Pandomamy

Wśród spadających zewsząd obowiązków, wśród pracy na kilku etatach naraz, pośród niejednej domowej awantury narodziły się pandomamy! Mamy, które musiały stawić czoła pandemii. Moje ukochane, ciche bohaterki tych ostatnich dwóch miesięcy.

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wszyscy mamy wciąż przed oczami Papieża Franciszka kroczącego samotnie w deszczu przez Plac św. Piotra, lekarzy w przyłbicach zmęczonych do granic możliwości czy zakonnice w skafandrach przy chorych z domów pomocy. Obrazy pandemii. Ale nie tylko one definiują ten czas. Wróciłam właśnie z odwiedzin u mojej młodszej siostry. Miała kończyć medycynę, a jej malutka córeczka miała spędzać czas nauki swojej mamy z babcią. Nie musi – jest z mamą. Wczoraj wieczorem miałam też niespodziewaną wymianę smsów. Napisała do mnie koleżanka ze studiów. Kiedy ja rodziłam kolejne dzieciaki, ona pięła się po szczeblach kariery. Przez lata nie umiałyśmy ze sobą rozmawiać – było między nami zbyt mało punktów stycznych. Teraz jest mamą rocznego synka. Miał iść w marcu do żłobka, a ona miała wrócić na swoje 10. piętro. Nie wróciła, a synek został w domu. Naszą smsową wymianę myśli zakończyła zaskakująco: „Wiesz, ja nie wiedziałam ile bym straciła…”

Myślę, że te przypadki nie są jedyne. Za zamkniętymi drzwiami, wśród lęku i niepokoju o przyszłość, wśród pytań o sens, o znaczenie, o największą wartość w życiu, wydarzył się niejeden cud. Był taki moment na początku pandemii, kiedy nasz świat dosłownie stanął w miejscu i zrobiło się nagle cicho. Zostaliśmy sami. Z tym, co zdołaliśmy w życiu uzbierać, bądź z pustką, na którą też przecież jakoś się pracuje. Niektórzy mieli więcej czasu na zastanowienie, inni nie mieli wyboru – trzeba było szybko odnaleźć się w sytuacji zamkniętego świata. A potem wśród spadających zewsząd obowiązków, wśród pracy na kilku etatach naraz, pośród niejednej domowej awantury narodziły się Pandomamy! Mamy, które musiały stawić czoła pandemii. Moje ukochane, ciche bohaterki tych ostatnich dwóch miesięcy.

Z dnia na dzień stałyśmy się przedszkolankami, polonistkami, rehabilitantkami. Wśród permanentnego „nieogaru”, w nadmiarze dotyku, z jednym maluchem uwieszonym nogi, drugim przy piersi musiałyśmy zrozumieć działanie Zooma, Classdojo i Librusa. A potem gotując obiad szukałyśmy śladów heroizacji Emilii Plater u Mickiewicza na zmianę z odpytywaniem z tabliczki mnożenia i z prowadzeniem łapki przy pierwszej samodzielniej próbie napisania literki m („M jak mama! Jak mama! – wykrzykiwała przy tym nasza zerówkowiczka”). A wieczorami, kiedy włożyłyśmy dzieciaki do łóżek, siadałyśmy do swojej pracy, albo usiłowałyśmy przekonać zmywarkę, że sterta talerzy w zlewie na pewno się jeszcze do niej zmieści.

Dzisiaj, kiedy minął już pierwszy szok, kiedy dzieciaki logują się na Classdojo same, a zestaw mrożonek w lodówce skutecznie podpowiada menu na kolejny dzień, niejedna z nas uśmiecha się szeroko i przybija wieczorami piątkę swojemu odbiciu w lustrze. Jaki jest sekret Pandomamy? Jest ich kilka.

 

 

1. Pandomama jest w centrum zdarzeń

„Uwaga wszyscy! Mama wchodzi na pokład!” – tak wykrzykuję do mojej dzieciarni, kiedy chór srebrnych głosików niebezpiecznie przeradza się w pianie kogutów połączone z okrzykami pawianów. Mama na pokładzie, mama obecna przy kłótniach, mama obecna przy lekcjach. Tam, gdzie kogoś coś trapi i gdzie kogoś coś boli. Mama przy garnkach, na kanapie podczas nagminnych teraz wieczorów filmowych i na spacerze podtrzymująca rolkowych nowicjuszy. Pierwszą supermocą Pandomamy jest obecność.

 

2. Pandomama patrzy

Można patrzeć na swoje dzieci przez wiele lat i ani razu ich nie zobaczyć. Zauważyłam, że zawsze, kiedy przyklejam się do telefonu na zbyt długo, przestaję widzieć moje dzieci. Łapię się wtedy na tym, że omiatam je powierzchownym spojrzeniem i nie wchodzę w ich rzeczywistość. A kiedy ktoś pokazuje mi swój domek z Lego, to chce mi opowiedzieć o wyrzutni dla chomików i o windzie dla piesków. Bo ten ktoś robił tę wyrzutnię pół dnia i moje wnikliwe przyjrzenie się ustrojstwu będzie największą nagrodą za wysiłek i motywacją do kolejnych innowacyjnych projektów.

 

3. Pandomama słucha

Słucha uważnie i głęboko. Nie zatrzymuje się na powierzchownym sporze, ale cały czas zastawia się nad tym, co się kryje pod czyimś krzykiem, płaczem, złością. Jakie uczucia, jakie potrzeby. Nie trzeba być profesjonalistą, żeby wejść w świat uczuć i potrzeb naszych dzieci i odkryć, że w tym aspekcie są jak cebula! Warstwa pod warstwą. Trzeba cierpliwie przedzierać się przez ten emocjonalny gąszcz i słuchać bez gotowych odpowiedzi, bez nastawienia, że wszystko już o nich wiemy. Pandomama słucha zdziwiona, zaciekawiona. Raz po raz spotykam kogoś, kto wiedząc, że mamy czwórkę dziewczyn załamuje nad nami ręce. Że pewnie mamy w domu hektolitry emocji na metrze kwadratowym, że pewnie pękają nam głowy od krzyków i fochów. Nic takiego się nie dzieje. Czasem mam wrażenie, że moją rolą – jako mamy – jest być jak Indiana Jones w dzikiej rzece uczuć moich córek. Ja muszę przedrzeć się przez nią pierwsza, a one pójdą tam, gdzie im pokażę bezpieczny brzeg.

 

4. Pandomama szuka wsparcia

Macierzyństwo jest trudne. Często niewyobrażalnie. Czasem wydaje się nam, że nie „pociągniemy” już ani minuty dłużej. Chciałybyśmy wtedy znaleźć małą mysią dziurę, wejść do niej i już nigdy nie wychodzić. Czasem ze zmęczenia nie mamy siły nawet płakać. Dlatego dobrze, kiedy Pandomama ma kogoś, do kogo może zadzwonić choćby o 1 w nocy i spokojnie płakać w słuchawkę. Najlepiej gdyby to była inna Pandomama, która zamiast wymówki, złotej rady albo pouczenia, wysłucha nas w ciszy.

 

5. Pandomama potrzebuje Pandotaty

Na koniec zostawiam dwie najważniejsze supermoce Pandomamy. Pierwszą jest relacja z mężem. Czasem wydaje się nam, że mamy już tyle na głowie, że rozwiązanie jakiejś drobnej małżeńskiej sprzeczki można sobie zwyczajnie darować. Albo, że nic się nie stanie, kiedy padniemy ze zmęczenia w pokoju dzieci i nie pofatygujemy się do wspólnej sypialni, i to nie przez jedną noc, ale przez całe tygodnie. A tymczasem Pandomama ma dwa źródła siły: miłość męża i miłość Boga. Te dwie relacje są najbardziej kluczowe dla każdej z nas. Jeśli codziennie spalamy się na froncie domowych prac i obowiązków, nie zważając na męża i nie harmonizując naszych światów – to prędzej niż później cała rodzina zacznie kuleć. Najpierw delikatnie, a z czasem bardzo poważnie. Czasem warto odpuścić kolejną atrakcję dla dzieciaków tylko po to, żeby mieć siły wieczorem usiąść na kanapie przy mężu i spokojnie opowiedzieć mu o naszym dniu, a potem słuchać o jego świecie. Nie ma też większej wartości nad rozwiązywanie nawet najdrobniejszej sprzeczki. Pandomama nie gra solo. Pandomama może dokonać niemożliwego tylko wtedy, gdy co dnia czuje na sobie spojrzenie pełne zachwytu, gdy czyjeś ręce dotykają ją w czułym uścisku i gdy wreszcie ona sama jest całkowitym darem dla ukochanego.

 

6. Pandomama ma wielki sekret

„Jak ty to robisz?” „Jak ty ogarniasz nieogarnialne?” Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Ale lata bycia z dziećmi w domu nauczyły mnie jednego. Nie zaczynam dnia bez szturmu do nieba. W mojej porannej modlitwie zdecydowanie bliżej mi do nastroju wojownika wyruszającego na wojnę niż do eterycznej świtezianki zachwycającej się wschodem słońca. „Bez Ciebie nie zrobię kroku”, „Bez Ciebie zginę z kretesem” – tak mniej więcej brzmią słowa mojej matczynej Jutrzni. Bardzo długo zachowywałam się jak prymuska, która cały dzień wspaniale ogarniała swój świat, a wieczorem przychodziła pokazać Tatusiowi dzienniczek i poprosić o stempelek uznania. Potrzebowałam gromady Stworów i obowiązków przerastających moje siły, żeby wreszcie dokonał się we mnie przewrót kopernikański. Przestałam całkowicie sobie ufać. Przestałam wierzyć w siebie, w moje siły, w moje kompetencje. Wszystko, co mam, wszystko, kim jestem, zawdzięczam łasce. Nie zawsze jest tak, że dzień układa się jak bajka, a ja jako anioł pokoju rozsiewam po kątach woń świętości. Mi też czasem siadają nerwy, też czasem płaczę i nie mogę patrzeć na mojego męża. Ale ta poranna „modlitwa żebraka” daje mi nadzieję, że to jeszcze nie koniec, że jutro znowu wzejdzie słońce i mój kolejny zwykły dzień będzie znowu fascynującą podróżą ku dzieciom, ku mężowi i ku mojemu Bogu.

 

Kochane Pandomamy! Miałam w planach napisać książkę. Chciałam, żeby była wydana w maju. Mam napisanych kilka rozdziałów, miałam konkretny plan na kolejne. Wiedziałam, kiedy i jak będę pisać, ale przyszedł wirus i wywrócił wszystko. Nie mam szans na razie na jej skończenie. Tak jak wiele z Was – tkwię między lekcjami, garnkami, spacerami i dobranockami. Ale wiem jedno; kiedy mąż opowiadał mi w lutym o jakimś wirusie, który sieje spustoszenie na świecie i który prawdopodobnie dotknie też nas, wzruszyłam ramionami, i powiedziałam spokojnie, żeby przyszło, co ma przyjść. Wieczorem na modlitwie przypomniałam sobie tamtą spontaniczną reakcję i zdałam sobie sprawę, jakie to szczęście postawić w życiu na taką codzienną zwykłą miłość. Bo ona wystarczy.

 

Anna Hazuka

Anna Hazuka

Żona Wojtka, mama Marysi, Ulci, Elenki, Basi i Jasia. Z życiowej pomyłki – prawnik, z naprawionego błędu – dziennikarz. Absolwentka pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Gdy nie mogę zostać mamą

Być może Dzień Matki to z różnych powodów dla Ciebie trudny dzień w roku. Może nawet jeden z gorszych. Zalew dziecięcych laurek w social mediach przypomina Ci bardzo boleśnie, że taka laurka dla Ciebie jeszcze nie powstała i nie wiesz, czy ten moment kiedyś nastąpi.

Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Każdego dnia stawiasz dzielnie czoło informacjom o kolejnej ciąży w rodzinie, kolejnej ciąży w pracy. Wiadomo, cieszysz się ze względu na nie, ale pytanie jak bumerang wraca…

 

Dlaczego JA?

Nikt na to pytanie nie udzieli Ci kompletnej odpowiedzi. Czasem problemy z płodnością wynikają z czynnika kobiecego, czasem z męskiego, a czasem z obniżonej płodności pary. To doskonale wiesz. Czasem jest to kwestia prostego leczenia, czasem rzetelnej diagnozy, a jeszcze kiedy indziej zwrot „niepłodność idiopatyczna” odbiera resztki sił i nadziei, bo nie wiadomo co jest przyczyną. Wiem, że to pytanie jest Twoim wiernym towarzyszem. Ale wiem też, że dobrze jest się sobą zaopiekować. Może teraz to właśnie dobry czas? Na przekór.

 

Śmiech, złość i łzy w pakiecie

Masz święte prawo do emocji – różnych. Emocje dzielą się na te przyjemne i nieprzyjemne dla nas. Wszystkie są nam potrzebne. Czas oczekiwania na dwie kreski na teście ciążowym jest momentem kryzysu psychologicznego. W zależności od tego, jaki jest schemat leczenia i kogo dotyczy bardziej – Ciebie czy Twojego Mężczyznę, możesz mieć cały wachlarz przeciwstawnych emocji. Poczucie żalu, pretensji, niekompletności ale i radość z chwil prawdziwego szczęścia, zachwytu czy spełnienia – emocjonalny rollercoster. Łzy nie są złe, mogą przynieść ukojenie, złość nie jest zła – dobrze wykorzystana nadaje nam często rozpędu i chęci walki. Wejdź w kontakt ze swoimi emocjami. One mówią o Tobie sporo. Kontakt ze sobą i emocjami służy Twojemu zdrowiu, także prokreacyjnemu.

 

Nie cieszy mnie to…

Masz prawo do szczęścia, osobistego i małżeńskiego. Choć wydaje Ci się może ono już takie zwykłe i codzienne. Nie odkładaj urlopu, jeśli właśnie go teraz potrzebujesz. Albo Twój Ukochany. Być może nie wrócisz z tego urlopu w stanie błogosławionym, ale może uda się uporządkować coś mimowolnie poza kontekstem pracy, rodziny, przykrych ponaglań. A może poczucie szczęścia da Ci wicie Waszego gniazda? My kobiety mamy przecież różne marzenia. Nie musisz rezygnować z pragnienia ciąży. Zrób coś, co pokaże Ci Twoją sprawczość i uruchomi poczucie spełnienia. Na teraz, nie za rok. Nie brak Ci przecież cierpliwości i pokory. Pozwól sobie na to, co uwolni Twoje serce i Cię ucieszy.

 

 

Kiedy Wy?

Masz święte prawo do intymności – Ty i Twój Mąż. Pytania o ciążę i ponaglania często wynikają z życzliwości, ale nieraz obcesowej. Jesteś odważna, sama wiesz, więc wykorzystaj to i powiedz najbliższym: „Bardzo chcielibyśmy mieć dziecko i jest to dla nas trudny temat. Mamy nadzieję, że będziecie nas w tym wspierać.” Ale to Ty ustalasz granicę i decydujesz, kogo wpuszczasz w tę wyjątkową przestrzeń. Asertywność wobec ciekawskich, choć pewnie i życzącym Wam dobrze, to trudna sztuka, ale dobrem nadrzędnym jest Wasza relacja i dom, który tworzycie. Stawiaj granicę tym pytaniom, a może Twojemu Mężczyźnie przyjdzie to z większą łatwością. Wy decydujecie, gdzie przebiega ta cienka linia.

 

Nie ojciec, ale Mąż

Masz prawo do szczęśliwego małżeństwa, nawet jeśli Twój Mąż jeszcze nie jest ojcem, ale jest mężem. Tym, którego wybrałaś i z którym wspólnie czekacie na Wasz Cud. Czy wiesz jak on sobie radzi z Waszym „teraz”? Jakie uczucia nim targają i jak sobie z nimi radzi? Jak możecie być teraz jeszcze bliżej siebie? Każdy z nas chciałby unikać bólu, to normalne. Ale tak przewrotnie się składa, że ból i cierpienie mogą oczyścić i scalić relacje małżeńskie. Tylko Wy wiecie ile między Wami miłości, ale ile i krzyku, i łez… To Wasza święta historia. Dbanie o siebie i Wasz związek to Twój priorytet. Wy tworzycie ten dom, jego fundament.

 

Masz to. Po prostu

Masz prawo do tęsknoty i marzeń, ale i masz prawo do skutecznego leczenia. Masz prawo do komfortu czekania na Wasze Dziecko, na Twoich zasadach, dokładnie tak, jak tego potrzebujesz i chcesz. Nie, to Cię nie określa. To wymaga zaopiekowania się Tobą, Wami. Chcę Cię dziś mocno uściskać i powiedzieć, że nie jesteś sama. I że będzie jeszcze pięknie. Może inaczej niż sobie to dziś wyobrażasz, ale będzie.

 

Anna Koźlik

Anna Koźlik

Mgr teologii, doradca rodzinny, nauczyciel Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny, założycielka strony Płodna.pl. Lubi mówić i pisać o małżeństwie, seksualności i teologii ciała.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Anna Koźlik
Anna
Koźlik
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap