video-jav.net

Czas na życiowe Camino

Droga św. Jakuba prowadząca do katedry w Santiago de Compostela w Hiszpanii to coraz częściej uczęszczany pielgrzymi szlak. Symbol muszli św. Jakuba jest już rozpoznawalny niemal na całym świecie. W czym tkwi niezwykła siła Camino? Rozmawiamy z Kamilą i Jakubem, dla których Camino stało się początkiem wspólnego życia.

Kamila
Początko
zobacz artykuly tego autora >
Jakub
Kwaśnik
zobacz artykuly tego autora >
Zofia Świerczyńska
Zofia
Świerczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Czas na życiowe Camino
Droga św. Jakuba prowadząca do katedry w Santiago de Compostela w Hiszpanii to coraz częściej uczęszczany pielgrzymi szlak. Symbol muszli św. Jakuba jest już rozpoznawalny niemal na całym świecie. W czym tkwi niezwykła siła Camino? Rozmawiamy z Kamilą i Jakubem, dla których Camino stało się początkiem wspólnego życia.

Camino de Santiago zaczęło w Waszym życiu zupełnie nową drogę…

Jakub Kwaśnik: Zdecydowanie! Kiedy razem z Kamilą planowaliśmy podróż szlakiem Camino de Santiago, udało się nam ułożyć wyjazd tak, aby 13 maja być w Fatimie. Wiedziałem, że zaręczyny to rozpoczęcie kolejnego ważnego etapu w naszym życiu. W dziękczynieniu, zaufaniu i z prośbą o to, żeby nasze dalsze wspólne życie układało się tak, jak dotychczas, właśnie tam się oświadczyłem, a Kamila powiedziała “tak”.

 

Spodziewałaś się oświadczyn?

Kamila Początko: Kiedy wyjeżdżaliśmy na Camino, dużo znajomych “podpuszczało” nas i powtarzało, że na pewno wrócimy jako narzeczeni. Strasznie nas to denerwowało, więc stanowczo protestowaliśmy (śmiech). Moim marzeniem były zaręczyny u Matki Bożej Fatimskiej, ale nigdy tego Kubie nie powiedziałam. W chwili oświadczyn byłam bardzo zaskoczona, zaniemówiłam! Jednocześnie czułam, że “to jest to”, a to miejsce nie było przypadkiem. 

 

Dlaczego akurat Fatima?

Jakub: Zarówno dla mnie i dla Kamili kult Matki Bożej Fatimskiej jest ważny. Kiedy omadlałem temat zaręczyn, często zaglądałem do różnych kościołów w Krakowie – te wszystkie miejsca łączyło jedno – wszędzie była figura Matki Bożej Fatimskiej. Zresztą cała podróż do Camino była wyjątkowa i symboliczna. Do Santiago dotarliśmy 24 maja – w dzień moich urodzin, wtedy obchodziłem trzydziestkę. W Kościele jest to także wspomnienie Matki Bożej Wspomożenia Wiernych.

 

 

Obcy kraj, inna kultura, kilkaset kilometrów pieszo. Dlaczego podjęliście decyzję o wyruszeniu szlakiem św. Jakuba?

Jakub: Z racji tego, że św. Jakub jest moim patronem, już wcześniej interesowałem się jego biografią. Dzięki temu dowiedziałem się, że jest szlak św. Jakuba i zacząłem szukać więcej informacji o Camino. Chciałem poczuć nowe doświadczenie pielgrzymowania. Spodobała mi się koncepcja, że to jest podróż “na dłużej”, że nie jest to zorganizowana pielgrzymka, ale indywidualna przygoda. O tym, że wyruszyliśmy na Camino zdecydowało również to, że razem z Kamilą pracowaliśmy w tym samym miejscu – restauracji “Camino” na ul. Stolarskiej w Krakowie. Lokal leży na szlaku pielgrzymim Via Regia biegnącym przez Kraków. Przez to, że do restauracji często przychodzili pielgrzymi, idea Camino była nam bardzo bliska.

Kamila: Dzięki pracy w restauracji “Camino” złapaliśmy “bakcyla”. Organizowaliśmy także spotkania “Opowieści o Camino”, gdzie pielgrzymi opowiadali swoje doświadczenie drogi. W pewnym momencie sami zaczęliśmy “przebierać nogami” i wiedzieliśmy, że to jest ten czas, by wyruszyć szlakiem św. Jakuba. 

 

Do sanktuarium św. Jakuba w Santiago de Compostela wiedzie wiele szlaków. W jaki sposób wybieraliście swoją trasę?

Jakub: Słyszeliśmy z wielu źródeł, że trasa portugalska jest ciekawa, ponieważ jest różnorodna – daje możliwość odwiedzenia wielu ciekawych miejsc. Łącznie są trzy trasy – my wyruszyliśmy z Porto i szliśmy trasą biegnącą wzdłuż oceanu.

Kamila: Wybraliśmy tę trasę, ponieważ nie byliśmy pewni swojej kondycji i tego, ile damy radę dziennie przejść kilometrów. Trasa z Porto wydawała się optymalna jak na pierwszy raz. Nie mieliśmy też czasu, żeby jakoś specjalnie przygotować się kondycyjnie na tę podróż. Camino daje możliwość swobodnego planowania trasy. Nie narzucaliśmy sobie limitów kilometrów na dzień, chcieliśmy też mieć dni lżejsze, przeznaczone na odpoczynek czy zwiedzanie.

 

 

Podczas pielgrzymki pojawiły się jakieś trudności? Nie obawialiście się ich?

Kamila: Pielgrzymka wymaga od nas tego, żeby po prostu dostosować się na bieżąco do okoliczności, które spotykamy. Gdyby wszystko było przewidywalne, nie byłoby aż tylu wspomnień. W trudnych sytuacjach człowiek może sprawdzić na ile jest w stanie sobie poradzić, wymyślić coś ciekawego, znaleźć dobre rozwiązanie.

Jakub: Możemy też powiedzieć, jaki błąd popełniliśmy już na etapie przygotowań (śmiech). Nasza podróż była zaplanowana na trzy tygodnie. Przesadziliśmy z bagażem, którego mieliśmy zdecydowanie za dużo. Później musieliśmy sobie z nim radzić. 

 

Udało się?

Kamila: W pierwszej alberdze (schronisku dla pielgrzymów) znaleźliśmy informację, o usłudze luggage driver, czyli taksówce bagażowej. Postanowiliśmy, że spróbujemy w ten sposób nadać część naszego bagażu już do samego Santiago. Trzeba było przepakować bagaż, więc szukaliśmy rezerwowej torby lub plecaka w okolicznych sklepach, ale nic nie znaleźliśmy. Stwierdziliśmy więc, że może spróbujemy przepakować się do… worków na śmieci. Skontaktowaliśmy się z taksówkarzem i zgodził się zabrać nasze rzeczy w takim “opakowaniu”.

Jakub: Opisaliśmy worki po angielsku: “To nie są żadne śmieci, prosimy nie wyrzucać” (śmiech). Głównie baliśmy się, żeby nikt nie potraktował tego jako śmieci, albo niebezpiecznego ładunku.

Kamila: Oczywiście istniało ryzyko, że ktoś będzie nierzetelny, nie przekaże bagażu czy nie dojedzie pod wskazane miejsce. Ale zaufaliśmy i ostatecznie wszystko się udało. 

 

Jak wygląda standardowy dzień na Camino?

Kamila: Wstaje się wcześnie rano i dociera około godz. 13-14 pod albergę, gdzie później się odpoczywa, je ciepły posiłek, robi pranie. Natomiast nasz dzień wyglądał zupełnie inaczej, zdecydowanie nie byliśmy standardowymi pielgrzymami (śmiech). Wstawaliśmy koło 8, 9 rano, prawie nas już wyganiali z albergi – śmialiśmy się, że jesteśmy najgorszymi pielgrzymami świata. Ale my po prostu szliśmy swoim tempem, zatrzymywaliśmy się w pobliskich miejscowościach i czasami bywało tak, że nie sprawdziliśmy gdzie jest następna alberga i trzeba było nadrabiać kolejne kilometry…

Jakub: Na trasie portugalskiej – w przeciwieństwie do hiszpańskiej – jest dużo mniej alberg. I raz tak się zdarzyło, że doszliśmy na nocleg i okazało się, że nie ma już miejsc, więc szliśmy dalej. Ale nam to nie przeszkadzało. Camino daje właśnie tę możliwość dostosowania trasy i przeżycia tego czasu w bardzo indywidualny sposób.

 

Również jeśli chodzi o przeżycia duchowe?

Jakub: Na Camino na wszystko jest czas. Im więcej dni poświęca się na szlak, tym więcej czasu jest na spokojne przemyślenie i na podziwianie przyrody, na spotkania z ludźmi, modlitwę. Spędziliśmy część szlaku na rozmowie, część na wspólnej modlitwie, był też czas na indywidualną modlitwę. Każdy dzień przynosi coś nowego. Dużo mówi się o tym, że na szlaku przypadkowe spotkania z innymi pielgrzymami bardzo otwierają ludzi. I faktycznie tak jest. Niektórymi sprawami ciężko się podzielić ze znajomymi, rodziną, a z kimś obcym nieco łatwiej. Każdy obdarzał spotkaną osobę wielkim zaufaniem. Każda osoba dała impuls do przemyśleń. Te spotkania często owocują dopiero po jakimś czasie.

Kamila: Są takie osoby, które wybierają się na Camino jak na zwyczajną wycieczkę i my także spotkaliśmy osoby, które były niewierzące. Dla mnie osobiście bez wymiaru duchowego ta droga nie miałaby sensu. To, co jest motorem napędowym, to intencje, z którymi idziemy. Mnie właśnie to najbardziej trzymało w tej drodze. 

 

Czego nauczyło Was Camino?

Jakub: Camino było dla nas pierwszą okazją, by wspólnie nauczyć się radzić sobie z bieżącymi wyzwaniami i trudnościami. To była lekcja wzajemnego zaufania. Camino weryfikuje wiele postaw – pojawiają się niedogodności, problemy. I tak naprawdę człowiek zdaje sobie wtedy sprawę, że jak się ma drugą osobę u boku, to można sobie ze wszystkim poradzić, że problemy które mamy na co dzień, nie są problemami. Ta droga pokazuje, że jak niewiele potrzeba człowiekowi do życia i szczęścia.

Kamila: Camino to na pewno dobra droga do poznania siebie samego i siebie nawzajem. Nas połączyło to, że wyznajemy te same wartości, że wiara jest dla nas bardzo ważna. To było naszym trzonem i pomogło przejść całą drogę. Bez kontekstu religijnego pewnie byłoby dużo trudniej. Camino pozwala odmienić myślenie – żeby przezwyciężyć wszelkie kryzysy, czasami wystarczy tylko tyle. Ta droga weryfikuje to, jak niewiele jest potrzebne do życia. Dzięki temu łatwiej docenić to, co się ma, zamiast narzekać na to, czego brakuje. 

 

Można powiedzieć, że Camino było dla Was czasem solidnych nauk przedmałżeńskich.

Jakub: Zawsze uważałem, że podstawą w związku jest rozmowa oparta na prawdzie. Ona pozwala rozwiązać bardzo wiele trudności. Kiedy odbywaliśmy kurs przedmałżeński, ksiądz zadawał pytania o wartości, ważne sprawy i widać było, że niektóre pary dopiero zaczynają o tym rozmawiać, nigdy wcześniej tego nie robili. A my większość takich rozmów odbyliśmy właśnie na Camino. Podczas drogi jest na to czas, te rozmowy dużo rozwiązują i to jest niezwykle cenne. 

 

Już niebawem Wasz ślub. Będą akcenty związane z Camino?

Kamila: Na pewno pojawią się akcenty portugalskie! Ale chcemy przede wszystkim, by nasz ślub połączył wspólnoty, w których jesteśmy. To jest nasz pierwszy wspólny sakrament i wkroczenie we wspólną rzeczywistość, dlatego chcemy być w tym czasie ze wszystkimi, którzy chcą nam w tym dniu towarzyszyć, do czego serdecznie zapraszamy – już 22 czerwca, o godz. 15.00 w kościele św. Szczepana w Krakowie. 

 

Czego Wam życzyć?

Kamila: Żeby Pan Bóg był na pierwszym miejscu w naszej relacji, w małżeństwie. Jeśli tak będzie, wszystko inne się poukłada.

Jakub: Na pewno też tego, aby nigdy nie bać się podejmować wyzwań, tak jak nie baliśmy się tego na Camino. Przychodzi czas, by być otwartym na wspólne budowanie tego “szlaku małżeństwa”. Podobnie jak na Camino, w życiu mogą wydarzyć się różne sytuacje i trudności, ale jak się idzie razem, zawsze ma się siłę przezwyciężać trudności, czerpać z tego cenne doświadczenie i umieć się cieszyć wszystkim tym, co nas spotyka. Teraz jest czas na życiowe Camino.

 

Rozmawiała Zofia Świerczyńska

 


 


Partnerem wydania “Szlakiem świętych” jest biuro pielgrzymkowe Misja Travel


Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

Kamila Początko

Zobacz inne artykuły tego autora >

Jakub Kwaśnik

Zobacz inne artykuły tego autora >
Zofia Świerczyńska

Zofia Świerczyńska

Dziennikarz, sekretarz redakcji portalu Stacja7. Pracowała w Sekcji Komunikacji Komitetu Organizacyjnego Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, agencji kreatywnej, swoje teksty publikowała także na łamach tygodników katolickich. Odpowiedzialna za projekty medialne i marketingowe.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Kamila
Początko
zobacz artykuly tego autora >
Jakub
Kwaśnik
zobacz artykuly tego autora >
Zofia Świerczyńska
Zofia
Świerczyńska
zobacz artykuly tego autora >

Śladami św. Pawła

Zwiedzanie historycznych miejsc w Grecji daje możliwość przeniesienia się w czasy podróży misyjnych świętego Pawła i obudzenia w sobie na nowo ducha głębokiej wiary.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Śladami św. Pawła
Zwiedzanie historycznych miejsc w Grecji daje możliwość przeniesienia się w czasy podróży misyjnych świętego Pawła i obudzenia w sobie na nowo ducha głębokiej wiary.

Św. Paweł urodził się w Tarsie między 5 a 10 rokiem po Chrystusie. Pochodził z rodziny żydowskiej, posiadał jednak również obywatelstwo rzymskie. Należał do stronnictwa faryzeuszy. Był uczniem jednego z najwybitniejszych nauczycieli żydowskich – Gamaliela. Przed swoim nawróceniem nosił imię Szaweł. Jako faryzeusz był zaciętym wrogiem Kościoła. Nawrócił się ok. 35 r. w drodze do Damaszku, gdy został powalony na ziemię, ukazał mu się Jezus i usłyszał głos: “Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?”.

Po cudownym nawróceniu przez trzy lata przebywał w Damaszku, później na krótko odwiedził Jerozolimę, gdzie spotkał się z innymi Apostołami. Odbył trzy wielkie podróże misyjne, w których dotarł do wielu miast pogańskich w Azji Mniejszej. Podczas podróży św. Paweł dotarł także do Grecji.

 

Ateny

Jak podają Dzieje Apostolskie, św. Paweł przybywszy do Aten “burzył się wewnętrznie na widok miasta pełnego bożków”. To właśnie w Atenach święty z Tarsu rozmawiał w synagodze z Żydami, przebywał na agorze – rynku stanowiącym zarazem miejsce zebrań publicznych – głosząc Chrystusa. Nauka św. Pawła została błędnie przyjęta przez tamtejszą ludność, która postrzegała apostoła jako “zwiastuna nowych bogów” (por. Dz 17, 18), ponieważ nie rozumieli czym jest zmartwychwstanie: “Gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli: «Posłuchamy cię o tym innym razem». Tak Paweł ich opuścił” – czytamy we fragmencie Dziejów Apostolskich (Dz 17, 32). Jednak działalność św. Pawła w Atenach przyniosła także oczekiwane owoce, bowiem “niektórzy jednak przyłączyli się do niego i uwierzyli. Wśród nich Dionizy Areopagita i kobieta imieniem Damaris, a z nimi inni.” (Dz 17, 34).

 

 

Starożytny Korynt

Korynt to miasto portowe w środkowej Grecji, położone na półwyspie Peloponez. Kilka kilometrów za Koryntem, w tzw. “Starym Koryncie” znajdują się starożytne ruiny miasta u stóp góry – twierdzy. W tym właśnie miejscu zachowała się częściowo rekonstruowana białym marmurem trybuna, z której przemawiał do Koryntian Paweł z Tarsu. W Koryncie Apostoł spędził osiemnaście miesięcy, w ciągu których udało mu się pozyskać dla Ewangelii wielu spośród mieszkańców Koryntu. Gdy św. Paweł opuścił Korynt nie zapomniał o swoich duchowych przyjaciołach i utrzymywał z nimi kontakt śląc listy.

Na terenie odkrywek archeologicznych leżą dziś m.in. wykuty w litej skale budynek świętego źródła stanowiącego niegdyś cel pielgrzymek chorych i dorycka świątynia Apollina, wzniesiona ok. 540 r. p.n.e. oraz pozostałości licznych budynków publicznych, w tym amfiteatralnego odeonu i dużych świątyń chrześcijańskich.

Przybycie św. Pawła do Koryntu szczegółowo opisuje także fragment Dziejów Apostolskich:

Potem opuścił Ateny i przybył do Koryntu. Znalazł tam pewnego Żyda, imieniem Akwila, rodem z Pontu, który z żoną Pryscyllą przybył niedawno z Italii, ponieważ Klaudiusz wysiedlił z Rzymu wszystkich Żydów. Przyszedł do nich, a ponieważ znał to samo rzemiosło, zamieszkał u nich i pracował; zajmowali się wyrobem namiotów. A co szabat rozprawiał w synagodze i przekonywał tak Żydów, jak i Greków. Kiedy Sylas i Tymoteusz przyszli z Macedonii, Paweł oddał się wyłącznie nauczaniu i udowadniał Żydom, że Jezus jest Mesjaszem. A kiedy się sprzeciwiali i bluźnili, otrząsnął swe szaty i powiedział do nich: «Krew wasza na waszą głowę, jam nie winien. Od tej chwili pójdę do pogan». Odszedł stamtąd i poszedł do domu pewnego “czciciela Boga”, imieniem Tycjusz Justus. Dom ten przylegał do synagogi. Przełożony synagogi, Kryspus, uwierzył w Pana z całym swym domem, wielu też słuchaczy korynckich uwierzyło i przyjmowało wiarę i chrzest. (Dz 18,1-8)

 


Filippi

To właśnie w tym mieście miał miejsce pierwszy chrzest na terenie Europy. Święty Paweł przybył do miejscowości z Sylasem i Tymoteuszem. W Dziejach Apostolskich czytamy: „Odbiwszy od lądu w Troadzie popłynęliśmy wprost do Samotraki, a następnego dnia do Neapolu, a stąd do Filippi, głównego miasta tej części Macedonii, które jest [rzymską] kolonią. W tym mieście spędziliśmy kilka dni. W szabat wyszliśmy za bramę nad rzekę, gdzie – jak sądziliśmy – było miejsce modlitwy. I usiadłszy rozmawialiśmy z kobietami, które się zeszły. Przysłuchiwała się nam też pewna “bojąca się Boga” kobieta z miasta Tiatyry imieniem Lidia, która sprzedawała purpurę. Pan otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła. Kiedy została ochrzczona razem ze swym domem, poprosiła nas: «Jeżeli uważacie mnie za wierną Panu – powiedziała – to przyjdźcie do mego domu i zamieszkajcie w nim!». I wymogła to na nas.” Mowa jest tu o św. Lidii, która jako pierwsza Europejka została ochrzczona przez św. Pawła nad pobliską rzeką Angistą.

 

Port Kenchry

Kenchry to port nad Morzem Egejskim, z którego Apostoł odpłynął do Syrii. Dokładnie w tym miejscu, św. Paweł ostrzygł sobie głowę z powodu złożonego wcześniej ślubu, o czym czytamy w Dziejach Apostolskich: “Paweł pozostał jeszcze przez dłuższy czas, potem pożegnał się z braćmi i popłynął do Syrii, a z nim Pryscylla i Akwila. W Kenchrach ostrzygł głowę, bo złożył taki ślub. Następnie przybyli do Efezu i tam ich zostawił. Sam zaś wszedł do synagogi i rozprawiał z Żydami, a gdy go prosili, aby pozostał dłużej, nie zgodził się, ale żegnając się z nimi, powiedział: «Wrócę do was, jeżeli Bóg zechce». I odpłynął z Efezu. Po przybyciu do Cezarei udał się do Jerozolimy. I pozdrowiwszy [tamtejszy] Kościół, zeszedł do Antiochii.” (Dz 18, 18-22).

Obecnie w Kenchr po dawnym korynckim porcie pozostało tylko kilka kamieni wynurzających się z morza, tuż obok plaży. To miejsce to także – według podań Dziejów Apostolskich – ostatnie miejsce podróży misyjnej św. Pawła w Grecji.

 

 


 


Partnerem wydania “Szlakiem świętych” jest biuro pielgrzymkowe Misja Travel


Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7



 

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Share via