ROZMOWY

Milena Kindziuk: “Emilia i Karol Wojtyłowie nie zgodzili się na aborcję. Była to decyzja heroiczna”

Jan Paweł II nie byłby tym samym człowiekiem, gdyby nie dom, z którego pochodził. To duchowa postawa rodziców uformowała przyszłego świętego papieża. Jaki więc był dom św. Jana Pawła II? Kim byli jego rodzice? Rozmawiamy z dr Mileną Kindziuk z UKSW w Warszawie, autorką książki pt. "Emilia i Karol Wojtyłowie. Rodzice św. Jana Pawła II"

Milena Kindziuk
Milena
Kindziuk
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W swojej książce opisuje Pani bardzo szeroko kontekst społeczny, w jakim dorastali rodzice przyszłego Papieża. Skąd pochodzili?

Milena Kindziuk: Emilia i Karol Wojtyłowie żyli na przełomie XIX i XX wieku, dorastali w epoce, kiedy Polska była jeszcze pod zaborami. Karol Wojtyła, rocznik, 1879, pochodził z Lipnika (obecnie dzielnica Bielska-Białej) na południu dzisiejszej Polski, Emilia zaś to rodowita Krakowianka (urodzona w 1884 roku).

 

Kim byli rodzice papieża?

Ojciec – to zawodowy wojskowy. Chociaż początkowo, po ukończeniu ośmiu klas szkoły ludowej oraz gimnazjum, pracował jako krawiec, kiedy jednak ukończył obowiązkową służbę wojskową w cesarsko-królewskiej armii, w 56. Pułku Piechoty, tzw. Wadowickim, pozostał na stałe w wojsku, ale nie jako żołnierz liniowy, lecz urzędnik wojskowy. Biegle mówił po niemiecku, dobrze znał historię. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w odrodzonym Wojsku Polskim został mianowany naczelnikiem kancelarii Powiatowej Komendy Uzupełnień w Wadowicach. To on utrzymywał rodzinę.

Natomiast Emilia, z domu Kaczorowska, to panna z dobrego domu, absolwentka szkoły zakonnej, kobieta elegancka, wytworna. Na zdjęciach widać ją w długich sukniach, stylowych kapeluszach, w biżuterii, ze srebrną torebką w ręku. Znamienne jest, że Kraków jej młodości stanowił stolicę kulturalną nieistniejącej na mapie Polski, co musiało na nią wywierać wpływ. Z pewnością słyszała o obchodach narodowych rocznic, jak choćby jubileuszu stulecia Konstytucji 3 maja czy o stuleciu urodzin Adama Mickiewicza. Dochodziły do niej zapewne wieści o bohemie młodopolskiej i krakowskiej cyganerii, która gromadziła się w kawiarniach i restauracjach, przeważnie w okolicach Rynku. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że mąż jej siostry, Józef Kuczmierczyk, był właścicielem jednej z krakowskich restauracji, która obok Hawełki i Wentzla stanowiła ważne miejsce towarzyskich spotkań. Bywali w niej znani artyści, jak Solski – stary wiarus w “Warszawiance” – czy sam Wyspiański. Nie ulega wątpliwości, że jako szesnastoletnia panienka Emilia Kaczorowska wiedziała o premierze Wesela Wyspiańskiego. W 1901 roku w Krakowie było to niebywałe wydarzenie artystyczne i wywołało powszechny rezonans.

W roku 1906 Emilia i Karol wzięli w Krakowie ślub. Tam mieszkali na początku małżeństwa, i tam urodził się ich pierwszy syn, Edmund. Lolek – przyszły Papież – przyszedł na świat już w Wadowicach.

 

Mimo bardzo poważnego zagrożenia ciąży, życia matki i życia dziecka, Emilia nie zgodziła się na zalecaną przez lekarza aborcję i urodziła w 1920 roku syna, który później został papieżem.

Niewiele brakowało, a by się nie urodził. Przytacza Pani wypowiedź wadowickiego historyka Michała Siwica­-Cielebona o matce Karola Wojtyły: “Poród miała przypłacić życiem. Jeśli niemowlę przeżyje – ona miała umrzeć. Aby więc ratować siebie, Emilia powinna dokonać aborcji”. Dlaczego matka Karola Wojtyły nie zdecydowała się na ten krok? Czy wiadomo coś o reakcji męża Emilii?

Mimo bardzo poważnego zagrożenia ciąży, życia matki i życia dziecka, Emilia nie zgodziła się na zalecaną przez lekarza aborcję i urodziła w 1920 roku syna, który później został papieżem. Ale oczywiście, była to decyzja nie tylko Emilii, tylko obojga małżonków. Wypływała z ich systemu wartości, także z głębokiej wiary, co także potwierdzali mieszkańcy Wadowic, którzy znali Wojtyłów. Nie ulega też wątpliwości, że była to decyzja heroiczna.

Kiedy zbierałam materiały do biografii Wojtyłów, dotarłam do relacji o tym, że Karol o uratowanie żony i życia poczętego dziecka poprosił żydowskiego lekarza, który przyjmował na terenie koszar, doktora Samuela Tauba. To on wyraził zgodę na poprowadzenie ciąży Wojtyłowej, chociaż potwierdził, że istnieje ryzyko powikłań przy porodzie, ze śmiercią Emilii włącznie. Nie proponował jednak aborcji. Zastrzegł jedynie, że podejmie się ryzyka na wyraźną prośbę obojga małżonków oraz na ich odpowiedzialność.

 

Wszystkie te fakty są znane jedynie z relacji ustnych. Nie zachowała się żadna dokumentacja medyczna, nie ma źródeł pisanych. Czy należy zatem uznać je za wiarygodne?

Przede wszystkim, trzeba zauważyć, że dwa najważniejsze świadectwa na ten temat pochodzą od Heleny Szczepańskiej i Marii Kaczorowej, które były zaprzyjaźnione z Emilią Wojtyłową i które miały te informacje od niej samej, z pierwszej ręki. Ich relacje są też spójne. Tę samą wersję zdarzeń obie kobiety opowiadały innej mieszkance Wadowic, Marii Siwcowej, czego świadkiem był Michał Siwiec-Cielebon, a także jego matka, Teresa Cielebon.

Ponadto, należy podkreślić, że Helena Szczepańska była w Wadowicach szanowana, to uznana nauczycielka, która cieszyła się powszechnym autorytetem, na co zwraca uwagę także ks. Prof. Józef Naumowicz z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (w książce przytaczam również relację), który jako kleryk w latach osiemdziesiątych XX wieku oprowadzał po Wadowicach grupy Francuzów i który odwiedzał z nimi Helenę Szczepańską. Podkreślała ona w tych rozmowach ( mówiła swobodnie po francusku) , że Lolek miał się nie urodzić i że jego przyjście na świat było prawdziwym cudem.

Warto też wspomnieć, że Jan Paweł II podczas wizyty w Wadowicach w 1979 roku wypatrzył w tłumie ludzi Helenę Szczepańską i poprosił, by zorganizowano mu spotkanie z nią, poza protokołem i oficjalnym planem pielgrzymki. Jeszcze tego samego dnia rozmawiał z nią na plebanii wadowickiej parafii.

Relacje Szczepańskiej i Kaczorowej zgadzają się też z wszelkimi innymi na ten temat. Także kilka razy słyszał identyczną wersję zdarzeń wieloletni proboszcz parafii w Wadowicach, ks. Inf. Jakub Gil. Opowiadali mu o tym ludzie w czasie wizyt kolędowych. Wreszcie, znaczące jest przekonanie starszych mieszkańców Wadowic o tym, że Emilię i jej dziecko uratował ostatecznie żydowski lekarz Samuel Taub.

 

Milena Kindziuk I Poznaj tajemnice Wojtyłów

🤔Kim byli Emilia i Karol Wojtyłowie? Dlaczego do tej pory tak mało o nich wiedzieliśmy? Jaką relację Karol Wojtyła miał ze swoimi bliskimi? Milena Kindziuk, autorka pierwszej biografii Wojtyłów, odkrywa 🕵️‍♀️ przed nami wiele nowych faktów i historii 🙌🥰️!________ℹ️ Zamów biografię rodziców papieża 👉 http://bit.ly/2IAYwZL

Opublikowany przez Wydawnictwo Esprit Piątek, 15 maja 2020

 

Silna wiara ojca wywarła wielki wpływ na jego syna. Jan Paweł II miał tego świadomość. O matce też Papież mówił. Wspominał, że to matka nauczyła go znaku krzyża i pierwszej modlitwy.

O swoich rodzicach wiele mówił Jan Paweł II już jako papież. Co warto zapamiętać z jego słów, czym warto się zainspirować?

Jan Paweł II mówił o swoich rodzicach, że byli niezwykłymi ludźmi. Dużo mówił o ojcu, przy którym spędził ważne lata swego życia. Mówił o nim: „Moje lata chłopięce i młodzieńcze łączą się przede wszystkim z postacią ojca, którego życie duchowe po stracie żony i starszego syna niezwykle się pogłębiło. Patrzyłem z bliska na jego życie, widziałem, jak umiał od siebie wymagać, widziałem, jak klękał do modlitwy. Ojciec, który umiał sam od siebie wymagać, w pewnym sensie nie musiał już wymagać od syna. Patrząc na niego, nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i przykładać się do spełniania własnych obowiązków. Mojego Ojca uważam za niezwykłego człowieka”.

Gdy przyszły papież miał 12 lat, usłyszał od ojca pamiętne słowa: „Nie jesteś dobrym ministrantem! Nie modlisz się wystarczająco do Ducha Świętego. Musisz się do niego modlić”. Karol Wojtyła nauczył wówczas syna tej modlitwy. Papież wspominał po latach: „To była dla mnie wielka lekcja duchowa, trwalsza i mocniejsza niż wszystkie, jakie potem miałem dzięki wielu lekturom i studiom. To w jakimś sensie jemu zawdzięczam napisanie encykliki do Ducha Świętego”.

Silna wiara ojca wywarła wielki wpływ na jego syna. Jan Paweł II miał tego świadomość.

O matce też Papież mówił. Wspominał, że to matka nauczyła go znaku krzyża i pierwszej modlitwy. „Tajemnicy owej uczyły mnie ręce matki, która – składając małe dziecięce dłonie do pacierza – pokazywała, jak kreśli się krzyż – znak Chrystusa, który jest Synem Boga żywego” .

Emilia marzyła o tym, by jeden syn został księdzem, a drugi lekarzem. Jan Paweł II to zapamiętał. Wspominał Andre Frossardowi: „Moja matka chciała mieć dwóch synów: lekarza i księdza; mój brat był lekarzem, a ja mimo wszystko zostałem księdzem”. 

 

7 maja rozpoczął się proces beatyfikacyjny rodziców papieża – jak dobrze wykorzystać czas oczekiwania na beatyfikację?

Na pewno można odkrywać ich życie i lepiej poznawać ich niezwykłą duchowość. Ale też warto modlić się za wstawiennictwem Emilii i Karola Wojtyłów, tym bardziej, że istnieje już modlitwa o ich beatyfikację.

 


Emilia i Karol Wojtyłowie. Rodzice św. Jana Pawła II
Milena Kindziuk

Kim byli Emilia i Karol Wojtyłowie? Dlaczego Kościół stara się o włączenie ich do grona świętych? Na te pytania odpowiada dr Milena Kindziuk, która przez kilka lat poszukiwała niepublikowanych wcześniej dokumentów i wspomnień o rodzicach Papieża. Biografia ta stanowi wyjątkowy portret silnej, a zarazem pokornej rodziny, która do końca zaufała Bogu.
Trwa proces beatyfikacyjny rodziców Jana Pawła II. W książce zamieszczono Modlitwę o beatyfikację Sług Bożych Emilii i Karola Wojtyłów a także ponad 60 stron nieznanych zdjęć.

KUP KSIĄŻKĘ >>>

Milena Kindziuk

Milena Kindziuk

Zobacz inne artykuły tego autora >

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Milena Kindziuk
Milena
Kindziuk
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

“Głos pokrzywdzonych w Kościele jest coraz bardziej słyszany”. Rozmowa z ks. Piotrem Studnickim

Kluczowym elementem jest przemiana świadomości wszystkich ludzi Kościoła, nie tylko biskupów i księży - mówi KAI ks. Piotr Studnicki. Kierownik biura Delegata Episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży pokazuje zasadnicze elementy stworzonego przez Kościół systemu ochrony i prewencji przed wykorzystywaniem seksualnym. Wyjaśnia też na czym w istocie polega współpraca miedzy Kościołem a Prokuraturą.

Polub nas na Facebooku!

Marcin Przeciszewski (KAI): Jutro zobaczymy kolejny film Tomasza Sekielskiego pt. „Zabawa w chowanego”. Sekielski zapowiadając film twierdzi, że w Kościele w Polsce od roku czyli od emisji filmu „Tylko nie mów nikomu” nic się nie zmieniło w tym zakresie oraz, że Kościół nie podjął żadnych realnych działań, w szczególności jeśli chodzi o ofiary. Jak więc wyglądają działania Kościoła w Polsce wobec tego problemu, co realnie zrobiono od tego czasu?

Ks. Piotr Studnicki: Systematyczne działania będące odpowiedzią Kościoła w Polsce na dramat wykorzystania seksualnego osób małoletnich przez duchownych trwają przynajmniej od 7 lat. A jeśli chodzi o ostatni rok, to ważnym etapem było utworzenie biura Delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży w sekretariacie Episkopatu Polski oraz powołanie Fundacji Świętego Józefa, której działalność finansują solidarnie wszystkie diecezje w Polsce.

W tych działaniach, ogromną i nie od przecenienia rolę ma o. Adam Żak SJ, który od 2013 roku jest Koordynatorem Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży, a w 2014 r. zainicjował powstanie Centrum Ochrony Dziecka w Krakowie. Przez lata swej działalności o. Żak oraz specjaliści COD przeszkolili ok. 6 tys. osób w całej Polsce, wśród których są księża, zakonnicy i zakonnice, formatorzy seminariów i klerycy, katecheci, animatorzy grup parafialnych i inne osoby zaangażowane w wychowanie dzieci i młodzieży w różnego rodzaju działalności Kościoła.

Dzięki pracy o. Żaka zostały też wypracowane i przyjęte przez KEP procedury, wytyczne oraz zasady prewencji obowiązujące w całym Kościele w Polsce, a także przygotowane lokalne grupy robocze do wypracowania zasad prewencji dostosowanych do poszczególnych diecezji. Zostały one już opracowane i przyjęte w większości polskich diecezji, a w pozostałych trwają nad nimi prace. Oczywiście tworzenie wytycznych i procedur nie jest celem samym w sobie. Same dokumenty, nawet najmądrzejsze, nie wystarczą. Wszystkie szkolenia prowadzone przez COD służą zmianie świadomości, która jest podstawowym i kluczowym elementem budowania prewencji.

Ponadto z inicjatywy o. Adama we wszystkich diecezjach oraz zdecydowanej większości męskich zgromadzeń zakonnych są ustanowieni i przeszkoleni delegaci ds. ochrony dzieci i młodzieży, którzy odpowiadają za pierwszy kontakt z osobami pokrzywdzonymi, wysłuchanie ich i przyjęcie od nich zgłoszenia.

Z tego co Ksiądz mówi, wynika, że Kościół w Polsce dopracował się już pewnego, złożonego z wielu elementów, systemu reagowania na te przestępstwa oraz ochrony i prewencji dzieci i młodzieży. Pytanie czy faktycznie ten system działa i czy można uznać go za satysfakcjonujący? Na czym dziś koncentrować winna się główna praca?

Nie mam wątpliwości, że jesteśmy dopiero u początku drogi, szczególnie jeśli chodzi o kluczowy element, czyli zmianę świadomości. Ta zmiana musi się dokonać we wszystkich tworzących Kościół, nie tylko w księżach i biskupach. Można nawet powiedzieć, że musi się dokonać w całym polskim społeczeństwie, ponieważ – jak jasno pokazują badania – wykorzystanie seksualne osób małoletnich jest dramatem społecznym. W tej zmianie świadomości chodzi o to, aby każdy potrafił rozpoznawać sygnały wysyłane przez krzywdzone dziecko i umiał na nie właściwie reagować. Tylko wtedy będziemy tworzyli środowiska bezpieczne dla dzieci i młodzieży.

Jeśli chodzi o system ochrony osób małoletnich budowany przez Kościół, to jego słabym punktem jest na pewno deficyt osób świeckich. Na dziś delegatami są wyłącznie księża. Tylko w jednej diecezji obok księdza jest też siostra zakonna, która pełni funkcję delegatki. Wielu z nich jest dobrze i merytorycznie przygotowanych do spotkania z osobami pokrzywdzonymi. Mam sygnały od licznych osób, które zgłosiły swoją krzywdę, że spotkali się z empatycznym i kompetentnym przyjęciem przez delegata.

Niemniej bardzo dobrze rozumiem głosy tych pokrzywdzonych w Kościele, których sam widok koloratki albo świadomość, że delegat jest duchownym, blokuje i odstrasza. Z tego powodu koniecznie potrzebujemy włączyć w budowany system osoby świeckie, szczególnie kobiety. Potwierdza to doświadczenie inicjatywy „Zranieni w Kościele” stworzonej przez katolików świeckich. W ciągu pierwszego roku działalności z tego bezpłatnego telefonu wsparcia osoby skrzywdzone przemocą seksualną w Kościele skorzystały ponad 120 razy. Zostały wysłuchane oraz otrzymały wsparcie poprzez rzetelną informację o tym gdzie mogą uzyskać fachową i bezpieczną pomoc psychologa, prawnika i duszpasterza. Ci którzy zdecydowali się na kolejny krok, mogą liczyć na towarzyszenie w zgłoszeniu przestępstwa organom ścigania lub przedstawicielowi instytucji kościelnej. Wiele osób tam po raz pierwszy opowiedziało swoją bolesną historię i uczyniła to dlatego że słuchającymi były kobiety.

W jakiej mierze zmienił się stosunek do ofiar, które – jak apeluje papież Franciszek – powinny być w samym centrum zainteresowania Kościoła? Red. Sekielski twierdzi, że ofiary są traktowane wciąż z lekceważeniem, dokładnie tak jak wcześniej, przez lata. Co Ksiądz na to?

Faktem jest, że przez lata osoby skrzywdzone były przyjmowane z dużą nieufnością i niedowierzaniem, a ich świadectwa były traktowane przez wielu jako atak na Kościół. Choć nie jesteśmy również dziś wolni od takich mechanizmów obronnych, to na szczęście głos pokrzywdzonych w Kościele jest coraz bardziej słyszany. Pierwszym przejawem tego jest funkcja delegata diecezjalnego lub zakonnego, którego zadaniem jest przyjąć osobę i wysłuchać. Większość delegatów w rozmowach z pokrzywdzonymi proponuje wsparcie w opłaceniu terapii. nie wszystkie osoby decydują się przyjąć oferowaną im pomoc. To trzeba przyjąć ze zrozumieniem i uszanować.

