Wielka Danka

Dzięki Dance ZNAK awansował z pierwszej ligi do ekstraklasy i jest teraz największym w Polsce wydawcą.

Tomasz
Szponder
zobacz artykuly tego autora >

Wielka Danka

Kiedy moja Droga Żona chce mnie motywować do cięższej lub bardziej twórczej pracy (a czy mnie trzeba jeszcze do czegoś motywować, tak prawdę mówiąc?) to używa często magicznego słowa ZNAK… Ach, ten ZNAK! ZNAK to, ZNAK tamto, ZNAK siamto….

Tłumaczę jej wtedy – posiłkując się terminologią sportową – że jedni grają w ekstraklasie, a inni w pierwszej czy drugiej lidze, i trudno porównywać się ze ZNAKIEM, tak jak trudno drużynie z drugiej ligi porównywać się z Legią Warszawa (nie mówiąc już o Realu Madryt na przykład).

Nie zawsze co prawda te sportowe porównania moją żonę przekonują, ale generalnie podziwiamy obydwoje  ZNAK i za sposób działania, i za wydawane książki (nie licząc oczywiście podebrania nam Maria Vargasa Llosy czy niektórych krwawych licytacji o tytuły).

W każdym razie ten cały podziw dla ZNAKU zawsze łączy się nam nierozerwalnie z DANKĄ. Wiem, że każde duże wydawnictwo to twór wielonożny, że tak powiem, ale odnoszę wrażenie, że DANKA akurat to jedna z najważniejszych nóg, na których stoi – a właściwie biegnie do przodu  – ZNAK.

Wielka Danka

Wydaje mi się, że w dużej mierze dzięki Dance ZNAK awansował z pierwszej ligi do ekstraklasy i jest teraz największym w Polsce wydawcą tzw. rynkowym. Oczywiście swoje zrobiła tradycja wydawnictwa, środowisko w jakim funkcjonuje od lat, dobre kontakty z mnóstwem znaczących postaci i cała znakomita ZNAK-owa ekipa, ale konieczny był też wielki wkład DANKI w organizację  wydawnictwa, w sprzedaż i promocję.

Druga sprawa to DANKA jako człowiek – bardzo interesujący rozmówca, o szerokich horyzontach, o wielkiej wiedzy o rynku książki i jego okolicach, bardzo szczera i miła w rozmowie, a z drugiej strony wyważona i ostrożna w informacjach, jakie dawkuje. Woli w każdym razie przemilczeć niewygodne pytania, jeśli chce zachować coś dla siebie, niż ściemniać lub nie daj Bóg opowiadać nieprawdę.

I trzecie – bardzo lubię ją pod względem towarzyskim, bo tym rozmowom towarzyszy czasami na imprezach parę kieliszków czystej wódki i przyznam, że czasem niecierpliwie czekam i z tego powodu na kolejne spotkanie.

W każdym razie DANKA wielka jest i basta!


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Tomasz Szponder

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz
Szponder
zobacz artykuly tego autora >

Papież: przemoc obraża Boga

„Ci, którzy podejmują akty przemocy lub próbują je usprawiedliwiać w imię religii, poważnie obrażają Boga, który jest pokojem i źródłem pokoju, i pozostawił w ludziach odbicie swej mądrości, siły i piękna” – powiedział papież Franciszek, przyjmując dziś delegację Światowej Konferencji Religii na rzecz Pokoju. Międzynarodowa organizacja przedstawicieli religii świata działa od 1970 roku i stawiająca sobie za cel krzewienie pokoju.

W swoim przemówieniupapież podkreślił, że pokój pozostaje pilnym zadaniem w dzisiejszym świecie, w którym wiele narodów nosi blizny wojny i konfliktu. Zaznaczył, że pokój jest zarówno darem Bożym, jak i osiągnięciem ludzkim. Dlatego wierzący wszystkich religii są wezwani do modlitwy o pokój, a ludzie dobrej woli mają się do tej sprawy przyczyniać swym sercem, umysłem i rękoma. Papież podkreślił że budowanie pokoju ściśle łączy się z dążeniem do sprawiedliwości.

 

„Religie, ze swoimi duchowymi i moralnymi zasobami mają do odegrania specyficzną i wyjątkową rolę w budowaniu pokoju. Nie mogą być obojętne, a tym bardziej dwuznaczne tam gdzie w grę wchodzi pokój. Ci, którzy podejmują akty przemocy lub próbują je usprawiedliwiać w imię religii, poważnie obrażają Boga, który jest pokojem i źródłem pokoju, i pozostawił w ludziach odbicie swej mądrości, siły i piękna” – powiedział Franciszek.

 

Ojciec Święty wyraził uznanie dla działań Światowej Konferencji Religii na rzecz Pokoju, zaznaczając, że religie z samej swej natury zobowiązane są do krzewienia pokoju poprzez sprawiedliwość, braterstwo, rozbrojenie i troskę o stworzenie. Wskazał na potrzebę ich współdziałania w zakresie ekologii integralnej, krzewiąc poszanowanie godności osoby ludzkiej i troskę o stworzenie. Zachęcił też do kontynuowania dobrych działań, jakie podejmują wspólnie religie w różnych regionach świata.


st / Watykan

KAI

KS. JERZY POPIEŁUSZKO

Zniszczyć Kościół. 7 księży, którzy zginęli za wiarę

Odważni, konsekwentni i świadomi zagrożenia życia pozostawali niezłomni do końca, często: męczeńskiej śmierci. Warto o nich pamiętać. Warto o nich mówić i wspominać szczególnie z tego powodu, że oddali swoje życie za sprawy, którym służyli: Prawdę, Wolność, Odwagę i życie według zasad

Piotr Litka
Piotr
Litka
zobacz artykuly tego autora >

Od lipca 1963 roku w ramach walki z Kościołem katolickim komunistyczna bezpieka w Polsce inwigilowała wszystkich, bez wyjątku, duchownych katolickich. Uzyskiwane informacje, których podstawowym źródłem byli tajni współpracownicy, gromadzono w tak zwanych „teczkach ewidencji operacyjnej na księdza” (w skrócie: TEOK). Masowo zaczęto je niszczyć w 1989 roku.

Ks. Michał Pilipiec, pierwszy duchowny zamordowany przez komunistyczny system PRL poza działaniami wojennymi, żołnierz AK, zamordowany 8 grudnia 1944 r.

Walka komunistów z Kościołem w Polsce zaczęła się zaraz po wojnie. Ten pierwszy okres nazywany przez historyka Jana Żaryna – „najtrudniejszą dekadą” wyznaczały z jednej strony dobre choć drobne gesty ludowej władzy w postaci pozwoleń na działalność charytatywną; z drugiej zabójstwa kapłanów dokonywane najczęściej przez „nieznanych sprawców”. Wystarczy przywołać w tym miejscu zamordowanego 8 grudnia 1944 roku żołnierza AK księdza Michała Pilipca czy zakatowanego i dobitego kilkoma strzałami w głowę księdza Michała Rapacza (12 maja 1946 r.). Apogeum prześladowań Kościoła w Polsce w latach 50. było aresztowanie Prymasa Kardynała Stefana Wyszyńskiego (25 września 1953) i jego paroletnie internowanie.

 

Ks. Michał Rapacz zamordowany w nocy z 11 na 12 maja 1946 roku przez bojówkę działaczy komunistycznych

Komunistyczne władze w sposób jawny dążyły też od zakończenia wojny do rozdziału Kościoła od państwa. Zerwano konkordat (wrzesień 1945), zaczęto ograniczać naukę religii w szkołach i rozpoczęto konsekwentne upaństwowienie kościelnych majątków. Wszystko to służyło – w rozumieniu komunistów – osłabieniu Kościoła w Polsce. Wzmocnieniem swoiście rozumianej „ofensywy antykościelnej” okazały się lata 60. i 70. Na ogromną skalę ruszyła wtedy inwigilacja.

Stosowano różne techniki: od bezpośredniego śledzenia, podsłuchów czy obserwacji, poprzez prowokacje i działania realizowane według przygotowanego wcześniej scenariusza. Bezpieka bezwględnie wykorzystywała konflikty: rozpuszczając plotki i obraźliwe pomówienia. Pomocni w tych działaniach byli Tajni Współpracownicy. Niestety: również w sutannach. Wg różnego rodzaju niepełnych danych, zwerbowanych przez bezpiekę kapłanów było w Polsce nie więcej niż 10 procent. Jak ich zmuszano do współpracy? Najczęściej przez szantaż ale też przez obietnicę zawodowego rozwoju. Dziś trudno to sobie wyobrazić ale na przykład kuszono kapłanów paszportem, który mógł być wstępem do studiów zagranicznych w Rzymie i początkiem naukowej kariery…

Jeśli ktoś odmawiał współpracy i nie udzielał informacji bezpiece, stawał się dla niej celem. W języku resortowym nazywano to niewinnie: rozpracowaniem a zebrane w ten sposób informacje mogły posłużyć do ograniczenia działalności duszpasterskiej danego kapłana, złamania jego kariery, zastraszenia go i pobicia przez „nieznanych sprawców” a w niektórych przypadkach nawet do śmierci.

 

Artykuł szkalujący ks. Jerzego Popiełuszkę napisany pod pseudonimem przez Jerzego Urbana opublikowany we wrześniu 1984 w “Tu i teraz” | Materiały autora artykułu zgromadzone w IPN

 

Ksiądz Roman Kotlarz, przeszedł tzw. “ścieżki zdrowia”, kilkukrotnie pobity, zasłabł podczas prowadzonego nabożeństwa, zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach w szpitalu psychiatrycznym w Krychnowicach

Początkiem działań, które doprowadziły do serii skrytobójczych mordów na kapłanach w latach 80. ubiegłego wieku była śmierć księdza Romana Kotlarza 18 sierpnia 1976 r. Mówił on w swoich kazaniach o ludzkiej godności deptanej przez komunistyczne władze, wspierał protestujących w czerwcu 1976 roku w Radomiu robotników. Jego publiczne wystąpienia nagrywano i pisano z nich drobiazgowe analizy. Na kilka dni przed śmiercią księdza Kotlarza kilkakrotnie pobili „nieznani sprawcy.”

Rok później w kilkunastu komendach wojewódzkich na terenie całego kraju powstały komórki słynnej sekcji „D”, która w zamyśle jej twórców miała zajmować się działaniami dezinformacyjnym i dezintegracyjnymi. Poza opozycjonistami funkcjonariusze sekcji „D” zajmowali się także ludźmi Kościoła. W jaki sposób? Chodzili na przykład na pielgrzymki do Częstochowy: wywoływali skandale, zatruwali wodę i żywność, która była przygotowywana dla pielgrzymów. Czasami doprowadzali do bijatyk, żeby skompromitować pątników. Z czasem tak zwane działania „D” przybrały na sile: tworzono fałszywe dokumenty, podrzucano do mieszkań kapłanów „kompromaty”: ulotki a nawet materiały wybuchowe. Wreszcie przechodzono do działań bezpośrednich: fingowanych wypadków drogowych oraz pobić.

 

Worek z kamieniami przywiązany do ciała ks. Jerzego Popiełuszki | Materiały autora artykułu zgromadzone w IPN

Wybór Karola Wojtyły na papieża (16 październik 1978) dał sygnał do wzmożenia działań wymierzonych w polski Kościół i jego kapłanów. Wykorzystywano każdy element życiorysu, który mógł posłużyć do szantażu, stosowano też coraz doskonalsze technicznie podsłuchy. Robiono zdjęcia i filmy z obserwacji. Nad rozpracowaniem jednego kapłana pracował zespół od kilkunastu do nawet kilkuset ludzi. Sama jednak inwigilacja czy działania dezintegracyjne nie wystarczały.

Ks. Jerzy Popiełuszko, zamordowany 19 października 1984 roku. Funkcjonariusze PRL: Kpt. Grzegorz Piotrowski, por. Leszek Pękala i por. Waldemar Chmielewski, po porwaniu i torturach wrzucili go związanego do Zalewu Wiślanego przy Zaporze Wodnej we Włocławku

Znakomicie pokazuje to los Bł. Księdza Jerzego Popiełuszki, który trafił do warszawskiej parafii pod wezwaniem Św. Stanisława Kostki jako rezydent. Jednakże odprawiona przez niego w czasie strajku w Hucie Warszawa Msza św. i późniejsze wspólne działania jednoczące różne środowiska stolicy i innych polskich miast sprawiły, że od roku 1982 Ksiądz Jerzy stał się dla komunistów wrogiem numer jeden. W tym czasie założono podsłuch na plebanii gdzie mieszkał. Nagrywano jego wszystkie rozmowy telefonicznie; sporządzając z nich stenogramy. Ksiądz nie mógł też wyjeżdżać za granicę a kiedy wybierał się do innych parafii na terenie kraju, miał zazwyczaj „ogon” w postaci śledzących go funkcjonariuszy „z centrali” lub też „z terenu”. Kilkakrotnie próbowano zorganizować na niego zamach. Zamierzano wypchnąć go z pociągu (8 października 1984), uderzyć kamieniem w przednią szybę samochodu, którym podróżował i podpalić (13 października 1984) by wreszcie uprowadzić go (19 października 1984) i zamordować. Dlaczego Ksiądz Popiełuszko był dla komunistów tak niewygodny? Z jednej strony integrował różne środowiska ale najbardziej niebezpieczne okazywały się jego wyjazdy poza Warszawę.

 

Ks. Stanisław Suchowolec, zamordowany na plebanii 30 stycznia 1989 roku, sprawcy nie zostali wykryci

Kapłanem, którego los tragicznie splótł się z życiem i męczeńską śmiercią księdza Popiełuszki był urodzony w Białymstoku w roku 1958 ks. Stanisław Suchowolec. Przeżył zaledwie 31 lat. Tak samo jak Popiełuszko, ksiądz Suchowolec integrował różne środowiska opozycyjne. Wielokrotnie odważnie mówił w płomiennych kazaniach o „panach ze Służby Bezpieczeństwa”, przeżył też kilka zamachów na swoje życie. Zginął w niewyjaśnionym do dziś „dziwnym” pożarze w styczniu 1989 roku, na kilka dni przed rozpoczęciem obrad Okrągłego Stołu.

 

Górsk. Miejsce uprowadzenia księdza Popiełuszki | Materiały autora artykułu zgromadzone w IPN

 

Ks. Stefan Niedzielak, zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach w nocy z 20 na 21 stycznia 1989 roku.

Do drugiego niewyjaśnionego do dziś zabójstwa kapłana doszło także w styczniu 1989 roku w Warszawie. Ciało blisko 75-letniego księdza Stefana Niedzielaka znaleziono w jego mieszkaniu niedaleko Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie nad ranem 21 stycznia 1989 roku. Przed śmiercią ksiądz Niedzielak otrzymywał anonimy i telefoniczne pogróżki. Został też pobity. Do swojej śmierci przypominał i chronił pamięć o zbrodni katyńskiej i Polakach poległych na Wschodzie.

 

Ks. Leon Błaszczak, uduszony w nocy z 26 na 27 grudnia 1982 roku na plebanii

Wśród kapłanów, którzy w latach 80. ubiegłego wieku stracili swoje życie w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach warto wymienić jeszcze m.in. księdza Leona Błaszczaka, który nocą z 26 na 27 grudnia 1982 roku został uduszony na plebanii koło Częstochowy oraz księdza Stanisława Palimąkę, którego ciało znaleziono 27 lutego 1985 roku w garażu.

Wg oficjalnej wersji miał na niego najechać staczający się samochód. Sekcja zwłok wykazała obażenia, które wskazywały na pobicie (m.in. złamanie podstawy czaszki). Śledztwo jednak umorzono. Sprawców nie wskazano do dziś…

Ks. Stanisław Palimąka, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach 27 lutego 1985 roku

 

Wielu kapłanów prowadzących działalność duszpasterską w PRL przeżyło pobicia i zamachy na swoje życie. Podpalano też plebanie, w których mieszkali, prowokowano pobicia przez „nieznanych sprawców”. Na szczęście niewielu kapłanów próbowało się z władzami układać. Jednostki: odważni, konsekwentni i świadomi zagrożenia życia pozostawali niezłomni do końca, często: męczeńskiej śmierci. Warto o nich pamiętać. Warto o nich mówić i wspominać szczególnie z tego powodu, że oddali swoje życie za sprawy, którym służyli: Prawdę, Wolność, Odwagę i życie według zasad.

 


Wydanie o ks. Jerzym Popiełuszce tworzymy dzięki współpracy z Jego muzeum w Warszawie


Piotr Litka

Piotr Litka

Zobacz inne artykuły tego autora >
Piotr Litka
Piotr
Litka
zobacz artykuly tego autora >

2032 polskich misjonarek i misjonarzy pracuje w 97 krajach

W 97 krajach na wszystkich kontynentach pracuje 2032 polskich misjonarek i misjonarzy - przypomina przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Misji bp Jerzy Mazur przed obchodzoną 22 października Niedzielą Misyjną. Biskup dziękuje Polakom za dużą ofiarność na rzecz misji. W tym roku zostaną wręczone po raz pierwszy medale „Benemerenti in Opere Evangelizationis”, przyznawane osobom i instytucjom zasłużonym dla misji. Uroczystość odbędzie się 13 listopada na Zamku Królewskim w Warszawie.

W najbliższą niedzielę 22 października przypada Niedziela Misyjna. Tego dnia w całym kraju odbędą się modlitwy w intencji misji, a ofiary z tacy zbieranej w kościołach przeznaczone zostaną na potrzeby misyjne.

Bp Jerzy Mazur podkreśla, że polscy misjonarze są oni obecni na wszystkich kontynentach. Najwięcej z nich pracuje w Afryce i na Madagaskarze – 811; w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach – 802; w Azji – 333; w Oceanii – 66; oraz w Ameryce Północnej – 20. Wśród polskich misjonarzy jest 24 biskupów misyjnych: w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach – 11; w Afryce -; w Azji – 2, w Oceanii – 3 oraz 2 w Ameryce Północnej. Dodał, że liczba polskich misjonarzy wzrosła o 25 osób w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Z kolei do wyjazdu na misje w warszawskim Centrum Formacji Misyjnej przygotowuje się 12 kapłanów, 6 sióstr zakonnych, 2 kleryków i 3 osoby świeckie.

 

W tym roku Komisja Episkopatu Polski ds. Misji obchodzi 50-lecie działania. Jubileusz świętowała m.in. podczas sympozjum “Świeccy a misje”, zorganizowanym na UKSW w Warszawie w trakcie letniego pobytu polskich misjonarzy w kraju. Wzięłow nim udział 700 osób.

Sprawa udziału świeckich w misjach ma bardzo duże znaczenie – przypomina bp Mazur. W tym roku wyjechało do krajów misyjnych 61 świeckich wolontariuszy. – Chcielibyśmy również ożywić duchem misyjnym młodzież w parafiach, a zwłaszcza zwrócić się do bierzmowanych i kandydatów do bierzmowania. Mamy propozycję ich współpracy z Papieskimi Dziełami Misyjnymi, celem tworzenia grup misyjnych – mówi bp Mazur.

 

W tym roku po raz pierwszy, 13 listopada na Zamku Królewskim w Warszawie zostaną wręczone medale „Benemerenti in Opere Evangelizationis”, przyznawane osobom i instytucjom zasłużonym dla misji. Nagroda została ustanowiona z okazji 50-lecia Komisji Episkopatu Polski ds. Misji.

Ustanowienie nowej nagrody przez przewodniczącego Komisji KEP ds. Misji spotkało się z olbrzymim zainteresowaniem. Do jej pierwszej edycji zgłoszono aż 108 kandydatów, a dokonało tego 51 podmiotów.

Medal przyznany zostanie w czterech kategoriach: za zasługi w dziele misyjnym; za pomoc modlitewną i duchową misjom; za pomoc materialną i finansową misjom oraz za informację medialną. W każdej z tych kategorii nagroda zostanie wręczona trzem osobom bądź instytucjom.

– Mamy świadomość, że o wiele więcej z nich zasługuje na uhonorowanie medalem za zasługi dla misji – mówi KAI ks. Zbigniew Sobolewski, sekretarz Kapituły Medalu „Benemerenti in Opere Evangelizationis”. – Ale pamiętaliśmy, że jest to pierwsze spotkanie Kapituły. W następnym roku nagrodzimy kolejnych zasłużonych. Czytając opisy dokonań kandydatów do medalu byłem zdumiony ich ofiarnością, pasją, jaką żywią dla misji. To są ludzie całkowicie oddani sprawie misji. Prawdziwi uczniowie-misjonarze – dodaje.

 

W skład Kapituły Medalu “Benemerenti in opere evangelizationis”, bp Mazur powołał: abp. Henryka Hosera, biskupa warszawsko-praskiego, wieloletniego misjonarza w Rwandzie oraz b. sekretarza Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, bp. Jana Piotrowskiego, b. szefa Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce, ks. Tomasza Atłasa, obecnego dyrektora Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce, ks. prof. Jarosława Różańskiego OMI z misjologii UKSW, s. Dolores Dorotę Zok, przełożoną prowincjalną polskiej prowincji Zgromadzenia Misyjnego Sióstr Służebnic Ducha Świętego (Werbistek), ks. Jerzego Kraśnickiego, dyrektora MIVA Polska, ks. Zbigniewa Sobolewskiego, dyrektora Dzieła Pomocy Ad Gentes oraz Marcina Przeciszewskiego, prezesa KAI.

Na niedawnym 377. zebraniu plenarnym KEP w Lublinie bp Mazur podziękował biskupom za „ofiarność Kościoła w Polsce na rzecz misji”. Wyraża się ona m.in. w ofiarach składanych w parafiach kilka razy w roku. Taca z 6 stycznia przeznaczona jest na Krajowy Fundusz Misyjny, z którego utrzymuje się Centrum Formacji Misyjnej oraz udzielana jest pomoc misjonarzom. Ofiary z puszek z II niedzieli Wielkiego Postu trafiają do Dzieła Pomocy „Ad Gentes” i są przeznaczane na działalność ewangelizacyjną, edukacyjną, medyczną i charytatywną misjonarzy przebywających na placówkach. Ofiary z październikowej Niedzieli Misyjnej trafiają do Papieskich Dzieł Misyjnych. Z kolei organizacja Miva Polska zbiera ofiary przy okazji dnia św. Krzysztofa na zakup środków transportu dla misjonarzy.

 


mp, zs, lk / Warszawa

Katolicka Agencja Informacyjna

Franciszek: wiara chrześcijan oświetla tajemnicę śmierci

O wierze w Jezusa Zmartwychwstałego rzucającej światło nadziei na tajemnicę śmierci mówił dziś papież podczas audiencji ogólnej. Jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dziś około 25 tys. wiernych.

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dziś chciałbym zestawić chrześcijańską nadzieję z rzeczywistością śmierci, którą nasza współczesna cywilizacja skłonna jest coraz bardziej eliminować. W ten sposób, gdy przychodzi śmierć, do tych którzy są blisko nas, lub do nas samych okazuje się, że jesteśmy nieprzygotowani, pozbawieni nawet „alfabetu” odpowiedniego, by nakreślić sensowne słowa wokół jej tajemnicy, która mimo wszystko trwa. A jednak pierwsze znaki ludzkiej cywilizacji przeniknięte są właśnie tą tajemnicą. Możemy powiedzieć, że człowiek urodził się z kultem śmierci.

Inne cywilizacje, wcześniejsze od naszej, miały odwagę spojrzeć jej w twarz. Było to wydarzenie opowiadane przez starszych nowym pokoleniom jako nieuchronna rzeczywistość, która zmuszała człowieka do życia dla czegoś absolutnego. Psalm 90 mówi : „Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca” (w. 12). Słowa te przenoszą nas ku zdrowemu realizmowi, odrzucając urojenie wszechmocy. Jesteśmy „znikomymi”, mówi inny psalm (por. 89, 48); nasze dni szybko mijają: gdybyśmy nawet żyli sto lat, to w końcu wydadzą się one nam jakby tchnieniem. Wiele razy słyszałem osoby starsze, które mówiły, że życie minęło jak tchnienie.

Zatem śmierć ukazuje nasze życie. Pozwala nam odkryć, że nasze akty pychy, gniewu i nienawiści były marnością. Widzimy, że nie dość kochaliśmy i nie szukaliśmy tego, co było istotne. I przeciwnie, widzimy to, co zasialiśmy naprawdę dobrego: ukochani, dla których się poświęciliśmy, a którzy teraz troszczą się o nas.

Jezus oświecił tajemnicę naszej śmierci. Swoją postawą pozwala nam byśmy czuli się smutni, gdy odchodzi droga nam osoba. Wzruszył się głęboko przy grobie Łazarza, i „zapłakał” (J 11,35). Czujemy, że w tej swojej postawie Jezus jest nam bardzo bliski, że jest naszym bratem. On opłakiwał swego przyjaciela, Łazarza.

Zatem Jezus modli się do Ojca, źródła życia i nakazuje Łazarzowi wyjść z grobu. I tak się dzieje. Nadzieja chrześcijańska czerpie z takiej postawy, jaką Jezus podejmuje wobec ludzkiej śmierci: jeśli jest ona obecna w stworzeniu, to jest ona szramą, która oszpeca Boży plan miłości, a Zbawiciel chce z niej nas wyleczyć.

W innym miejscu Ewangelie mówią o pewnym ojcu, który miał bardzo chorą córkę, i zwrócił się z wiarą do Jezusa, aby ją ocalił (por. Mk 5,21-24.35-43). Nie ma bardziej wzruszającej postaci, niż ojciec lub matka, których dziecko jest chore. I Jezus natychmiast poszedł razem z tym człowiekiem, który nazywał się Jair. W pewnym momencie przyszedł ktoś z domu Jaira, aby powiedzieć, że dziewczynka jest martwa i że nie trzeba już trudzić Nauczyciela. Ale Jezus mówi do Jaira: „Nie bój się, wierz tylko!” (Mk 5, 36). Jezus wie, że ten człowiek ma pokusę, by zareagować gniewem i rozpaczą, i zaleca jemu, by strzegł małego płomyka, zapalonego w jego sercu: wiary. „Nie bój się, utrzymuj tylko zapalony ten płomień!”. A potem, gdy dotarli do domu, obudzi dziewczynkę ze śmierci i zwróci ją żywą jej bliskim.

Jezus stawia nas na tej „grani” wiary. Marcie płaczącej z powodu śmierci brata Łazarza przeciwstawia światło dogmatu: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?”(J 17, 25-26). Te słowa Jezus powtarza każdemu z nas, za każdym razem, gdy śmierć rozrywa tkaninę życia i uczuć. W grę wchodzi tutaj cała nasza egzystencja, między stokiem wiary a urwiskiem lęku. „Nie jestem śmiercią, Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem, czy wierzysz w to? Czy wierzysz w to?” – pyta Jezus. Czy my będący tu dziś na placu św. Piotra- czy wierzymy w to?

Wszyscy jesteśmy mali i bezradni w obliczu tajemnicy śmierci. Jednakże jak wielką łaską jest to, jeśli w owej chwili strzeżemy w sercu płomienia wiary! Jezus weźmie nas za rękę, tak jak wziął za rękę córkę Jaira i powtórzy znowu: „Talitha kum”, „Dziewczynko, mówię ci, wstań!” (Mk 5, 41). Powie to nam, każdemu z nas: „Wstań, powstań z martwych!”.

Zachęcam was teraz do przymknięcia może oczu i pomyśleli o tej chwili, kiedy przyjdzie na nas śmierć. Niech każdy z nas pomyśli o swojej śmierci. Niech sobie wyobrazi tę chwilę, która przyjdzie, kiedy Jezus weźmie nas za rękę i powie nam przyjdź, przyjdź do Mnie! Wstań! Wtedy skończy się nadzieja a nastanie rzeczywistość. Rzeczywistość życia. Dobrze się zastanówcie: sam Jezus przyjdzie do każdego z nas i weźmie nas za rękę ze swoją czułością łagodnością i miłością. I niech każdy powtórzy w swym sercu słowa Jezusa: „Wstań, przyjdź!”, „Wstań, powstań z martwych!”.

To jest nasza nadzieja w obliczu śmierci. Dla ludzi wierzących są to drzwi, które otwierają się całkowicie. Dla wątpiących jest to szczelina światła, które sączy się z otworu, który nie zamknął się całkowicie. Ale dla nas wszystkich będzie łaską, kiedy to światło nas oświeci. Dziękuję.

 


tłum. st (KAI) / Watykan

Katolicka Agencja Informacyjna

Papież zachęcił Polaków do modlitwy za służbę zdrowia

Nawiązując do przypadającego dziś święta patrona lekarzy – św. Łukasza Franciszek zachęcił pielgrzymów polskich do modlitwy za pracowników służby zdrowia.

Papież zachęcił Polaków do modlitwy za pracowników służby zdrowia
Nawiązując do przypadającego dziś święta patrona lekarzy – św. Łukasza Franciszek zachęcił pielgrzymów polskich do modlitwy za pracowników służby zdrowia.
Oto słowa Ojca Świętego skierowane do Polaków:

Pozdrawiam pielgrzymów polskich. Dzisiaj, wspominając świętego Łukasza Ewangelistę, obchodzicie w Polsce patronalne święto Służby Zdrowia. Pamiętajcie w modlitwie o wszystkich, którzy z oddaniem i poświęceniem służą chorym. Niech nigdy nie zabraknie im sił w pełnionej posłudze, sukcesów i radości. Niech Bóg ich wspiera i wynagrodzi wszelkie dobro oraz nadzieję wlewaną w serca chorych. Wam wszystkim tu obecnym i waszym bliskim z serca błogosławię.

Papieską audiencję streścił po polsku ks. prał. Sławomir Nasiorowski z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej:

 

Drodzy bracia i siostry, dzisiaj chciałbym powiedzieć o nadziei chrześcijańskiej w perspektywie śmierci, którą współczesna cywilizacja usiłuje wyeliminować ze świadomości człowieka. Przeżywając śmierć naszych bliskich, myśląc o naszej śmierci, czujemy się jakoś nieprzygotowani, pozbawieni jakby „alfabetu”, by ją określić, przyjąć, przeżyć. Ta nieuchronna rzeczywistość zmuszała jednak ludzi każdej epoki do refleksji, do życia dla czegoś absolutnego. Księga Psalmów podkreśli, że jesteśmy znikomymi stworzeniami (por. Ps 89, 48), nasze dni szybko mijają, kończymy lata jak westchnienie (por. Ps 90, 9-10). Tajemnicę śmierci w zupełnie nowym świetle ukazał nam swoim nauczaniem i życiem Pan Jezus. Na wiadomość o śmierci Łazarza, przy jego grobie, wzruszył się głęboko, zapłakał (J 11,35). W tej reakcji jest nam tak bardzo bliski, jest naszym Bratem. Przypomniane w Ewangeliach wskrzeszenie córki Jaira, Łazarza, rodzi w naszych sercach nadzieję. Pan Jezus zapewnia: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki” (J 17, 25-26). Umocnieni tymi słowami, znakami zmartwychwstania, wierzymy, że po naszym ziemskim życiu Syn Boży weźmie za rękę każdego z nas, tak jak wziął za rękę córkę Jaira, i powie: Mówię ci wstań, powstań z martwych! Tę nadzieję nośmy w sercach, ożywiajmy ją w sobie, każdego dnia żyjmy tajemnicą zmartwychwstania.

 

W dzisiejszej audiencji udział wzięli między innymi: pielgrzymi z parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Myczkowcach (archidiecezja przemyska); z parafii św. Urszuli Ledóchowskiej z Dąbrówki (arch. poznańska) oraz Grupa pielgrzymów z diecezji płockiej, kieleckiej i lubelskiej.

 


st (KAI) / Watykan

Katolicka Agencja Informacyjna

Dziś mija 16. rocznica tragicznej śmierci bp. Jana Chrapka

Kościół radomski wspomina dziś 16. rocznicę śmierci biskupa Jana Chrapka. Jako drugi biskup radomski dał się poznać jako doskonały duszpasterz, otwarty na nowe potrzeby społeczne i ludzi najbardziej potrzebujących. Za tragicznie zmarłego biskupa w katedrze Opieki Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 zostanie dziś odprawiona msza święta. Będzie jej przewodniczył bp Henryk Tomasik.

– Biskup Jan był mocno zaangażowany w sprawy społeczne. Wiele wysiłku poświęcał, by nasze środowiska dostrzegały osoby niepełnosprawne, w tym dzieci. To zaangażowanie w ludzi potrzebujących było powszechnie znane. W Episkopacie cenione były także słowa biskupa Chrapka na tematy społeczne. To takie szczególne znaki tej posługi biskupiej. Dlatego zapraszam wszystkich do udziału we Mszy świętej, podczas której będziemy modlili się za pracowników służby zdrowia i biskupa Jana Chrapka – zachęcał biskup Henryk Tomasik w audycji “Kwadrans dla Pasterza” na antenie Radia Plus Radom.

Bezpośrednio po liturgii nastąpi wręczenie nagrody Viventi Caritate – Żyjącemu Miłością za 2016 rok. Jest ona przyznawana w uznaniu zasług na polu działalności charytatywnej, społecznej i kulturalnej. W tym roku do nagrody nominowano Rycerzy Kolumba w Polsce i Tatianę Kaplińską, działaczkę społeczną zaangażowaną na rzecz dzieci niepełnosprawnych.

Viventi Caritate jest jedną z wielu nagród w Polsce, które upamiętniają zmarłego tragicznie w 2001 roku bp. Jana Chrapka. Nagrodę przyznaje Fundusz im. bp. Jana Chrapka, działający przy Caritas Diecezji Radomskiej.

Ofiary złożone podczas Mszy świętej zostaną przeznaczone na program stypendialny dla dzieci niepełnosprawnych, realizowany przez Fundusz Biskupa Jana Chrapka.

Biskup Jan Chrapek (1948-2001) był od 1975 r. kapłanem zgromadzenia św. Michała Archanioła (michalitów). Przez wiele lat pracował w środkach społecznego przekazu, m.in. był redaktorem naczelnym wydawanego przez jego zgromadzenie miesięcznika “Powściągliwość i Praca”.

25 marca 1992 r., po przeprowadzeniu reformy administracyjnej Kościoła w Polsce, Jan Paweł II mianował go biskupem pomocniczym diecezji drohiczyńskiej, skąd w 1994 przeniósł go na podobne stanowisko w diecezji toruńskiej, a 28 czerwca 1999 mianował go biskupem radomskim. Stanowisko to pełnił tylko dwa lata – do tragicznej śmierci w wypadku samochodowym 18 października 2001 r.

Bp Chrapek kontynuował i rozwijał dzieła charytatywne w diecezji radomskiej. Szczególny też akcent kładł na duszpasterstwo młodzieży – w pamięci wielu pozostały Apele Młodych gromadzące kilkutysięczne rzesze młodzieży. Odbywają się do dzisiaj.

 


rm / Radom

Katolicka Agencja Informacyjna

KS. JERZY POPIEŁUSZKO

Porwanie, które wymknęło się spod kontroli?

Jeszcze przez wiele lat nie poznamy wszystkich okoliczności śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. Jeżeli w ogóle kiedyś to nastąpi. Upływający czas, kolejny prokurator i pojawiające się nowe, coraz bardziej szokujące hipotezy nie ułatwiają śledztwa. Na razie nie do przyjęcia dla wielu środowisk mogą być ustalenia, że tego zabójstwa po prostu … nikt nie planował. Księdza zamordowali, choć chcieli tylko postraszyć.

Marek Balawajder
Marek
Balawajder
zobacz artykuly tego autora >

„SB-ecy chcieli dokuczyć kapłanowi, ale w pewnym momencie stracili kontrolę nad sobą i nad sytuacją. W efekcie zabili księdza – mówią nieoficjalnie osoby znające akta sprawy. Plan Służby Bezpieczeństwa, jeżeli jakiś w ogóle był, nie zakładał morderstwa. Niestety taka teza nie znajdzie akceptacji w wielu środowiskach, a kolejne, nowe teorie przypominają hipotezy jakie do dzisiaj powstają po zabójstwie prezydenta J.Kennedy’ego.

 

FAKTY

Księdza Jerzego Popiełuszkę – duszpasterza ludzi pracy, kapelana Solidarności – zamordowali funkcjonariusze SB w nocy z 19 na 20 października 1984 roku. Kapłana porwano, kiedy wracał po odprawieniu mszy w Bydgoszczy. Ale szeroki atak na księdza – jeszcze nie fizyczny – trwał od wielu miesięcy. W teczce ewidencyjnej Popiełuszki takie zachowania jak rewizje, wezwania na komendę MO, podrzucanie kompromitujących materiałów, areszt, groźby, rozpowszechnianie plotek stały się codziennością. Działania komunistów wobec kościoła, a co za tym idzie księdza Popiełuszki, spotęgowane zostały już po zniesieniu stanu wojennego. Do tego czasu władza wyraźnie uspokajała nastroje. Potem jednak konfrontacja, także ta fizyczna, stała się nieuchronna.

 

Wszystko to dostrzegali hierarchowie Kościoła. We fragmencie dokumentu Sekretariatu Episkopatu Polski z grudnia 1983 r piszą;

„Opinia społeczna uważa, że kampania przeciwko Kościołowi w Polsce zaczęła się po wystąpieniu w Telewizji Radzieckiej kierownika Wydziału Informacji Międzynarodowej KC KPZR – Zamiatina, który w ostrej formie zaatakował Kościół i Ojca Świętego w krótkim okresie po II pielgrzymce Papieża do Polski. […] To sprawia, że upowszechnia się przekonanie, iż Rząd PRL po rozwiązaniu problemu »Solidarności« przystępuje obecnie do rozprawy z Kościołem. Zaprzeczenia rzecznika prasowego Rządu [Jerzego Urbana] w tej sprawie nie przekonały nikogo […]”.

 

Zdjęcie wykonane podczas ostatnich imienin ks. Jerzego Popiełuszki | Autor zdjęcia: Tomasz Wesołowski / Zdjęcie dzięki uprzejmości Muzeum ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie

 

Potwierdzeniem tezy o szukaniu przez komunistów starcia z Kościołem katolickim jest notatka grupy analityków ze Stasi z końca września 1983 r., oparta na sygnałach nadsyłanych przez członków kierownictwa PZPR i rządu PRL: „Według wewnętrznej oceny odpowiedzialnych za politykę kościelną kręgów rządowych [PRL], siły prawicowe w kierownictwie Kościoła, część solidarnościowego podziemia i inne siły ekstremalne zbliżone do kleru są obecnie nadzwyczaj zainteresowane wybuchem otwartego konfliktu pomiędzy państwem a Kościołem”.

Kościół jak widać zauważył problem, nie wiedział jednak, że to dopiero początek ofensywy przeciwko niemu. Działania komunistów nie pozostawiały złudzeń. Zaprzestano prac nad projektem ustaw regulujących status prawny Kościoła, ataki w prasie stały się codziennością, zastraszanie, a nawet pobicia księży wpisały się w krajobraz walki z kościołem.

 

Księża: Stanisław Małkowski, Kazimierz Jancarz, Adolf Chojnacki czy Tadeusz Isakowicz- Zalewski to ofiary zmiany podejścia władz do kościoła katolickiego.

W ogniu tej propagandowej walki, kluczową postacią stał się ksiądz Jerzy Popiełuszko. Jego kazania, spotkania z wiernymi, które zamieniały się w patriotyczne demonstracje, powodowały frustrację władzy. Władzy, która nie potrafiła poradzić sobie słowem, argumentami, użyła siły. Co ważne, Popiełuszko choć był jednym z wielu „niepokornych księży”, jednocześnie stał się symbolem oporu. I to na jego osobie zaczęły koncentrować się przekazy komunistycznej propagandy, to on stawał się „bohaterem” reżimowych mediów. To w końcu o nim zaczęto głośno mówić nie tylko na naradach SB Departamentu IV w Warszawie, ale też w MSW w czasie narad u generała Kiszczaka. W pewnym momencie nazwisko „Popiełuszko” zawierało w sobie wszystko czego z jednej strony bała się, a z drugiej nienawidziła komunistyczna dyktatura.

Kiedy w 1984 roku na kolejnej odprawie ktoś rzucił hasło…. “trzeba go uspokoić” trafiło to na podatny gruntu. Ale czy słowo „uspokójcie”, „załatwcie tą sprawę” oznacza zabójstwo?

Analizujący materiały, tomy akt, prokuratorzy są podzieleni. Dla jednych był to czytelny sygnał, popchnięcie do morderstwa. Wręcz rozkaz. Inni jednak patrzą zupełnie inaczej.

Owszem mógł znaleźć się ktoś radykalny, ktoś, kto chciał się maksymalnie wykazać i tutaj nawet morderstwo mogło być rozważane – mówi osoba znająca akta sprawy – ale rozważano też takie metody jak: straszenie, donosy, oczernianie, czy nawet pobicie. Chodziło o różne środki – ważne by efekt był osiągnięty czyli by ksiądz się uspokoił. Niestety, tragiczny finał był taki, że próba uspokojenia zakończyła się śmiercią kapłana. Do dzisiaj nie ma żadnych nowych dowodów by było inaczej.

 

Pogrzeb ks. Jerzego Popiełuszki na terenie kościoła św. Stanisława Kostki w Warszawie. Kierowca księdza, Waldemar Chrostowski, (w jasnej kurtce) niesie trumnę | fot. Andrzej Iwański / WikimediaCommons / CC BY-SA 3.0

 

OSACZENIE I ŚMIERĆ

Pajęczynę prowokacji rozciągnięto bardzo misternie. Sieć tajnych donosicieli pracowała pełną parą, a kontrowersje z księdzem w roli głównej były codziennością. Popiełuszce zakazano na dwa lata wyjeżdżać z kraju, podwojono lub nawet potrojono liczbę agentów, zaczęto inwigilować bliskich i współpracowników. Podrzucono mu kompromitujące materiały. W grudniu 1983 r. wezwano go na przesłuchanie i zatrzymano na 48 godzin. W ramach zbierania dowodów rzeczowych przez prokuraturę SB skonfiskowała materiał filmowy nagrywany przez zachodnią telewizję na terenie świątyni. Nagonka miała doprowadzić do jednego – zmusić księdza do wyjazdu do Rzymu. Nie udało się. Ksiądz Jerzy Popiełuszko chciał zostać i został w Polsce. Dla władzy stał się ikoną protestu. Ale też dla ludzi z reżimowego aparatu uosobieniem solidarnościowego oporu w Kościele.

 

19 października 1984 r. ks. Popiełuszko został zaproszony do parafii p.w. Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy. Spotkanie kończy wymownymi słowami: “Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy“. Wieczorem wraca do Warszawy, na drodze do Torunia niedaleko miejscowości Górsk, Jerzy Popiełuszko wraz ze swoim kierowcą Waldemarem Chrostowskim zostają uprowadzeni przez funkcjonariuszy MSW. Jeden z porywaczy przebrany w mundur milicji, dwóch pozostałych w cywilnych ubraniach w czasie pozorowanej kontroli drogowej zabierają księdza. W zamieszaniu kierowcy Chrostowskiemu udało się wyskoczyć z kabiny samochodu i uciec z rąk oprawców. Popiełuszkę skrępowano i włożono do bagażnika. Co działo się dalej, wiemy tylko z relacji z procesu toruńskiego, kiedy szczegółowe wyjaśnienia składali mordercy. Księdza bito, a później zaczęto katować. Robiąc przerwy co najmniej pięć razy masakrowano ciało, a obrażenia były potworne. Nie ma wątpliwości, że ksiądz Jerzy był torturowany. Bestialstwo sprawców nie znajduje wytłumaczenia.

Moim zdaniem SB-ecy spanikowali, początkowa próba „uspokojenia” księdza wymknęła się im spod kontroli, również bicie stało się sposobem na odreagowanie. Ks. Jerzy wyrywał się, uciekał a oni go gonili, później związali i dalej bili – opowiada osoba znająca akta sprawy – to nie miało sensu, to nie było zaplanowane zabójstwo. A cała trójka morderców to dyletanci, w czasie porwania w pewnym momencie emocje wzięły górę nad racjonalnym myśleniem. Ksiądz już nie żył a zwłoki wrzucono do zalewu. / sekcja zwłok nie wykazała, że przyczyną było utonięcie /.

 

Ciało księdza Jerzego wyłowiono 30 października z zalewu na Wiśle koło Włocławka. Zbadano w Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Białymstoku pod kierunkiem prof. Marii Byrdy. W czasie sekcji wykazano ślady torturowania. W tzw. “procesie toruńskim”, który trwał od 27 grudnia 1984 r. do 7 lutego 1985 r. przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu, trzej oficerowie MSW – kpt. Grzegorz Piotrowski – naczelnik wydziału I Departamentu IV, por. Leszek Pękala i por. Waldemar Chmielewski – zostali oskarżeni i skazani za uprowadzenie, torturowanie i zabójstwo, zaś ich przełożony – płk Adam Pietruszka, zastępca dyrektora Departamentu IV MSW – za sprawstwo kierownicze zbrodni. Prokuratura zażądała kary śmierci dla Piotrowskiego oraz kar więzienia dla pozostałych oskarżonych. Sąd nie orzekł kary śmierci, wymierzył funkcjonariuszom SB kary więzienia od 14 do 25 lat. Proces ten, podobnie jak następny dotyczący tej sprawy, a obejmujący jako oskarżonych gen. Władysław Ciastonia i gen. Zenona Płatka (pierwszy został uniewinniony a drugi zmarł w trakcie procesu), nie ujawnił okoliczności i inspiratorów zbrodni, co budzi do dziś liczne dyskusje.

 

Pogrzeb księdza Jerzego Popiełuszki na terenie kościoła św. Stanisława Kostki w Warszawie | fot. Andrzej Iwański / WikimediaCommons / CC BY-SA 3.0

 

HIPOTEZY BEZ DOWODÓW

Setki tomów akt zgromadzono w sprawie śmierci księdza Jerzego Popiełuszki. Kilku prokuratorów od ponad 30 lat próbuje ustalić, czy skazani w procesie toruńskim to wszyscy odpowiedzialni za śmierć kapłana Solidarności. Wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie: czy była to zbrodnia z przypadku, czy zaplanowany od początku do końca, jeden z najbardziej tragicznych mordów czasów komunistycznych.

Emocje i spiskowe teorie nie służą wyjaśnieniu sprawy. Od 1984 co roku pojawiają się wciąż nowe informacje, nowe materiały. Ale te przeanalizowane są cały czas skrupulatnie weryfikowane. Na przykład teoria o tym, że ciało znaleziono wcześniej.

Nieprawda – mówi osoba znająca materiał – a jak ktoś dokładnie słuchał relacji z procesu toruńskiego to wie, że Piotrowski sam puścił taki wątek, ale potem sam się z tego wycofał. To gdybanie bez materiału dowodowego. Podobnie ciężko potwierdzić informację o tym, że księdza więziono w tajnej bazie. Tego też nie ma w aktach. Co więcej, dzisiaj niektóre pojawiające się w przestrzeni medialnej hipotezy to te, które tuż po porwaniu i zamordowaniu księdza rozpuszczał pułkownik Piotrowski. Matactwo SB sprzed ponad 30 lat trafia dzisiaj na podatny grunt. Niektóre narracje, jak wersja o porwaniu, ucieczce, przetrzymywaniu w jednostce radzieckiej w Toruniu, czy uprowadzeniu przez KGB to owoce działań SB, a dokładnie zespołu Piotrowskiego. Dzisiaj, pomimo wcześniejszej weryfikacji i braku dowodów są dalej rozpuszczane. Po co?

 

Ks. Jerzy Popiełuszko podczas spotkania z robotnikami Stoczni Gdańskiej | fot. Andrzej Iwański / CC BY-SA 3.0

 

Anonimowy prokurator, który zna akta śledztwa nie kryje irytacji pytany o pojawiające się co rusz nowe hipotezy. W rozmowie przyznaje, że do dzisiaj trudno ustalić wszystkie okoliczności, a część jest w ogóle nie do potwierdzenia.

 

– Panie prokuratorze czy nie zlekceważono wątku związanego z kierowcą, czy nie powinno się go dogłębnie wyjaśnić. Bardzo wiele osób twierdzi, że Waldemar Chrostowski był agentem?

– Wątek kierowcy jest czysty i jasny. Wyjaśniony dogłębnie. Po pierwsze nie ma żadnych dowodów świadczących, że auto jechało z prędkością ponad 100 km/h, kiedy kierowca księdza wyskoczył z samochodu. Nie ma takich informacji!!! Może auto jechało z prędkością maksymalnie 60-70 km, ale kto to mówi? Ludzie SB! Podobnie zweryfikowana została informacja, że Chrostowski był zwerbowany. Nie ma tego. Nie ma dowodów. Sprawa na księdza Jerzego była prowadzona pod kryptonimem „Popiel”. Prowadzono rozpracowanie i wtedy pojawił się w kręgu znajomych Chrostowski i jemu dano kryptonim „Desperat”. Ale przypomnę, to normalna rzecz jak w każdej innej sprawie. Nadanie mu kryptonimu nie oznaczało, że był on Tajnym Współpracownikiem.

 

Są też informacje, że przeprowadzono dwie sekcje księdza?

Bzdura, gdyby tak było, że była sekcje we Włocławku, to dlaczego w Białymstoku nie stwierdzono że ta sekcja była wcześniej. Był przecież niezależny medyk, był też adwokat Olszewski. I nikt tego nie potwierdza.

 

Niektórzy twierdzą, że ciało znaleziono wcześniej…

– Też nieprawda, w aktach sami prokuratorzy sobie zaprzeczają. Podają różne konfiguracje osobowe, ale nikt tego nie potwierdza. W końcu sami mówią, że nic takiego nie miało miejsca.

 

A informacja, że księdza 5 dni więziono i torturowano?

– To że torturowano nie ma wątpliwości, ale bzdurą jest powielanie informacji o więzieniu przez 5 dni. Nie ma takich śladów i dowodów. Są natomiast niewiarygodne zeznania na przykład, że ktoś widział jak ciało księdza wrzucano do zalewu. Tylko, że świadek widział to w nocy, z odległości UWAGA 300 metrów. To przecież niemożliwe. Ktoś inny słyszał plusk i twierdzi że to dowód na wrzucanie ciała księdza do wody.

 

Dlaczego wciąż pojawiają się nowe teorie, hipotezy? Czy są nowe materiały???

Nie, materiały są cały czas takie same, a interpretacje prowadzą do zamieszania, podniecenia, zasiania wątpliwości.

 

A czy SB-ecy mieli plan zabójstwa ?

– Moim zdaniem nie, nigdzie nie ma tego w aktach. Zamiar zabójstwa zatrzymuje się na Piotrowskim, a w przypadku Pietruszki to jest tylko pomówienie Piotrowskiego. Takie są twarde dowody. Nie ma żadnych materiałów świadczących o tym, że Pietruszka im kazał. Wyżej po prostu nie ma nikogo.

 

Włocławek, miejsce, w którym wyciągnięto z wody ciało ks. Jerzego Popiełuszki | fot. Sebastian Maćkiewicz / WikimediaCommons / CC BY-SA 2.5

 

A międzynarodowy spisek?

– Bzdura. Nie ma żadnych dowodów – to głupota. To legenda kiedyś puszczona i teraz gdzieś krąży.

 

A czy ksiądz Jerzy miał wyjechać do Rzymu.

Nie, też nieprawda, bo jeżeli profesor Łopatka jest przesłuchany i mówi, że nigdy w rozmowach z Kościołem nie było informacji, że Popiełuszko miał jechać do Rzymu? Nigdy.

 

Ale Popiełuszko był wyjątkową postacią…

– Bez wątpienia. Ale pamiętajmy, że byli też inni, równie radykalni księża. Przypominam jaka była sytuacja wtedy. Wszyscy w MSW mówili jaki to Popiełuszko jest zły, niedobry. Jeżeli ktoś cały czas o kimś źle mówi, to inni może pomyśleli, że trzeba się było czymś wykazać. Na pewno pojawiały się sugestie; weźcie uspokójcie go, załatwcie tą sprawę. Załatwili, jak wiemy z akt.

 

Czy szukamy nowych mocodawców?

– To nie jest proste. Nie ma dowodów i raczej nie będzie.

 

Kiszczak, pana zdaniem, wcześniej dowiedział się, że ksiądz nie żyje?

– Wiedział szybciej i już grał całą sprawą. Wręcz planował. To może i dywagacje. Można było postawić zarzut za porwanie i nic więcej. Ale poszedł szerzej. Pamiętajmy , że przecież ciało mogło się nie znaleźć. Jak się patrzy na to w jakich okolicznościach ci trzej oficerowie MSW – Grzegorz Piotrowski, Leszek Pękala i Waldemar Chmielewski zamordowali Księdza to z punktu widzenia zabójcy to jakaś dziecinada, swoisty brak profesjonalizmu. To pokazuje, że więcej było przypadku niż planu.

 

A sam proces w Toruniu?

– Cały proces i postępowanie było w gestii MSW – to tam napisano scenariusz. Jeżeli ktoś myślał, że tam na Sali sądowej wszystko toczyło się naturalnie to jest w błędzie. To była misterna układanka. Punkt po punkcie. Sam sprawca – czyli MSW – rozwikłało swoją sprawę. Bo sprawcą było przecież MSW.

 

Dzisiaj w 2017 roku może trzeba już definitywnie zamknąć śledztwo i powiedzieć jasno; dysponując materiałem, który mamy, nie odpowiemy uczciwie na podstawowe pytania związane ze śmiercią księdza Jerzego. Wypadek SB, czy może prowokacja, a może działanie obcych służb. Kto tak naprawdę stał za śmiercią księdza, kto oprócz czterech SB-ków powinien stanąć przed sądem.

Przypomnę, że dzisiaj tylko Grzegorz Piotrowski i Adam Pietruszka składając nowe zeznania mogą wpłynąć na śledztwo. Bo tylko ci dwaj oficerowie komunistycznej bezpieki wiedzą kto decydował. Dokumenty i akta sprawy są bezlitosne dla wierzących w spiskowe teorie. Nie ma tam nic przełomowego. Tylko Piotrowski lub Pietruszka mogą powiedzieć: TAK był ktoś jeszcze, było zlecenie, był rozkaz, był spisek. Ale oni nie mówią nic. Obaj byli przesłuchani 40, 50, 60 razy. Z każdego posiedzenia powstawał kilkudziesięciostronnicowy protokół. I co? I nic. Nie ma nic nowego, przełomowego. To jest kluczenie, a trzeba opierać się na faktach. Śledczy często zapominali że obaj SB-ecy to ludzie, których uczono legendować, zwodzić, grać niedopowiedzeniami. Trzeba się opierać na faktach, a tutaj nowych faktów nie ma. Poszukiwanie osób, którym można postawić zarzuty zamiaru zabójstwa zatrzymuje się wciąż na kapitanie Grzegorzu Piotrowskim. On i Pietruszka mogą wydać mocodawców. A jeżeli by tak było, to obaj bezpośredni zabójcy drżeli by o własne życie. Bo przecież najlepszą metodą zatarcia śladów jest eliminacja świadków. Podobnie było już w czasie samego porwania; jeżeli księdza od początku planowano zgładzić to żaden świadek tego morderstwa „nie miał prawa”przeżyć. SB po prostu nigdy by to tego nie dopuściła. A kierowca Chrostowski uciekł. Porywacze nie zamierzali zamordować ks. Popiełuszki, lecz jedynie bardzo poważnie go zastraszyć.

 

Grób ks. Jerzego Popiełuszki po zakończeniu uroczystości pogrzebowych | fot. Andrzej Iwański / WikimediaCommons / CC BY-SA 3.0

 

O ile pewne jest, że więcej osób wiedziało, że ksiądz Jerzy miał być porwany, albo w inny sposób „miano mu dokuczyć”, to nie można z taką pewnością wykazać, że od początku ktoś planował zabójstwo. To „dokuczenie” wymknęło się po prostu służbie bezpieczeństwa spod kontroli. Może trzeba zmierzyć się z prawdę i powiedzieć jasno: ksiądz Jerzy Popiełuszko zginął śmiercią męczeńska, ale nikt wcześniej tej śmierci nie planował. Przypadek.

Przypomnę, że w tej sprawie przed sądami stawali wiceszef MSW Władysław Ciastoń i dyrektor Departamentu IV MSW Zenon Płatek, jednak zostali uniewinnieni z braku dowodów winy. Prokuratura IPN podkreśla, że w śledztwie dotyczącym związku zbrojnego w MSW w Warszawie, w tym okoliczności zabójstwa ks. Popiełuszki, rozpatrywanych jest aż kilkadziesiąt różnych wątków o różnym ciężarze – od pospolitych przestępstw do zabójstw. Akta dotyczące samego wątku ks. Jerzego Popiełuszki w tej sprawie liczą 127 tomów, dodatkowo prokuratorzy dysponują 82 tomami załączników oraz 104 tomami akt policji, prokuratury powszechnej i sądów.

 

Dzisiaj sprawą śmierci księdza Jerzego Popiełuszki zajmuje się jeden prokurator Mieczysław Góra z Bydgoszczy. Dokładnie okoliczności pod kątem zbrodni komunistycznej bada oddziałowa komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku, Referat Śledczy w Bydgoszczy.

 


Wydanie o ks. Jerzym Popiełuszce tworzymy dzięki współpracy z Jego muzeum w Warszawie


Marek Balawajder

Marek Balawajder

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marek Balawajder
Marek
Balawajder
zobacz artykuly tego autora >
WIARA

Bp Ryś: Ludzie mogą Cię odrzucić. Kochaj ich mimo to.

Jeśli wychodzisz ewangelizować, musisz kochać. Jeśli kogoś upominasz, musisz kochać. Upominanie jest zawsze wyrazem miłości. Wyrazem miłości jest też gotowość do oddania za kogoś życia. Jeśli więc jesteś gotów ewangelizować i upominać, bądź gotów ponieść śmierć za tego, do kogo idziesz

Bp Grzegorz Ryś
Bp Grzegorz
Ryś
zobacz artykuly tego autora >

 

Bp Grzegorz Ryś

Bp Grzegorz Ryś

Zobacz inne artykuły tego autora >
Bp Grzegorz Ryś
Bp Grzegorz
Ryś
zobacz artykuly tego autora >

Francja: prymas zaprosił do katedry rozwiedzionych

Prymas Galii kard. Philippe Barbarin zaprosił do swej katedry w Lyonie katolików żyjących w separacji, rozwiedzionych oraz rozwiedzionych, którzy zawarli nowe, niesakramentalne związki małżeńskie. Podczas spotkania, które odbyło się 15 października, przedstawił im „drogi rozeznawania” ich sytuacji, zaproponowane przez papieża Franciszka w adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia”.

Wcześniej podobne spotkania odbyły się w dwóch innych francuskich diecezjach: Rouen i Hawr. Miały one na celu konkretne wprowadzanie w życie wskazań papieskiego dokumentu.

Kard. Barbarin na początku siedział wśród uczestników spotkania i wraz z nimi wysłuchał sześciu świadectw. Po czym podszedł do mikrofonu i poprosił swych słuchaczy o przebaczenie za wszystkie zranienia spowodowane „osądami i brutalnym odrzuceniem” w Kościele.

Wyjaśniając powód zorganizowania tego spotkania, zacytował fragment adhortacji: „Zachęcam wiernych, którzy żyją w sytuacjach skomplikowanych, aby z ufnością podchodzili do rozmowy ze swoimi duszpasterzami oraz osobami świeckimi oddanymi Panu. Nie zawsze znajdą u nich potwierdzenie swoich własnych idei i pragnień, ale na pewno otrzymają światło, które im pozwoli lepiej zrozumieć to, co się dzieje, i będą mogli odkryć drogę dojrzewania osobistego. Zachęcam też duszpasterzy, aby słuchali z miłością i spokojem, ze szczerym pragnieniem, aby dojść do sedna dramatu osób i zrozumieć ich punkt widzenia, aby im pomóc żyć lepiej i rozpoznać swoje miejsce w Kościele” (AL 312).

Kardynał przyznał, że bardzo lubi te zdania, gdyż „nie mówią one, że wszystko będzie łatwe, ani że problemy i cierpienia znikną jak za dotknięciem magicznej różdżki”. Wskazują natomiast, że konieczne jest słuchanie i „szacunek dla obecnie przeżywanej miłości”. – Wołanie, które najczęściej słyszę w kwestii rozpadu małżeństw oraz nowych sytuacji małżeńskich i rodzinnych, pochodzi od osób, które czują się osądzone, niezrozumiane, wykluczone (to słowo chyba najczęściej powraca), stały się niepotrzebne w Kościele, który jednak pozostaje ich rodziną i który zawsze powinien być wspólnotą braci – stwierdził prymas Galii.

Opowiedział następnie o spotkaniu 80 kapłanów archidiecezji liońskiej z papieżem Franciszkiem, które odbyło się na początku października. – Kiedy zapytałem księży, na jaki temat chcieliby, aby papież przemawiał, jednogłośnie odpowiedzieli, że o ósmym rozdziale „Amoris laetitia” [dotyczącym rozeznawania trudnych sytuacji małżeńskich, towarzyszenia takim parom i włączania ich w życie Kościoła – KAI] – ujawnił prymas Galii.

Zrelacjonował, że podczas spotkania z księżmi papież apelował, by patrzeć przede wszystkim na osobę, a nie na jej sytuację małżeńską, poznać jej osobistą historię, a także unikać „języka nakazów i zakazów”. Przyznał zarazem, że to pragnienie wyjęcia „prawdy o małżeństwie” z „kaftana regulacji”, bez zmiany samego nauczania Kościoła, rodzi u niektórych niezrozumienie i zagubienie (mówią: „Zrzucanie całej odpowiedzialności duszpasterskiej na barki księży jest dla nich zbyt wielkim ciężarem”), ale też nadużycia (mówią: „Wreszcie nasze żądania zostały wysłuchane. Każdy robi to, co chce”).

 

 

Hierarcha przyznał, że Franciszek otworzył „trudną drogę”. Ale zdając sobie sprawę z tych „raf”, papież zaproponował drogę pojednania. Wyszedł od przekonania, że „mały krok, pośród wielkich ludzkich ograniczeń, może bardziej podobać się Bogu niż poprawne na zewnątrz życie człowieka spędzającego dni bez stawiania czoła poważnym trudnościom” (AL 305). Aby „rozmontować karykaturalne schematy” Franciszek kładzie więc nacisk na okazanie pomocy przez wspólnotę Kościoła poprzez „poświęcony czas, słuchanie, uwagę, miłosierdzie”. Ci bowiem, którzy chcą ogólnego zakazu przyjmowania Eucharystii przez rozwiedzionych żyjących w nowych związkach, jak i ci, którzy odrzucają jakiekolwiek kościelne zasady w tej dziedzinie, zajmują „stanowisko uproszczone”. Tymczasem poświęcenie czasu na dogłębne wysłuchanie osoby o „krętej drodze życia”, naznaczonej cierpieniem i rozpadem więzi oraz spojrzenie na to w świetle słowa Bożego jest „wysokim wymaganiem”.

Nauczanie Kościoła, kontynuował kardynał, nie jest prawem państwowym i „nie można go sprowadzić do kryteriów tego, co dozwolone, zabronione czy obowiązkowe”. Mówi o tym punkt 304 „Amoris laetitia”, inspirując się myślą św. Tomasza z Akwinu, który ukazując normę ogólną, dostrzegał też niezwykłą różnorodność sytuacji osobistych i konkludował: „Im bardziej schodzi się w szczegóły, tym więcej mnoży się wyjątków”.

Ale kiedy duszpasterz mówi: „U mnie nie ma problemu, dogadamy się”, to nie dokonuje uważnej analizy sytuacji człowieka w świetle słowa Bożego. – Potrzebne jest wspólne podjęcie duchowego wysiłku w postawie wzajemnego słuchania i modlitwy. Jest to wymagające. I nigdy to praktyczne rozeznanie „w obliczu konkretnej sytuacji nie może być podnoszone do rangi normy” (AL 304). Prawo cywilne, przepisy kodeksu drogowego czy prawo podatkowe dotyczą wszystkich bez wyjątku, podczas gdy norma moralna lub duszpasterska nigdy nie ma zastosowania do wszystkich przypadków szczegółowych. Jednak to praktyczne rozeznanie dokonane w obliczu konkretnej sytuacji nie może stać się normą ogólną – tłumaczył kard. Barbarin.

Przywołał doświadczenie francuskiego poety Charles’a Péguy, którego żona odmawiała zawarcia sakramentu małżeństwa i który z tego powodu nie mógł w czasie Mszy przyjmować Komunii św. Są też sytuacje przeciwne, gdy „osoba rozwiedziona żyjąca w nowym małżeństwie nie potrafi znieść tego, że nie może przyjmować Komunii i w końcu postanawia (…), że nie będzie już chodzić na Mszę”. – Byłoby absurdalnym i nieludzkim nadal wymachiwać przed nią znakiem zakazu. Prowadziłoby to ją do jeszcze większego rozdźwięku i zamknięcia w rozgoryczeniu – zauważył arcybiskup Lyonu.

Wskazał, że „jeśli ktoś żyje w takiej sytuacji i świadomie postanawia przyjmować Komunię”, nikt go nie będzie osądzał. Nie jest to „dowód laksyzmu”. Trzeba bowiem przyjąć i kochać każdego takim, jaki jest, tam, gdzie jest, osobiście towarzyszyć mu w jego duchowej walce i modlić się za niego. A jednocześnie tłumaczyć, by „dobrze zrozumiał organiczną jedność między sakramentami”, które są ze sobą związane „logiką nowego i wiecznego przymierza, które Jezus zawarł wydając za nas swoje ciało”.

– Każdy widzi, jaki krok może dziś uczynić, czy może, czy też jeszcze nie może wejść na drogę wskazywaną mu przez Kościół, aby iść naprzód i podążać za Panem jako uczeń. Niektóre osoby ta droga wiary poprowadzi do przyjmowania Komunii, innych do uczestniczenia w Mszy św. bez przyjmowania Komunii, jak w przypadku Charles’a Péguy. Bóg dał mu siłę, łaskę; płomienne bogactwo duchowe jego pism, które porusza nas tak samo po stu latach, prawdopodobnie wiele zawdzięcza tej duchowej walce, którą prowadził z godną podziwu wiernością – mówił prymas Galii.

Wskazał, że „od dawna w moralności chrześcijańskiej istnieje słówko techniczne «epikeia»”, które wskazuje, że „można pominąć normę, uznawaną za słuszną, kiedy stanie się jasne, że jej ścisłe wprowadzenie w życie doprowadziłoby do jeszcze większej szkody dla osoby”.

 

"Małżeństwo potrzebuje dobregu PR-u"

 

Kard. Barbarin podkreślił, że „dopuszczenie do Komunii św. zawsze było w Kościele delikatnym problemem”, dotyczącym wszystkich wiernych. Za Franciszkiem przypomniał, że Eucharystia „nie jest nagrodą dla doskonałych, lecz szlachetnym lekarstwem i pokarmem dla słabych”. Ukazał jednocześnie potrzebę godnego przyjmowania Komunii św. Za centurionem z Ewangelii powtarzamy: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Z kolei św. Paweł przestrzega, że „kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej”.

– Chrześcijanie wschodni mają żywe poczucie tego wymogu. Przed przyjęciem Komunii odmawiają inną niż my modlitwę, ale która odzwierciedla ten sam problem naszej wewnętrznej (nie)godności w chwili przyjmowania tego sakramentu: „Przyjmij mnie dzisiaj, Synu Boży, jako uczestnika tajemnej Twojej Wieczerzy, gdyż nie zdradzę Twoim wrogom tajemnicy, ani też nie pocałuję Ciebie jak Judasz, lecz jak łotr wyznaję Ciebie: «Wspomnij mnie, Panie, w królestwie Twoim»”. Widać, że nasi bracia chrześcijanie wschodni przyjmują Komunię z drżeniem i w poczuciu sytuacji dobrego łotra, ukrzyżowanego u boku Jezusa – podkreślił prymas Galii.

 

Zachęcił też do zastanowienia się nad znaczeniem słowa „Tora”, jego zdaniem źle tłumaczonego jako „Prawo”. – Tora jest nauczaniem, ojcowskim słowem, które Bóg daje swoim dzieciom, aby oświecić ich życie. A my zrobiliśmy z niego przykazania, przepisy! To w pewnym sensie prostsze, ale nie sądzę, by było zgodne z pragnieniem Boga, z duchem Jego słowa. Kiedy papież Franciszek prosi nas o odejście od kategorii tego, co wolno i tego, co zabronione, z pewnością nie chce umniejszać lub zatracać mocy słowa Bożego. Chce natomiast, by – oświecony przez to słowo, zachęcony przez duszpasterzy i przez całą braterską wspólnotę Kościoła – każdy szedł swoją drogą, pomimo nieuniknionych życiowych pomyłek, z odwagą, czasem w cierpieniu, ale zawsze z nadzieją – powiedział arcybiskup Lyonu.

 

Zachęcił „uczniów Pana”, znajdujących się w sytuacji rozpadu małżeństwa, by patrzyli na swe życie w „logice przymierza”. – Każdy widzi, czy może, czy też nie może zmienić swą życiową sytuację – zauważył hierarcha. Zachęcił jednocześnie do spotykania się ze swoim proboszczem lub innym księdzem, który „będzie potrafił przyjąć swego brata, swą siostrę jako pasterz”, a także do stawania w świetle słowa Bożego, które jednocześnie daje pociechę i stawia pod znakiem zapytania. – Niech fakt nieprzyjmowania Komunii nie przeszkadza zwłaszcza w wiernym uczestnictwie w Eucharystii, szczególnie w Dniu Pańskim, wraz z całą braterską wspólnotą Kościoła. Łaska spływa obficie na tego, kto cierpi, bo czuje, że przerasta go Boże wezwanie w tajemnicy swego życia – zapewnił kard. Barbarin.

Prosił swych słuchaczy, by nie opuszczały ich dwa przekonania: pierwsze – że Bóg ich zawsze kocha bezwarunkową miłością, drugie – że Kościół pozostaje ich rodziną, w której nie tylko znajdą pomoc, ale za sprawą cierpień swej drogi życiowej mogą wnieść mocne świadectwo, które poruszy serca wielu innych.

 

Na koniec wezwał duszpasterzy, by kierowali się czterema słowami kluczami adhortacji „Amoris laetitia”: przyjąć, towarzyszyć, rozeznawać i integrować. Prosił, by pomagali tym, którzy znajdują się w sytuacji rozpadu małżeństwa w odnalezieniu swego miejsca w Kościele i we wzrastaniu w miłości Bożej. – W Kościele wszyscy są potrzebni – zakończył prymas Galii słowami Benedykta XVI.

 


pb (KAI/la-croix.com/lyon.catholique.fr) / Lyon

Katolicka Agencja Informacyjna

W niedzielę rusza festiwal Muzyka Wiary – Muzyka Pokoju

„Muzyka Wiary – Muzyka Pokoju” to nowy festiwal muzyczny, który 22 października rozpocznie się w Warszawie. Nowe stołeczne wydarzenie będzie przestrzenią improwizacji i innego niż dotychczas spojrzenia na muzykę sakralną. Usłyszymy m.in.: legendarny zespół Osjan, Kwadrofonik, Karolinę Cichą, Bester Quartet, Wacława Zimpla z formacją LAM, Sebastiana Wypycha i zespół Bastarda. Wydarzenie organizowane przez Centrum Myśli Jana Pawła II potrwa do 28 października.

Festiwal „Muzyka Wiary – Muzyka Pokoju” nawiązuje do spotkania międzyreligijnego w Asyżu poprzez muzykę czerpiącą z przestrzeni sakralnych różnych kultur.

“W „Muzyce Wiary – Muzyce Pokoju” tworzymy przestrzeń artystycznych poszukiwań dla twórców, którzy są otwarci na tradycje różnych kultur i religii, i którzy jednocześnie chcą te tradycje wyrazić współczesnymi środkami. Zapraszamy ich do sięgnięcia po eksperyment i improwizację. Chcemy razem z nimi i z naszą publicznością – mówiąc za naszym Patronem – podać sobie ręce, którym obca jest przemoc, a gotowe są nieść pomoc i ulgę potrzebującym – mówi dr Michał Łuczewski dyrektor programowy Centrum Myśli Jana Pawła II.

Muzyczna międzyreligijna podróż rozpocznie się koncertem interpretacji pieśni i motetów Piotra z Grudziądza. W niedzielę, 22 października, na scenie Studia Polskiego Radia im. Władysława Szpilmana wystąpi zespół Bastarda (Paweł Szamburski, Tomasz Pokrzywiński i Michał Górczyński).

Z kolei 24 października w ewangelicko-augsburskim kościele pw. św. Trójcy przy placu Małachowskiego usłyszymy legendarną grupę Osjan w swoim najsilniejszym składzie: Jacek Ostaszewski, Wojciech Waglewski, Radosław Nowakowski i Milo Kurtis. Dzień później na Pradze (25 października), w katedrze św. Floriana, wystąpi Sebastian Wypych, któremu towarzyszyć będą jemeńska śpiewaczka Rasm Al-Mashan oraz mistrz afrykańskiej kory Buba Kuyateh z Gambii.

26 października na dziedzińcu kamienicy artystycznej przy ul. Foksal 11 usłyszymy koncert Karoliny Cichej i Elżbiety Rojek „Jeden/Wiele”. 27 października w studiu S2 Polskiego Radia wystąpi Wacław Zimpel z formacją LAM. Zespołowi towarzyszyć będzie światowej sławy mistrz hinduskiego instrumentu perkusyjnego ghatanu Giridhar Udupa.

28 października w tym samym miejscu zespół Kwadrofonik zaprezentuje przygotowany specjalnie na Festiwal projekt „Echa pojednania”. Wieczorem 29 października w Muzeum Historii Żydów Polskich Bester Quartet zmierzy się z „Księgą aniołów” Johna Zorna. Zespołowi towarzyszyć będzie Jorgos Skolias, Magdalena Pluta i Tomasz Ziętek.

– Transowe afrykańskie bębny i wirujące tybetańskie młynki modlitewne, wielogłosowe pieśni prawosławia czy magiczne wręcz skale judaizmu, melodyczne recytacje Koranu, a obok nich chorał gregoriański ze średniowiecznych katedr, to był i jest najważniejszy w dziejach ludzkości dźwiękowy komunikat wysyłany do Istoty Najwyższej. Chcemy Cię nazwać, chcemy, abyś nas usłyszał i wysłuchał – mówi Miron Zajfert, dyrektor artystyczny festiwalu.

26 października, w wigilię historycznej modlitwy o pokój w Asyżu, w warszawskich świątyniach rozbrzmi wielowyznaniowa modlitwa o pokój. Jak podkreślają organizatorzy, punktem wyjścia w myśleniu o festiwalu były słowa Jana Pawła II wypowiedziane na początku spotkania w Asyżu w październiku 1986 roku: Nasze spotkanie jest tylko potwierdzeniem, że ludzkość (…) angażując się w wielką sprawę pokoju, winna sięgać do swych najgłębszych i najbardziej życiodajnych źródeł (…). Mamy pewność, iż po to, aby świat stał się wreszcie miejscem prawdziwego i trwałego pokoju, oprócz środków ludzkich i ponad nimi potrzeba gorącej, pokornej i ufnej modlitwy.

Dla upamiętnienia tamtego wydarzenia i w zgodzie z jego duchem, organizator festiwalu zaprosił przedstawicieli różnych wyznań warszawskich do odmówienia modlitwy o pokój, która zabrzmi 26 października w kościołach katolickich, kościele ewangelicko-augsburskim św. Trójcy, prawosławnej Katedrze Metropolitalnej św. Marii Magdaleny, meczecie w Ośrodku Kultury Muzułmańskiej, Synagodze im. Nożyków i buddyjskiej świątyni Zen Kanoon.

 

Festiwal poprzedzi debata „Po co nam muzyka?”, w której zaproszeni przez Barbarę Schabowską goście: dr Beata Bolesławska, Karolina Cicha, dr Michał Łuczewski, Miron Zajfert i Marcin Majchrowski będą dyskutować o relacji muzyki i wiary. Muzyka wymaga słuchania. I słuchania wymaga dialog, który – zgodnie z nauczaniem Jana Pawła II – jest jednym z filarów pokoju – mówi Marcin Nowak, koordynator festiwalu.

– W naszym spotkaniu zastanowimy się także nad tym, czy muzyka faktycznie łagodzi obyczaje i pomaga budować kulturę spotkania i pokoju – mówi Marcin Nowak. Spotkanie odbędzie się 19 października w barze Studio.

Z kolei 23 października w kinie Muranów uczestnicy Festiwalu będą mogli obejrzeć specjalne projekcje filmowe.

W niedzielę 29 października, w ostatni dzień Festiwalu w kościele św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu odbędzie się spektakl słowno-muzyczny „Źródła pokoju”, w którym wezmą udział Komarnicka-Klynstra oraz Redbad Klynstra-Komarnicki. Całość refleksji dopełniają utwory Pawła Szamburskiego składające się na program „Ceratitis Capitata”.

Festiwal zorganizowany przez Centrum Myśli Jana Pawła II dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Szczegóły i rezerwacja bezpłatnych wejściówek: www.muzykawiary.pl

 


mip (KAI/CMJPII) / Warszawa

Katolicka Agencja Informacyjna

Bp Szyrokoradiuk za wprowadzeniem sił pokojowych ONZ w wsch. Ukrainie

"Konflikt zbrojny na wschodniej Ukrainie trwa, nawet jeśli już dawno zniknął on z nagłówków mediów. Każdego dnia giną ludzie, każdej nocy słychać strzały" - powiedział bp Stanisław Szyrokoradiuk w wywiadzie dla austriackiej agencji katolickiej Kathpress. Biskup charkowsko-zaporoski powiedział, że pomimo złożoności sytuację w tamtym regionie jednoznacznie trzeba nazwać "wojną". Zaznaczył, że nadal widzi "realną szansę na pokój" pod warunkiem, że Europa i wspólnota międzynarodowa nie opuszczą Ukrainy.

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko przemawiając niedawno w ukraińskim parlamencie – Radzie Najwyższej oświadczył, że wprowadzenie sił pokojowych ONZ na całe terytorium opanowanego przez prorosyjskich separatystów Donbasu mogłoby być przełomowym momentem w rozwiązaniu konfliktu. Bp Szyrokoradiuk w pełni popiera propozycję prezydenta. Przypomniał, że konflikt w Donbasie wynika z faktu, że Rosja chce prowadzić własne interesy w sąsiednim kraju jakim jest Ukraina i jest masowo obecna w postaci swoich żołnierzy i broni. Rozmieszczenie międzynarodowych sił pokojowych byłoby “realistyczną drogą dla rozwiązania konfliktu, na którą jest przygotowana miejscowa ludność’.

Zdaniem biskupa pokój na Ukrainie ma ogromne znaczenie dla Europy. Dzięki sankcjom wobec Rosji Unia Europejska znacznie pomogła Ukrainie i pełni kluczową rolę jeśli chodzi o przyszłości kraju. “Jak musi wyglądać pomoc dla Ukrainy to muszą rozważyć politycy ponieważ naszym zadaniem jako Kościoła jest modlić się o to” – powiedział bp Szyrokoradiuk. Dodał, że Ukraińcy nie mają wątpliwości, że dążą do integracji z UE przy tym nie mając przed oczami fałszywych iluzji, jakoby była ona “rajem”.

Zauważył, że w samej Ukrainie, po trzech i pół roku trwania, stan wojny stał się normalnością.”Ludność przywykła już do cierpień. W innych częściach kraju życie toczy się normalnie, ludzie żyją i pracują. W ostatnich miesiącach silnie wzrosło poczucie jedności i solidarności” – zaznaczył bp Szyrokoradiuk. Zwrócił uwagę, że spośród oficjalnych 1,7 miliona uchodźców wewnętrznych niektórzy powrócili do swoich domów, nawet jeśli znajdują się one w pobliżu toczących się walk. Państwo udziela im wsparcia, które starcza im jedynie na przetrwanie.

 

Biskup charkowsko-zaporoski zaznaczył, że nie tylko wojna na wschodzie stanowi główny problem Ukrainy. “Korupcja to także wojna” – stwierdził biskup. “Chociaż rząd wezwał do walki z nią, to te zapowiedzi do tej pory praktycznie nie przyniosły żadnych rezultatów. Obywatele nie mogą tylko lamentować, ale muszą wspierać politykę” – stwierdził bp Szyrokoradiuk, który osobiście aktywnie brał udział w “rewolucji godności” na kijowskim Majdan w 2013 r. Wskazał na pewne postępy w reformowaniu państwa, takie jak rządowy projekt opieki medycznej, w celu wprowadzenia ogólnego systemu ubezpieczeń zdrowotnych czy reformę sądownictwa, które powoli postępują do przodu.

Bp Szyrokoradiuk, który z ramienia episkopatu przewodniczy Caritas ( Caritas-Spes) na Ukrainie, z troską wyraża się o sytuacji humanitarnej w różnych regionach, przede wszystkim w tych objętych wojną. “W samym Charkowie ponad 100 tys. uchodźców mieszka w kontenerach i koszarach, z których 18 tys. to dzieci. Wiele z nich nie ma odzieży zimowej” – powiedział. Wskazał na znaczne zubożenie ludności. Produkt krajowy brutto na jednego mieszkańca wynosi obecnie ok. 2,3 tys. dolarów amerykańskich. Ośrodki Caritas-Spes stale rozdają potrzebującym żywność, lekarstwa, artykuły higieny i odzież.

 


tom (KAI) / Kijów

Katolicka Agencja Informacyjna

Abp Gądecki: potrzeba poważnej formacji duchowej kandydatów do kapłaństwa

Dwudziestu dwóch nowych kleryków rozpoczęło formację w Arcybiskupim Seminarium Duchownym w Poznaniu. – Im trudniejsze czasy, tym bardziej potrzebne jest wołanie o dogłębną formację wewnętrzną i intelektualną kleryków – mówił do uczestników inauguracji abp Stanisław Gądecki.

W poznańskim seminarium duchownym kształci się obecnie 77 alumnów. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski życzył im, by podejmowane przez nich wysiłki prowadziły do poważnego życia duchowego, „takiego, które by promieniowało i przemieniało lud Boży im powierzony”.

Metropolita poznański dzielił się swoimi spostrzeżeniami po spotkaniu Rady Konferencji Episkopatów Europy w Mińsku. Abp Gądecki wskazywał na wkład świętych Benedykta, Cyryla i Metodego oraz Teresy Benedykty od Krzyża na kształtowanie współczesnej Europy, podkreślił, iż dzieło europejskie znajduje swoje „wcielenie w chrześcijaństwie”, wskazywał, że przyszłość Europy zależy od umiejętności wychowania do dialogu i do prawdy.

Wykład inauguracyjny wygłosił ks. prof. Paweł Zając, który zastanawiał się nad możliwością łączenia naukowych poszukiwań z wrażliwością na nadprzyrodzoność. Prowincjał oblatów Maryi Niepokalanej przekonywał, że asceza badacza-historyka powinna zostać pogodzona z ukierunkowaniem na mistykę.

 

W homilii podczas mszy św., która poprzedziła uroczystość inauguracyjną, ks. prof. Janusz Nawrot przekonywał kleryków, że Kościół oczekuje od nich posłuszeństwa biskupowi i siły wiary w czasach, kiedy chętnie atakuje się Kościół.

„Bóg oczekuje od was tej siły wiary i ducha, ponieważ zadania, które was czekają po otrzymaniu święceń, są ogromne” – mówił ks. prof. Nawrot. „Pomijajcie to wszystko, co może was osłabiać i nie rozmieniajcie na drobne wartości waszego powołania” – przekonywał kleryków poznański biblista.

Arcybiskupie Seminarium Duchowne to jedno z najstarszych seminariów w Polsce. Zostało utworzone przez bp. Adama Konarskiego w 1564 r., rok po uchwałach Soboru Trydenckiego, nakazującego biskupom tworzenie seminariów.

Siedziba uczelni znajduje się na Ostrowie Tumskim, w pobliżu katedry i rezydencji arcybiskupa metropolity poznańskiego, a klerycy odbywają studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.

 


ms / Poznań

Katolicka Agencja Informacyjna