Nasze projekty
Anna Druś

Jak zmniejszyć ryzyko zakażenia wirusem dziecka w szkole? Rozmowa z pediatrą

Jak odróżnić objawy koronawirusa od przeziębienia u dziecka? W jakiej sytuacji zdecydować o pozostawieniu dziecka w domu? Wreszcie - jak zmniejszyć ryzyko zakażenia wirusem dziecka w szkole? O praktyki zwiększające bezpieczeństwo dzieci w kontekście pandemicznego powrotu do szkół, zapytaliśmy Annę Mokrogulską - lekarza pediatrę, pracującą przychodni POZ w Warszawie na Białołęce.

Reklama

Anna Druś: Czy mamy jakiś wpływ na to, by przygotować dzieci do bezpiecznego powrotu do szkoły?

Anna Mokrogulska: Zaczęłabym przede wszystkim od rozmawiania z dziećmi tak, by nie odczuwały swojego powrotu do szkoły jako jakiegoś zagrożenia. Gdy w czerwcu kończyliśmy rok szkolny w trybie online, widzieliśmy, że część dzieci miała poczucie, że dzieje się coś strasznego, bo nie wolno wychodzić z domu, nie wolno się z nikim kontaktować. Myślę, że teraz te wrażliwsze dzieci mogą z tą samą obawą podchodzić do powrotu do szkoły. Dlatego ważna jest rozmowa i nieustanne zapewnianie, że wszyscy robimy wszystko, by były w szkole bezpieczne.

Co możemy zmienić w naszej szkolnej rutynie na miarę naszych możliwości, by ten powrót był bezpieczny?

Reklama
Reklama

Jest kilka punktów. Po pierwsze dojazd do szkoły, zwłaszcza w przypadku dzieci, które mieszkają w większej odległości od placówki. Warto rozważyć, czy nie da się zrezygnować z komunikacji publicznej, zamieniając ją na dojazd rowerem, hulajnogą, czy nawet podwózkę samochodem przez rodziców. Podobnie w przypadku powrotu ze szkoły. Tu pojawia się jeszcze dodatkowy element, mianowicie odbieranie przez babcię lub dziadka. Dla bezpieczeństwa osób starszych zrezygnowałabym z tego. 

Dlaczego? Przecież dzieci dopiero się z nimi spotykały np. w wakacje?

Głównie chodzi o kontakt osób starszych z innymi dziećmi, co jest nieuniknione przy odbieraniu ze szkoły. Z tego samego powodu ograniczyłabym w ogóle spotkania dzieci chodzących do szkoły z ich dziadkami. Oczywiście, o ile nie mieszkają razem, bo wtedy jest to niewykonalne. 

Reklama
Reklama

A w samej szkole, jak możemy jako rodzice zadbać o bezpieczeństwo dzieci?

Przede wszystkim warto nauczyć dzieci częstego mycia rąk, jeśli tego jeszcze nie wdrożyliśmy. 

Dezynfekcji też?

Reklama

Dezynfekcja jest zalecana dzieciom powyżej 6. roku życia, więc teoretycznie w szkole każde dziecko powinno móc dezynfekować ręce. Wszystko jednak zależy od tego, jak dane dziecko reaguje na środki dezynfekcyjne, czy nie pojawiają się uczulenia albo maceracja. Na pewno ważniejszy jest nawyk częstego mycia rąk wodą z mydłem. Nie wiemy oczywiście, jak to będzie zorganizowane w szkołach technicznie, żeby nie powodować jednoczesnego przebywania większej liczby dzieci na przerwie w jednej łazience. Jest to chyba rola dyrekcji, by było więcej miejsc, gdzie można ręce umyć.

Ale czy mamy wymagać od dzieci mycia rąk po każdej lekcji? Czy to cokolwiek zmieni?

Myślę, że zmieni. Zwłaszcza, że podczas 45-minutowej lekcji, siedząc w ławkach bez maseczek już nie są zachowane pełne wymagania reżimu sanitarnego. W czasie lekcji dzieci dotykają ławek, zeszytów – miejsc, gdzie potencjalnie mogą gromadzić się wirusy. Dlatego w miarę możliwości dobrze, jeśli po każdej lekcji miałyby możliwość umycia lub zdezynfekowania rąk. To jest szczególnie ważne, gdy na przerwie chcą coś zjeść – drugie śniadanie lub obiad. Przedtem koniecznie powinny zadbać o higienę rąk. 

A jak z przedmiotami, np. zeszytami czy książkami?

Dobrym zwyczajem byłoby aby do szkoły nosić jak najmniej przyborów, żeby nie łączyć rzeczy, których używają w domu z tymi, których używają w szkole. O ile się oczywiście da. Tu konieczna jest współpraca z dyrekcją i nauczycielami, którzy pozwoliliby dzieciom np. na stałe trzymać książki w domu, w czasie lekcji korzystać jedynie z zeszytów lub książek, które przechowywane byłyby w szkole. Podobnie z piórnikiem, długopisami, ołówkami itp. – na ile się oczywiście uda dobrze zadbać o odseparowanie tych szkolnych od tych domowych. 

A jak możemy pomóc w zachowaniu dystansu społecznego dzieciom na zatłoczonych korytarzach?

Oczywiście duża jest tutaj rola dyrekcji, aby np. zmniejszyła liczebność uczniów na danej zmianie, albo umożliwiła naukę danej klasy w jednej sali na stałe. My jako rodzice możemy uczulić dzieci, by unikały kontaktu fizycznego z innymi, np. przytulania czy bójek. Podobnie jeśli chodzi o kontakt z powierzchniami, to zwłaszcza ważne dla małych dzieci, które lubią “tarzać się” na korytarzach w czasie przerw. Dobrze wyjaśnić im, że nie powinny tego robić, a nauczycieli poprosić, by tego pilnowali. 

To wszystkie zasady dotyczą dzieci zdrowych, inną sprawą jest postępowanie w przypadku jakiejś infekcji. 

No właśnie, kiedy na pewno dziecka do szkoły nie posyłać? Najmniejszy katar, kaszel?

Rozdzieliłabym dzieci zdrowe od tych, które cierpią na pewne choroby przewlekłe. W szczególnej grupie ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19 są dzieci z śródmiąższowymi chorobami płuc, chorobami nerwowo-mięśniowymi, chorobami nerek czy niedoborami odporności. Podobnie dzieci leczone z powodu chorób nowotworowych chemioterapią lub radioterapią czy leczone przewlekle immunosupresyjnie, np. sterydami – wiadomo, że mają mniejszą odporność. To wszystko grupy dzieci, w których przypadku w ogóle warto rozważyć nauczanie indywidualne albo edukację domową, o ile już nie zostały zalecone.  

A jeśli chodzi o dzieci bez tego rodzaju przewlekłych chorób, kiedy ich na pewno do szkoły nie posyłać?

Na pewno wtedy, kiedy mają objawy infekcji. Jakiejkolwiek infekcji. Trzeba bowiem pamiętać, że dzieci trochę inaczej chorują na COVID-19 niż dorośli. Objawy, które są u nich najczęstsze to suchy kaszel, zaczerwienienie gardła lub po prostu ból gardła oraz gorączka. Rzadziej, ale też może się zdarzyć katar, uczucie zatkania nosa, objawy z przewodu pokarmowego, np. wymioty czy biegunka. Zatem z uwagi na bezpieczeństwo innych w ogóle nie powinno się obecnie posyłać do szkoły dziecka z cechami jakiejś infekcji. Jeżeli cokolwiek się pojawi: katar, kaszel, gorączka, bóle brzucha, wymioty, nudności – dziecko powinno zostać w domu. 

Jak natomiast odróżnić katar chorobowy od tego spowodowanego alergią? Czy też nie ryzykować i z powodu każdego kataru zostawiać dziecko w domu?

Przede wszystkim dzieci, które mają alergię, są pod opieką alergologa, mają znany czynnik wywołujący objawy alergiczne. Łatwo więc zauważyć, czy miały z nim kontakt. Na pewno jesienią i zimą będzie więcej objawów alergii na roztocza kurzu domowego. Aby jednak jakoś je odróżniać, to po pierwsze można skorzystać z teleporady w przychodni. Po drugie można sprawdzić, czy dany katar reaguje na leki, które się zwykle na alergię podaje. Rzeczywiście trudno wtedy zdecydować już tego pierwszego dnia pojawienia się kataru. W takiej sytuacji ja bym po prostu poczekała na sprawdzenie, czy działają leki. Jeśli po podaniu sterydu i leku antyhistaminowego katar znika – wiadomo, że to alergia; jeśli nie – raczej infekcja. Przede wszystkim jednak trzeba ocenić, czy mieliśmy szansę spotkać się z kimś zarażonym. Jeśli rodzice pracują zdalnie, dzieci nie jeżdżą komunikacją publiczną czy nie chodzą do wielkich sklepów, ze szkoły też nie nadchodzi żadna informacja o możliwym kontakcie z osobą zakażoną koronawirusem – myślę, że jest małe ryzyko tego, że katar to objaw COVID-19. Oczywiście szkoły powinny uruchomić jakiś szybki system przekazywania rodzicom informacji o potwierdzonym przypadku zachorowania. 

Czy są jakieś aktywności, z których warto byłoby zrezygnować z dziećmi już po powrocie do szkół? Zalecałaby pani ograniczenie np. zajęć pozaszkolnych?

Na pewno dobrze zrezygnować z rodzinnych zakupów w dużych sklepach, galeriach handlowych z udziałem dzieci. Nie chodzi tylko o koronawirusa, ale w ogóle o różne drobnoustroje, które w takich skupiskach występują. Co do zajęć pozaszkolnych to oczywiście trudno o jednoznaczną odpowiedź. Na pewno ważne jest, by ich organizatorzy zrobili wszystko co się da, aby utrzymać jakiś reżim sanitarny. Zajęcia sportowe, o ile pogoda pozwoli, powinno się robić na świeżym powietrzu; jeśli już trzeba będzie w salach – to w mniejszych grupach i z częstą dezynfekcją, zarówno rąk dzieci jak i powierzchni, z którymi się stykają. 

Jakie mamy możliwości prognozowania tego jak się rozwinie sytuacja epidemii, jeśli dzieci jednak pójdą do szkoły? 

Mamy niewiele danych, za krótki czas minął od początku epidemii żeby mogły takowe powstać. Ale mamy obserwacje, a one pokazują, że w naszym kraju epidemia ma zupełnie inny przebieg niż np. w innych krajach Europy, jak Hiszpania czy Włochy. Być może wynika to z faktu, że w Polsce obowiązkowo szczepi się dzieci przeciwko gruźlicy. Istnieją pewne doniesienia, że również szczepienie przeciwko odrze, śwince, różyczce chroni przed ciężkim przebiegiem COVID-19. Również struktura wiekowa w naszym kraju różni się od struktur populacji w Europie Zachodniej. Oczywiście to wszystko jedynie pewne obserwacje, niepotwierdzone badaniami, ponieważ tych nie da się przeprowadzić w tak krótkim czasie. Mimo to można mieć nadzieję, że otwarcie szkół w Polsce nie spowoduje drastycznego wzrostu liczby zachorowań czy zgonów.

A może mieć jakieś znaczenie szczepienie dzieci przeciwko grypie?

W chwili obecnej nie wiadomo, czy szczepienie przeciwko grypie wpływa na przebieg infekcji koronawirusem, ale może złagodzić przebieg lub zapobiec grypie. Warto więc zaszczepić dzieci przeciwko grypie. Pamiętajmy, że szczepienie przeciwko grypie, jak i przeciwko pneumokokom szczepionką 13-walentną jest również zalecane osobom dorosłym. Jednak w tym kontekście chciałabym przede wszystkim podkreślić, że obecna sytuacja nie powinna powstrzymywać rodziców przed realizacją obowiązkowych szczepień ochronnych. Przychodnie pilnują reżimu sanitarnego, szczepienia są tak zorganizowane, by był minimalny kontakt i z lekarzem, i z pielęgniarką, i z innymi dziećmi, więc wszystkie obowiązkowe szczepienia powinniśmy realizować.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite