O. Zięba: miłosierdzie to miłość mimo słabości

- Miłość miłosierna, to konkretna Boża miłość pochylająca się nade mną i przyjmująca mnie pomimo moich słabości, mimo moich stałych niewierności i ułomności - mówi dominikanin o. Maciej Zięba. Teolog i znawca nauczania Jana Pawła II wyjaśnia w rozmowie z KAI istotę Jubileuszu Miłosierdzia, który niebawem rozpocznie się w Kościele katolickim na świecie.

Maciej
Zięba OP
zobacz artykuly tego autora >

KAI: Zaraz po pielgrzymce Jana Pawła II do Polski w 2002 roku zauważył Ojciec, że była to pierwsza, i jak się potem okazało jedyna, pielgrzymka papieża, która miała charakter nie lokalny, a planetarny. Wszystko za sprawą przesłania o Bożym Miłosierdziu, które było głównym tematem tej pielgrzymki. Tak się stało, bo od tego czasu kult miłosierdzia opanował cały świat. Z czego wynika fenomen tej tajemnicy, że stała się tak bardzo powszechna?

O. Maciej Zięba: Po pierwsze wynika to z tego, co odkrywamy już w Starym Testamencie, że Bóg jest pełen miłosierdzia. Ta prawda powraca w nauczaniu Chrystusa, który nie tylko mówi, ale i ukazuje swym życiem, iż „macie być miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny”. Wpisane jest to w sam rdzeń chrześcijańskiego orędzia i wynika – co warto podkreślić – z obu testamentów. A papież Franciszek, w liście „Misericordiae vultus” jeszcze poszerza tę przestrzeń wspólnego spotkania pisząc o zbieżności Chrześcijaństwa z Islamem i Judaizmem w kontemplowaniu tego właśnie wymiaru boskości, wymiaru Bożego Miłosierdzia.

 

hands-918774_1920

 

Po drugie, tamta pielgrzymka sama w sobie była niezwykła. To była pielgrzymka bardzo już słabego i schorowanego papieża, traktująca wyłącznie o miłosierdziu. Już nie miał sił aby jeździć po całej Polsce, więc przybył do Krakowa, do Łagiewnik, by tu głosić orędzie dla całej Polski i dla całego świata. Stąd ten wymiar planetarny, skierowany do ludzi na całej kuli ziemskiej, aby wyobraźnia miłosierdzia rozpalała ludzkie serca, otwierała nowe horyzonty, przełamywała stereotypy. I ciągle – także myśląc o problemie uchodźców – brakuje nam tej „wyobraźni miłosierdzia” o którą prosił nas święty papież.

Trzeba jednak pamiętać, że cały, długi pontyfikat Jana Pawła II był przepełniony głoszeniem miłosierdzia Bożego. Już w swojej programowej encyklice “Redemptor hominis” stwierdzał on z całą mocą: „objawienie miłości i miłosierdzia ma w dziejach człowieka jedną postać i jedno imię. Nazywa się: Jezus Chrystus”, a jego druga encyklika jest przecież w całości o Bogu bogatym w miłosierdzie. Na nią zresztą powołuje się papież Franciszek w bulli zapowiadającej Jubileuszowy Rok Miłosierdzia. Widać ciągłość w podkreślaniu tego ważnego wymiaru boskości zarówno w Piśmie Świętym, jak i w nauczaniu papieży.

 

Papież ogłasza Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia

 

Ludzie XXI wieku bardzo głęboko doświadczają swojej kruchości oraz słabości. Doświadczają też swej anonimowości, zagubienia w wielkiej liczbie: jest nas siedem miliardów – każdy jest jedynie drobinką w wielkiej ludzkiej masie, pojedynczym atomem w bezkresnej kosmicznej pustce. Wobec tej psychicznej i fizycznej kruchości, także naszej słabości, ale też i głębszej refleksji nad swą kondycją, odkrywamy, że potrzeba nam miłosierdzia. Bardziej subtelnie analizujemy dziś nasze działania, lepiej znamy ich motywy, lepiej znamy naszą psychikę i zagłębiamy się w sferę duchowości. Ja mam bezustannie – można by rzec – poczucie „podszyte rozpaczą”, że każdy mój gest, każde moje zachowanie, każde słowo jest jakoś „niepełne” i ułomne, że wszystko, dosłownie wszystko co czynię jest skażone moją grzesznością i słabością po grzechu pierworodnym. Chciałbym bardziej kochać, chciałbym lepiej działać, chciałbym pełniej dawać i zarazem wiem, że odbiję się od szklanego sufitu mojej ułomności. W jakiejś mierze, w sposób różnorodny i zindywidualizowany, jest to zapewne doświadczenie powszechne, doświadczenie każdego człowieka.

