Mamo, Tato, nie przesadzaj!

W rozpędzie między pianinem, szachami, a obowiązkowym angielskim, spędzając czas pod salą baletową czy dowożąc dziecko na poszczególne zajęcia w jego napiętym harmonogramie tygodnia, zastanów się, czy w tej trosce o wykształcenie dziecka nie zabrakło troski o samo dziecko!


Zajęcia pozalekcyjne


Mamo, Tato, nie przesadzaj!


Zgrana rodzina


Mamo, Tato, nie przesadzaj!


…czy mogę na Was liczyć?


Mamo, Tato, nie przesadzaj!


Dziecięca strategia


Mamo, Tato, nie przesadzaj!


Chemia w rodzinie


Mamo, Tato, nie przesadzaj!


Ładne wnętrze


Mamo, Tato, nie przesadzaj!

 

 

Dzieciństwo w cieniu tabletów i tabloidów

Wakacje, które spędziłam z synkami, uświadomiły mi dwie istotne rzeczy: po pierwsze dostrzegłam u nich początki uzależnienia od sprzętu elektronicznego, a po drugie zauważyłam, że troska dorosłych o bezpieczeństwo dzieci niebezpiecznie idzie w kierunku paranoi uniemożliwiającej normalne funkcjonowanie jednym i drugim.

Dorota Smoleń
Dorota
Smoleń
zobacz artykuly tego autora >

Dzieci, szczególnie takie małe jak moje (6 i 8 lat) same sobie tableta nie kupią, więc skoro mają do niego dostęp, to zasługa/wina nas – rodziców. Zabrałam tablet na wakacje w obawie, że w przypadku deszczowej aury będą z nudów chodzić po ścianach, czego moi rodzice, u których zakotwiczyliśmy, mogą nie przeżyć. Pogoda dopisała, ale i tak ciągnęli do tabletu jak pszczoły do miodu. Pół biedy, gdyby odbywało się w spokoju, ale nie – awantury wybuchały co krok: że starszy miał tablet dłużej, że młodszemu skończył się czas, a on dalej gra, że starszy przeszkadza młodszemu, że młodszy… W końcu moja mama, zmęczona nieustannymi wrzaskami nad ekranem, skonfiskowała urządzenie.

Próbowali się przerzucić na bajki z komputera, ale natrafili na mój zdecydowany sprzeciw – bajka owszem, ale na dobranoc, a nie gapienie się w ekran od rana.

Dzieciństwo w cieniu tabletów i tabloidów

I okazało się, że dzieci nie mają co robić. Przez dwa dni snuli się po domu z ogrodem, po pokoju pełnym gier i klocków marudząc o bajkę, powtarzając, że nuuuuda i kiedy babcia odda laptopa? Trzeciego dnia coś się zmieniło. Obudziły mnie odgłosy wspólnej zabawy. Chłopcy siedzieli na dywanie i nadzwyczaj zgodnie budowali z klocków.

Tak się złożyło (co za pech!) że babcia, jak to starsza osoba, zapomniała, gdzie schowała tablet i nie przypomniała sobie aż do końca wakacji. Myślicie, że chłopcom go brakuje? A skąd. Zapomnieli o nim tak skutecznie, że dopiero po powrocie do domu uświadomili sobie, że został u babci. Kiedyś go odbierzemy, ale nie zamierzam się z tym spieszyć.

Dzieciństwo w cieniu tabletów i tabloidów

Moja mama jest cudowną osobą. Ale kiedy dzieci kąpią się w nadmuchiwanym basenie, stoi nad nimi i upomina. Kiedy skaczą na trampolinie, stoi i nadzoruje. Kiedy wychodzą do ogrodu, idzie z nimi. Doskonale rozumiem jej troskę o bezpieczeństwo, bo opieka nad cudzymi dziećmi to wielka odpowiedzialność, ale z drugiej strony odbiera chłopcom szansę na takie dzieciństwo, jakie ja miałam.

Moja babcia miała kilka hektarów pola, dwie krowy i resztę gospodarstwa do obrobienia. Kiedy jeździłyśmy do niej na wakacje, doiła nam mleko prosto do kubków i kroiła szerokie pajdy chleba z domowym masłem, przy żniwach częstowała kompotem truskawkowym z metalowej bańki, rozmieszanym z lodowatą wodą ze studni i często śpiewała piosenkę o Matce Bożej Gidelskiej. Poza tym zajmowała się swoją pracą, a dzieci bawiły się same. Chodziliśmy po stodołach i komórkach pełnych niebezpiecznych narzędzi rolniczych, bywaliśmy nad rzeką, nad którą przewieszona była chybotliwa kładka zwana ławą (i największą frajdą kuzyna było rozhuśtywanie jej, gdy akurat byłam w połowie), chodziliśmy po sianie i słomie, zaglądaliśmy do studni, pohukując w głąb, przechodziliśmy po wąskiej kładce przerzuconej nad gnojówką, brodziliśmy w trocinach w szopie sąsiada-stolarza. Byliśmy w grupie, świetnie radziliśmy sobie sami, doskonale się bawiliśmy. Kiedyś koleżanka nakarmiła mnie nieznanymi jagodami, po których dostałam wysypki. Myślicie, że ktoś poszedł ze mną do lekarza? Po kilku dniach wysypka sama znikła. Kiedy dziecko ukąsiła osa, nikt nie panikował, że może być uczulone, po prostu robiono okłady z cebuli, aż opuchlizna sklęsła.

Dzieciństwo w cieniu tabletów i tabloidów

Mama tłumaczy mi, że teraz są bardzo niebezpieczne czasy, na dzieci czyhają krzywdziciele i porywacze. To prawda, ale zawsze czyhali. Po lekturze książki Przemysława Semczuka „Czarna wołga. Kryminalna historia PRL” (ZNAK 2013) utwierdziłam się w przekonaniu, że dzisiejsza histeria na punkcie bezpieczeństwa dzieci jest spowodowana przed media, które kochają się w tragediach i karmią się nimi. W czasach PRL władze robiły wszystko, by przekonać obywateli jak bezpiecznym państwem jest Ludowa Ojczyzna, zatem nawet jeśli działo się coś złego, opinia publiczna niewiele wiedziała na ten temat.

Dzieciństwo w cieniu tabletów i tabloidów

Nie dajmy się zwariować. Wbrew mrożącym krew w żyłach tytułom z okładek tabloidów, dzisiejsze czasy nie są jakoś szczególnie niebezpieczne. Granica między troską o bezpieczeństwo dziecka a nadopiekuńczością jest bardzo cienka. Warto zastanowić się, czy jej nie przekroczyliśmy, bo jeśli tak, to wszyscy na tym stracimy. Carl Honore, propagator idei slow parenting, w swojej książce „Pod presją. Dajmy dzieciom święty spokój” (Drzewo Babel 2011) opisuje krańcowe przypadki takiej nadopiekuńczości, gdy matka przychodzi z dzieckiem na rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy i negocjuje warunki w jego imieniu. Wydaje się to śmieszne, ale jak się dobrze zastanowić, to jest to konsekwencja tego, że nasze dziecko nigdy nie bywa samo i nie podejmuje własnych decyzji, bo nieustannie krążymy nad nim jak satelita, wozimy do szkoły i na zajęcia pozaszkolne, organizujemy czas, nadzorujemy. Nie zostawiamy dzieciom przestrzeni na nauczenie się samodzielności i odpowiedzialności za siebie. Czynimy to wszystko z troski i obawy o bezpieczeństwo dziecka, tymczasem strach przed tym, co ewentualnie-potencjalnie może się przydarzyć, paraliżuje rodziców i w efekcie ani my, ani nasze dzieci nie żyjemy normalnie.

 

 
Dorota Smoleń

Dorota Smoleń

Dziennikarka, redaktorka, blogerka, żona, matka trzech chłopców. Autorka książek „Mamo dasz radę!”, „Sześciolatki w szkole” i "Jaś Pierwszoklasista i Połykacz Liter", koordynatorka akcji charytatywnej „Macierzyństwo bez lukru”.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Smoleń
Dorota
Smoleń
zobacz artykuly tego autora >