Zmianę podejścia do pokrzywdzonych widzę również w różnych przejawach współpracy i bezpośrednich kontaktów z osobami skrzywdzonymi. W grudniu ubiegłego roku odbyło się spotkanie duszpasterzy osób skrzywdzonych z Delegatem KEP, które rozpoczęło się od wystąpienia osoby molestowanej w okresie małoletności przez księdza. Podobnie rozpoczęła się konferencja prasowa w siedzibie Episkopatu Polski w lutym tego roku.

W materiałach na dzień modlitwy i pokuty za grzech wykorzystania seksualnego, który obchodzony był 28 lutego, znalazły się rozważania drogi krzyżowej napisane przez kobietę wykorzystaną seksualnie w dzieciństwie. Zresztą na stronie Delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży regularnie umieszczane są teksty autorstwa osób zranionych w Kościele. Wiem, że kontakty z wieloma osobami skrzywdzonymi ma również o. Adam Żak i współpracownicy COD, przedstawiciele inicjatywy „Zranieni w Kościele” oraz Fundacji Świętego Józefa. Warto zauważyć, że w Radzie Fundacji zasiada Wiktor Porycki jako przedstawiciel osób pokrzywdzonych. Bardzo cenię te bezpośrednie kontakty z tymi osobami, bo one pomagają rozszerzyć perspektywę, ucząc się współodczuwania bólu.

Wspomniał już Ksiądz o Fundacji św. Józefa powołanej przez KEP. Na jakim etapie organizacyjnym jest ona obecnie i na czym polega jej działalność?

Zadaniem Fundacji jest pomoc osobom skrzywdzonym poprzez wsparcie już funkcjonujących inicjatyw służących pokrzywdzonym czyli głównie obecnie Centrum Ochrony Dziecka i inicjatywę „Zranieni w Kościele”, co się zresztą już dzieje. Fundacja finansuje m.in. pierwszą grupę terapeutyczną dla osób wykorzystania seksualnego w Kościele w Polsce.

Fundacja istnieje od początku bieżącego roku, a kolejne miesiące to gruntowne rozpoznanie potrzeb na poziomie diecezji, czyli kogo, jak i co wesprzeć, rozszerzyć, by pomoc była udzielana profesjonalnie i adekwatnie. Trwają rozmowy z koordynatorami diecezjalnymi, powołanymi do współpracy z Fundacją, którzy są często duszpasterzami albo delegatami. Tworzy się mapa potrzeb, na którą Fundacja już zaczęła odpowiadać. Z tej analizy, wynika, że jest potrzeba sfinansowania szkoleń, w szczególności dla osób świeckich, w celu podwyższenia ich kwalifikacji. Współfinansowane są również terapie dla osób pokrzywdzonych. Fundacja ma bezpośrednie kontakty z osobami skrzywdzonymi, próbując szukać rozwiązań w ich sytuacji. Widzimy również jak ważna jest współpraca z Biurem Delegata, pomimo odmiennej specyfiki zadań polegająca na wypracowywaniu rozwiązań, wymiany informacji i wsparcia prawnego.

Z zapowiedzi reżysera możemy się domyślać, że film „Zabawa w chowanego” będzie dotyczyć w dużej mierze kwestii „parasola ochronnego” jakie roztacza polskie państwo, a w szczególności Prokuratura nad Kościołem? Czy to prawda? Co można powiedzieć o współpracy struktur kościelnych z prokuraturą w tym zakresie?

Pierwszym przejawem współpracy jest zgłoszenie przestępstw do organów ścigania przez przedstawicieli kurii. Od lipca 2017 r. jest to obowiązek, za którego niedopełnienie grozi kara do 3 lat więzienia. Informacje medialne z ostatniego roku potwierdzają, że aktualnie to prawo jest stosowane. Innym przejawem współpracy między organami ścigania a Kościołem jest dostęp prokuratury do akt postępowania kościelnego w sprawie wykorzystania seksualnego nieletnich. Trzeba przyznać, że do końca 2019 r było to utrudnione ze względu na obowiązujący sekret papieski, którym były objęte wszystkie sprawy przestępstw seksualnych dokonanych przez duchownych na osobach małoletnich. Można powiedzieć, że akta te nie należały do biskupa oraz do Stolicy Apostolskiej i sam biskup nie miał prawa nimi dysponować. Na szczęście w grudniu 2019 r. papież Franciszek zniósł obowiązywanie tego sekretu w stosunku do postępowań dotyczących przestępstw seksualnych księży. Umożliwia to Kościołowi pełniejszą współpracę z organami państwowymi.

Istnieje także współpraca kurii i prokuratury, na którą zezwala art. 156 kodeksu postępowania karnego, który daje możliwość, aby prokurator udostępnił akta sprawy. Takie rozwiązanie niejednokrotnie pomaga w ustaleniu prawdy w procesie kanonicznym, a także nie przesłuchiwanie dwukrotnie osób skrzywdzonych, co mogłoby się wiązać z powtórną wiktymizacją. Taka obustronna współpraca ma bardzo dobre efekty, gdy jest prowadzona w sposób przejrzysty i uczciwy z zachowaniem wszystkich procedur, mając na celu sprawne i rzetelne przeprowadzenie obu procesów.

Do niedawna ofiary wykorzystywania seksualnego skarżyły się, że nie mogą uzyskać informacji o toczącej się procedurze w sprawie zgłoszonych przez nie przypadków? Czy to się zmieniło?

Niestety w procesie kanonicznym osoby skrzywdzone nie mają statusu strony, a jedynie świadka. Trzeba jednak podkreślić, że są to świadkowie wyjątkowego znaczenia, którzy ze względu na odwagę mówienia o doznanej krzywdzie i na wyjątkową wagę ich zeznań, powinni w ramach przewidzianych przez prawo kościelne otrzymywać podstawową wiedzę na temat prowadzonego procesu. Już wytyczne KEP przewidują, że osoby skrzywdzone mają prawo dowiedzieć się jakie środki zapobiegawcze (zawieszenie w posłudze kapłańskiej, zakaz pracy duszpasterskiej z dziećmi i młodzieżą, itd.) zostały zastosowane wobec oskarżonego. Osoba zgłaszająca krzywdę powinna również wiedzieć na jakim etapie jest dana procedura a także jakie sankcje i środki karne zostały ostatecznie wymierzone po zakończeniu procesu. Delegaci oraz inne osoby prowadzące postępowania kanoniczne są uwrażliwiani podczas szkoleń, aby nie stosować jedynie suchych procedur, ale zawsze podchodzić do osób zgłaszających przestępstwo z empatią i zrozumieniem ich potrzeb.

Kieruje Ksiądz od 8 miesięcy Biurem Delegata ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, działającym na terenie Sekretariatu Episkopatu Polski. Jak można podsumować ponad półroczną działalność biura?

Samo biuro jest zapleczem i wsparciem dla pracy Delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży. Ogrom pracy w ostatnich miesiącach był związany z procesem prawno-organizacyjnym powstawania Fundacji św. Józefa. Ponadto Biuro było odpowiedzialne za przygotowanie materiałów duszpasterskich na Dzień modlitwy i pokuty za grzech wykorzystania seksualnego w Kościele. Zostały one rozesłane do wszystkich parafii w Polsce.

Aktualnie z koordynatorem KEP i władzami Fundacji św. Józefa pracujemy nad stworzeniem kilku roboczych grup. Mają być zapleczem eksperckim dla wszystkich odpowiedzialnych w Kościele za ochronę dzieci i młodzieży oraz pomoc pokrzywdzonym.

KAI

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap