video-jav.net

Płonące serce Króla Dawida

Król Dawid nosił w swoim sercu pragnienie nieustannego uwielbiania Boga, a Pan go wywyższył ponad innych królów na ziemi. O tym jak możemy mieć płonące serce, o rozrzutności i Królestwie opowiada Maciej Wolski.

Paweł
Witek
zobacz artykuly tego autora >
Maciej Wolski
Maciej
Wolski
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Z Maciejem Wolskim, liderem Domu Modlitwy “Warszawa 24/7” i organizatorem konferencji modlitewnej “Serce Dawida” rozmawia Paweł Witek.

 

Organizujesz w Warszawie konferencję na ponad 1000 osób o nazwie “Serce Dawida”. Skąd pomysł na takie wydarzenie?

Główna myśl, która przyświecała naszej konferencji to była idea “24/7”, którą nosimy w sercu od kilkunastu lat. Od 10 lat realizujemy ją Warszawie i w kilku innych miastach w Polsce. Chcemy stworzyć miejsce, gdzie uwielbienie i modlitwa będą trwały 24/7 – non stop, bez żadnej przerwy.

 

Dawid jest postacią, która w szczególny sposób odznaczyła się w historii biblijnej, ponieważ miał głębokie i osobiste spotkanie z Panem Bogiem. Z tej relacji ostatecznie zrodził się w Izraelu przybytek Dawida –  miejsce nieustannej modlitwy. Ten król zatrudnił ponad 4000 muzyków i śpiewaków, których jedynym zadaniem było uwielbianie Boga. W historii Polski taką osobą była min. Królowa Jadwiga.

 

W tym kontekście Dawid jest ciekawą postacią. Przychodzi od razu takie pytanie: “co się wydarzyło w życiu Dawida, że został on tak poruszony, żeby stworzyć taką inicjatywę?”. Dlatego też konferencja “Serce Dawida” jest właśnie o człowieku, który spotkał Pana Boga, został przemieniony na zawsze i potem posłany, aby zmienić swoje pokolenie.

 

Bóg powiedział o Dawidzie, że jest wg jego serca. Co takiego było w sercu tego wielkiego króla, że Bóg go aż tak bardzo wyniósł ponad innych ludzi?

Dawid był przede wszystkim człowiekiem, który z całego serca poszukiwał Pana Boga, pragnął Go i kochał na każdym etapie swojego życia. Dzieje Dawida to jest z jednej strony historia wielkich sukcesów, jak pokonanie Goliata i zostanie królem, ale jest też część jego życia, kiedy był pasterzem na polach betlejemskich zapomniany przez swoją rodzinę (kiedy przychodzi Samuel, jego ojciec pokazuje siedmiu swoich synów, a Dawida pomija).

 

Dawid to człowiek, który zaliczył kilka mocnych upadków w swoim życiu. W tym wszystkim jednak zawsze powracał do Pana Boga, zawsze Go poszukiwał i zawsze Go kochał. Myślę, że w tym sensie serce Dawida było dla Boga takim szczególnym sercem.
Dawid przez całe życie był człowiekiem, który kochał Pana Boga, podążał za Nim, potrafił się podnieść, ale wszystko dzięki temu, że po prostu właśnie był blisko Niego.

 

Dawid o sercu pełnym pragnienia uwielbienia Boga może być pewnym wzorem, czy niedoścignionym ideałem. Czy my – zwykli ludzie – żyjący w normalnym świecie, mający swoje problemy, jesteśmy w stanie czegoś się od niego nauczyć?

Myślę, że tak! Nawiązując nieco do mojej wcześniejszej wypowiedzi: historia Dawida pokazuje nam to, że Pan Bóg jest dobry, miłosierny, jest cały czas dla nas i chce towarzyszyć nam we wszystkich okresach naszego życia.

 

Teraz w Kościele katolickim kończymy Rok Miłosierdzia. Myślę, że Dawid jest absolutnie fantastycznym przykładem człowieka, który doświadczył Bożego miłosierdzia. W Biblii widzimy wyniesienie króla Dawida, jego ogromny sukces, ale też jego dramat, upadek i jego podniesienie przez Boże miłosierdzie.

 

Kiedy prorok Natan przychodzi do Dawida i upomina go, to w tym napomnieniu nie ma gniewu Bożego i potępienia. Jest za to miłosierne wezwanie Pana Boga do Dawida, żeby powrócił do pierwszej miłości. Potem w kolejnych rozdziałach widzimy, że Pan Bóg utwierdza tę obietnicę, którą dał Dawidowi. W ten sposób okazuje mu niesamowite miłosierdzie.

 

Dla nas może być to ogromna inspiracja. W jakimkolwiek momencie naszego życia nie jesteśmy, Pan Bóg jest tym, który nas kocha. Jest tym, który chce okazać nam swoje miłosierdzie i tym, który chce po prostu być z nami.

 

Myślę, że w tym zabieganym świecie, gdzie każdy z nas żyje w jakimś środowisku, ma swoje miejsce pracy czy nauki – postać Dawida pokazuje nam, że Pan Bóg może i chce być obecny cały czas w naszym życiu także wtedy, kiedy pracujemy i się uczymy, po prostu w codzienności

 

Pocieszeniem dla nas – słabych ludzi – mogą być słowa, jakie usłyszał Samuel: „Nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg”. Wtedy prorok namaścił Dawida na króla.

W tym leży tajemnica doświadczenia Dawida – tego, że Bóg patrzy na niego nie tak, jak ludzie, ale patrzył na jego serce. W tym mógł leżeć sekret, dlaczego Dawid mógł podnieść się po tak wielkim upadku – bo wiedział, co myśli o nim Bóg. Wiedział, że Bóg jest po prostu łaskawy, jest miłosierny, że jest dobry.

 

Według mnie to jest jedna z najpotężniejszych prawd wiary – to, że Bóg jest dobry, nas kocha i że jest miłosierny. To ma moc, widzimy to w życiu Dawida, podnieść nas z naszych największych upadków i najgłębszych dołów.

 

Cały Rok Miłosierdzia jest o tym, że Bóg patrzy na nas inaczej nawet niż my sami na siebie patrzymy.

 

Wspomniałeś, że Dawid zatrudnił kilka tysięcy śpiewaków, żeby uwielbiali Pana. Kilka wersetów wcześniej jest napisane, że przygotował pod budowę świątyni dziesiątki ton złota i srebra. Czy nie lepiej by było przeznaczyć ten cały majątek na ubogich? Dlaczego Dawid był aż tak rozrzutny dla Pana?

Myślę, że Dawid zobaczył to, co się dzieje w księdze Apokalipsy w czwartym rozdziale, w którym czytamy, że wokół tronu w niebie trwa nieustanna modlitwa i uwielbienie. Ci, którzy są najbliżej tronu są pochwyceni majestatem i pięknem Pana Boga, dlatego Go uwielbiają.

 

Co jest ciekawe, cztery postacie, które otaczają tron, są pełne oczu z przodu i z tyłu. Wpatrywanie się w Boga, oglądanie tego kim jest sprawia, że dniem i nocą go uwielbiają. Ciągle wołają: „Święty, Święty, Święty!”.

 

Dawid był pochwycony tą wizją i chciał żeby tutaj na ziemi było tak jak w niebie – czego echo widzimy w Modlitwie Pańskiej. Pierwszej rzeczy jaką Jezus uczy uczniów w tej modlitwie jest „Święć się Imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi”. Często my pomijamy to „święć się Imię Twoje” i mówimy „niech Twoja wola, niech Twoje królestwo będzie tutaj na ziemi”. Często jednak zapominamy, że przyjście jego królestwa i objawienie się Jego woli zaczyna się od uwielbienia.

 

Kościół został posłany z wieczernika, by czynić cuda i głosić miłosierdzie – to wszystko zaczyna się w miejscu uwielbienia i modlitwy. Uczniowie zostali posłani na świat przez Jezusa, aby czynić znaki i głosić Ewangelię, ale najpierw Chrystus powiedział „Wy zaś pozostańcie w mieście, w Jerozolimie, aż zostaniecie przyobleczeni mocą z wysoka” (Ew. św. Łukasza 24:49). Potem kiedy śledzimy historię apostołów, to widzimy, że oni z tego miejsca modlitwy, zostali posłani do głoszenia Ewangelii w mocy Ducha Świętego.

 

Trzecią moją odpowiedzią na Twoje pytanie jest fragment z Ewangelii, kiedy przychodzi niewiasta do Jezusa, aby oddać Mu cześć, uwielbiać Go i namaścić Jego stopy olejkiem. Wtedy Judasz powiedział do Jezusa:  „Na co takie marnotrawstwo? Przecież można było drogo to sprzedać i rozdać ubogim!”. Wtedy Jezus wcale jej nie skarcił, ale potwierdził to, że ona uczyniła naprawdę dobrą rzecz i zapowiada „Gdziekolwiek po całym świecie głosić będą tę Ewangelię , będą również opowiadać na jej pamiątkę to, co uczyniła”

 

Jeśli popatrzymy typowego polskiego katolika, to zauważymy, że najczęściej, jeśli już zwraca się do Boga, to prosi o niezbędne minimum: daj nam chleba powszedniego i żeby do pierwszego wystarczyło. Czasem Bogu za coś podziękuje, ale raczej nie zauważymy u niego oznak uwielbienia. Czy uwielbienie nie jest zatem jakimś wręcz absurdem? Dziękowaniem za coś czego jeszcze nie ma?

W proszeniu oczywiście nie ma nic złego, jest jednak droga doskonalsza –  droga miłości. Możemy i powinniśmy prosić bo Pan Jezus powiedział „proście, a będzie wam dane”. Jeżeli jednak prosimy z miejsca uwielbienia, z miejsca spotkania z Nim, to zupełnie inaczej ta nasza prośba wygląda. Całkowicie inaczej my się czujemy, kiedy najpierw doświadczamy tego, że Pan Bóg jest dobry, że naprawdę nas kocha. Dzieje się to w miejscu spotkania z Nim.

 

Kiedy prosimy to nasza wiara jest zupełnie inna. Inaczej proszę o coś Ojca, który mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej, a inaczej osobę, która jest daleka, która może nawet nie interesuje się moim życiem.

 

Droga poprzez uwielbienie oraz spotkanie z Panem Bogiem ma moc odmienić sposób w jakim prosimy. Zmienia się też sposób w jaki patrzymy na rzeczywistość, bo kiedy stajemy do uwielbienia to skupiamy się na Nim. W naszym umyśle ten obraz Pana Boga, pojawia się jako tego, który jest ponad wszystkim.

 

Kiedy potem proszę, np. o zaopatrzenie finansowe, to proszę Kogoś, kto siedzi na tronie, kto włada całym wszechświatem. Kogoś, kto powiedział do swoich uczniów „Nie martwcie się co będziecie jedli i co będziecie pili – szukajcie wpierw królestwa Bożego, a Ja dam wam to zaopatrzenie”.

 

Co ciekawe w Ewangelii Mateusza w 6 rozdziale Jezus nie mówi „Nie troszczcie się, bo nie będziecie mieli co jeść, jakoś tam dacie radę”, ale mówi „Nie troszczcie się, bo ja was zaopatrzę. Jeżeli przyodziewam lilie i są tak piękne, jeżeli ptaki mają co jeść, to o ile bardziej was zaopatrzę”. Tak więc Jezus kieruje serca uczniów na naturę Boga, na charakter Pana Boga, nie negując ich potrzeb, ale mówiąc „Miejcie tę większą perspektywę tego, kim jestem”.

 

Mówiłeś o tym, że miejsce spotkania, jest miejscem posłania. Jestem przekonany, że tworzycie tę konferencję, żeby spotkać Pana Boga. Czy spodziewacie się, że Pan Bóg z tego miejsca będzie również posyłał ludzi gdzieś dalej?

Mamy przeświadczenie, że tworząc taką przestrzeń modlitwy, uwielbienia i głoszenia Słowa Bożego, dajemy miejsce do osobistego spotkania się osób z Bogiem. Dlatego w czasie konferencji to uwielbienie będzie trwało nieustannie, także w nocy.

 

Sesje konferencyjne będą de facto przerwami między uwielbieniem. Wierzymy, że to będzie czas, kiedy Duch Święty będzie działał i będzie dotykał serc uczestników. Na niedzielę zaplanowaliśmy czas modlitwy o uzdrowienie, gdy będziemy prosić za osoby, które są chore. Chcemy poprzez tę modlitwę i uwielbienie stworzyć miejsce Bożej obecności i pokazać, że w Jego obecności dzieją się po prostu cuda. Cuda spotkania z Panem Bogiem, cuda posłania, ale też cuda uzdrowienia.

 

Co przeciętny katolik może wynieść z tej konferencji? Nie każdy miał styczność z modlitwą uwielbienia czy charyzmatami.

Prezentując tę konferencję podkreślamy aspekt spotkania z Bogiem, który jest Bogiem żywym i który działa. Ludziom, którzy nie mają styczności w ogóle z ruchem charyzmatycznym mówię, że to po prostu będzie czas spotkania z Panem Bogiem. Będzie to możliwość, by doświadczyć go w swoim sercu.

 

Takie też jest moje świadectwo. Od mojego pierwszego doświadczenia żywego Boga minęło dwadzieścia parę lat, miałem wtedy 18 lat. Zawsze byłem wierzący, chodziłem do kościoła i wiedziałem, że ten Pan Bóg jest. Była taka wspólnota u mnie w parafii, chyba Odnowa w Duchu Świętym, gdzie koleżanka mi powiedziała świadectwo o tym, że Pan Bóg jest żywy. W tamtym momencie w moim sercu coś się poruszyło. Mówiłem sobie: “Ja gdzieś w głębi serca wiedziałem, że Ty jesteś, Panie Boże, ale tak bardzo pragnąłem tego doświadczyć”. Miałem wątpliwości: “czy ja rzeczywiście mogę doświadczyć Pana Boga więcej, niż to co teraz?”. Pamiętam, że ona wtedy powiedziała mi, że mogę Go doświadczyć, że Bóg jest żywy. Potem sam tego doświadczyłem i to był dla mnie naprawdę ważny moment. Dziś z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że odmienił mnie naprawdę na zawsze. Najpierw jako nastolatka, potem studenta, potem osobę, która zaczynała pracę. Ożeniłem się, teraz mam trójkę dzieci, trzy wspaniałe córki, i ten moment do dziś pamiętam.

 

A wszystko zaczęło się od tego, że ktoś mi powiedział, że Bóg jest żywy, że “naprawdę Maciek możesz go doświadczyć!”.

 

Jezus powiedział, jak wspomniałeś, żeby troszczyć się najpierw o sprawy Królestwa Bożego, a wszystko inne będzie nam dodane. Czy Pan Bóg jest wierny swojemu słowu, potwierdza Wam znakami, że ta konferencja to Jego dzieło?

Początkowo planowaliśmy konferencję, na około 250-300 osób. Później wraz z rosnącym zainteresowaniem pojawiła się potrzeba większej sali – obecnie wynajmujemy halę w centrum wystawienniczym EXPO, której koszty wynajęcia razem z wyposażeniem są znaczne. Przychodzą jednak do nas osoby i mówią: „Czujemy, że to co robicie jest ważne. Chcemy was wesprzeć”. I to jest niesamowite, kiedy widzimy Boże zaopatrzenie i Boże błogosławieństwo. Poruszenie, które jest w sercach jest dla nas swego rodzaju znakiem, że ta konferencja jest potrzebna.

 

Ile w tym momencie jest zapisanych osób?

Ponad 1200 osób.


Stacja7 jest patronem medialnym konferencji “Serce Dawida”.
Więcej informacji na stronie: warszawa24.org/sercedawida


Serce Dawida

Paweł Witek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej Wolski

Maciej Wolski

Razem z żoną Dorotą prowadzi Dom Modlitwy "Warszawa 24/7" które staje się miejscem nieustannego uwielbienia. Jest organizatorem konferencji modlitewnej "Serce Dawida".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł
Witek
zobacz artykuly tego autora >
Maciej Wolski
Maciej
Wolski
zobacz artykuly tego autora >

Abp Hoser: kobieta po aborcji uzyska przebaczenie (ROZMOWA)

Kobiety, które dokonały aborcji, usłyszą w konfesjonale: "Twoje grzechy zostały odpuszczone", a uzyskanie rozgrzeszenia jest bardziej dostępne w Roku Miłosierdzia, bo każdy spowiednik ma prawo uwolnić od tego - stwierdza w wywiadzie dla KAI abp Henryk Hoser

Polub nas na Facebooku!

Z arcybiskupem Henrykiem Hoserem rozmawia Alina Petrowa-Wasilewicz (KAI)

 

Alina Petrowa-Wasilewicz, KAI: Zna ks. Arcybiskup różne narody – Polaków, Francuzów, Włochów, Afrykanów. Czy istnieje jakaś narodowa specyfika, czy można w ogóle ułożyć jakąś “mapę grzechu”?

– Grzech jest efektem uszkodzonej przez grzech pierworodny natury ludzkiej, jest uniwersalny. Na przykład potrójna pożądliwość: ciała, oczu i pychy żywota jest cechą całej ludzkości, występuje we wszystkich krajach i szerokościach geograficznych, podobnie jak siedem grzechów głównych. Jednak niewątpliwie pewne kraje mają specyfikę grzeszności, wynikającą z ich kultury zbiorowej, narodowej. Pewne ludy i narody mają większe skłonności do określonych grzechów, gdyż rozmaite zachowania uwarunkowane są historycznie i bez spojrzenia na historię tych krajów trudno dojść do wiążących wniosków.

Bez wątpienia eugenika, związana z płcią, mordowanie nienarodzonych dziewczynek – to cecha azjatycka, występuje w Indiach i Chinach. Rodzice chcą mieć synów, dziewczynki są mordowane. W efekcie doprowadziło to do braku demograficznej równowagi między płciami, już występują ogromne niedobory kobiet w pokoleniu, w którym zaczęto stosować zabójstwa prenatalne kobiet.

Podobnie z korupcją – jest zjawiskiem powszechnym, ale znacznie potężniejszym w państwach, które są słabe. Wiele z nich są głównymi inspiratorami korupcji, co prof. Michel Schooyans nazwał kleptokracją, czyli rządami złodziei, którzy żyją okradając swoich obywateli.

Ale w zglobalizowanym świecie grzechy też się globalizują. Na przykład Afryka miała i ma do dziś ogromny szacunek do życia, dzietność jest tam najwyższa, gdyż dziecko uważane jest za najwyższe dobro, jakie jest dostępne dla każdego małżeństwa i rodziny, a człowiek uważa, że realizuje się przekazując życie. Ale pod wpływem globalnej, konsumpcyjnej kultury, która dociera także na Czarny Kontynent, następuje relatywizacja życia ludzkiego i problemy i procesy, które zachodzą w krajach technicznie rozwiniętych, zaczynają przenikać do krajów afrykańskich poprzez media, narzucanie wzorców, programy antynatalistyczne organizacji międzynarodowych, uzależniających pomoc ekonomiczną od wprowadzenia aborcji i rozprowadzania środków antykoncepcyjnych.

 

KAI: Mówi ks. Arcybiskup o globalizacji grzechu. Czy dotyczy to także sumień? Badania wykazują, że wiara w krajach zachodnich jeśli się ostała, jest coraz bardziej wybiórcza i synkretyczna. W Polsce kilka procent katolików wierzy w reinkarnację i w to, że zwierzęta mają duszę, itd. Wierzą na swój sposób, w praktyce są heretykami. W wielu miejscach na Zachodzie zanika spowiedź indywidualna. Czy w Polsce też zanika poczucie grzeszności?

– Na tle Europy Polska jest wyjątkowa – cechuje się jednak tym, że wierni masowo się spowiadają, są kolejki do konfesjonałów, a spowiedź jest dostępna w każdym kościele na każdej Mszy św. Nie widziałem, aby tak działo się w innych krajach i by tylu ludzi przystępowało do sakramentu pokuty. I to jest szkoła sumienia, gdyż w spowiedzi do głosu dochodzi sumienie, które nie jest stanem emocjonalnym, afektywnym, tylko jest sądem rozumu, oceniającym akt ludzki od strony jego wartości moralnej. O moralności zaś można mówić tam, gdzie jest norma moralna. Gdzie jest zanik normy moralnej, zbiorowość przeistacza się w społeczeństwo amoralne, które nie ma tych odniesień, jednostce pozostają jedynie regulacje prawne, zewnętrzne. A przecież moralność dotyczy najgłębszego wnętrza człowieka, trzeba kształtować i wychowywać sumienie, jeśli tego nie ma, ludzie tracą świadomość dobra i zła, nie potrafią wskazać granicy między dobrem i złem, następuje atrofia, zanik sumienia. W związku z tym osoba pozbawiona dobrze ukształtowanego sumienia traci orientację życiową. To się dzieje, więc coraz więcej ludzi opiera się na etyce sytuacyjnej, która coraz bardziej jest etyką emocji, sentymentów, uczuć, a nie rozumowym podejściem do oceny swych czynów. W tym tkwi jej słabość, gdyż dominuje subiektywizm, będący jednocześnie autonomiczną normą. Człowiek sam sobie kleci normy moralne. Słyszymy często frazę: Bo ja uważam, że to nie jest grzech. I jest to daleko idąca prywatyzacja moralności, która prowadzi do zaniku wyostrzonego sumienia i jednoznacznego sądu i tworzenia własnej moralności, przykrojonej do swojej sytuacji życiowej.

 

KAI: Czy ta tendencja obecna jest także w Polsce?

– Ta tendencja jest dostrzegalna, ona narasta, w związku z tym naszym, duszpasterzy obowiązkiem, jest przypominanie imponderabiliów, które są ponadczasowe i ponadprzestrzenne, powszechnie obowiązujące, bo wynikają z ludzkiej natury, oświeconej Objawieniem Bożym. Pan Bóg dał nam Dekalog, który jest pierwszą kartą praw i obowiązków człowieka. Jest jednocześnie wyrazem prawa naturalnego, uniwersalnego. Proszę zauważyć, że dziś neguje się istnienie specyficznej ludzkiej natury, a w związku z tym istnienie prawa naturalnego. Brak świadomości istnienia prawa naturalnego skutkuje zaś tym, że nie mamy dla ludzkości wspólnego mianownika. Wszystkie powszechne prawa człowieka, Deklaracja Praw Człowieka z 1948 r., była oparta na prawie naturalnym, nie miała uprzednich aktów prawnych poza Dekalogiem. Sformułowana po okropnościach II wojny światowej, dziś właściwie nie obowiązuje. Stwierdzenie, że każdy człowiek ma prawo do życia dziś nie obowiązuje.

 

KAI: Kościół ma potężnego “konkurenta”, który jest antywychowawcą i zniekształca sumienia. Media, kulturę masową.

– I posługują się nimi grupy, które prowadzą do destrukcji rodzaju ludzkiego, są dla niego śmiercionośne.

 

KAI: Z jednej strony w Polsce wierni ustawiają się do konfesjonałów, z drugiej – obserwujemy wypłukiwanie z kultury chrześcijańskich wartości.

– Sytuacja jest labilna. Zwiększa się liczba katolików świadomych, głęboko żyjących wiarą, którzy wierzą w sposób integralny, praktykują. Z drugiej strony nasila się proces sekularyzacji, zwłaszcza młodzieży, co ludzi bardzo różnicuje. Katolicyzm nie jest już powszechnym, spajającym etosem całej zbiorowości. Wiara, zwłaszcza katolicka, była elementem tożsamości polskiego społeczeństwa i narodu, kiedy nie istniało państwo polskie, odniesieniem identyfikacyjnym tożsamości była wiara, przynależność do Kościoła. Dziś te więzy się osłabiają, ale jest coraz więcej ludzi, żyjących świadomie swoją wiarą, kierujących się nią w wyborach życiowych. I mimo powolnego spadku domincantes, obserwujemy regularny wzrost comunicantes, wzrost wiary głębokiej, ludzie traktują Komunię św. jako Komunię z Bogiem. Pod tym względem Polska jest wyjątkowa i wzrost comunicantes jest zjawiskiem, które daje nadzieję.

Dziś ludzie w rozmodlonych parafiach świadomie się modlą i są bardzo aktywni w czasie liturgii. W odróżnieniu od ślubów czy pogrzebów, w których uczestniczą osoby niepraktykujące, którzy milczą. Gdyż nie znają tekstu Mszy św., nie potrafią odpowiedzieć na wezwania liturgiczne celebransa. W mojej diecezji obserwuję niebywały wzrost modlitwy różańcowej, Żywego Różańca, który został wprowadzony przez Służebnicę Bożą Paulinę Jaricot jako element rozkrzewienia wiary. Lawinowo wzrasta liczba Kół Żywego Różańca, także kół środowiskowych – ojców, matek, rodziców. Szerzy się kult Bożego Miłosierdzia i ruch pielgrzymkowy. Nie wiem, czy jest wiele krajów, w których wierni tak masowo pielgrzymują.

 

KAI: Gdy mówimy o specyficznych grzechach w Polsce, szczególne miejsce zajmuje aborcja. Szacuje się, że od 1956 r. zostało zabitych kilkadziesiąt milionów dzieci, niektórzy twierdzą, że było ich nawet do 800 tys. rocznie.

– To ogromna liczba, to także kilka milionów kobiet i mężczyzn, dotkniętych tym nieszczęściem. Ten proceder trwa i przechodzi z pokolenia na pokolenie, zaczęło go uprawiać pokolenie babć i dziadków, nieraz to są ludzie, namawiający młodych do aborcji, gdyż sami aborcji dokonali. To solidarność w złem.
Można odnieść wrażenie, że wiele uczestników obecnych protestów przeciw rozszerzeniu ochrony życia nienarodzonych mają za sobą doświadczenie aborcji. Stąd ich agresja, determinacja w walce i stosowanie wszystkich technik usypiania sumienia i zakłamywania, czym ten fakt jest. Ale największym zakłamaniem jest twierdzenie, że to prawo kobiety z pominięciem prawdy, że mamy tu do czynienia z konfliktem dwóch odrębnych bytów ludzkich. Dziecko w łonie matki nie jest już jej własnością. To odrębny byt, który ma własny program genetyczny, według którego rozwija się i wzrasta, więc to nie jest tylko sprawa kobiety. Rewindykacja “Mój brzuch należy do mnie” jest fałszem. Brzuch, owszem, należy, do kobiety, ale dziecko w tym brzuchem już nie, ono nie jest jej niewolnikiem, a podmiotem, któremu przynależą konkretne prawa. A podstawowym prawem jest prawo do życia. Gwarantuje je konstytucja, jest to więc sprawa uniwersalna, a nie zabobon, szerzony przez Kościół.

Zwróćmy uwagę na relatywizację życia ludzkiego ze względu na jego wielkość, wiek, jakość – powoduje to mechanizm równi pochyłej, gdzie arbitralnie określa się, kto ma prawo do życia, a kto go nie ma. Wówczas w ogóle ludzkie życie jest deprecjonowane, gdyż łatwiej skazać na śmierć ludzi kalekich, oznacza to przyzwolenie na eutanazję oraz samobójstwa, skoro każdy ma prawo dysponować sobą i słabszym, czy odebrać sobie życie.

 

KAI: W mediach wciąż spotykamy podobne deprecjonowanie życia. Mówi się, że dziecko jest “galaretą”, “zlepkiem komórek”, itd. Z drugiej strony słyszymy osoby, które przyznają się do dokonania aborcji. Co może zrobić przeciętny katolik w tej sytuacji?

– To już ostatnie dni, w trakcie których można uzyskać uwolnienie od tego straszliwego grzechu, gdyż trwa jeszcze Jubileusz Miłosierdzia. Aborcja jest obarczona karą ekskomuniki i dlatego spowiednik musi mieć specjalne uprawnienia, żeby od tej straszliwej kary uwolnić. Ale w Roku Miłosierdzia źródła miłosierdzia są jeszcze szerzej otwarte i należy z tego skorzystać. To kwestia łaski uwierzenia, że Bóg jest miłosierdziem i przebacza nam grzechy. A jednocześnie uzdrawia. Przebaczenie jest już uzdrowieniem, postawieniem kogoś do pionu. “Idź, ja cię nie potępiam, ale nie grzesz więcej”. – Tak powiedział Pan Jezus cudzołożnej kobiecie. A za cudzołóstwo w prawie Starego Testamentu groziło ukamieniowanie. To wyzwolenie, ogromna zmiana życiowa, gdyż ten grzech już nie ciąży. A grzech odpuszczony już nie istnieje, choć pozostają jego konsekwencje, choć i one są przedmiotem Miłosierdzia Bożego. Mamy odpusty, które są odpuszczeniem kary doczesnej i mają też ewidentny charakter terapeutyczny. Efekt uboczny, nie cel. Odpust to jest uwolnienie od dolegliwości konsekwencji grzechów, które trwają nawet gdy wina jest odpuszczona i penitent jest uniewinniony. Jego czyn jest nieodwracalny, ale jego konsekwencje mogą być zmniejszone.

 

KAI: Jest wiele katoliczek, które dokonały aborcji. Jak je przekonać, że Miłosierdzie Boże nie ma granic? Jezus zapewniał św. Faustynę, że każdy grzech odpuści, jeśli człowiek zwróci się do Niego w pokorze i skrusze.

– To tajemnica wiary, bo bez wiary nikt nie zwróci się do Boga o przebaczenie grzechów.

 

KAI: Może mieć fałszywy obraz Boga.

– Ale to grzech przeciw Duchowi Świętemu, gdy ktoś neguje możliwość przebaczenia grzechów.

 

KAI: Co może ośmielić te kobiety do takiej spowiedzi? Modlitwa w tej intencji? Argumenty?

– Ostre dyskusje nic nie dadzą. Choć istotne jest rozumowe wskazywanie argumentów obrońców życia. Kłótnie do niczego nie doprowadzą, mamy bardzo gorącą temperaturę dyskusji, gdyż jest to najostrzejsza walka – między życiem i śmiercią. Między duchem, który ożywia i duchem, który zabija. Dlatego ta walka jest tak radykalna. Trzeba po prostu ciągle przypominać o możliwości uzyskania przebaczenia. Ale aby je uzyskać, trzeba otworzyć się na Boże Miłosierdzie. A to wymaga pokory i prawdy. Człowiek musi uznać swój grzech, biedę i prawdę o sobie. I to jest bardzo trudne dla wielu. Stąd tendencja do wciągania w orbitę własnego grzechu coraz większej liczby ludzi. Manifestacje publiczne, obnoszenie się z tym, że ktoś tego dokonał, to samousprawiedliwienie i wciąganie w orbitę grzechu, swoista “absolucja”, uspakajanie sumień.

Trzeba też wciąż przypominać, że trzeba wziąć odpowiedzialność za poczęcie człowieka Nie myśli się o niej, o okolicznościach poczęcia. I tu jest jeden wielki dramat – mężczyźni nie są odpowiedzialni za swoje dziecko.

 

KAI: Ponieważ wiedzą, że odpowiedzialność z nich zdejmie antykoncepcja, jeśli zawiedzie – aborcja, ostatecznie kobieta będzie samotną matką.

– Pozostaną niedojrzałymi chłopcami. Są psychologowie, psychiatrzy, którzy mówili mi, że gdyby kobieta wiedziała, że za tym dzieckiem stoi jego ojciec, który chce tego dziecka, narodzin, a nie jego śmierci, kobieta nie poddałaby się aborcji. Rola ojca jest kluczowa, dlatego biskupi wypowiedzieli się, że nie są za karaniem kobiet, a aborterów, którzy zawodowo odbierają życie – namawiając lub przyczyniając się do aborcji. Należy też docierać do kobiet z informacją z podstawową wiedzą biologiczną, wynikającą z genetyki i embriologii, która nie jest szeroko znana ludziom.

 

KAI: Co z kobietami i ojcami dzieci, które zostały poddane aborcji? Są coraz starsze, podsumowują swoje życie?

– Niech proszą o łaskę wiary w Boże przebaczenie, usłyszenia “Twoje grzechy są odpuszczone”. Powinni, kobieta i mężczyzna, pójść do konfesjonału bez lęku, gdyż w konfesjonale oskarżycielem jest penitent, a nie ksiądz. Penitent wymienia swoje grzechy, a ksiądz może nawet stać się adwokatem takiego człowieka, oczywiście nie bagatelizować czynu, ale pomóc zrozumieć, stanąć w prawdzie. Dodać otuchy, zapewnić, że z tego można wyjść, być Boskim lekarzem. Ale jeśli pacjent nie przyjdzie do lekarza i nie powie, na co choruje, to lekarz go nie uleczy.

 

KAI: Obecny czas, końcówka Jubileuszu Miłosierdzia to takie “last minute”, gdyż wszyscy księża dostali uprawnienia odpuszczania tego grzechu?

– Tak, obecnie jest to łatwiejsze. Ale w każdej diecezji także później, po zakończeniu Jubileuszu, są specjalni penitencjarze, którzy taki grzech odpuszczą.

 

KAI: Wróciła dyskusja o prawie, chroniącym życie. Czy budzą się sumienia, czy jest to efekt rozwoju wiedzy i etapie prenatalnym człowieka?

– Obserwujemy sprzeciw młodych ludzi wobec aborcji, narastający w miarę rozwoju nauki. Odwrót młodego pokolenia od tendencji aborcyjnych jest związany m.in. z ultrasonografią. Ludzie widzą, że to nie “zlepek komórek”, czy “galareta”, bo w bardzo wczesnych okresach ciąży widać już konkretny zarys człowieka. A ci, co się starają o dziecko na inne sposoby niż naturalny, też widzą, że wszystko zaczyna się w chwili zapłodnienia, że od tego momentu “mają dziecko”. I wówczas zmienia się perspektywa, jest inna ocena tego, co jest deprecjonowane w chwili, gdy mamy do czynienia z tzw. ciążą niechcianą.

Musimy nazwać rzeczy po imieniu. Jeżeli mówimy o dziecku kalekim w stanie prenatalnym, odwołujemy się do postawy wobec osób niepełnosprawnych. Mnie zaszokowało, że organizatorka strajku Czarny Protest mówi w wywiadzie, że opiekuje się niepełnosprawnymi. Z drugiej strony chce, aby te osoby były zabijane w okresie prenatalnym. Zabijane są dzieci, które nie mają nawet wad letalnych. Przecież zespół Downa czy Turnera nie są zespołem letalnym, nie powodują śmierci. Są studentki z tymi zespołami, które kończą medycynę.

Co do dziecka, poczętego z gwałtu. Trzeba pamiętać, że dziecko nie jest gwałcicielem, a jest karane śmiercią za to, że poczęło się w dramatycznych okolicznościach. Dla kobiety jest to straszny szok, ale dziecko nie jest winne, ono zaistniało i matka powinna pozwolić mu żyć, może je przecież oddać do adopcji.

 

KAI: Budzenie sumień kosztuje. Obrońcy życia są atakowani, we Francji powstał projekt zamykania stron internetowych, poświęconych obronie życia.

– To jest właściwie totalitaryzm typu hitlerowskiego. Francja uległa terrorowi poprawności politycznej, której my nie mamy. I nie będziemy mieli, dałby Bóg. Nie tylko kolejki do konfesjonałów się ustawiają, jest coraz więcej modlitwy i konkretnego zaangażowania. Nie tylko w naszej diecezji, coraz częściej w kościołach praktykowane jest całodzienne wystawienie Najświętszego Sakramentu. W naszej katedrze jest kaplica adoracji i jest ona pełna od rana do wieczora. To daje nadzieję.


Rozmawiała Alina Petrowa-Wasilewicz / Warszawa


Katolicka Agencja Informacyjna