiamy przede wszystkim na pomoc medyczną i edukację. W zeszłym roku rozpoczęliśmy projekt – szczególnie ważny po czterech latach trwania wojny – psychologiczno-społeczny, nastawiony przede wszystkim na pomoc dzieciom, które doświadczyły wojny. Przynosi on wiele pięknych owoców. Najpierw uruchomiliśmy część pilotażową, a teraz pracujemy nad przerobieniem jej na projekt długoterminowy. Chcemy zacząć od pracy z dziećmi, matkami i rodzinami. Poza tym działamy też w dziedzinie edukacji. I przygotowujemy program rehabilitacyjny: po czterech latach wojny ludzie w Syrii chcą wrócić do normalnego życia, chcą pracować, zarabiać pieniądze. Dlatego, jeśli ktoś chce wziąć udział w naszym przedsięwzięciu, a jego dom czy sklep został zniszczony – pomożemy w odbudowie, żeby mógł zacząć od nowa. Takiej pomocy potrzebują miliony ludzi.

 

Coraz bardziej dramatyczne są informacje dotyczące sytuacji chrześcijan.

Syryjscy chrześcijanie to część syryjskiego społeczeństwa. Nie możemy oddzielać chrześcijan od innych społeczności w Syrii. Mamy tu piękną mozaikę kultur. Od wieków żyliśmy obok siebie w pokoju. Na początku kryzysu nie sądziliśmy, ze może być on wymierzony także przeciwko chrześcijanom. Niestety – i chcę to głośno powiedzieć – niektóre stronnictwa polityczne chcą „wyczyścić” Syrię z chrześcijaństwa. Ostatnio to się stało bardzo jasne. To już się wydarzyło w Iraku. I nikt nie protestował! To się dzieje u nas – w Syrii. I jestem przekonany, że następny w kolejce jest Liban. Boimy się, że niektórzy ciężko pracują, żeby osiągnąć taki cel. Wykorzystują terrorystów w Syrii, żeby to osiągnąć.

 

Pytam o sytuację, bo coraz częściej słyszymy o morderstwach chrześcijan czy o okaleczaniu ich właśnie z powodu wiary w Jezusa Chrystusa.

To jest potwierdzenie moich słów. Kiedy widzimy, jak terroryści nocą atakują wioski i w jednej chwili porywają 200 chrześcijan – o czym to świadczy? Kiedy widzimy, jak atak przychodzi od strony Turcji i jest wymierzony w dwie wioski zamieszkałe przez chrześcijan Ormian – co to znaczy? Kiedy widzimy ataki na chrześcijańskie katedry w chrześcijańskiej dzielnicy Aleppo – w Wielką Sobotę – co to znaczy? Czy to znaczy, że to pomyłka? Nie! Cel jest jasny.

 

Nie budzi się w Panu chęć obrony, walki?

Walczymy, ale nie z bronią w ręku. Wierzymy w Boga, pokładamy w Nim nadzieję, ciężko pracujemy i pozostajemy tam, nie uciekamy – to jest nasza walka. Bądźmy przy tym realistami: w czasie czterech lat wojny ludzie stracili prawie wszystko, nie wiedzą, co ich jutro czeka. Nie można od nich wymagać, żeby zostali. Ale my zostaniemy. Oczywiście w środku człowieka jest strach. Nie będę udawać, że jest inaczej. Ale chcemy zostać – to jest nasz dom. Tu zaczęło się chrześcijaństwo. Wyczyszczenie Środkowego Wschodu z chrześcijaństwa według mnie jest wielką katastrofą humanitarną.

 

Co możemy zrobić, my, zwykli ludzie, żeby wam pomóc?

Przekonujcie wasze rządy, żeby pomogły zatrzymać tę wojnę. Ale przede wszystkim – módlcie się za nas.

 

Pascal Al-Kateb

Pascal Al-Kateb

Zobacz inne artykuły tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek

Patrycja Michońska-Dynek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Pascal Al-Kateb
Pascal
Al-Kateb
zobacz artykuly tego autora >
Patrycja Michońska-Dynek
Patrycja
Michońska-Dynek
zobacz artykuly tego autora >

Narzeczeństwo. Czas najważniejszych decyzji

Miłość kobiety i mężczyzny nie potrzebuje długich przygotowań, ale z pewnością wymaga dojrzałości - mówią w rozmowie ze Stacją7.pl prowadzący kursy przedmałżeńskie Marta i Marek Babikowie. Jak dobrze przeżyć narzeczeństwo i przygotować się do ślubu?

Polub nas na Facebooku!

Z Martą i Markiem Babikami, małżeństwem prowadzącym kursy dla narzeczonych, warsztaty komunikacji małżeńskiej, rodzicami trzech synów i córki rozmawia Dominik Kołodziej

 

Jak najlepiej wykorzystać czas między zaręczynami a ślubem? Papież Benedykt XVI powiedział kiedyś, że narzeczeństwo jest czasem poważnej pracy nad miłością. Co to oznacza dla narzeczonych? Na czym polega ta praca?

Zakochanie jest fascynującym przeżyciem, pełnym bardzo miłych doświadczeń i przekonania, że bez tego drugiego człowieka nie można żyć. Jest wielką szansą na miłość, ale aby nią się stało, potrzeba decyzji, odwagi i podjęcia ryzyka przejścia przez całe życie z tym konkretnym człowiekiem. Pierwszą taką decyzją są zaręczyny.

Czas narzeczeństwa jest “zejściem na ziemię”

Czas narzeczeństwa jest “zejściem na ziemię”: trzeba zacząć ze sobą współpracować, przedyskutować ze sobą fundamentalne tematy (w co wierzymy, jakimi zasadami w życiu się kierujemy, jakie wartości cenimy). Narzeczeni muszą zacząć układać swoje wspólne życie już po ślubie, a więc trzeba zająć się sprawami, o których w “zakochaniu” się nie myśli, a w życiu są codziennością, czyli, np. sprawą finansów, kontaktów z najbliższymi, z przyjaciółmi, swoimi planami na przyszłość – tą najbliższą i odległą itd.

 

Kurs przygotowujący do małżeństwa w skrajnych przypadkach może trwać zaledwie 8 godzin, a przygotowanie do stanu kapłańskiego lub zakonnego trwa kilka lat, zanim podejmie się ostateczną decyzję i przyjmie sakrament. Skąd wynikają tak duże rozbieżności?

Nie jesteśmy specjalistami od przygotowania do ślubów zakonnych i sakramentu kapłaństwa i nie wiemy czemu to tam tak długo trwa (śmiech).

Nasz znajomy dominikanin twierdzi, że jeżeli narzeczeństwo trwa aż 6 lat, to Ci ludzie powinni się rozstać, a nie brać ślubu! Miłość kobiety i mężczyzny nie potrzebuje długich przygotowań, ale z pewnością wymaga dojrzałości. Sama decyzja o ślubie i związane z nim formalności są dobrym przygotowaniem: trzeba poznać i “dograć” ze sobą dwie rodziny, zaplanować gdzie ślub się odbędzie i jak będzie wyglądał (często jest to poważna rozmowa dot. świata wartości i wyznawanej religii), zorganizować przyjęcie, omówić sprawy finansowe… Bardzo wiele osób ma z tym problem i nie jest w stanie do tego etapu przejść.

Miłość kobiety i mężczyzny nie potrzebuje długich przygotowań, ale z pewnością wymaga dojrzałości

Najważniejsze są jednak rozmowy i ustalenia, które narzeczeni prowadzą ze sobą, a kurs przedmałżeński ma im w tym pomoc, podpowiedzieć tematy, które warto poruszyć przed ślubem. Nie znamy badań, które dowodziłyby, że pary po dłuższym kursie tworzą bardziej udane małżeństwa, nie rozstają się itp. Znamy za to powiedzenie: „im dłuższe narzeczeństwo, tym krótsze małżeństwo”.

Uczestnictwo w długich kursach może wynikać z pragnienia narzeczonych, aby właściwie przygotować się do sakramentu, ale czasem jest też wynikiem obaw, niepewności i chęci rozeznania, czy w ogóle powinni ślub brać. Mamy wrażenie, że pary przychodzące na formy krótsze zazwyczaj są co do tego przekonane i chcą tylko dopełnić formalności jaką jest kurs. Są też otwarte na pewne podpowiedzi na tej “ostatniej prostej” – co zrobić żeby się udało. To wielkie pragnienie jest bardzo widoczne – ich uczestnicy niezwykle uważnie słuchają wszelakich wskazówek w tym zakresie.

 

bride-690292_1280

 

O co najwcześniej pytają narzeczeni, którzy zgłaszają się na kurs? Z czym mają największy problem?

Najczęściej padają pytania dot. organizacji ślubu, spraw formalnych, problemów z rodzicami (a właściwie przyszłymi teściami), usamodzielnienia się po ślubie, a także o sprawy płodności – prowadzenia obserwacji, zaburzeń z nią związanych itp.

Pary często podchodzą również, żeby podzielić się jakimś wspólnym odkryciem, przeżyciem, którego w czasie kursu doświadczyli – i ja najbardziej lubię właśnie te rozmowy. Są tacy pełni radości, a jednocześnie doszli do czegoś sami, wspólnie się rozwinęli i widać jak bardzo ich to cieszy. Bardzo lubimy takie chwile!

 

Dość powszechne jest w tej chwili zjawisko wspólnego zamieszkania przed ślubem. Już Benedykt XVI zwracał uwagę, że: wiele par jest razem długi czas, czasami nawet mając relacje intymne, czy mieszkając ze sobą, ale naprawdę się nie znają. Dlaczego mieszkanie ze sobą przed ślubem nie prowadzi do lepszego poznania się? Co jest złego w takim rozwiązaniu?

Przyczyn zamieszkania razem przed ślubem jest wiele. Parom najczęściej wydaje się to dobrym rozwiązaniem ze względów finansowych, możliwością wyprowadzenia się z domu rodzinnego i oczywiście szansą na lepsze poznanie się nawzajem – wypróbowaniem jak to jest być razem i podjęciem decyzji, czy chcemy być małżeństwem.

Bardzo często jest to również okazją do nieskrępowanej, dużej bliskości, szczególnie fizycznej. Taka bliskość jest jednak najłatwiejsza – cała biologia to wielka siła przyciągania. Często okazuje się jednak, że w innych kwestiach patrzymy w zupełnie różnych kierunkach i idziemy w zupełnie różne strony. A jak odejść bez zranień po doświadczeniu tak wielkiej bliskości, zwłaszcza, że decyzje o odejściu podejmuje zazwyczaj jedna osoba, a druga musi ją przyjąć i się z nią pogodzić?

To są wielkie dramaty. Często pary podejmują decyzję o ślubie pomimo tego, że nie układało się między nimi jeszcze przed ślubem, ponieważ po takich doświadczeniach nie widzą innych możliwości, jak tylko małżeństwo. Jest takie smutne powiedzenie o ślubie „uroczyste rozstanie się dwojga ludzi” – przed ślubem było wszystko, a co po nim?

Myślę, że warto przed ślubem zachować dystans i popatrzeć nie tylko sobie w oczy, ale i daleko przed siebie – sprawdzić czy tam nasze spojrzenia się spotkają. Jeśli tak, to można wyruszyć na wspólną trasę jaką jest małżeństwo. Jeśli nie, czas rozstać się bez poważniejszych zranień i szukać dalej. Na szczęście na miłość zawsze jest czas :)

Na marginesie – interesuje mnie fakt, że ludzie równie chętnie chcą mieszkać ze sobą jeszcze przed ślubem, co już później, w małżeństwie, z rodzicami (wśród podawanych powodów dominują przyczyny finansowe – “bo będzie łatwiej”) I w jednym i drugim przypadku dochodzi do wielu niepowodzeń. A może by jednak te tendencje odwrócić?

interesuje mnie fakt, że ludzie równie chętnie chcą mieszkać ze sobą jeszcze przed ślubem, co już później, w małżeństwie, z rodzicami

 

shutterstock_246145933

 

Czy mogą Państwo polecić jakąś książkę dla zakochanych lub narzeczonych, którą warto przeczytać? Może Kościół ma do zaproponowania jakieś inne formy przygotowania do małżeństwa poza kursem przedmałżeńskim?

Form przygotowania do sakramentu małżeństwa jest w Kościele wiele. W diecezji krakowskiej standardowa forma obejmuje katechezy dla narzeczonych w wersji krótszej czyli 4 spotkania trwające po ok. 2 godziny i dłuższej (tak, tak, to nie pomyłka!) w wersji weekendowej, gdzie wykłady wzbogacone są o elementy warsztatowe i dzień skupienia (wspólna Msza święta i błogosławieństwo narzeczonych). Do tego dochodzą jeszcze 3 spotkania w poradni małżeńskiej. Dla tych, którzy “chcą więcej” organizowane są “Wieczory dla zakochanych”, podczas których narzeczeni spotykają się ze sobą 9 razy i rozmawiają ze sobą na ważne tematy dot. ich przyszłości. Można też wziąć udział w kursie metod rozpoznawania płodności wg J. Roezera i warsztatach komunikacji małżeńskiej. W niektórych Kościołach odprawiane są comiesięczne Msze dla zakochanych, a wiele rekolekcji adwentowych i wielkopostnych adresowanych jest do zakochanych. Można wziąć udział we wszystkich tych formach :)

Na zakończenie chciałabym powiedzieć, że narzeczeństwo to ważny start, ale czy dany związek będzie dobry zależy od tego, co małżonkowie będą robić już po ślubie. I tutaj również warto szukać kursów, warsztatów, rekolekcji i książek – rozwijać się i wspólnie angażować! Nie trzeba czekać na jakieś “specjalne okazje” oraz wielkie kryzysy – należy działać od samego początku i nie ustawać. To również dobry temat na kolejną rozmowę!