Wielka Danka

Dzięki Dance ZNAK awansował z pierwszej ligi do ekstraklasy i jest teraz największym w Polsce wydawcą.

Tomasz
Szponder
zobacz artykuly tego autora >

Wielka Danka

Kiedy moja Droga Żona chce mnie motywować do cięższej lub bardziej twórczej pracy (a czy mnie trzeba jeszcze do czegoś motywować, tak prawdę mówiąc?) to używa często magicznego słowa ZNAK… Ach, ten ZNAK! ZNAK to, ZNAK tamto, ZNAK siamto….

Tłumaczę jej wtedy – posiłkując się terminologią sportową – że jedni grają w ekstraklasie, a inni w pierwszej czy drugiej lidze, i trudno porównywać się ze ZNAKIEM, tak jak trudno drużynie z drugiej ligi porównywać się z Legią Warszawa (nie mówiąc już o Realu Madryt na przykład).

Nie zawsze co prawda te sportowe porównania moją żonę przekonują, ale generalnie podziwiamy obydwoje  ZNAK i za sposób działania, i za wydawane książki (nie licząc oczywiście podebrania nam Maria Vargasa Llosy czy niektórych krwawych licytacji o tytuły).

W każdym razie ten cały podziw dla ZNAKU zawsze łączy się nam nierozerwalnie z DANKĄ. Wiem, że każde duże wydawnictwo to twór wielonożny, że tak powiem, ale odnoszę wrażenie, że DANKA akurat to jedna z najważniejszych nóg, na których stoi – a właściwie biegnie do przodu  – ZNAK.

Wielka Danka

Wydaje mi się, że w dużej mierze dzięki Dance ZNAK awansował z pierwszej ligi do ekstraklasy i jest teraz największym w Polsce wydawcą tzw. rynkowym. Oczywiście swoje zrobiła tradycja wydawnictwa, środowisko w jakim funkcjonuje od lat, dobre kontakty z mnóstwem znaczących postaci i cała znakomita ZNAK-owa ekipa, ale konieczny był też wielki wkład DANKI w organizację  wydawnictwa, w sprzedaż i promocję.

Druga sprawa to DANKA jako człowiek – bardzo interesujący rozmówca, o szerokich horyzontach, o wielkiej wiedzy o rynku książki i jego okolicach, bardzo szczera i miła w rozmowie, a z drugiej strony wyważona i ostrożna w informacjach, jakie dawkuje. Woli w każdym razie przemilczeć niewygodne pytania, jeśli chce zachować coś dla siebie, niż ściemniać lub nie daj Bóg opowiadać nieprawdę.

I trzecie – bardzo lubię ją pod względem towarzyskim, bo tym rozmowom towarzyszy czasami na imprezach parę kieliszków czystej wódki i przyznam, że czasem niecierpliwie czekam i z tego powodu na kolejne spotkanie.

W każdym razie DANKA wielka jest i basta!

Wesprzyj nas
KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

Tomasz Szponder

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz
Szponder
zobacz artykuly tego autora >
ZE ŚWIATA

Wybrałem przebaczenie. Historia z Ugandy

“Bez przebaczenia ta wojna w ludziach się nie skończy” - mówi Steven Rafel Kilama, ksiądz. Jako nastolatek został uprowadzony przez Bożą Armię Oporu w czasie wojny na północy Ugandy. Jego historia jest wstrząsająca, przeżył piekło

Krzysztof
Błażyca
zobacz artykuly tego autora >

Świadectwo człowieka porwanego przez rebeliantów

 

Stephen miał szesnaście lat. To się zdarzyło jedenastego maja 2003 roku. Był wtedy uczniem Sacred Heart Secondary School.

– … Tej nocy przyszli rebelianci. Wybili szyby, zaczęli świecić latarkami po klasach. Krzyczeli w aczoli: „Yabo dogola! Yabo dogola!”, co znaczy „Otwierać drzwi, otwierać!”. Ale nikt się nie ruszał. Wszyscy byli w strachu. Ostrzelali nas od zewnątrz. Schowałem się pod łóżkiem. Weszli do pomieszczeń. Zobaczyłem wojskowe buty. Chwycili mnie za nogę i wyciągnęli. Usłyszałem przeładowanie broni. „Wychodź albo cię zastrzelę!” Świecił mi latarką w oczy. „Siadaj!” Zaczęli mnie wiązać. Wtedy zobaczyłem, jak zabijają kolegę. Uderzyli go kilka razy pangą. Związali nas i wyprowadzili na zewnątrz, poza ośrodek. Na pobliskim boisku zobaczyliśmy siedemnaście młodych dziewcząt. Przyszły do naszego seminarium, szukając schronienia. Zabrali je… Jedna z dziewcząt była chora. Prosiła, aby pozwolili jej zostać. Wtedy jeden z rebeliantów zapytał: „Która to ta, co narzeka?”. Tamta niewinnie podniosła rękę do góry. Kazał jej podejść do siebie i wtedy pięć razy uderzył ją w twarz. Powiedział, żeby nigdy nie mówiła tak głupich rzeczy, w przeciwnym razie ją zabije. (…)

 

Ruszyliśmy. Szliśmy całą noc, coraz głębiej w busz. Nie znałem okolicy. Marsz trwał aż do około południa. Wtedy zarządzili postój pod drzewami mango. Tam było wiele mango, cały las mango. Zebrali, abyśmy zjedli. I ruszyliśmy dalej. Aż do drogi… (…)

 

Przez cały ten czas myślałem, czy wojsko było powiadomione. Zobaczyliśmy śmigłowiec. Rebelianci kazali się nam schować do lasu, położyć na brzuchach. Jeden z kolegów spróbował wtedy uciec. Myślę, że właśnie wtedy, gdy leżał, po cichu udało mu się oswobodzić z więzów. Niestety rebeliant, ostatni w tej grupie, doszedł do niego, uderzył. „Próbujesz uciec? Zabiję cię!” Kazał mu się położyć na ziemi. Założył bagnet na AK i pchnął go trzy razy w plecy. Potem powiedział do nas: „Ten człowiek próbował uciec, teraz wy tu przyjdziecie i zadepczecie go na śmierć”. Kilku moich kolegów w strachu przed śmiercią poszło. I zadeptali go… (…)

 

fot. Krzysztof Błażyca

 

Było około osiemnastej, gdy dotarliśmy do obozu. To był obóz szkoleniowy dla porwanych. Wielu tam było. Komendantem tej dużej grupy był Onen Kamdun. Miał długie włosy, splecione w warkoczyki. Był w wojskowym mundurze. Gdy stanęliśmy przed nim, powiedział w aczoli: „Wajolowu awobe – welcome boys” (witajcie, chłopcy). Oczywiście nikt z nas nie odpowiedział.  Mówił dalej: „Słyszałem od moich żołnierzy, że niektórzy z was odmówili, stawiali opór. Którzy to?”. Ale my cały czas milczeliśmy. Osobiście nie widziałem nic takiego… Może to było w innej części naszego seminarium… Wtedy powiedział coś, co nas przeraziło: „Czy mam wybrać spośród was trzech, których zabiję, abyście się przekonali, do czego jesteśmy zdolni?”  Zaczął nas rozdzielać pomiędzy innych komendantów. Jeden z nich podszedł do mnie i mojego kolegi, który miał na imię Patrick. Powiedział: „Ty i ty”. Zabrał nas. Poszliśmy za nim. Dokoła słychać było strzały. Patrick był słaby i upadł. Ten zaczął go bić, aż Patrick stracił przytomność. Gdy dotarliśmy do obozu, zobaczyliśmy pięć dziewcząt. Też były zrekrutowane. Na miejscu ten, co nas prowadził, powiedział, że mamy usiąść i się zrelaksować. I że wszystko będzie dobrze, jeśli tylko będziemy robić, co nam każą. (…)

 

Następnie powiedział: „Teraz idziemy się modlić”. Musieliśmy ściągnąć ubrania. Wysmarowali nas olejem shea. Potem uczynili znak krzyża na naszych ciałach. Na klatce i na plecach. „Teraz jesteście jednymi z nas”, powiedzieli. I dodali, że jeśli podejmiemy głupie decyzje ucieczki, to nas zabiją. Bo jedyną karą jest śmierć. Nie wierzyłem, dopóki nie zobaczyłem na własne oczy. (…)

 

Kolejna grupa, do której się dostałem, była dowodzona przez Okota Odhiambo. On był potem na liście poszukiwanych przez Międzynarodowy Trybunał Karny. Jeden z najwyższych dowódców LRA.

 

Tekst jest fragmentem nowowydanej książki Krzysztofa Błażycy “Krew Aczoli. Dziesięć lat po zapomnianej wojnie na północy Ugandy”, która ukazała się pod patronatem Stacja7.pl

Kiedy zaprowadzili mnie do niego, siedział pod drzewem. Dokoła niego sześć kobiet. Zaczął zadawać mi pytania. Powiedział: „Nie próbuj uciekać, zostań z nami, wkrótce obalimy rząd. Wtedy wrócisz na studia, do swego seminarium”. Starał się zachęcić mnie do pozostania z nimi. Potem nakazał eskorcie odprowadzić mnie do innej grupy. Tamten dowódca nazywał się Opit. Był kimś w rodzaju sierżanta. Byli tam rekruci tacy jak ja. Powiedział, że zostanie z nimi. Cały czas byliśmy w drodze. Zatrzymywaliśmy się najwyżej na dwa dni. LRA napadała na wioski, aby uzupełnić zapasy żywności. Napadali nawet na IDP camps. Myślę, że mieli dobrze zorganizowaną siatkę wywiadowczą. Wiedzieli, którego dnia jest dystrybuowana żywność i gdzie. Atakowali natychmiast. Napadali wieśniaków, kradli jedzenie. W tym okresie uczyli nas, jak trzymać broń, używać jej, jak ją składać. Po takim przeszkoleniu wybierali jedną osobę, aby pokazała, że jest gotowa walczyć. Ja łapałem te rzeczy szybko. Mówili mi: „Będziesz dobrym dowódcą w przyszłości”. Pomiędzy nimi były też dziewczęta, które miały broń. I było wiele dzieci. Większość stanowiły dzieci…  Pamiętam dziewczynę, która próbowała uciec. Mogła mieć trzynaście lat. Oddawali ją różnym dowódcom, służyła w kuchni, musiała też walczyć. Tamtego dnia udała się nad rzekę z inną, która była żoną Odhiambo. Poszły prać. Po drodze powiedziała jej, że jest zmęczona takim życiem, przesycona tym szaleństwem i że ucieknie przy pierwszej okazji. Niestety tę rozmowę usłyszał jeden z ludzi Odhiambo. Gdy wróciły do obozu, wszystko toczyło się normalnym trybem, do czasu gdy Odhiambo wezwał je do siebie. Spytał o rozmowę nad rzeką. Dziewczyny zaprzeczyły. Wtedy Odhiambo posłał po tego, który podsłuchał rozmowę. Był wściekły. Swoją „żonę” kazał pobić, a tę, która chciała uciec, kazał zabić. Ja akurat gotowałem milet i kasawę. Powiedzieli mi: „Chodź, chodź, coś się dzieje”. Zobaczyliśmy dowódcę. Mówił: „Ta dziewczyna chciała uciec. Teraz wy macie ją zabić”. Ona milczała, cała w strachu. Nic nie mówiła. Krzyknął: „Na co czekacie, rekruci? Zabić ją!”. Chwycili kije, kamienie, zaczęli… Starałem się wycofać i wtedy on krzyknął: „Stać!”. Popatrzyli na mnie. Ponieważ byłem porwany z seminarium, mówili na mnie „ksiądz”. Odhiambo powiedział wtedy: „Ten ksiądz jeszcze nikogo nie zabił, od kiedy jest z nami. Teraz ma swoją szansę. Wykończ ją”. Tłum powtórzył: „To prawda, nie zabił nikogo, wykończ ją. Uderz w głowę”. „Nie, nie mogę, to szaleństwo…”, broniłem się. „Kwestionujesz nasze rozkazy?” Milczałem. Wtedy kazał im zabić mnie. Uderzyli mnie w plecy. Upadłem. Zaczęli mnie okładać. „Albo ją wykończysz, albo my wykończymy ciebie!” Leżałem skulony na ziemi. Uderzyli mnie w głowę, w kark. Potem w żołądek. Ból przeszył mi ciało. „Zabij, zabij albo zabijemy ciebie!” Bili mnie bez końca, aż z bólu krzyknąłem. „OK, zrobię co chcecie, tylko mnie już nie bijcie”. „Wstawaj! Get up! get up!

 

Gdy byłem na kolanach, powiedzieli: „Wciąż odmawiasz?”. I ponownie uderzyli mnie w plecy. „Wykończcie ich obu!”, usłyszałem. A ona patrzyła, jak mnie bili i jak w końcu zgodziłem się ją zabić. Nie miałem wyboru. W moim sercu myślałem: „To sprawa życia i śmierci. Jeśli odmówię, oboje zginiemy”. Nie miałem wyboru, jak tylko zabić tę niewinną, przestraszoną dziewczynę, która była tak samo porwana jak ja. Wiele myśli burzyło się we mnie. Tylko Bóg wie, co się we mnie działo. Ale aby żyć, musiałem zrobić to, czego ci ludzie chcieli ode mnie. Wziąłem pangę, a oni krzyczeli: „Yeah! Yeah! Bądźmy tego świadkami, bądźmy świadkami, jak ksiądz zabija człowieka!”. Stanąłem na nogi. „Uderz ją, uderz!!!”

 

Widziałem ją, niewinną. Boże, przebacz! Zamknąłem oczy i podniosłem pangę, aby ją uderzyć. Wtedy ktoś mnie chwycił z tyłu, wykręcił mi rękę i znowu upadłem. Usłyszałem śmiechy. Wszystkie siły mnie opuściły. Ktoś krzyknął: „On jest tchórzem! Zabijcie ją!”.

 

Rzucili się na nią. Widziałem. Leżałem na ziemi. Słyszałem, jak ją biją. Wstałem po wszystkim. Jej głowa była roztrzaskana. Nie można było jej rozpoznać. Mózg leżał rozlany, zmieszany z popękanymi kośćmi i krwią. Ci ludzie są obłąkani… These men are crazy people… (…)

 

– Przebaczyłeś…?

– Wybrałem przebaczenie. Trzeba zamknąć ten krąg nienawiści. Wiesz, po wojnie spotkałem mego pierwszego dowódcę. W ośrodku dla ofiar tej wojny. Wcześniej był tak samo porwany jak ja. Zawołałem go. Najpierw wydawał się przerażony. Ale podałem mu rękę. Potem nawet… zaprosiłem do domu. Przebaczyć to najlepsza rzecz. Bez tego ta wojna w ludziach się nie skończy. A wtedy w buszu… dużo się modliłem… na różańcu. Dla nich to były dekoracje Ale ja wiem, że gdyby nie Bóg, nie wróciłbym do domu. Dlatego opowiedz moją historię. Niech ludzie się dowiedzą, co się tutaj działo…

 

 

Steven Rafel Kilama, uprowadzony przez Bożą Armię Oporu (Lord’s Resistance Army) Josepha Kony’ego, w czasie wojny na północy Ugandy


 

Tekst jest fragmentem nowowydanej książki Krzysztofa Błażycy “Krew Aczoli. Dziesięć lat po zapomnianej wojnie na północy Ugandy”, która ukazała się pod patronatem Stacja7.pl

Strona książki: http://www.krewaczoli.pl

 


 

Książka promuje akcję budowy studni na północy Ugandy, we wsi Pabo. http://razemdlaafryki.org/sorudeo/  oraz https://www.facebook.com/RazemdlaAfryki/

 

KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

Krzysztof Błażyca

Zobacz inne artykuły tego autora >
Krzysztof
Błażyca
zobacz artykuly tego autora >
PŁUKANIE SIECI

Rozbitkowie. Wzruszająca piosenka o Syrii

"Gdy nasze niebo zrównane z ziemią, to tylko miłość zmieni życia bieg" śpiewają Mateusz Pospieszalski, Kayah, Ania Rusowicz i Adam Nowak. Piosenka "Rozbitkowie" projekt pomocy ofiarom wojny w Syrii „Rodzina - rodzinie”.

 

KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

Nie żyje o. Karol Meissner

20 czerwca o godz. 3.30 zmarł w Lubiniu w wieku 90 lat o. Karol Meissner OSB, lekarz i wybitny wykładowca psychologii płciowości. Msza św. pogrzebowa odbędzie się w niedzielę 25 czerwca o godz. 13.30 w lubińskim klasztorze ojców benedyktynów.

O. Karol Meissner OSB, właściwie Wojciech Meissner, urodził się 17.05.1927 r. w Poznaniu. Jego rodzicami byli Czesław Meissner, lekarz i polityk II RP, oraz Halina z domu Lutosławska, córka filozofa Wincentego Lutosławskiego oraz Sofii Casanova, poetki i dziennikarki pochodzenia hiszpańskiego. Liczni członkowie rodziny byli lekarzami, duchownymi, a zwłaszcza działaczami społeczno-politycznymi. Związani z obozem narodowej demokracji odegrali znaczną rolę w przedwojennej Polsce.

Wychowywał się w Poznaniu, tam ukończył szkołę podstawową. Dzień przed wybuchem II Wojny Światowej opuścił Poznań i udał się do rodziny w Warszawie. Mimo okupacji kontynuował naukę najpierw oficjalnie, następnie na tajnych kompletach oraz w szkole handlowej. Pracował także jako goniec w polskim Czerwonym Krzyżu. Będąc młodzieńcem w czasie powstania warszawskiego służył jako sanitariusz w powstańczym szpitalu przy ulicy Hożej 13, którego komendantem był jego stryj major prof. Alfred Meissner. Po kapitulacji wywieziony został 4 października 1944 r. do obozu jeńców wojennych w Altengrabow pod Magdeburgiem (Stalag XI-A), do podobozu w Gross-Lübars.

Po wyzwoleniu z obozu powrócił do Poznania, gdzie w sierpniu 1945 r. zdał maturę w Liceum im. św. Jana Kantego. Następnie rozpoczął studia medyczne na wydziale medycznym Uniwersytetu Poznańskiego. W trakcie studiów pracował w laboratorium lekarskim w szpitalu Przemieniania Pańskiego w Poznaniu oraz angażował się społecznie. Był także harcerzem i drużynowym drużyny 63, następnie 21, z której został usunięty za „obcość ideologiczną”. Pełnił też funkcję prezesa Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej okręgu poznańskiego. Śpiewał w chórze „Poznańskie Słowiki” prowadzonym przez Stefana Stuligrosza, któremu wiele zawdzięczał w dziedzinie formacji muzycznej. Po ukończeniu studiów pracował w szpitalu w Szczecinku, Instytucie Medycyny Sportowej oraz I Klinice Chorób Wewnętrznych w Poznaniu.

W 1951 r. wstąpił do klasztoru benedyktynów w Tyńcu. Został przyjęty do nowicjatu 05 stycznia 1952 r. otrzymując imię Karol po swoim pierwszym magistrze o. Karolowi van Oost OSB, przewodzącemu odnowie opactwa tynieckiego. Kolejnym magistrem nowicjatu był o. Piotr Rostworowski OSB/EC, który wywarł wielki wypływ na o. Karola. Nowicjat ukończył 01. maja 1953 r., a śluby wieczyste złożył 01 stycznia 1957 r. Będąc lekarzem służył także okolicznym mieszkańcom pomocą medyczną. Początkowo pragnął zostać mnichem bez święceń kapłańskich, lecz po odbyciu studiów w latach 1958-1963 w Seminarium Duchowym w Kielcach nie bez wahań przyjął święcenia 21.12.1965 r.

O. Karol był jednym z inicjatorów dokonania nowego przekładu Pisma Świętego zwanego „Biblią Tysiąclecia” oraz członkiem kolegium redakcyjnego przy jej powstawaniu. Zaadoptował melodie gregoriańskie do polskich tekstów liturgicznych oraz ułożył nowe melodie w szczególności hymnów w metryce gregoriańskiej do Antyfonarza Monastycznego. Był także kompozytorem innych utworów muzycznym między innymi do wierszy Kazimiery Iłłakowiczównej.

W następnych latach na prośbę ówczesnego ks. kard. Karola Wojtyły rozwijał duszpasterstwo rodzin i poradnictwa rodzinnego. W latach 1966-68 pracował w zespole kierowanym przez kard. Karola Wojtyłę nad uzasadnieniem katolickiej nauki dotyczącej podstaw moralnych życia małżeńskiego, czego owocem był „Memoriał krakowski.” W 1968 r. współtworzył Instytut Teologii Rodziny w Krakowie pod kierownictwem dr Wandy Półtawskiej. Prowadził liczne rekolekcje w kilkudziesięciu seminariach oraz regularne wykłady z medycyny pastoralnej oraz teologii moralnej. Od 1966 r. do 2005 r. był wykładowcą na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim z dziedziny psychologii i psychiatrii.

W 1972 r. opuścił Tyniec i przeniósł się do zagrożonego likwidacją klasztoru w Lubiniu. W wyniku jego poświecenia, energicznych zabiegów oraz nawiązaniu współpracy z prymasem Polski, kard. Stefanem Wyszyńskim, wspólnota lubińska odrodziła się. W 1978 r. dzięki jego zabiegom benedyktynom zwrócona została parafia w Lubiniu, której był tymczasowym administratorem w latach 1982-1988, zaś proboszczem w latach 1993-1999. Od 1980 do 1983 r. pełnił funkcję przeora, kilkakrotnie magistra nowicjatu i podprzeora.

Podczas Synodu Biskupów w 1980 r. w Rzymie poświęconego sprawom rodziny, był jednym z sekretarzy przy głównej radzie Synodu. Po wyborze Karola Wojtyły na papieża kontynuował z nim współpracę i służył radą w kwestiach dotyczących rodziny. Był autorem wielu publikacji dotyczących małżeństwa, rodziny, seksualności oraz życia chrześcijańskiego. Dzielił się poprzez liczne rekolekcje, wykłady, konferencje oraz rozmowy, których nikomu nie odmawiał.


benedyktyni.net, lk (KAI) / Lubiń

 

KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

Algieria: trwa proces beatyfikacyjny męczenników sprzed 20 lat

Proces beatyfikacyjny 19 zakonników i zakonnic, których islamiści zamordowali w Algierii w latach 1994-96, czyni postępy. Gotowa jest już tzw. „positio”, czyli synteza dotyczącej ich dokumentacji. W Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Watykanie proces ten nosi tytuł: „Bp Pierre Claverie i 18 towarzyszy męczeństwa”

Pierwszy z tej grupy – biskup-dominikanin (1938-96), był w latach 1981-96 ordynariuszem algierskiego Oranu. Zginął on wraz ze swym młodym kierowcą, muzułmaninem Mohamedem Bouchikhim w wyniku wybuchu samochodu-pułapki przed wejściem do domu biskupiego. W gronie pozostałych męczenników jest też siedmiu trapistów z klasztoru w Tibhirine, zamordowanych w maju tegoż roku przez terrorystów islamskich. Franciszek napisał wstęp do poświęconej im książki pt. „Tibhirine l’héritage” – „Tibhirine dziedzictwo”.

 

Wszyscy wspomniani męczennicy w trudnym dla Algierii okresie zdecydowali się świadomie pozostać tam u boku swoich braci muzułmanów, wierni Chrystusowi i Kościołowi. Na styku różnych religii i kultur pragnęli dawać świadectwo pokoju i dialogu.


kg (KAI/RV) / Algier

Katolicka Agencja Informacyjna

KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

Benedykt XVI: Tęsknię do swoich stron rodzinnych

Tęsknię do swoich stron rodzinnych – przyznał pochodzący z Bawarii papież senior, zapytany o to przez niemiecki tygodnik „Focus”. Zaraz jednak dodał, że „w Watykanie też jest pięknie”

Podczas spotkania w Ogrodach Watykańskich 90-letni obecnie Joseph Ratzinger powiedział, że już nie gra na fortepianie, wyjaśniając, że „ręce już mi tak nie służą i głowa czasami też”. Pytany o swój pontyfikat, który zakończył 28 lutego 2013, Benedykt XVI odpowiedział, że „oceni to pewnego dnia Pan Bóg”.

 

W rozmowie z „Focusem” abp Georg Gänswein – prywatny sekretarz papieża seniora – zwrócił uwagę na jego słaby stan zdrowia. „Sądzę, że gdyby pozostał papieżem, nie pożyłby długo” – stwierdził arcybiskup.


ts (KAI) / Watykan

Katolicka Agencja Informacyjna

KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

Franciszek: Eucharystia przypomina historię miłości Boga wobec nas

"Eucharystia przypomina nam, w sposób realny i namacalny historię miłości Boga wobec nas" - mówił papież 18 czerwca podczas Mszy św. na placu przed bazyliką św. Jana na Lateranie. Poprzedzała ona procesję eucharystyczną, która przeszła tradycyjną trasą ulicami Rzymu do bazyliki Matki Bożej Większej

Oto tekst papieskiej homilii w tłumaczeniu na język polski:

W uroczystość Bożego Ciała kilkakrotnie powraca temat pamięci: „Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi Cię prowadził twój Pan Bóg […]. Nie zapominaj twego Pana […] On żywił cię na pustyni manną”(Pwt 8,2.14.16) – powiedział Mojżesz do ludu. „Czyńcie to na moją pamiątkę” (1 Kor 11, 24) – powie do nas Jezus. Pamiętaj na Jezusa Chrystusa – powie Paweł do swego ucznia. „Chleb żywy, który zstąpił z nieba” (J 6,51) jest sakramentem pamięci, który przypomina nam, w sposób realny i namacalny historię miłości Boga wobec nas.

 

Pamiętaj, mówi dziś Słowo Boże do każdego z nas. Z pamięci dzieł Pana czerpała siłę pielgrzymka ludu na pustyni; w pamięci tego, co Pan uczynił dla nas ma swą podstawę nasza osobista historia zbawienia. Pamiętanie ma dla wiary istotne znaczenie, jak woda dla rośliny: tak, jak nie może pozostać przy życiu i wydać owoc roślina bez wody, podobnie i wiara, jeśli nie czerpie z pamięci o tym, co uczynił dla nas Pan.

 

Pamiętaj na Jezusa Chrystusa. Pamiętaj. Pamięć jest ważna, ponieważ pozwala nam trwać w miłości, by powrócić do serca, to znaczy nieść w sercu, by nie zapominać o tym, kto nas kocha i do kogo miłowania jesteśmy wezwani. Jednakże ta wyjątkowa zdolność, jaką obdarzył nas Pan uległa dziś raczej osłabieniu. W pogoni, w której jesteśmy zanurzeni, wielu ludzi i wiele faktów zdaje się przepływać obok nas. Szybko przerzucamy strony, będąc chciwymi nowości, ale ubogimi we wspomnienia. Zatem jeśli palimy wspomnienia i żyjemy chwilą, to grozi nam pozostawanie na tym co powierzchowne, w przepływie rzeczy jakie się wydarzają, nie wchodząc w kwestie głębsze, bez tego przesłania, które nam przypomina kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Wówczas życie zewnętrzne staje się fragmentaryczne, natomiast to wewnętrzne – pasywne.

 

Ale dzisiejsza uroczystość przypomina nam, że Pan wychodzi nam na spotkanie we fragmentacji życia z kruchością miłującą, jaką jest Eucharystia. W chlebie życia Pan przychodzi nas nawiedzić, stając się pokornym pokarmem, który z miłością uzdrawia naszą pamięć, chorą na szalony pośpiech. Ponieważ Eucharystia jest pamiątką miłości Boga. W niej „odnawiamy pamięć Jego męki” (Uroczystość Ciała i Krwi Chrystusa, antyfona do Magnificat drugich nieszporów), miłości Boga do nas, która jest naszą siłą, wsparciem naszego pielgrzymowania. Właśnie dlatego tak wiele dobra czyni nam pamiątka eucharystyczna: nie jest to pamiątka abstrakcyjna, zimna i teoretyczna, ale pamiątka żywa i pocieszająca miłości Boga, pamięć anamnestyczna i mimetyczna. W Eucharystii jest cały smak słów i gestów Jezusa, zapach Jego Paschy, odurzająca woń Jego Ducha. Gdy ją przyjmujemy, to w nasze serce wpisuje się pewność, że jesteśmy miłowani przez Niego. A mówiąc to myślę szczególnie o was, chłopcy i dziewczęta, którzy niedawno otrzymaliście Pierwszą Komunię Świętą i licznie jesteście tu obecni.

 

W ten sposób Eucharystia tworzy w nas pamięć wdzięczną, ponieważ uznajemy siebie za umiłowane dzieci, karmione przez Ojca. Pamięć wolną, bo miłość Jezusa, Jego przebaczenie, goi rany przeszłości i uspokaja wspominanie krzywd doznanych i wyrządzonych innym. Pamięć cierpliwą, bo w przeciwnościach wiemy, że Duch Jezusa trwa w nas. Eucharystia dodaje nam otuchy: nawet w najtrudniejszej drodze nie jesteśmy sami, Pan o nas nie zapomina i za każdym razem, gdy idziemy do Niego pokrzepia nas z miłością.

 

Eucharystia przypomina nam również, że nie jesteśmy jednostkami, ale ciałem. Tak, jak lud na pustyni zbierał mannę, która spadła z nieba i dzielił się nią w rodzinach (por. Wj 16), tak też Jezus, Chleb z Nieba, zwołuje nas, abyśmy przyjmowali Go wspólnie i dzielili się Nim między sobą. Eucharystia nie jest sakramentem „dla mnie”, jest sakramentem wielu, którzy tworzą jedno ciało- Święty wierny Lud Boży. Przypomniał nam o tym święty Paweł: „Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba” (1 Kor 10,17). Eucharystia jest sakramentem jedności. Ten, kto ją przyjmuje nie może nie być budowniczym jedności, ponieważ rodzi się w nim, w jego „duchowym DNA” konstrukcja jedności. Niech ten chleb jedności uleczy nas od ambicji dominowania nad innymi, żądzy gromadzenia dla siebie, od wzniecania niezgody i szerzenia krytyki; niech wzbudzi radość miłości bez rywalizacji, zazdrości i oszczerczych plotek.

 

A teraz, przeżywając Eucharystię uwielbiajmy i dziękujmy Panu za ten najwspanialszy dar: żywą pamięć Jego miłości, która tworzy z nas jedno ciało i prowadzi nas do jedności.

 

 


tłum. st (KAI) / Rzym

Katolicka Agencja Informacyjna

KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

“Trwa walka o małżeństwa i rodziny”

„Na naszych oczach toczy się wielkie starcie między Bogiem a szatanem – walka o małżeństwo i rodzinę” – powiedział biskup tarnowski Andrzej Jeż podczas Diecezjalnego Święta Rodziny w Starym Sączu. Przy papieskim ołtarzu zgromadziły się małżeństwa z dziećmi z całej diecezji, duszpasterze rodzin, działacze ruchów i stowarzyszeń katolickich. Takie spotkanie odbywają się co roku z okazji rocznicy wizyty św. Jana Pawła II, który 16 czerwca 1999 roku dokonał w tym miejscu kanonizacji św. Kingi.

Biskup tarnowski ubolewał w homilii, że jesteśmy dziś świadkami ataku na fundament jakim jest rodzina.

„W kolejnych krajach uchwalane są ustawy podważające instytucję małżeństwa i niszczące rodzinę, a ludzie coraz rzadziej chcą zawierać małżeństwo i przestają cenić jego wartość. Coraz wyraźniej widać także, jak rozszerza się „cywilizacja rozwodowa”, jak wiele dzieci wychowuje się poza małżeństwem, gdzie są pozbawione niepowtarzalnego ciepła i troski pełnej rodziny. Dostrzegamy też, jak mocno atakowani są wszyscy, którzy chcą bronić małżeństwa i rodziny” – dodał.

Biskup podkreślił, że bez wątpienia zwycięży Bóg, ale zapytał też, czy będziemy mieli udział w tym zwycięstwie? „Nasza bowiem walka w obronie rodziny i małżeństwa ma też na celu, aby było jak najmniej ofiar zgubnych ideologii i systemów uderzających w fundament ludzkości, którym jest małżeństwo i rodzina” – mówił.

Biskup wskazywał, że rodzina i trwałe małżeństwo jest szansą i nadzieją dla współczesnego świata i że nie ma lepszego wzorca dla dzieci niż postawa matki i ojca, świadectwo ich życia. „To nie tyle dobre ustawy gwarantują społeczną koegzystencję, lecz rodzina, naturalna szkoła dobrego człowieczeństwa” – dodał.

Mówiąc o braku kapłanów w Europie, biskup wskazywał, że sprawa powołań do kapłaństwa i życia zakonnego w bardzo dużej mierze warunkowana jest przez środowisko rodzinne.

„Liczne jeszcze powołania do kapłaństwa, do życia zakonnego w naszej diecezji to wielka zasługa dobrych, pobożnych i kochających się rodzin. Ale takie rodziny to także najlepsza szkoła przygotowania dzieci, następnych pokoleń, do małżeństwa i do odpowiedzialnego budowania nowych trwałych rodzin” – podkreślił.

Nawiązując do hasła spotkania „Rodzina szkołą modlitwy”, bp Jeż podkreślił, że nic tak nie spaja rodziny, jak wspólna modlitwa. Ordynariusz diecezji tarnowskiej apelował, by dzieci wzrastały w atmosferze modlitwy od najmłodszych lat. „Rodzinna modlitwa to nadzwyczajny klucz otwierający serca jej członków. Rodzinna modlitwa stanowi też istotny element przekazu wiary następnym pokoleniom” – mówił.

Podczas uroczystości odnowiono przyrzeczenia małżeńskie. „Przyjeżdżamy co roku, by wspominać wizytę Jana Pawła II w Starym Sączu, by modlić się za nasze rodziny, by były Bogiem silne i o dobre wychowanie naszych dzieci” – podkreślają rodziny zgromadzone w Starym Sączu.

Na zakończenie uroczystości pięć małżeństw zostało wyróżnionych medalem diecezjalnym „Dei Regno Servire” m.in. za działania na rzecz rodzin diecezji tarnowskiej.

Po Mszy rozpoczął się festyn rodzinny. W programie są koncerty, misterium o bł. Karolinie i zabawy integracyjne dla całych rodzin. W Starym Sączu jest także synodalny namiot, gdzie można dowiedzieć się więcej o V Synodzie Diecezji Tarnowskiej i złożyć propozycje tematów synodalnych. O godz. 16.00 rozpocznie się koncert zespołu NEW LIFE’m.

Uczestnicy święta rodzin zwiedzają także ołtarz i muzeum papieskich pamiątek związanych m.in. z kanonizacją św. Kingi.


eb (KAI) / Stary Sącz

KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

Rozpoczyna się Krajowe Forum na rzecz Małżeństwa i Rodziny

O życiu narzeczeńskim, małżeńskim i rodzinnym w świetle adhortacji papieża Franciszka "Amoris laetitia" będą zastanawiać się w Gnieźnie uczestnicy I Krajowego Forum na rzecz Małżeństwa i Rodziny. Rozpoczynające się w poniedziałek dwudniowe spotkanie organizowane jest w ramach obchodów 600-lecia prymasostwa w Gnieźnie. To największe dotąd w Kościele w Polsce spotkanie osób, wspólnot i instytucji zaangażowanych na rzecz rodziny.

Wykłady i dyskusje panelowe dotyczyć będą przygotowania narzeczonych do małżeństwa oraz duszpasterskiego towarzyszeniu małżeństwom i rodzinom, a także osobom po rozpadzie małżeństwa sakramentalnego i żyjącym w powtórnym związku.

Celem Forum jest pójście za zachętą papieża Franciszka i pomoc małżeństwom oraz rodzinom w odkryciu radości z ich powołania. W spotkaniu uczestniczyć będą osoby zaangażowane w ruchy i wspólnoty małżeńskie oraz w duszpasterstwo rodzin, a także przedstawiciele instytucji wspierających rodzinę.

Problematyka rodzinna ukazana zostanie w szerokiej perspektywie a wykłady wygłoszą specjaliści różnych dziedzin: teologowie, duszpasterze a także przedstawiciel Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Uczestnicy Forum wysłuchają wykładów o nowoczesnej polityce rodzinnej, filozoficzno-antropologicznych podstawach małżeństwa i rodziny, “teologii ciała” według Jana Pawła II oraz o praktycznych zasadach wdrażania adhortacji “Amoris laetitia” w Polsce.

Gościem Forum, którego gospodarzem jest Prymas Polski abp Wojciech Polak, będzie m.in. kard. Kevin Joseph Farell, prefekt Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. W poniedziałek wieczorem gość z Watykanu będzie przewodniczył Mszy św. w katedrze gnieźnieńskiej. Nazajutrz, 20 czerwca, kard. Farell wygłosi wykład pt. Zaangażowanie katolików świeckich w głoszenie Ewangelii rodziny – „Amoris laetitia”.

Przewodniczący Rady KEP ds. Rodziny bp Jan Wątroba wskazuje, że małżeństwo i rodzina są fundamentem życia i wiary oraz miejscem wychowania. Przypomniał, że poprzez adhortację „Amoris laetitia” oraz dwa synody o rodzinie do namysłu na ten temat zachęcał papież Franciszek.

“Sytuacja demograficzna w naszym kraju i rosnący wskaźnik rozwodów wręcz przymuszają do czynnego zaangażowania w tę kwestię” – podkreśla bp Wątroba. Dodaje, że w Kościele i w społeczeństwie potrzeba różnych form troski o małżeństwa i rodziny, ale też współpracy pomiędzy podmiotami i instytucjami.

Na spotkanie zaproszono duszpasterzy rodzin, doradców życia rodzinnego, ruchy i wspólnoty o charyzmacie rodzinnym, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje działające na rzecz małżeństwa, rodziny i życia.

“Chcemy wspólnie wypracować konkretny program działań, które według zamysłu papieża Franciszka pozwolą uczynić z parafii otwarte dla wszystkich centrum duszpasterstwa małżeństw i rodzin, służące odkrywaniu piękna miłości” – powiedział KAI ks. dr Przemysław Drąg.

Dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin wyraża nadzieję, że dzięki Forum uda się poprawić postawę wobec małżeństwa i rodzony w Polsce, zwłaszcza zaś wobec małżeństw wielodzietnych. Forum ma służyć także wzajemnemu poznaniu osób, środowisk i wspólnot działających w Kościele na rzecz rodziny.

“Chcemy wypracować przesłanie dla biskupów, mediów, samorządów, które określi, jakie są jeszcze bolączki polskiej rodziny i wskaże sposoby ich eliminowania tak, by rodziny rozwijały się i stawały się coraz silniejsze” – zapowiada ks. dr Drąg.

Z kolei ks. Franciszek Jabłoński kierujący Duszpasterstwem Rodzin Archidiecezji Gnieźnieńskiej przypomina, że w adhortacji “Amoris laetitia” Franciszek zachęca do nowego spojrzenia na duszpasterstwo małżeństw i rodzin, które powinno być „zasadniczo misyjne, wychodzące, będące blisko ludzi”.

Organizatorami Forum są: abp Wojciech Polak, Prymas Polski, Rada ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski, Krajowy Ośrodek Duszpasterstwa Rodzin oraz Duszpasterstwo Rodzin Archidiecezji Gnieźnieńskiej.

Szczegółowe program Forum na stronie: www.forummalzenstwairodziny.pl


tk (KAI) / Gniezno

 

KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

Eucharystia to pełne zdanie się na Jezusa

W Eucharystii Jezus dołącza do nas, pielgrzymów przez dzieje, aby karmić naszą wiarę, nadzieję i miłość, aby nas pocieszać w doświadczeniach i wspierać nasze zaangażowanie na rzecz sprawiedliwości i pokoju. Ale karmić się Jezusem Eucharystycznym oznacza także ufne zdanie się na Niego i na Jego kierownictwo. Mówił o tym Franciszek w rozważaniach przed modlitwą Anioł Pański 18 czerwca w Watykanie. Po jej odmówieniu i udzieleniu zgromadzonym na Placu św. Piotra błogosławieństwa apostolskiego przypomniał o obchodzonym 20 bm. Światowym Dniu Uchodźcy i wyraził solidarność z ofiarami wielkiego pożaru w Portugalii.

Nawiązując do publicznych obchodów właśnie dzisiaj we Włoszech i w wielu innych krajach uroczystości Bożego Ciała papież przypomniał, że chociaż “w każdą niedzielę wspólnota kościelna gromadzi się wokół Eucharystii, sakramentu ustanowionego przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy”, to jednak “raz w roku z radością obchodzimy święto poświęcone tej centralnej tajemnicy wiary, aby wyrazić pełnię naszego uwielbienia la Chrystusa, który daje siebie jako pokarm i napój zbawienia”.

“W Eucharystii Jezus, tak jak to uczynił wobec uczniów z Emaus, dołącza do nas, pielgrzymów w dziejach, aby karmić naszą wiarę, nadzieję i miłość: aby dać nam pociechę w doświadczeniach; aby nas wspierać w zaangażowaniu na rzecz sprawiedliwości i pokoju” – mówił dalej Ojciec Święty. Podkreślił, że “ta solidarna obecność Syna Bożego” dotyczy całego świata. Zwrócił uwagę, że “karmienie się Jezusem Eucharystycznym oznacza także ufne zdanie się na Niego i umożliwienie Mu kierowania nami”.


st, kg (KAI) / Watykan

 

KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

Watykan: ekskomunika za przynależność do mafii?

Watykan pracuje nad projektem ekskomuniki za korupcję i przynależność do organizacji przestępczych o charakterze mafijnym. Mówi o tym rozpowszechniony przez Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej komunikat Dykasterii ds. zrównoważonego rozwoju człowieka, która 15 czerwca zorganizowała pierwszą „międzynarodową debatę na temat korupcji”.

W spotkaniu tym, którego współorganizatorem była Papieska Akademia Nauk Społecznych, udział wzięło pięćdziesiąt osób, w tym przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania, duchowni z instytucji watykańskich oraz przedstawiciele państw i Organizacji Narodów Zjednoczonych, a także ofiary przestępczości, dziennikarze, naukowcy, intelektualiści i członkowie korpusu dyplomatycznego.

Gremium to pracuje obecnie nad tekstem, który zawierać będzie wytyczne dla kolejnych podobnych spotkań i inicjatyw. Jedną nich jest „konieczność pogłębienia na szczeblu międzynarodowym i doktryny prawnej Kościoła kwestii ekskomuniki za korupcję i przynależność do mafii” – czytamy we wspomnianym komunikacie nowego urzędu watykańskiego.

Stojący na jego czele kard. Peter Turkson wyjaśnił, że korupcja jest zjawiskiem, prowadzącym do podeptania godności człowieka. „Chcemy powiedzieć, że nie wolno deptać ani zaprzeczać godności człowieka, ani stawiać jej przeszkód. Zadaniem naszej dykasterii jest chronić tę godność i wspierać szacunek dla niej i dlatego chce ona zwrócić uwagę na ten temat” – oświadczył pochodzący z Ghany purpurat kurialny.


sal (KAI Rzym) / Watykan

 

KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

Algieria: zburzono kościół, aby wybudować meczet

Władze Algierii podjęły decyzję o zburzeniu kościoła katolickiego w miejscowości Sidi Moussa, 25 km od stolicy kraju.

Ich zdaniem budynek jest w złym staniem technicznym i grozi zawaleniem. Nie podjęto, niestety, decyzji o jego odnowieniu ani o wpisaniu go na listę dóbr narodowych.

Jednocześnie poinformowano, że na tym miejscu zostanie wybudowany meczet oraz szkoła koraniczna.


RV (KAI) / Algier

KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba

Abu Zabi: Meczet poświęcony Maryi

Kościół katolicki w Emiratach Arabskich nie został poinformowany o tym, że biały meczet w Abu Zabi zostanie poświęcony Maryi, Matce Jezusa – powiedział Radiu Watykańskiemu bp Paul Hinder, zwierzchnik katolików w Arabii Południowej. On sam dowiedział się o tym z mediów, choć świątynia ta położona jest tuż obok jego katedry. Bp Hinder wyraził nadzieję, że ta bliskość meczetu Maryi i katedry św. Józefa nie będzie powodować zamieszania.

– Ten meczet znajduje się niespełna 20 m od mojego biura. Muezin, który 5 razy dziennie wzywa do modlitwy, nieustannie przypomina mi o bliskości islamu. Fakt, że książę spadkobierca nadał nowe imię swemu meczetowi wydaje się być ważnym gestem. Dotychczas nosił on jego własne imię, teraz będzie nosił imię Kobiety mającej o wiele ważniejszą rolę jako Matka Jezusa. Oczywiście dla nas Jezus to Syn Boży, co stanowi zasadniczą różnicę. Jednakże wydaje mi się, że mamy tu do czynienia z gestem, który ma pokazać, że jesteśmy spokrewnieni, nawet jeśli muzułmanie i chrześcijanie nie należą do tej samej kategorii – powiedział bp Hinder.


RV (KAI) / Abu Zabi

 

KUP Z RABATEM! - 52 furtki do nieba