video-jav.net

Ks. Grzegorz Ogorzałek: Wybierajcie zdrową dietę popkulturową

Jeśli napychamy się niezdrowym jedzeniem to nie ma to nas najlepszego wpływu. Kończy się to często niestrawnością, a na dłuższą metę poważniejszymi chorobami. Podobnie z tym co oglądamy, czego słuchamy i co czytamy. Warto zwracać uwagę na to czy dany film, książka lub gra sprawiają, że staję się bardziej kochającym człowiekiem - mówi ks. Grzegorz Ogorzałek, twórca kanału "W koloratce" na YouTube.

ks. Grzegorz Ogorzałek
ks. Grzegorz
Ogorzałek
zobacz artykuly tego autora >
Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Skąd pojawił się pomysł tworzenia kanału o filmach?

Kolega pracujący w jednym z lubelskich liceów poprosił mnie o poprowadzenie rekolekcji dla młodzieży. Zgodziłem się. Pomyślałem jednak potem: „Przecież ja ich nie znam, nie wiem, czym żyją, czym się interesują…” Przygotowałem wówczas anonimowe ankiety, w których jedno z pytań brzmiało: „Jaki jest twój ulubiony kanał na YouTube?” Gdy zacząłem czytać odpowiedzi i przeglądać kanały, które są chlebem powszednim dla młodzieży, pomyślałem sobie o dwóch rzeczach. Pierwsza to: jak wielka różnorodność treści znajduje się w tej przestrzeni i druga, jak niewielu jest tam duchownych. Zaczął więc mi świtać pomysł prowadzenia videobloga.

Tak się również złożyło, że bardzo lubię materiały przygotowane i publikowane przez biskupa Roberta Barrona (biskup pomocniczy Los Angeles). To od niego zapożyczyłem pomysł komentowania współczesnych filmów i szukania w nich ziaren Ewangelii, inspiracji do pogłębienia życia duchowego, czy też punktu wyjścia do opowiedzenia o Panu Bogu.

 

Pracuje Ksiądz w seminarium, jak na Księdza pasję patrzą klerycy? Czy razem oglądacie filmy? 

Klerycy na początku patrzyli ze zdziwieniem i zaskoczeniem. Niewielu jest księży, a tym bardziej wychowawców seminaryjnych, prowadzących videobloga. Z czasem się przyzwyczaili. Niektórzy zasubskrybowali kanał i czasami słyszę jakąś informację zwrotną. Mam też cichą nadzieję, że przynajmniej niektórych zainspiruję do ewangelizacyjnej działalności w Internecie.

Zdarza nam się wspólnie oglądać filmy. Niektóre z komentowanych na kanale „W koloratce” były przez nich zaproponowane. Oprócz wspólnych seansów w seminarium, czasami wychodzimy razem do kina.

 

 

 

Czy we współczesnej popkulturze można znaleźć wartościowe treści? 

Myślę, że można. Często najbardziej poruszają, dotykają nas treści, które są jakoś nam znane. Przecież takie tematy jak bohaterstwo, oddanie życia, przyjaźń, bliskość, niezgoda na krzywdę, bronienie słabszych są obecne w szeroko rozumianej popkulturze. Oczywiście jest tam również mnóstwo antywartości i na nie trzeba uważać. Ale po to Bóg dał nam rozum, abyśmy z niego korzystali i rozeznawali, co jest dla nas wartościowe, a co nie.

 

Jaki film w ostatnim czasie zrobił na Księdzu największe wrażenie? 

Pierwszy film jaki przychodzi mi na myśl to „Narodziny gwiazdy”. Piękna muzyka, dobre aktorstwo, temat autentyczności, realizowania pasji, bycia z drugim człowiekiem i przeżywania straty. Ten film na nowo uświadomił mi, że Bóg stworzył nas, byśmy wnosili dobro w ten świat oraz dzielili się swoimi talentami i budowali bliskie relacje.

 

 

Na co powinni zwrócić uwagę młodzi ludzie konsumując popkulturę? 

Myślę, że na zdrową dietę popkulturową. Jeśli napychamy się niezdrowym jedzeniem to nie ma to nas najlepszego wpływu. Kończy się to często niestrawnością, a na dłuższą metę poważniejszymi chorobami. Podobnie z tym co oglądamy, czego słuchamy i co czytamy. Warto zwracać uwagę na to czy dany film, książka lub gra sprawiają, że staję się bardziej kochającym człowiekiem, tzn. zdolnym do głębokich więzi z Bogiem, drugim człowiekiem i sobą. Jeśli nie, to szkoda czasu. Warto też słuchać mądrych autorytetów.

Reklama

 

Już niebawem będziecie mogli zobaczyć ks. Grzegorza na naszym portalu w nowym projekcie wielkopostnym. Więcej informacji niebawem.

 

 

Reklama
ks. Grzegorz Ogorzałek

ks. Grzegorz Ogorzałek

Ojciec duchowny Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Lublinie. Twórca kanału na YouTube pt. "W koloratce". W swoich nagraniach poszukuje ziaren Ewangelii w filmach lub serialach.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Maciej Skotnicki

Maciek Skotnicki

Social Media Evangelist Stacji7. Fan nowych technologii i nowoczesnych metod marketingu. Absolwent Wydziału Humanistycznego AGH na kierunku kulturoznawstwo. Były prezes stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej. Uzależniony od Netflixa oraz czytania Pisma Świętego.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Grzegorz Ogorzałek
ks. Grzegorz
Ogorzałek
zobacz artykuly tego autora >
Maciej Skotnicki
Maciek
Skotnicki
zobacz artykuly tego autora >

Bp Michał Janocha: Czym innym jest gdy św. Paweł mówi “chcę, byście byli wolni od trosk”, a czym innym “be cool”

- W sztuce bardzo ważna jest relacja między formą i treścią. To są rzeczy, które muszą współbrzmieć żeby w ogóle wyszła sztuka. Jeżeli jest dysonans między treścią i formą, to bardzo często mamy do czynienia z kiczem - mówi ks. biskup prof. Michał Janocha, historyk sztuki.

Bp Michał Janocha
Bp Michał
Janocha
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Powiedział Ksiądz Biskup kiedyś, że kultura pomaga zobaczyć obraz Boga w człowieku. Czy to byłoby możliwe w przypadku popkultury? Czy możliwa jest ewangelizacja w popkulturze?

Myślę, że na początek trzeba odróżnić popkulturę czyli kulturę popularną od kultury masowej. Te zjawiska częściowo się pokrywają, ale nie są tożsame. Kultura popularna od masowej różni się tym, czym się różni lud od masy. Kultura popularna, tak jak ja ją rozumiem, ostatecznie jest adresowana do człowieka, zaś kultura masowa – do mas i wiąże się ściśle z komercją. To znaczy dla niej liczy się to, co się da sprzedać. Dlatego sądzę, że poprzez kulturę masową trudno jest mówić o Bogu nie zniekształcając Go. Kultura popularna ma oczywiście bardzo dużo poziomów, rejestrów. Sądzę, że wśród nich są również i takie, w których da się mówić o Bogu w sposób w miarę prawdziwy. Bo o prawdę tutaj idzie. Ale są też takie formy artystyczne, które nie nadają się do mówienia o sprawach wyższych, ponieważ nie są w stanie ich udźwignąć.

 

W jakim sensie?

W sztuce bardzo ważna jest relacja między formą i treścią. To są rzeczy, które muszą współbrzmieć żeby w ogóle wyszła sztuka. Jeżeli jest dysonans między treścią i formą, to bardzo często mamy do czynienia z kiczem. Nie mam jednak na myśli kiczu wyreżyserowanego, jak w przypadku użycia chorału gregoriańskiego w reklamie perfum, który ma szokować. Mówimy o takim kiczu, który jest wysoką treścią, np. o Bogu, ale zamkniętą czy wyrażoną w niskiej formie. Z takim kiczem mamy niestety do czynienia bardzo często. Taki kicz jest zdradą treści, bo forma – każda forma, nazwijmy ją stylem, wyrasta z jakiejś wizji człowieka, świata i może mówić o tym tylko wewnątrz tej wizji. Na przykład operetka może mówić o treściach, dla których została powołana, ale jeśli próbujemy w jej języku wyrazić Mękę Pańską, to powstaje dysonans. Albo weźmy komiks. Komiks jest formą, która może mówić o wielu rzeczach, ale jeśli w nim próbujemy mówić o Bogu, powstaje dysonans. Tak samo lalka Barbie: jest zabawką, którą można się bawić w wiele gier, ale jeśli ona miałaby udawać Maryję to powstaje dysonans, więcej – kicz, więcej: profanacja.

 

Dopytam o przykład komiksu, bo od razu mam skojarzenia z bardzo udanym moim zdaniem wydawnictwem pt. “Biblia Komiks”. Komiks został tam użyty aby przedstawić biblijne historie, nie nauki św. Pawła, więc gdy miałam ją w rękach i czytałam, nie miałam wrażenia ani profanacji ani kiczu. Gdzie może być ta granica?

Weźmy przykład języka werbalnego którym się posługujemy. Czym innym jest, gdy ktoś mówi “Radujmy się bracia”, a czym innym gdy ktoś to przełoży na “keep smiling”. Dwie zupełnie inne rzeczy. Czym innym jest gdy św. Paweł mówi “chcę byście byli wolni od trosk”, a czym innym “Be cool”. To są dwa różne rejestry. Nie da się w tym języku zamknąć tajemnicy, w nim można wyrażać zupełnie inne treści, ale nie głębokie. Gdy tego próbujemy – czujemy, że kaleczymy tę głębię, że odzieramy ją z tajemnicy i czynimy towarem do skonsumowania.

 

A jeżeli ewangelizatorzy chcą się tym posługiwać? Czy jest możliwe by za pomocą języka popkultury pozyskali uwagę niezainteresowanych Ewangelią w tradycyjnej oprawie?

Jest to strasznie ryzykowne. Dobrze, jeżeli ci, którzy podejmują to ryzyko zdają sobie sprawę, że język którym mówią nie jest w stanie udźwignąć przesłania, dobrze jeżeli są tego świadomi. Ale jest źle, jeśli im się wydaje, że w tym języku uda się wyrazić całą głębię doświadczenia religijnego. Ja myślę, że posługiwanie się takim językiem może być usprawiedliwione tylko wtedy, jeśli za tym stoi bezpośrednia relacja osobowa i miłość.

Przychodzi mi na myśl przykład znajomej siostry posługującej bezdomnym w Paryżu, która aby się z nimi porozumieć, musi mówić ich językiem. Oni wiedzą, że ta siostra mówi zwykle innym językiem, ale wiedzą, że mówi do nich inaczej, bo ich kocha. I zwykle tak jest, że kiedy jej podopieczni przeżywają nawrócenie, wychodzą też z tego języka.

 

Mówi biskup o próbie zamykania Pana Boga w takim ułomnym języku, w nieodpowiedniej formie, ale może nie chodzi o zamykanie Go, ale jedynie jeden z “kanałów dotarcia”?

Myślę, że tutaj rację ma Norwid pisząc “bronią języka nie miecz, nie tarcza, lecz arcydzieła”. Jeżeli więc skonfrontujemy nasze doświadczenie z najwyższym językiem arcydzieł, to możemy się wtedy mocno zawstydzić. Ale to błogosławione uczucie. Podobnie jak ktoś, kto – z przeproszeniem – pije alpagę, jak nazywano to tanie wino w moich młodzieżowych czasach, a potem spróbuje dobrego wina, nie będzie już chciał tamtego. Dlatego ważne jest, żeby spróbować tego dobrego wina, dobrego języka arcydzieł, bo wtedy mamy lepsze spojrzenie na popkulturę. Nie po to żeby ją tłumić, ale by z niej wyłowić to, co w niej jest dobrego i szlachetnego.

Formy, o których mówię są jednak usprawiedliwione tylko poprzez bezpośredni kontakt z człowiekiem. Wtedy przez nie prześwituje coś większego, głębszego. Jeśli przyjmiemy, że tandetny baner jest symbolem popkultury, to cierpienie jest pocięciem tego banera. Przez tę szczelinę przenika światło. Tak też jest w życiu człowieka. Ktoś kiedyś powiedział, że “najbardziej banalna, tempa twarz wymalowanej modelki będzie prawdziwa jeśli dotknie ją cierpienie”. To samo jest z językiem kultury masowej. Gdy człowieka dotyka cierpienie, to wtedy dotykamy jakiejś głębi, której ten “tandetny” język nie jest w stanie do końca wyrazić. Ale czasem nie ma innego sposobu, żeby się porozumieć. Znam dużo osób, które komunikują się czy utożsamiają z tymi ludźmi na marginesie i często posługują się ich językiem. To jest usprawiedliwione, gdy między nimi są głębokie więzy miłości. Natomiast kultura masowa i popularna są adresowane do szerokich rzesz. I tu relacja miłości się nie ujawni. Jest to jednak oczywiście złożone zjawisko, nie chciałbym wrzucać wszystkich do jednego worka. Jestem jednak głęboko przekonany, że w kulturze masowej nie da się i nie powinno się wyrażać rzeczy głębokich, bo zrobimy “operetkę” z Męki Pańskiej. Natomiast na pewno są takie pokłady czy formy w kulturze popularnej, w których można mówić o rzeczach ważnych.

Reklama

 

Poda ksiądz biskup jakieś przykłady?

To też zależy, jak zdefiniujemy popularność. Znamy fenomeny sztuki wysokiej, która stała się sztuką popularną. Weźmy fenomen z mojej młodości, Bułata Okudżawy czy Włodzimierza Wysockiego. Jest to naprawdę wielka sztuka, a słuchali jej wszyscy. Weźmy innych bardów rosyjskich, weźmy też naszą Arkę Noego. To jest muzyka, która trafia do wszystkich, ale jednocześnie broni się swoją jakością.

 

 

A jeśli Arka Noego – to i 2Tm2,3 czyli środowisko nawróconych rockmanów, którym też zarzucano, że używają muzyki nie licującej z Ewangelią, ale po to, by śpiewać nią psalmy, by się dzielić swoim odkryciem Boga, by dotrzeć do tych, którzy tylko taki język rozumieją…

Pytanie czy my nie deprecjonujemy tych ludzi mówiąc, że oni tylko taki język rozumieją. Użytkownicy języka popularnego doskonale zdają sobie sprawę, że istnieje jeszcze język wyższy i potrafią go używać w określonych sytuacjach, gdy to jest potrzebne. Forma nie jest rzeczą obojętną. Styl zawsze jest nośnikiem jakiejś treści, wyrasta z jakiejś treści, z jakiejś wizji. Komiks wyrasta z wizji marketingowej i gdy my próbujemy nim opowiadać rzeczy głębokie to sprowadzamy je do karykatury. Ale na przykład film animowany – to zupełnie coś innego. Wystarczy sobie obejrzeć parę arcydzieł, np. filmy Jurija Norsztajna i od razu widzimy, jak głębokie treści można pokazać językiem filmu. Zwłaszcza, jeśli skontrastować je z popularnymi kreskówkami, które mogą nas bawić, śmieszyć, straszyć, ale nie mogą nas nawracać.

 

Czyli jeśli dobrze rozumiem, to popkulturę można, jeśli już, zaprząc do jakiejś pre-ewangelizacji…

Popkultura jest bardzo zróżnicowana i trzeba bardzo głęboko przemyśleć jaka wizja świata stoi za określoną formą literacką, muzyczną czy plastyczną. Jaka jest jej geneza, kulturowa konotacja. “Keep smiling” nie jest niczym złym, ale kojarzy się z czymś powierzchownym i płytkim i nie możemy w tym słowie zawrzeć radości paschalnej, bo to jest po prostu karykatura.

 

Czy jakieś inne przykłady z popkultury przypominają się księdzu biskupowi, które “dały radę” czy też dałyby radę w ewangelizacji? Wymienił ks. biskup Arkę Noego…

Mówiąc o Arce Noego miałem na myśli kulturą wysoką, która staje się popularną, ponieważ ludzie w niej widzą jakąś głębię. Ona nie mówi jednak językiem zupełnie potocznym, to jest Sztuka przez duże S. W dziedzinie poezji weźmy ks. Jana Twardowskiego, najpoczytniejszego poetę, który przebił Miłosza i Herberta. To można powiedzieć poeta popularny, ale przecież jego wiersze są reprezentantem sztuki wysokiej i nie zestawimy ich w jednym szeregu z wysokonakładową tandetną literaturą, nawet mówiącą o Panu Bogu. To jest przecież coś innego, gdy duża część ludzi odkrywa piękno muzyki czy poezji wysokiej, czyniąc ją tym samym popularną. Ona nie zmienia przez to swojej jakości. Czym innym za to jest, kiedy my używamy formy niskiej. Trzeba przecież rozgraniczyć sztukę wysoką od sztuki niskiej, choć granice między nimi stara się zacierać postmodernizm. Jak śpiewa Kaczmarski “wszystkie style równie/ warte są i tyle, lecz jak chcesz/ równie szkaradne/ konsekwencje tego żadne”. Takie zatarcie granic to dramat, bo stawia nas w sytuacji wieży Babel, gdzie nie umiemy się porozumieć. Czym innym jest tektura, czym innym architektura. Oczywiście między sztuką wysoką i niską jest ogromna przestrzeń i to nie jest ostry podział, lecz rzeczywistość stopniowalna. Ja używałem skrajnych przykładów, żeby pokazać jak niska forma, przy zbożnych intencjach, potrafi uczynić z treści wysokiej karykaturę.

 

 

Rozmawiała Anna Druś
Reklama
Bp Michał Janocha

Bp Michał Janocha

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Druś

Anna Druś

dziennikarka i redaktor sekcji news, w Stacji7 od marca 2018. Wcześniej pracowała w "Pulsie Biznesu", "Newsweeku" i Katolickiej Agencji Informacyjnej. Z wykształcenia teolog i dziennikarz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Bp Michał Janocha
Bp Michał
Janocha
zobacz artykuly tego autora >
Anna Druś
Anna
Druś
zobacz artykuly tego autora >
Share via