Przy takim doświadczaniu samego siebie oraz siebie w relacji z Bogiem i bliźnimi, otwiera się nieskończona przestrzeń dla Bożego Miłosierdzia, które w namacalny sposób dopełnia i przekracza konkretne ułomności człowieka, które nas podtrzymuje w istnieniu oraz działaniu. To dzięki niemu, pomimo wszystko, wbrew beznadziei, możemy jednak się komunikować, możemy powiedzieć „kocham”, możemy budować realne dobro, możemy sobie przebaczać – jest to możliwe wyłącznie dzięki temu, że otwieramy się na zdroje bezustannie wypływające ze źródła miłosierdzia. Obserwując w Łagiewnikach pielgrzymów z całego świata, widać, jak to orędzie miłosierdzia przyciąga, jak bardzo jest potrzebne.

 

Łagiewniki: młodzi w trakcie ŚDM muszą tu doświadczyć obecności miłosiernego Chrystusa

 

KAI: Czym właściwie jest miłosierdzie Boże?

– Przy przymiotach Bożych trzeba uważać, by ich za bardzo nie antropomorfizować, byśmy na ludzką modłę nie tłumaczyli sobie natury Boga, by – jak przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego – „nie pomieszać niewypowiedzianego, niepojętego, niewidzialnego i nieuchwytnego Boga z naszymi ludzkimi sposobami wyrażania”. Przed tym bardzo mocno przestrzega teologia. „Poznajemy Boga jako Nieznanego” mówi św. Tomasz.

Dopiero po tym zastrzeżeniu, możemy powiedzieć, że istotę miłosierdzia dobrze oddaje obraz Rembrandta, na którym ojciec pochyla się i przytula kogoś, kto bardzo narozrabiał i w zasadzie podeptał swoje synostwo, co więcej, długo żył amoralnie, a nawrócił się z niskich pobudek. Miłość miłosierna, to konkretna Boża miłość pochylająca się nade mną i przyjmująca mnie pomimo moich słabości, mimo moich stałych niewierności i ułomności. „Jest Ona większa od grzechu, od słabości, od „marności stworzenia”, potężniejsza od śmierci – to znów “Redemptor hominis” – stale gotowa dźwigać, przebaczać, stale gotowa wychodzić na spotkanie marnotrawnego dziecka”.

 

baby-951092_1920

 

KAI: Czy światu jest dziś potrzebny Bóg Miłosierny?

– Gdyby Pan Bóg był tylko sędzią sprawiedliwym, to już byśmy nie istnieli. Za dużo potworności dokonało się i ciągle się dokonuje na ludzkiej ziemi. Za dużo potworności jest we mnie samym. Pan Bóg podtrzymuje świat w istnieniu i ciągle objawia swoje miłosierdzie. Stale też wzbudza zastępy ludzi dobrej woli, którzy wbrew wszystkim naukom o asertywności, o filozofii singli, o tym, że każdy ma się troszczyć o swoje, przekraczają swój egoizm i poświęcają ofiarnie swoje życie dla innych ludzi. To są znaki Bożego Miłosierdzia, dzięki którym i my rozumiemy, jak bardzo potrzebne jest nam przygarnięcie przez kochającego ojca.

 

Nieudani synowie Ojca Miłosiernego. Gdzie była matka?

 

KAI: Prawda o Miłosierdziu Bożym to także prawda o kondycji człowieka. Jak jest ta kondycja?

– To jest prawda o ludzkiej słabości. Dopiero poprzez nią można odkryć też i ludzką wielkość. Ale to nie jest samobiczowanie tylko realizm. Europa jeszcze niedawno żyła mitem doskonałości, pełnego wyzwolenia człowieka. „Wyzwolimy ludzkość od zła, gdyż wystarczy człowieka wyedukować ” – tak głosiło oświecenie, “zniszczyć własność prywatną i powstanie raj na ziemi” – tak mówił komunizm, “wystarczy wyplenić pasożyty rasowe by świat był harmonijny” – grzmiał nazizm i rasizm, “gdy rozwiążemy problemy związane z ludzką psyche, wtedy świat będzie szczęśliwy” – przekonywała psychoanaliza, wreszcie „zniszczmy wszelkie tabu, a osiągniemy powszechną nirwanę” – głosiły manifesty pokolenia ‘ 68. To bzdury. Niebezpieczne bzdury. Prawda jest taka, że wszyscy mamy słabości, wszyscy mamy swoją grzeszność i wszyscy potrzebujemy przebaczenia, a Królestwa Bożego nie zbudujemy na ziemi. To oszustwo, gdy mówimy, że w świecie i w nas nie ma zła, że już tu, w doczesności, możemy się z niego ostatecznie wyzwolić. Empirycznie sprawdziliśmy to w drastyczny sposób w minionym stuleciu, wieku totalitaryzmów, i dziś też to stale sprawdzamy. Aby ten świat czynić choć troszkę lepszym musimy przyjąć, że grzech jest realny i, że zło jest w świecie oraz w nas samych.

 

help-164755_1280

 

Uznanie tego nie jest łatwe, dlatego od niego uciekamy. Skoro jestem grzeszny, to wszystko jest bez sensu, skoro wszystko jest skażone, to nie mam w świecie żadnych szans. A jednak istnieje nadzieja – przychodzi Chrystus i podnosi mnie zmiażdżonego przez swoje słabości, głosi nam orędzie Swojej bezgranicznej miłości, przynosi nam przebaczenie. Stąd posługa miłosierdzia w konfesjonałach, gdzie przez miliardy roboczogodzin dokonuje się jednanie z Bogiem, z ludźmi i z samym sobą oraz udziela się przebaczenia, dzięki któremu zdroje Miłosierdzia Bożego są dla każdego “na wyciągnięcie ręki”. By to unaocznić papież Franciszek proponuje inicjatywę „24 godziny dla Pana” i powszechnych misji w parafiach, a także zamierza rozesłać na cały świat Misjonarzy Miłosierdzia „aby stali się zwiastunami radości i przebaczenia”.

Potrzeba więc tylko otwarcia naszych serc.

 

KAI: Być miłosiernym, czyli jakim?

– Umieć stale przebaczać i przywracać nadzieję. Musi być to jednak oparte na prawdzie, bo prawda jest zawarta w miłości. Nie może to być naiwne, sentymentalne uczucie litości. Ludzie czasem w złej wierze wykorzystują naiwność, cynicznie wykorzystują chęć czynienia miłosierdzia, a to potęguje szerzenie się zła i służy recydywie. Miłosierdzie musi być oparte na prawdzie i uznaniu swojej grzeszności.

Miłosierdzie bywa trudne. Trzeba umieć przyjąć kogoś, pomimo zapiekłości mego serca, pomimo poranień, pomimo tego wszystkiego, co bolesne się w naszej historii zdarzyło. Ale Chrystus wyraźnie mówi, że przebaczyć trzeba aż 77 razy – zawsze. Taka właśnie była optyka polskich biskupów piszących 50 lat temu orędzie do biskupów niemieckich, która z punktu widzenia politycznego, ekonomicznego, demograficznego, czy egzystencjalnego była bez sensu. Po ludzku nie powinno się “przebaczać i prosić o przebaczenie”, ponieważ nie ma żadnej symetrii między krzywdami wyrządzonymi przez Niemców, a winą Polaków. Ale jest to symetria ewangeliczna. Takim ewangelicznymi kryteriami powinniśmy się kierować w naszym codziennym życiu, przekraczając czysto ludzkie kategorie.

 

hands-736244_1920

 

KAI: Czy Miłosierdzie nie jest, zwłaszcza na Zachodzie, traktowane przez niektóre środowiska, jako alternatywa dla teologii o grzechu i teologii pojednania?

– Tak może się zdarzyć i pewnie niekiedy bywa. Stwierdzenie: “nic się nie stało”, “nie ma sprawy”, wcale nie musi oznaczać przebaczenia. Może świadczyć o braku umiłowania sprawiedliwości, o ignorancji, wreszcie o konformizmie. To nie jest postawa ewangeliczna, a co najwyżej forma kawiarnianej imitacji miłosierdzia. Dlatego mówiąc o miłosierdziu koniecznie trzeba wspominać także o prawdzie. Poznać swoją grzeszność, zobaczyć i uznać to, co się zrobiło – to fundament miłosierdzia.

 

KAI: Dużo się mówi ostatnio o skandalach w Kościele. Jaki jest Kościół: miłosierny, czy pełen intryg?

– O skandalach w Kościele mówi się od czasów świętego Pawła. Wystarczy poczytać jego listy apostolskie. My dzisiaj także musimy poznawać swoją grzeszność, zobaczyć i uznać to, co się złego zrobiło. Kościół musi się stale nawracać. Znamy z historii wieki dużo bardziej ciemne i niedobre w historii Kościoła, niż dzisiejsza rzeczywistość, ale to nie jest żadna pociecha, bo każdy grzech rani cały Kościół. “Ecclesia semper reformanda” – Kościół stale się reformujący, odnawiający, musi nieustannie przeglądać się w świetle Zbawiciela i Ewangelii aby dostrzec ciemne plamki grzechu i słabości. Ale zarazem Kościół jest wspólnotą miłosierdzia – żyjącą dzięki miłosierdziu, praktykującą miłosierdzie i dzielącą się miłosierdziem. „Czego żądasz?” pyta każdego z nas, dominikanów, przełożony w momencie składania ślubów, a my odpowiadamy: „Miłosierdzia Bożego i waszego!”. Żyjąc w Kościele możemy nie tylko spodziewać się miłosierdzia, ale mamy wręcz prawo aby żądać miłosierdzia. Jak mówił św. Jan XXIII otwierając Sobór: „Kościół Katolicki pragnie okazać się matką miłującą wszystkich, matką łaskawą, cierpliwą, pełną miłosierdzia i dobroci”.

 

Wyjątkowe rekolekcje dla mam z małymi dziećmi

 

Popatrzmy na świeckie instytucje, jak one łatwo się degenerują. Pamiętamy partie pełne idealistów, dyktatorów, którzy mieli świetlane pomysły – wszyscy nadspodziewanie szybko stali się sługami ciemności. Władza skutecznie korumpuje. A Kościół grzeszny i słaby, w którym wszyscy – z racji człowieczeństwa – mają naturę “coruptibilis”, od 2000 lat ciągle się nawraca i odnawia.

Krytyka Kościoła, zwłaszcza słuszna, zawsze boli, bo pokazuje naszą niewierność i słabość. Ciągle musimy się nawracać, by być choć trochę silniejszymi w przyszłości. Stąd program “rachunku sumienia” sięgającego w głąb dwudziestu stuleci, który Jan Paweł II mocno promował za swojego pontyfikatu. A jeżeli czasem mamy nawet do czynienia z prawdziwą nagonką mediów, gdy się nas niesprawiedliwie oczernia i tendencyjnie oskarża, to jest to dla nas, w Kościele, kolejna szansa do nawrócenia. Taki los uczniów Chrystusa jest zapisany już w Ewangeliach.

 

4 modlitwy, które pomogą ci dobrze przeżyć spowiedź

 

KAI: Grzeszny Kościół ogłasza Nadzwyczajny Rok Święty poświęcony miłosierdziu. Czym jest ten Rok Święty?

– W rozumieniu tej tajemnicy pomaga bulla papieża Franciszka zapowiadająca Jubileusz. Rozpocznie się on 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego poczęcia Najświętszej Maryi Panny, święto, które przypomina – czego dowodzi przykład Maryi – że świat bez grzechu mógłby wyglądać całkowicie inaczej, byłby dużo piękniejszy, ale ponieważ jesteśmy grzesznikami, grzech jest realnie obecny w świecie, to wszyscy potrzebujemy miłosierdzia Bożego.

Jubileusz ten wiąże się także z 50. rocznicą zakończenia II Soboru Watykańskiego, którego nauczanie ciągle powinniśmy zgłębiać. Postanowienia soborowe wciąż nie są należycie przeżyte przez Kościół, a Rok Święty jest dobrą okazją, by pogłębić doświadczenie Soboru. „Każdy kto jest sługą Ewangelii powinien dziękować Duchowi Świętemu za dar Soboru i powinien się stale czuć jego dłużnikiem – pisał Jan Paweł II – a dług pozostaje do spłacenia na przestrzeni jeszcze wielu lat i pokoleń”.

 

KAI: Jakie znaczenie mogą mieć ustawiane katedrach i innych wybranych świątyniach tzw. Bramy Miłosierdzia?

– To oczywiście zależy od samych wiernych. Jesteśmy istotami psychofizycznymi, posiadającymi zmysły. Należy uszanować tę strukturę człowieka. To dlatego w katolicyzmie, bardziej powszechnie i wielowątkowo niż w innych wyznaniach i tradycjach religijnych rozwinęła się sztuka sakralna. Widzialne znaki i symbole są nam potrzebne, by lepiej wyrazić duchowe treści. Nie jesteśmy czystymi duchami, a takie widzialne znaki przypominają o Miłosierdziu Bożym i odpustach, przypominają nam, że jesteśmy pielgrzymami, a także iż każdy z nas może przekroczyć próg i wkroczyć w przestrzeń na nowo otwartej nadziei.

 

drzwi

 

Wielki Jubileusz roku 2000 pokazał, że ten symbol przejścia przez bramę był dla ludzi ważny. Podobnie jest na Lednicy, gdzie rokrocznie wiele dziesiątków tysięcy młodych ludzi najpierw długo się modli, a potem przekracza Bramę-Rybę. Widzialny gest, który wykonuje człowiek z dobrą intencją, modlitwą, rachunkiem sumienia, chęcią zmiany życia i nadzieją na przyszłość jest niesłychanie ważny i może przynieść wielkie duchowe owoce.

Pamiętajmy też o duchowym pielgrzymowaniu i intencjonalnym przechodzeniu przez bramę miłosierdzia osób, które nie są w stanie fizycznie takiego progu przekroczyć, ale mogą dzięki ofierze swojego cierpienia i czystości intencji szeroko otworzyć bramy Bożego miłosierdzia dla siebie, swych bliskich i całego świata.

 

hand-506754_1920

 

KAI: Jakie owoce może przynieść kolejny Rok Święty?

– Każdy z jubileuszy, które od setek lat były ogłaszane w Kościele, ma na celu pogłębienie wiary, umocnienie nadziei i ożywienie naszej miłości. Dla Kościoła w Polsce będzie to czas szczególnej szansy i szczególnego świadectwa, bo to u nas odbywają się Światowe Dni Młodzieży. To jest szansa na nawrócenie, a wszyscy go potrzebujemy, aby być bliżej Jezusa, który jest Drogą, Prawdą i Życiem. Wierzę, iż wielu ludzi, także tych będących dziś z dala od Niego: dziesiątki, czy setki tysięcy, otworzy się na światło Ewangelii i odkryje Chrystusa. Lecz nawet, gdyby było ich jedynie paru, a nawet tylko jeden, to i tak Rok Święty ma wielki sens.

Rozmawiał Michał Plewka


Michał Plewka / Warszawa

 

plaster grafika promująca


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Maciej Zięba OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Maciej
Zięba OP
zobacz artykuly tego autora >

Gen. Polko o zagrożeniu na ŚDM: należy szkolić wolontariuszy

Zabezpieczenie Światowych Dni Młodzieży to szereg przedsięwzięć, do których realizacji trzeba namawiać już, bo czasu jest mało. Przede wszystkim trzeba przeszkolić wolontariuszy pod względem zagrożenia terroryzmem.

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >
Generał Roman Polko
Generał Roman
Polko
zobacz artykuly tego autora >

Z Romanem Polko, Generałem Dywizji Wojska Polskiego, oficerem dyplomowanym sił specjalnych, specjalistą w zakresie zwalczania terroryzmu rozmawia Judyta Syrek.

 

Po wydarzeniach w Paryżu powiedział pan Generał, że zbliżające się Światowe Dni Młodzieży w Krakowie mogą stać się celem ataków terrorystycznych. Jak temu zapobiec? Co powinni zrobić organizatorzy, co powinno zrobić państwo?

 

Jeżeli podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie ma się spotkać około 2,5 miliona ludzi, to należy takie wydarzenie rozpatrywać jako obarczone dużym stopniem ryzyka. Tym bardziej, że przyjadą ludzie z całego świata, których będzie trudno zweryfikować tylko z pomocą służb. Dlatego, tym bardziej ważne jest, żeby nie zaniechać weryfikacji. Trzeba obserwować to, co dzieje się w przestrzeni wirtualnej, czy ktoś przypadkiem nie planuje przeprowadzenia u nas zamachu. Jest to szalenie trudne i oczywiście nie możemy tego robić sami, musimy taką weryfikację przeprowadzać w środowisku międzynarodowym.

 

Ale z drugiej strony bardzo ważne jest także przygotowanie tych służb, które będą zabezpieczać to wydarzenie na miejscu. Nie mam na myśli tylko policji, straży miejskiej, ale też agencje ochroniarskie, służby cywilne czy nawet wolontariuszy Światowych Dni Młodzieży. Oni muszą wiedzieć, jak się zachować w sytuacjach kryzysowych skrajnych. Muszą być liderami, którzy potrafią pokierować ludźmi, wtedy, kiedy będzie działo się coś niedobrego. Tak, jak to miało miejsce choćby w trakcie tragedii na maratonie w Bostonie, gdzie rzeczywiście reakcja tamtejszych służb była właściwa. Zabezpieczenie Światowych Dni Młodzieży to jest szereg przedsięwzięć, do których realizacji trzeba już namawiać, bo czasu  jest mało.

 

Czy wolontariusze ŚDM powinni zostać specjalnie przeszkoleni?

 

Zdecydowanie tak. Powinni przejść specjalne przeszkolenie, żeby wiedzieć, jak reagować w trudnych sytuacjach. I to oni powinni być pierwszymi, którzy wyłapią potencjalnie niebezpiecznych ludzi. Świetnym przykładem jest działanie służb izraelskich, którzy specjalnie szkolą ludzi, by wiedzieli, jakie zadawać pytania turystom, pielgrzymom, oczywiście z życzliwością. Kiedy byłem w Jerozolimie, zadawano mi na ulicy pytania, czy startowałem w maratonie, gdzie kupiłem pamiątkę, w jakim sklepie, jak do niego dojść. Chodziło w tej rozmowie o to, by sprawdzić, czy nie gubię się w zeznaniach, czy mówię prawdę. Chodzi o to, by zweryfikować, czy ktoś nie sprzedaje jakieś legendy, czy jego wypowiedź jest spójna. Tego typu przygotowanie wywiadowcze musi być wykonane, po to, by można na wcześniejszym, prewencyjnym poziomie, weryfikować, z kim mamy do czynienia.

 

Czyli nie potrzebne jest wojskowe przeszkolenie, ale wystarczy wiedzieć, o co pytać, by zweryfikować, w jakim naprawdę celu ktoś przybył na ŚDM?

 

Dokładnie o to chodzi. Zbyt często nasze służby, choćby te na lotniskach zachowują się jak roboty. Mają ustalone procedury i działają na zasadzie: tak mi kazali, robię odtąd dotąd. A zupełnie nie uruchamiają zdrowego rozsądku, żeby samemu ocenić człowieka. Po kilku pytaniach jesteśmy w stanie dowiedzieć się, czy wszystko jest w porządku. Jeżeli coś w naszym odczuciu – mówiąc kolokwialnie – nie gra, to takiej intuicji należy wierzyć i należy ją odpowiednio zweryfikować. Trzeba wyjaśniać dziwne sytuacje, bo to właśnie z dziwnych sytuacji, zachowań rodzą się tragedie. Tak stało się w Paryżu, gdzie jedna z pań patrząc przez okno, zobaczyła dziwnych ludzi z czymś, co wyglądało jak broń. I dobrze skojarzyła, że ta sytuacja nie jest normalna, zaczęła nagrywać kamerą video. Ale w takich chwilach nie można się zastanawiać, trzeba reagować.

 

Radość_po_wyborze_Krakowa_na_ŚDM_2016_(9528440057)

A co wolontariusz powinien zrobić, jeżeli wyczuje, że coś jest nie tak? Powinien to od razu zgłosić służbom bezpieczeństwa?

 

Oczywiście, powinien dyskretnie dać sygnał odpowiednim służbom, które się zajmą tym człowiekiem. Ale proszę pamiętać, że ten człowiek może być uzbrojony, może mieć materiały wybuchowe, stąd też bardzo ważne jest dopracowanie procedur. A sam wolontariusz, dając taki sygnał, powinien kontynuować miłą pogawędkę nie zdradzając, że już uruchomił sygnał alarmowy.

 

Mówi się ostatnio, że również Watykan może być celem terrorystów.

 

Niestety Ojciec Święty Jan Paweł II już był celem ataku. Tym bardziej papież Franciszek, który demonstruje swoją otwartość na ludzi, musi liczyć się z próbą ataku na niego. Służby watykańskie mają tego świadomość. Pewnie wszystkie jego podróże są obarczone dużym stopniem ryzyka. Tym bardziej musi nam zależeć na tym, by dać z siebie sto procent, dobrze się przygotować i zapewnić Ojcu Świętemu bezpieczeństwo na polskiej ziemi.

 

A jak państwo polskie powinno zabezpieczać ŚDM? Szkolenie wolontariuszy to tylko jedna z kwestii dotyczących przygotowań.

 

Ze strony państwa bardzo ważne są działania wywiadowcze, działania służb, które muszą być spójne. To nie mogą być te same służby, które walczyły z wiceministrem obrony Skrzypczakiem, doprowadziły do jego dymisji, a teraz okazało się, że Sąd wydał wyrok uniewinniający. To nie mogą być służby, które prowadzą wewnętrzne wojny, ale służby, które przede wszystkim walczą z zagrożeniami. Ważne jest również nawiązanie kontaktów z Watykanem oraz krajami, z których przybędą do nas pielgrzymi, tworzenie kanałów wymiany informacji – przede wszystkim definiowanie, jaka wiedza jest nam potrzebna dla stworzenia maksymalnego bezpieczeństwa. Istotne jest także przygotowanie fizyczne, wszelkiego rodzaju ćwiczenia, umiejętność współpracy policji z innymi służbami oraz doprowadzenie do tego, by możliwe było użycie broni oraz innych środków, w chwili realnego ataku w naszym kraju. Aktualnie praktyka, polegająca na tym, że takie elementy działania sił wojskowych są ćwiczone, mam na myśli przede wszystkim zasady użycia siły, pozostawiają wiele do życzenia. Tak naprawdę nie są możliwe działania jednostek specjalnych na terenie naszego kraju.

 


Do tej pory wydarzenia kościelne odbywały się w miarę spokojnie. Może jednak ŚDM nie będą celem ataków?

 

Ideą ŚDM jest budowanie porozumienia, poznanie różnych kultur – to przyczynia się do pokoju, szanowania swojej odmienności i ma to na pewno wpływ na to, że stajemy się bezpieczniejsi. Przy tych założeniach i tego typu wydarzeniach rzeczywiście trudno jest jednocześnie realizować zadania ochronne na wysokim poziomie, trudno znaleźć granicę. Ale żyjemy w takich czasach, kiedy tego typu zabezpieczenia są niestety konieczne i w dyskretny sposób muszą być realizowane.

 


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Judyta Syrek

Judyta Syrek

PR Manager i z-ca dyrektora portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Ma głowę pełną pomysłów i... anegdotek z zakonnikami w tle. Niekiedy mamy wrażenie, że za jej plecami widać cień śp. o. Joachima Badeniego OP, który nawet po śmierci wspiera ją w zmaganiach zawodowych i prywatnych.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Generał Roman Polko

Generał Roman Polko

Zobacz inne artykuły tego autora >
Show comments
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >
Generał Roman Polko
Generał Roman
Polko
zobacz artykuly tego autora >